Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 sierpnia 2019

Kołysanka z Auschwitz - Mario Escobar



Autor: Mario Escobar
Tytuł: "Kołysanka z Auschwitz"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Ilość stron: 240
Ocena: 5/5


Cytat:
Czasami musimy stracić wszystko, by zrozumieć co jest najważniejsze.

Zło jest czymś znacznie większym niż aspołeczne zachowania czy niedoskonałości psychiki. Przede wszystkim to brak miłości do siebie samego i do bliźnich.


Tak trochę masochistycznie sięgnęłam po tę książkę. Nie czułam się najlepiej, wiedziałam, że tematyka poruszona w książce może mnie jeszcze bardziej dobić.
Książka dogłębnie poruszająca, a przy tym zachwycająca! Czytało się błyskawicznie, strona za stroną, tak bardzo czytelnik został wkręcony w losy pewnej żydowskiej rodziny. Rodzinę Helen Hanneman poznajemy w pewien majowy poranek 1943 roku, kiedy to wysłannicy SS przybywają by zabrać jej męża i pięcioro dzieci, które są Romami. Helen jest rodowitą Niemką. Kiedy po jej bliskich przychodzi policja, by umieścić ich w obozie, kobieta dobrowolnie zgłasza się by zabrano ją wraz z nimi. Po kilku dniach podróży w warunkach urągających człowiekowi, wygłodzeni i brudni trafiają do obozu w Auschwitz. Helene wraz z dziećmi rozdzielona z Johannem trafia do obozu cygańskiego, Auschwitz-Birkenau. Lekarzem jest tam doktor Mengele. Początkowo Helene pracuje w obozowym szpitalu jako pielęgniarka. Pewnego dnia Mengele proponuje jej poprowadzenie w obozie przedszkola dla najmłodszych dzieci. Jest plac zabaw, karuzela, huśtawki, przybory do rysowania. Kobieta od początku zdaje sobie sprawę jaki los czeka jej podopiecznych, jednak za wszelką cenę chce zapewnić im jak najlepsze warunki życia, niejednokrotnie ryzykując swoim.

Choć przypuszczałam jakie zakończenie będzie mieć ta książka to cały czas łudziłam się... Ta rodzina zasługiwała na dobre szczęśliwe, życie. Tak jak tysiące innych rodzin w tamtych okrutnych czasach. Powieść ta wywołuje wiele emocji, budzi grozę, wręcz niedowierzanie, że ludzie mogli być tak okrutni i bezwzględni. Dla kogoś z taką empatią jak ja nie mieści się to w głowie. Dzięki tej książce przybliżyłam sobie postać
doktora Josepha Mengele zwanego Aniołem Śmierci. To jest nie do uwierzenia, że co jakiś czas rodzą się takie potwory. Niestety, ten akurat potwór nigdy nie odpowiedział za swoje haniebne czyny.


Historia zawarta w "Kołysance z Auschwitz" jest inspirowana prawdziwymi losami Helene Hannemann. Autor w krótkiej notce na końcu książki wyjaśnia, które informacje są prawdziwe, a które nieco zmienił, by pozostawić czytelnikowi miejsce na choć trochę nadziei.
Wbrew moim początkowym przypuszczeniom ta książka nie 'dobiła mnie". Wyrwała mnie tak jakby z odrętwienia i zaraz po niej sięgnęła po kolejną książkę o podobnej tematyce.

poniedziałek, 22 lipca 2019

Pacjentka - Alex Michaelides


Tytuł oryginału: Silent Patient
Data wydania: 13 marca 2019
Gatunek: Thriller psychologiczny
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 352
Moja ocena: 4/5


Cytaty:
"o miłości. O tym, jak często błędnie uznajemy ją za fajerwerki, dramatyzm, dysfunkcję. Tymczasem prawdziwa miłość jest bardzo cicha, spokojna. Nudna, jeśli patrzy się na nią z perspektywy dramatyzmu. Miłość jest głęboka i spokojna. I trwała".

"Wszędzie jest tyle bólu, a my tylko zamykamy przed nim oczy. Prawda jest taka, że wszyscy jesteśmy przerażeni. Boimy się siebie nawzajem".

Tytułowa "Pacjentka" to Alicia Berenson, młoda, piękna kobieta, malarka, która przebywa w szpitalu psychiatrycznym z powodu zabójstwa własnego męża. Kobieta od chwili tego wydarzenia nie wypowiedziała ani jednego słowa. Nie broni się, nie zeznaje... Jej terapię prowadzą różni lekarze, ale żaden z nich nie potrafi do niej dotrzeć. Przypadek Alicii ciekawi młodego lekarza, Theo, który postanawia, że zrobi wszystko, by dotrzeć do pacjentki i pomóc jej. Jaki sekret skrywa Alicia i czy Theo będzie w stanie namówić ja do mówienia?

Fabuła "Pacjentki" prowadzona jest dwutorowo. Poznajemy fragmenty pamiętnika Alicji z czasu przed morderstwem, ale jednocześnie mamy okazję poznać życie Theo w pracy i poza nią. Bardzo podoba mi się, gdy autor stosuje taki zabieg. Czytelnik ma szansę poznać różne punkty widzenia, a przy okazji stopniowo wprowadzany jest w świat głównych bohaterów. Książka wciąga już od pierwszych stron. Nie sposób się od niej oderwać. Chwilami wydawała mi się dość absurdalna, ale i tak czytałam dalej. Tu trzeba przyznać plusa autorce, potrafi zaciekawić czytelnika i wciągnąć go w swój świat. W miarę rozwoju akcji byłam coraz bardziej ciekawa jak się skończy ta historia. Miałam coraz większe wątpliwości, że to Alice jest morderczynią. Zakończenie zaskakuje. Cała fabuła książki jest bardzo przemyślana i zmierza do takiego finału. To zadziałało zdecydowanie na duży plus dla tego tytułu.

czwartek, 27 czerwca 2019

Camila Lackberg - Złota klatka



Tytuł: Złota klatka
Autor: Camilla Läckberg
Cykl: Faye
Tom: pierwszy
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 400
Ocena: 2/5

Poważnym problemem wielu osób jest to, że zrzucają swój smutek na innych. Chcą się nim dzielić. Myślą, że skoro mamy podobne DNA, to automatycznie powinno zasmucać nas to samo. Smutek ani rozpacz nie stają się łatwiejsze do udźwignięcia przez to, że je z kimś dzielimy, przeciwnie, stają się jeszcze cięższe.


Camillle Lackberg pokochałam jakiś czas temu zaczytując się w jej serii o Fjallbace. Tak bardzo ucieszyłam się na wieść o jej nowej książce, a tym bardziej że to miała być nowa seria. Tymczasem bardzo się rozczarowałam. To już nie ta Camilla, którą znałam i w której się zaczytywałam. Książka "Złota klatka" nie porywa, a wręcz jest banalna i naiwna. Chwilami miałam wrażenie, że jest pisana na siłę, zwłaszcza końcówka książki jest niedopracowana. Miałam wrażenie, że czytam coś w rodzaju taniego romansu dla niezbyt wymagającego czytelnika. Autorka straciła w moich oczach. Nie wiem czy jej to wybaczę.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Gorzko - Barbara Kosmowska


Wydawca: W.A.B.

Seria: Seria z miotłą

Data wydania: 10 września 2014

Liczba stron: 320


"A ja nie odchodziłam od okna,szukając w sobie zgody na cudze szczęście i własne porażki.Czym były,jeśli nie stadem wilków przyczajonych w moim lesie zdarzeń? Wyskakiwały z chaszczy, przywierały do gardła, sprawiały,że i ono umarło. Nie potrafiło wydać na świat żadnego słowa.
Nie urodziło żadnego krzyku.Nie protestowało.Kolejna okaleczona macica.

Tak się umiera za firaną,przy parapecie, pomyślałam, zanim zaciągnęłam zakurzoną storę. W pokoju od razu zapadł mrok i ze zdumieniem poczułam,że wciąż żyję."


Z Barbarą Kosmowską spotykam się po raz pierwszy. Przyciągnęła mnie okładka książki, dedykacja, motto, a także to, że książka pochodzi mojej ulubionej serii książkowej. Nigdy jeszcze nie zawiodłam się na "Serii z miotłą". Tym razem też tak było. Otworzyłam książkę i już po chwili powieść Kosmowskiej porwała mnie w swój świat.
Gorzka to powieść i smutna. Gorzka i prawdziwa. Jak samo życie. Ta książka jest o kobietach, o ich marzeniach, nadziejach na lepszy los, zmaganiu się z życiem, walce o szczęście, a w końcu o straconych złudzeniach, pogodzeniu się z losem, który często bywa okrutny.

Na początku poznajemy Teresę. To główna bohaterka tej książki i wokół niej rozgrywają się główne wydarzenia. Teresa pochodzi ze małej miejscowości. Zakochuje się pierwszą niespełnioną miłością w Adamie, który pozornie nie zwraca na nią uwagi. Zawiedziona Teresa "na złość" mu oddaje się na szkolnej zabawie pierwszemu lepszemu chłopakowi z sąsiedztwa. Byle jak, byle gdzie, z byle kim. Teresa jest rozczarowana. Matką, która wiecznie narzeka, sprząta, pierze, utyskuje, ojcem, który jest jakby niewidzialny, potulny, wiecznie schowany w piwnicy naprawiający motorower, jakby w tym widział cały sens swojego życia. Jest rozczarowana wiecznie kłócącym się siostrami o mentalności małomiasteczkowej, wsią z której pochodzi, ludźmi, którzy ją otaczają. Wspólny język odnajduje tylko z babcią. Babcia była szlachcianka, żyje przeszłością, rozpamiętuje czasy, gdy żyła na poziomie, kolekcjonuje pamiątki, obrazy i wspomnienia z tych sławetnych, dobrych czasów. Babka gardzi swoją córką Danutą, matką Teresy. Ma do niej żal o to, że zmarnowała swoje życie, wyrzekając się swojego szlacheckiego pochodzenia i wychodząc za mąż, za tak miernego i nic nieznaczącego mężczyznę jakim jest ojciec Teresy. Trzy pokolenia kobiet, wszystkie zawiedzione i na swój sposób nieszczęśliwe. Każda żyjąca złudzeniami.
Teresa chcąc się oderwać od tej nudnej, smutnej i gorzkiej egzystencji decyduje się na studia w mieście. Miasto - to ma być jej wybawienie, nadzieja na lepsze życie.
W kolejnym etapie życia Teresy poznajemy jej dwie przyjaciółki z którym dane jej było dzielić akademik. Lucynę i Lidkę. Ich losy również są smutne i tak jakby z góry skazane na porażkę.

Książka jest smutna. Przejmująco smutna i pełna rozczarowań głównych bohaterek. Miałam nadzieję, że może i dla Teresy choć na chwilę los zmieni scenariusz, ale podświadomie czułam, że nie. Za jednym nieszczęściem, kolejne. Zakończyłam tę powieść płacząc nad losem takich kobiet jakich wiele. Nad którymi nikt się nie zlituje, nie pocieszy, nie przytuli, nie ukoi. Nikt nie ochroni przed okrutnym losem. Teresa jest silna, świetnie sobie radzi, powstaje po jednym nieszczęściu. Idzie dalej przez życie, radzi sobie nawet świetnie, ale już bez złudzeń, tyle już przecież straciła... W końcu los się do niej uśmiecha.. Czy na dłużej?
Bardzo polecam, przeczytajcie tę książkę. Wchłania bez reszty, sprawia, że zaczynamy się zastanawiać nad naszym życiem, nad przyjaźniami, relacjami z ludźmi, zwłaszcza tymi, których już straciliśmy...


"Czasami przyjaźń tak szybko nas opuszcza... Nie patrzy, w którą stronę pędzi. Aż zapadnie się pod ziemię, pod koła samochodu, rozbije o tafle lustra. I nie ma co zbierać, bo krucha jak porcelana z kolekcji babki".


sobota, 7 listopada 2015

Inna Dusza - Łukasz Orbitrowski


Tytuł: Inna dusza
Autor: Łukasz Orbitowski
wydawnictwo: Od deski do deski
data wydania: 22 maja 2015
ilość stron: 426
kategoria: powieść dokumentalna

Opis książki:
Miasto. Zniszczone, obdrapane i brudne kamienice. Zmęczeni ludzie w ubłoconych, wiecznie spóźnionych i zatłoczonych autobusach. Przygnębienie i pustka. I nagle w jednej głowie kiełkuje ta dziwna myśl, nieodparte pragnienie. Bez motywu, bez powodu, jak głód. Tak jakby ciało przejmowała Inna dusza, która nakazuje to zrobić, i nie można od niej uciec.

Pewnego dnia miasto zatrzyma się przerażone zbrodnią.



Wydawnictwo Tomasza Sekielskiego "Od deski do deski" rozpoczęło swoją działalność serią "Na F/Aktach". Inna dusza to druga po "Preparatorze" Huberta Klimko-Dobrzanieckiego powieść w tej serii.
Bardzo wstrząsnęła mną ta książka. Z początku niepozorna opowieść o trojgu nastolatków jakich wiele. Ich marzeniach, wchodzeniu w dorosłość, problemach z rodzicami... Opowieść o zwykłym szarym życiu, w szarym, niczym nie wyróżniającym się brzydkim mieście. Bydgoszcz, bo to miasto jest miejscem akcji powieści, ukazana jest przez Orbitrowskiego jako miasto szare, brudne, nieprzyjemne. Autor mistrzowsko oddaje klimat lat osiemdziesiątych, czas przemian w Polsce. Też dorastałam w tych czasach. Może dlatego tak dobrze mi się czytało tę książkę, przypominającą mi o czasach mojego dzieciństwa. Znane piosenki, klimat czasów transformacji, kolejki w sklepach, rodzice zmagający się z codziennością i dzieci w sumie pozostawione same sobie.
Poznajemy Jędrka, chłopaka kształcącego się na cukiernika. Bardzo ambitnego i uzdolnionego w tej dziedzinie. Cały czas zastanawiałam się kiedy zakiełkowało w tym chłopcu ziarno zła. Skąd ten pociąg do noży, zabijania. Może wtedy gdy zabija małe kotki na oczach swych przyjaciół, których właścicielka cukierni kazała mu się pozbyć? Może to zło kiełkowało w nim już od dawna? W odpowiedzi na niezgodę na dominującego i wymagającego ojca? Ale przecież wielu dzieciaków ma takich ojców. W sumie normalna, spokojna, poważana rodzina, której zależy na tym by dobrze wychować swoje potomstwo. W miarę czytania tej książki coraz bardziej dochodziłam do przerażającego wniosku. Być może Jędrek się taki urodził? By zabijać...
"Ale chyba są inne duchy, wiesz, takie, co żyją w człowieku obok tych naszych dusz, zwyczajnych. I czegoś tam sobie chcą. Niektóre są ciche, inne głośne. Wrzeszczą, hałasują. To jest nie do wytrzymania. Znaczy, tak mi się wydaje, że z takim duchem w środku strasznie ciężko żyć, zwłaszcza jak on chce czegoś, na co ty nie masz ochoty.y".

On sam tak jakby to w sobie odkrył. Próbował od tego uciec. Przerwał naukę i uciekł do Legii Cudzoziemskiej, przy braku aprobaty ojca ( a może tym bardziej bez tej aprobaty...). Wiedział, że musi uciekać. Inaczej stanie się coś złego.

Non stop widzę czarne płatki, jakby obok, coś się paliło, choć przecież nawet nie mogę się ogrzać. Chłód tylko. I to siedzi we mnie, i siedzi, i puścić nie może, a ja bym chciał, żeby ktoś mnie zabrał i wyleczył. Niech wyjmie ze mnie to straszne coś. (s. 276-277


Paradoksalnie żal mi było tego chłopca. Był jak naznaczony. Jakby nie miał odwrotu, innej opcji, jakby MUSIAŁ stać się tym kim się stał. Żal mi jego bliskich, rodziców, zwłaszcza matki, której życie się złamało w tym momencie, gdy wyszło na jaw kim jest jej syn.
Świetna książka, napisana bardzo przystępnym językiem, roztaczająca aurę tajemniczości, niby opisująca zwykłe codzienne życie, a jednak czujemy, że w zanadrzu coś się czai.. Czai się coś okrutnego, nie do pojęcia dla zwykłego człowieka.


W Innej duszy przeraża to, co szokuje ilekroć podobne historie trafiają na pierwsze strony gazet czy do czołówek wiadomości. To, że podobna historia równie dobrze mogłaby się przydarzyć i w naszym środowisku. Bydgoszcz - zwykłe miasto jakich wiele, blokowisko, zwykła, pospolita rodzina, bohaterowie, którzy mogli by być naszymi znajomymi. I młody chłopak, przed którym jest całe życie, do którego nikt nie ma większych uwag. To, że jest trochę zamknięty w sobie, może czasem zbyt wybuchowy, ale czy wyróżniał się jakoś szczególnie? Nie. Małe drobne epizody, których nikt wcześniej nie dostrzegał. Bo któż przygląda się własnym znajomym, dzieciom pod kątem tego czy nie staną się zbrodniarzami. Dużo chłopców zabija małe kotki, wielu z nich podnosi głos, czasem rękę na własnego ojca. Nastolatek przeżywa okres buntt, to normalne.

Inna dusza to literacka fikcja oparta na faktach.Prawie dwadzieścia lat temu Bydgoszczą wstrząsnęły dwa morderstwa na nastolatkach. Jacek Balicki zabił swojego kuzyna, a trzy lata później sąsiadkę. Nie potrafił wyjaśnić co nim kierowało. Twierdził, że musiał to zrobić.

Wywiad z Łukaszem Orbitrowskim: W człowieku są rzeczy nierozpoznawalne.

Zaciekawiła mnie seria Na F/Aktach. Z ciekawością sięgnę po pierwszą książkę z tej serii: Predator, opowiadającej o mordercy własnej maki i siostry. Jak i trzecią, której autorem jest J.L. Wiśniewski, a w swojej książce zatytuowanej "I odpuść nam nasze..." przedstawia morderce Andrzeja Zauchy i swojej żony. Z ciekawością też zajrzę do innych książek Łukasza Orbitrowskiego. Bardzo przypadł mi do gustu jego styl pisania.

wtorek, 13 października 2015

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety - Świetłana Aleksijowicz

Wydawnictwo:
Wydawnictwo Czarne

Data premiery:
2015-11-12

Seria:
Reportaż

Ilość stron:
336
„Kobiety żołnierki. W regularnej armii było ich milion. Młodziutkie, ledwie skończyły studia, zaczynały pierwszą pracę. Rwały się na wojnę, by ratować ojczyznę, albo pomścić kogoś bliskiego. Nie miały o niej pojęcia. Szły na front w lekkich pantoflach i spódnicach…”

Ciekawostka wydawnicza:
"Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" ukazała się w łącznym nakładzie prawie dwóch milionów egzemplarzy. Swietłana Aleksijewicz ukończyła swoją książkę w 1983 roku, jednak na jej publikację czekała jeszcze dwa lata. Pod adresem autorki kierowano oskarżenia o "pacyfizm, naturalizm oraz podważanie heroicznego obrazu kobiety radzieckiej".

Aleksjiewicz wyznaje, że jednym z jej celów było „napisać taką książkę o wojnie, żeby niedobrze się robiło na myśl o niej, żeby sama ta myśl była wstrętna. Szalona. Żeby nawet generałom zrobiło się niedobrze” (s. 16).


Wspaniała, mocna książka wybitnej białoruskiej dziennikarki Swietłany Aleksijewicz to bardzo dobrze napisany reportaż składający się z kilkudziesięciu wywiadów z kobietami, które przeżyły II wojnę światową.
Osoby wypowiadające się na łamach książki to postacie autentyczne, które kiedyś walczyły jako snajperki, pilotki, sanitariuszki, łączniczki, strzelały jak mężczyźni, a nawet prowadziły czołgi. Wszystkie bohaterki opowiadają o swoich przeżyciach z okresu II wojny światowej, a zwłaszcza ataku Niemiec na Rosję w 1941 roku.
Opowiadają w jaki sposób trafiły do armii, jakich bohaterskich czynów dokonały, jak to odbyło się na ich psychice i przede wszystkim zdrowiu, jak były traktowane przez żołnierzy, jak radziły sobie w trudnych warunkach bojowych. Niesamowite było dla mnie ich poświęcenie, to że tak bardzo chciały walczyć w obronie ojczyzny. Zostawiały rodzinę, niejednokrotnie małe dzieci, rodziców i pchały się do wojska. Często były to młode dziewczyny, które powinny się uczyć, których rodzice nie wyrażali zgody na to by ich córki walczyły. Świetłana Aleksijowicz by napisać tę książkę, również dużo poświęciła. Jeździła po całym kraju, zbierała wszystkie informacje na temat kobiet walczących w drugiej wojnie światowej. Spotykała się w domach tych kobiet, przeprowadzała z nimi długie rozmowy, poznawała je, pytała jakie piętno odbiło na nich udział w wojnie, jaki wpływ miało to na ich dalsze losy. Wiele z tych kobiet żyło samotnie, w zapomnieniu, niektóre zostały kalekami do końca życia, tylko nielicznym udało się założyć rodzinę, mieć dzieci. Każde wspomnienie - bardzo poruszające, skłaniające do refleksji. Czy teraz, czy w naszym kraju kobiety byłby zdolne do takiego poświęcenia, do takiego oddania się za ojczyznę? Było to dla mnie wprost niepojęte skąd te młode często dziewczyny biorą w sobie odwagę by brać udział w takiej strasznej wojnie. Nikt ich nie werbował, nie było obowiązku, one często wbrew wszystkim "pchały się" do wojska. Często podstępem, często prośbą, upartością i błaganiem. Skąd było w nich tyle siły, skąd ten heroizm i pragnienie walki?
Jeszcze co mnie urzekło to jak na koniec wojny wszyscy potrafili się jednoczyć, cieszyć, radować, że się udało, że to koniec wojny, że wygraliśmy!

Nie było nic, ani pod nami, ani nad nami… nikt nie miał jeszcze tych dywanów, kryształów… Nic… Ale byliśmy szczęśliwi. Szczęśliwi, bo przeżyliśmy. Mówimy, śmiejemy się. Chodzimy po ulicach… Cały czas się zachwycałam, chociaż zachwycać się wcale nie było czym – dookoła rozwalone mury, nawet drzewa były okaleczone. Ale miłość nas zagrzewała. Jakoś człowiek człowiekowi był potrzebny, wszyscy bardzo potrzebowali się nawzajem.

Niesamowita, przejmująca książka. Świetłana Aleksijowicz zasłużenie dostała nobla w tym roku. Jestem pod wrażeniem. Polecam, polecam jeszcze raz bardzo polecam. Każdy powinien to przeczytać.

sobota, 6 czerwca 2015

Sońka - Ignacy Karpowicz


Wydawca: Wydawnictwo Literackie

Data wydania: 22 maja 2014

Liczba stron: 208

Oprawa: twarda

Opis książki: "W życiu Sońki wszystko skończyło się dawno, dawno temu, wraz z wojną. Przeżyła i poczuła wtedy tyle, że później już ani żyła, ani czuła, mając jedynie wspomnienia i psią obrożę z gotyckim napisem. Przypadkowe spotkanie przy wiejskiej drodze daje początek opowieści, która wreszcie może zostać wysłuchana(...)".

To on był źrenicą mego oka. Pępkiem mego ciała. Językiem moich ust. Linią papilarną każdej opuszki. Krawędzią kobiecości. Mój Joachim, mój światłonośny.


Tak pięknie napisać o miłości. Jestem urzeczona!
Każda wspólnie spędzona minuta była malutką wiecznością, idealnym światem.

Jedna z piękniejszych książek jakie dane mi było ostatnio przeczytać. Piękna! Po prostu poetycko piękna! Upajałam się każdym słowem, kompozycją zdań, które niepostrzeżenie wciągają czytelnika w nietuzinkową historię. Historię pięknej miłości. Miłości niemożliwej, miłości zakazanej, miłości potępionej.
Książka ukazuje całe okrucieństwo wojny, podziały, podłość ludzką, miłość, która w tamtych czasach nie miała racji bytu.
"Sońka" to opowieść starszej kobiety. To jej swoista spowiedź, historia całego życia, która musiała ujrzeć światło dzienne. Nic więcej nie zdradzę. Powiem tylko, że naprawdę warto. To piękna i poruszająca powieść.

wtorek, 26 maja 2015

Szum - Magdalena Tulli

Ja nigdy nie wiedziałam, co robić, życie było dla mnie za trudne.
Ta książka boli. Wstrząsnęła mną i przemieliła. A jednocześnie czytając ją czuć ten specyficzny klimat.. magiczny, surrealistyczny, bajkowy. Po jej przeczytaniu czegoś brakuje, tęskni się za aurą tej powieści.
O czym jest ta książka? O trudnym dzieciństwie pozbawionym miłości. O samotnej, niechcianej, przez nikogo nie rozumianej dziewczynce. To książka o wykluczeniu ze wspólnoty, o traumie II wojny światowej, którą niechcący zaraża się własne dziecko. Jest w tej powieści ogrom samotności i wyobcowania, rozpacz, smutek. Mówi ona również o braku empatii, braku uczuć do własnego dziecka, zimnym, roszczeniowym podejściu do własnej córki. Ma być grzeczna, jak inne dzieci, jak syn siostry matki, ma się dobrze uczuć, ma pomagać, ma nie sprawiać problemów. Ta książka o matce rozczarowanej swoim dzieckiem. Smutne.. Bo co ona mu dała od siebie?

"- Dzieci to loteria - powiedziała mi kiedyś parę dziesięcioleci później, na spacerze w parku, przy huśtawkach. W swoim czasie wzięła udział w tej loterii i nic nie wygrała, więc była zawiedziona.
Nie sposób przewidzieć, kogo się urodzi. Jest się zdanym na przypadek".

"Z dzieckiem jest jak z pudełkiem - zauważyłam. - Trudno wyjąć coś, czego się nie włożyło".


Bohaterką powieści jest dziewczynka, tak nieprzystosowana do życia, tak wyszydzana i wyśmiewana przez najbliższych, tak niekochana (?), że to aż boli. Jestem osobą empatyczną i doskonale potrafiłam sobie wyobrazić co czuła ta mała istotka. Tak bardzo było mi jej żal, tak bardzo byłam zła na dorosłych wkoło niej. No to, że żaden z nich nie dostrzegł jej, nie wyciągnął pomocnej dłoni, nie dał jej 'zaopiekowania' i docenienia tak jej potrzebnego, by mogła wzrosnąć i być przystosowanym dzieckiem. Matka naszej bohaterki nie umiała kochać. Sama miała za sobą traumatyczne przeżycia, tajemnice, których tak bardzo strzegła, by nie wydostały się na zewnątrz. Była osobą "trzymającą fason". Nigdy nie płakała, była sucha, zimna, zamknięta w sobie. Dawała do zrozumienia swojemu dziecku, że jest dla niej tylko 'kłopotem'. Była kobietą pozbawioną emocji, empatii, całkowicie opierającą się na zdaniu siostry, ciotki dziewczynki. Ciotka zaś, to kobieta, która ma zawsze 200% racji. Jest silna i zdecydowana, przekonana o swoich racjach, nie przemawia do niej żadna argumentacja, a wręcz neguje oczywistą prawdę. Znam niestety parę takich osób. Są trudne dla zwykłego, empatycznego dorosłego, a co dopiero dla dziecka. Najgorsze jest to, że takie osoby nie mają cienia refleksji nad swoim postępowaniem, nie są w stanie zrozumieć jak krzywdzą innych. Często zamieniają życie bliskich w koszmar. Owszem, jest zaznaczone w książce, że obie kobiety mają za sobą traumatyczne przeżycia II wojny światowej. Ale czy to je usprawiedliwia?


"Przywykłam do tego, że każdy, kto może sobie na to pozwolić, oddaje swój zły humor komu innemu, jak gorący kartofel, a następny robi to samo i chowa do kieszeni poparzone ręce. Dopiero ostatni z ostatnich, ten kto nie miał na podorędziu już nikogo gorszego od siebie, nikogo, komu by mógł wepchnąć ten gorący kartofel do rąk, krótko mówiąc, ktoś taki jak ja - musiał go, parząc sobie usta i gardło, przełknąć".

Obserwujemy dziewczynkę od czasów wczesnego dzieciństwa po dorosłość. Była trudnym dzieckiem, miała problemy z nauką, problemy z koncentracją. Zdumiewające, że w jej otoczeniu nie znalazł się żaden wyrozumiały i dobry dorosły. Nawet nauczyciele traktowali dziewczynkę jak osobę 'gorszej kategorii'. Źle się uczyła, sprawiała kłopoty wychowacze, nikt nie chciał się w to zagłębić i dostrzec, że takie zachowanie dziewczynki jest jej sposobem dostrzeżenie jej, swoistym wołaniem o pomoc, akceptację, miłość.
Mała, samotna dziewczynka miała tylko lista. Wytwór wyobraźni, jej przyjaciel, ktoś kto ją wspierał, doceniał, doradzał.. Jakże samotna musiała czuć się ta mała...

"Żadne zwierze nie jest stworzone do znoszenia upokorzeń - ostrzegał lis. Nie nastawiaj się na to, że będziesz je zawsze znosić. Zatrułabyś się na śmierć".


„Po lekcjach wracałam do domu. Kładłam się na kanapie i jechałam na niej przez puste przestronne popołudnia, trochę drzemiąc, przykryta paltem jak zmarznięta pasażerka w nieogrzewanym przedziale kolejowym. Byle dotrzeć do ostatniej stacji wieczoru, na której czekała mnie przesiadka do wanny z gorącą woda. Tę głupią, martwą rozpacz skądś znałam, rozpoznawałam ją jako rzecz najbardziej pierwotną w moim życiu, coś, od czego się ono zaczęło, jego przewodni wątek.Nie szamotałam się. Na coś jeszcze czekałam, lecz nie wiedziałam, że czekam. Byłam zmartwiała, ale tego nie czułam.“

(...)jeśli zdarzało mi się kimś zachwycić, to tylko potajemnie. Nie obciążałam swoim zachwytem innych ludzi, którzy nie wiedzieli by może, co z nim zrobić, to znaczy - jak się od niego uwolnić. Powściągliwość, do której wdrożyła mnie matka, wydawała mi się gwarancją bezpieczeństwa".


Być może jest to książka bardzo osobista, z elementami autobiografii. Być może napisana jest po to, by poukładać sobie te wszystkie doświadczenia, by zrozumieć, a w końcu przebaczyć.
Niezwykle poruszająca, skłaniająca do refleksji w trakcie i po przeczytaniu. Cała jest jednym wielkim cytatem. Opisy emocji tak precyzyjnie opisane, że momentami aż brutalne. Dla jednostek empatycznych i wrażliwych – wstrząsająca. Przeczytają ją pewnie takie dorosłe już 'samotne małe dziewczynki' i będą mieć poczucie, że ktoś napisał o nich. Dla nich będzie to trudna lektura, ale myślę, że w pewnym sensie oczyszczająca. Świadomość, że nie było się jedną, jedyną taką 'samotną dziewczynką' dodaje sił, otuchy, wsparcia.

Żebyśmy mogli przebaczyć, kiedy nikt nie przeprasza (...) ktoś w nas musi umrzeć. Kto? (...) Ofiara.


To pierwsza książka Magdaleny Tulli, którą przeczytałam. Natknęłam się na nią przypadkiem. Koleżanka na fb wrzucała cytaty z niej na swojego walla. Zaintrygowała mnie. Na pewno nie będzie to ostatnia książka tej autorki, którą przeczytam. W planach mam "Włoskie Szpilki".

wtorek, 7 kwietnia 2015

Strefa szaleństwa - Joy Fielding

Bywa, że im lepiej kogoś poznajesz, tym trudniej ci go lubić. Im mniej wiesz, tym lepiej.

Dotychczas przeczytałam dwie książki tej autorki i mogę powiedzieć, że jest coś co łączy wszystkie trzy. Dokładnie dwie rzeczy. Pierwsze to: Wciągająca, poruszająca fabuła, sprawiająca, że trudno się oderwać od jej książek. Drugie, zaś: Równie szybko jak się czyta jej książki, tak samo szybko się o nich zapomina. Musiałam zerknąć na LC, by przypomnieć sobie zarówno tytuł jak i fabułę dwóch poprzednich książek ;)
Jednak nie uważam czasu spędzonego z tą książką za stracony. Jak już wspomniałam, nie mogłam się od niej oderwać i ciągnęło mnie by do niej wracać. W dodatku jest to jedna z nielicznych książek jaką ostatnio przeczytałam do samego końca;>

Akcja "Strefy Szaleństwa" rozpoczyna się dokładnie w "Strefie Szaleństwa' - jest to knajpa, gdzie często spotyka się dwójka przyjaciół, a dziewczyna jednego z nich pracuje tam jako barmanka. Piękna, 'zrobiona' Kristen, przystojny Jeff - jej chłopak i zawadiacki Tom. Dołącza do nich od niedawna przyrodni brat Jeffa - nielubiany przez obu panów Will. W tle pojawia się piękna kobieta, która samotnie pije granatowe drinki z martini w kącie baru. Kobieta przyciąga wzrok mężczyzn, wydaje się też być smutna, co intryguje towarzystwo naszych bohaterów. Panowie zakładają się o to, kto pierwszy ją poderwie...
I tu miałam ochotę odłożyć lekturę i do niej nie wracać;)
Święta jednak sprawiają, że człowiek ma dużo czasu i nie jest aż tak wymagający. Czytałam więc dalej. I nie żałuję:>
Książka dobrze napisana, wciągająca fabuła. Pisarka wykreowała wyrazistych, aczkolwiek niezbyt skomplikowanych bohaterów. Znajdziemy tu i przemoc w rodzinie,i problem stresu po wojnie w Afganistanie. Koniec dość nierealistyczny, ale zaskakujący. Czytając recenzję tej książki, zauważyłam, że większość czytelników właśnie to zakończenie zauroczyło. Mnie jednak nie. Sprawiło, że cała książka stała się mniej realistyczna i jest tylko zwykłą powiastką na luźne popołudnie.

wtorek, 17 lutego 2015

Still Alice - reż. R.Glatzer



Alzhaimer. Brzmi jak wyrok. Tym bardziej dla kobiety w sile wieku, w samym środku jej kariery, aktywnej, pełnej życia, dla której jej wiedza, osiągnięcia naukowe są jej powodem do dumy.
Alice poznajemy w momencie, gdy świętuje swoje 50te urodziny. Widzimy piękną, spełnioną kobietę, jej męża i 3 dorosłych dzieci. W sam środek tego sielskiego obrazka, szczęśliwej, spokojnej wkracza niespodziewanie straszna choroba.
Moim zdaniem Julianne Moore idealnie zagrała w tym filmie. Dzięki Moore "Still Alice" jest nie tylko filmem o chorobie i o tym jak reagują i radzą sobie z AD Alice jej najbliżsi.
Julianne w roli pięćdziesięcioletniej Alice, u której, wcześnie jak na jej wiek, zdiagnozowano chorobę Alzheimera, jest tak autentyczna i wiarygodna, że z miejsca wydaje nam się, że wiemy co czuje Alice. Z biegiem czasu choroba staje się coraz trudniejsza, coraz bardziej drastyczna i nie do wytrzymania. Przy Alice stoją jej dzieci. A zwłaszcza jej najmłodsza córka. Mamy okazje obserwować niesamowitą więź matki z córką w tak trudnym dla nich okresie. Bardzo podobała mi się Krysten Stewart w roli Lydli. Ta dziewczyna ma potencjał. Będę z niecierpliwością obserwowała jej kolejne role.

Tuż przed obejrzeniem filmu przeczytałam książkę. Jako, że znałam bohaterów z filmu, bohaterzy z książki mieli dla mnie ich twarze. Bardzo współczułam Alice od samego początku. Jej pierwsze objawy wydawały mi się takie banalne. Zapomniała jednego słowa podczas seminarium, no cóż, czy nam na co dzień nie zdarza się to ciągle? Zaczęłam się sama nad sobą zastanawiać, ile podobnych rzeczy mi się przydarza. Nie umiem sklecić zdania, czasem coś chcę powiedzieć, a długo szukam odpowiedniego słowa. Czytam codziennie co najmniej kilkanaście stron książek, więc skąd się to bierze? W życiu bym się nad tym nie zastanawiała, gdybym nie czytała akurat tej książki. Swoją drogą autorka świetnie przedstawiła postać Alice. Utożsamiamy się z nią, czujemy jak ona. Podczas czytania książki cały czas odczuwałam to co czuła Alice i szczerze jej współczułam.
Książkę czyta się świetnie. Dosłownie się ją pochłania. Jest napisana przystępnym językiem, bardzo wciągająca, wyzwala w czytelniku pokłady empatii. W dodatku posiada przepiękną okładkę!

W tym przypadku nie umiem ocenić co lepsze: książka czy film. Jedno i drugie bardzo mi się podobało. Jedynie polski tytuł flmu mi się nie podobał. "Motyl still Alice" - co to za twór w ogóle!

piątek, 17 października 2014

Kate Morton - Zapomniany ogród


Trzeba żyć tym, co się ma, nie tym, co się straciło.


Jestem zauroczona tą powieścią. Powieść jest baśniowa, życiowa, zawiera w sobie wszystko to co lubię w książkach. Nie mogłam się od niej oderwać!

„Zapomniany ogród” to książka, w której przedstawione są losy trzech pokoleń kobiet, na zawsze połączone tragiczną i bolesną historią. Otaczająca powieść aura magii sprawiają, że książka zachwyca i nie sposób się od niej oderwać. Poplątane wątki, labirynt zdarzeń i knowań, a to wszystko wokół tajemnicy pięknego ogrodu.
A powieść zaczyna się niepozornie. Jest rok 2005. Po śmierci swojej babci, Cassandra dowiaduje się, że odziedziczyła dom w Kornwalii. Kobietę intryguje dlaczego ten dom był dla jej babci tak ważny. Okazuje się, że jej babcia miała zamiar w nim zamieszkać. Jednak na przeszkodzie stanęła jej właśnie jej wnuczka, którą kobieta musiała się zaopiekować ze względu na niefrasobliwość matki Cassandry. Cassandra przy okazji dowiaduje się, że w 1913 roku czteroletnia wówczas Nell (babcia Cassandry) w tajemniczych okolicznościach zupełnie sama przypłynęła na pokładzie statku do wybrzeży Australii. Tam została znaleziona przez mistrza okrętowego i przygarnięta do rodziny O’Connorów jako ich własne dziecko. Ta informacja staje się inspiracją dla niej do poszukiwań prawdziwej przeszłości i tożsamości swojej babci. Kobieta nie zdaje sobie jednak sprawy, jak bolesne tajemnice przyjdzie jej poznać oraz ile wysiłku będzie musiała włożyć, aby poznać wszystkie szczegóły dotyczące historii rodziny. Przy okazji poznawania życia własnej babki, Cassandra porządkuje swoje życie, odnajduje smak życia, a także poznaje swoje korzenie.
Powieść jest magiczna, rzuca na kolana. Przeczytałabym ją jeszcze raz i jeszcze, obejrzałabym chętnie film na jej podstawie. Może kiedyś się doczekam. Gorąco polecam!

wtorek, 27 maja 2014

Klucz Sary - Tatiana Rosnay



Książka, którą po przeczytaniu dodaję do ulubionych. Wchłonęła mnie ta historia, wzruszyła, przemieliła emocjonalnie. Sięgnęłam po tę książkę, nie mając pojęcia o czym ona jest. Może to i dobrze, bo zapewne bym jej nie przeczytała.

Klucz Sary" Tatiany De Rosnay opowiada historię (ale zaznaczyć muszę, iż jest to drugoplanowa historia) amerykańskiej dziennikarki Julii, mieszkającej w Paryżu, która w 2002 roku przygotowuje artykuł w 60. rocznicę obławy Vel d'Hiv.

Vélodrome d'hiver to stadion-tor kolarski w Paryżu leżący w pobliżu wieży Eiffla. Nigdy o tym miejscu nie słyszałam, nigdzie nie natknęłam się na wzmianki, że miejsce to związane jest z holokaustem. Vel d'Hiv to symbol niechlubnych wydarzeń dla narodu francuskiego, które miały miejsce 16-17 lipca 1942 roku. Wielu Francuzów nie ma o tym pojęcia, nie chcą o tym pamiętać. Gdyby nie ta książka, nigdy nie wiedziałabym, że podczas wojny i w innych krajach dochodziło do takich niegodziwości. Otóż francuskich żydów, mężczyzn, kobiety i dzieci, które urodziły się we Francji,a więc były rodowitymi Francuzami aresztowała na zlecenie hitlerowców francuska policja! Tak, ci sami policjanci, przy pomocy dozorców, którzy byli sąsiadami, przyjaciółmi domów, przeprowadzali dzieciaki przez przejścia dla pieszych, to oni właśnie feralnego 16lipca nad ranem nachodzili wszystkie żydowskie rodziny i siłą zabierali z domu. Niemcy chcieli tylko dorosłych! Francuska policja była nadgorliwa i zgarnięto też dzieci, z którymi nie było wiadomo co później zrobić. Dzieci rozdzielono od rodziców i pociągami odesłano do Oświęcimia!:(

Książka przeplata dwie historie, główną, poruszającą i związaną z tytułem jest historia Sary. Rodzinę tytułowej bohaterki poznajemy w momencie, gdy rankiem 16lipca policja puka do ich drzwi. W domu jest tylko matka, córka i mały 4letni syn. Ojciec, ze względu na pogłoski, iż zabierać będą tylko mężczyzn ukrywa się w piwnicy. Sara widząc niepokój matki, słysząc ponaglenia policjantów decyduje się zamknąć swojego małego braciszka w schowku w szafie. Niczego nieświadoma dziewczynka, zamyka go na klucz, obiecując mu, że wróci po niego wieczorem...

Rozdzierająca historia, pełna emocji, nadziei, ukazująca okrucieństwo wojny. Powieść pokazuje też, jak taka trauma odciska piętno na całym życiu ludzi, którzy ją przeżyli.

Przez całą powieść zastanawiałam się w jaki sposób autorka połączy losy Sary i Julii, bo że mają one ze sobą coś wspólnego to było pewne.

Powieść zaskakuje, szokuje, przyprawia o dreszcze i wzrusza. Napisana jest w prosty, lekki sposób. Czyta się jak typowe czytadło, co absolutnie nie przeszkadza w odbiorze książki.
Na podstawie tej książki nakręcono również film. Co mnie bardzo ucieszyło, lubię porównywać powieści z ekranizacją. Film bardzo dobry, mimo, że wiedziałam już z książki co się wydarzy oglądałam wciśnięta w fotel.

wtorek, 20 maja 2014

Tajemny dziennik Marii Antoniny" Carolly Erickson


Najwyższy czas tu wrócić. Czuję, że przesypiam życia, no ale.. książki się czytają, a same się nie opiszą tutaj;>
Pochłonęłam tę książkę! Uwielbiam te barokowe klimaty, kostiumy, muzykę. Sama nie wiem dlaczego z taką przyjemnością o nich czytam, oglądam filmy. Po przeczytaniu książki od razu zabrałam się do obejrzenia filmu Sophii Copoli - MAria Antonina. Tak jak zachwyciła mnie książka, tak film pozostawił po sobie mieszane uczucia. Owszem stroje, cała oprawa została pięknie przedstawiona, za to film nagle się kończy, pozostawia wrażenie niedosytu, tak jakby był nieskończony.
"Tajemny dziennik Marii Antoniny" to fikcja literacka jednak na podstawie bardzo wiarygodnych źródeł historycznych. Autorka wykazała się szeroką wiedzą o życiu Marii Antoniny i otaczających ją ludzi. Już od pierwszych stron tej książki ma się odczucie, że pisana jest ona z pasją.
Marię Antoninę poznajemy w momencie, gdy ma ona 13lat. W ramach pokuty ksiądz zaleca jej spisywanie na bieżąco wszystkich swoich grzechów. Tak oto powstaje słynny tajemny dziennik Marii Antoniny. Jak wiadomo jest to fikcja literacka, takowego dziennika nigdy nie było. Pierwsze wpisy w tym dzienniku dotyczą siostry, która umiera na czarną ospę. Dziewczynka znajduje ją przypadkiem ukrytą w lochach zamku, wynędzniałą, oszpeconą chorobą. Widok ten na długo zapada jej w pamięci. W tym samym czasie jej starsza siostra Karolina zostaje wydana za mąż za nieznanego księcia. Czeka ją rozłąka z rodziną i długa wyprawa w nieznane. Maria Antonina ma świadomość, że i ją niedługo czeka taki los. Wkrótce okazuje się, że ma być ona poślubiona królowi Francji - Ludwikowi XVI. Z ekscytacją czeka na moment poznania swojego przyszłego męża, kolekcjonuje garderobę biżuterie oraz wyobraża sobie jak będzie wyglądało jej życie na dworze Francji. Życie jednak rzadko jest takie jak nasze wyobrażenia o nim. Jej mąż okazuje się brzydkim, nieciekawym człowiekiem, który absolutnie nie nadaje się na króla. Jest nieudolny, tchórzliwy, zajęty bardziej tworzeniem swojego botanicznego dziennika niż życiem towarzyskim. Co gorsza okazuje się, że w ogóle nie jest zainteresowany swoją piękną i młodą żoną. Staje się to problemem do tego stopnia, że Maria Antonina staje się wyśmiewana i wyszydzana, że nie daje królowi następcy tronu. W ciekawy sposób zostają opisane starania delfiny, które miałyby sprowokować jej męża do poczęcia następcy tronu. Również bardzo zaciekawił opis porodu, kiedy dokoła rodzącej gromadziły tłumy ludzi. Narodziny pierworodnej córki pary królewskiej - Marii Teresy Charlotty, stały się prawdziwym widowiskiem. Ponoć miało ono na celu uchronić naród przed oszustwem i dać pewność, że dziecko, które się narodziło faktycznie jest potomkiem króla. Nie do pomyślenie i szokujące w dzisiejszych czasach.
Książka ciekawa nawet dla tych, którzy nie przepadają za literaturą historyczną. Uważam, że zabieg autorki, by stworzyć ją w formie pamiętnika był bardzo udany. Mnie zainteresowała na tyle by sięgnąć po kolejne książki o królowej z Wersalu, która skończyła tak tragicznie.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Bo wiosna? ;)

„Serce jest jak nocny ptak. Spokojnie na coś czeka, a kiedy to nadchodzi, leci prosto w tamtym kierunku.”

Serce miałam na uwięzi i teraz mi się ono wyrywa.. Cięgnie mnie gdzieś, tęskni, jest podekscytowane.. sama już nie wiem czym. Na co ono się tak cieszy? Nie chcę by znów spadło i się potłukło. Rozczarowało.
Może to wina tych dłoni, a może oczu, tak dobrych oczu nie widziałam już wieki. A może to ten głos?
A może ten spokój i ukojenie które mi daje?
Sama nie wiem. Myślałam, że już z tego wyrosłam.
(na szczęście) z tego się nie wyrasta..
A może to wiosna po prostu? Jest tak pięknie, wszystko rozkwita, chce się żyć! :-)

„Jak wspaniale jest całym sercem kogoś pragnąć. Był tego w pełni świadomy.Po bardzo długim czasie. A może to był pierwszy raz?Oczywiście nie wszystko jest wspaniałe.Jednocześnie boli w piersi, trudno jest oddychać. Do tego strach i ponura reakcja, gdy wahadło wychyla się w drugą stronę. Jednak nawet to cierpienie jest teraz ważną częścią miłości. Nie chciał stracić uczucia, którego teraz doznawał....”

Zatopiłam się ostatnio w kolejnej książce Murakamiego. Kocham jego powieści. Ale od czasu do czasu. Jego książki trzeba sobie dawkować. Smakować każde zdanie, czytanie jego powieści to jak uczta. Nie da się ot tak szybko przeczytać jego książki. Przynajmniej ja tak nie umiem. Muszę przeanalizować, przeżuć każdy rozdział. Zastanowić się. Lubię takie książki, które zmuszają do refleksji, które rozumiem każdą częścią mojej duszy.
"Bezbarwny Tsakuru i lata jego pielgrzymstwa" - tytuł by mnie nie zachecił, ale znam od dawna Murakamiego i tym razem również się nie zawiodłam. Ten klimat, ten czar książki, która nas wchłania sami nie wiemy kiedy. Uwielbiam! I to co we mnie pozostaje po każdej jego książce jest cenne.
Dlaczego on jeszcze nie dostał literackiego Nobla? Trzymam mocno za to kciuki.

A tymczasem idę się dalej cieszyć, sama nie wiem czym:> Ale co tam, póki trwa jest cudnie:))))


„Dopiero teraz Tsukuru Tazaki był w stanie wszystko zaakceptować, zrozumieć w samej głębi duszy, że ludzkie serca łączy nie tylko harmonia. Raczej łączą się w nim głęboko rana z raną, ból z bólem, słabość ze słabością. Nie ma ciszy bez krzyku goryczy, nie ma przebaczenia bez przelanej krwi, nie ma pogodzenia się bez przezwyciężenia dotkliwego poczucia straty. I właśnie to leży u podstaw prawdziwej harmonii".

poniedziałek, 24 marca 2014

Telefon od Anioła - Musso Guillaume


Tytuł oryginału: L’appel de l’ange
Data wydania: 2012
Tłumaczenie: Joanna Prądzyńska
Stron: 415
Wydawnictwo: Albatros
Moja ocena: 5+/6

„Najpiękniejsze lata życia to te, które są jeszcze przed nami...”

Za mną kolejna świetna książka tego autora!
Zaczyna się od zwykłego telefonu. Przypadkowe spotkanie na lotnisku, a raczej zderzenie, kilka nieuprzejmości i można by na zawsze zapomnieć o tym spotkaniu. tymczasem to spotkanie to jak zetknięcie się dwóch osób, które los prędzej czy później musiałby ze sobą zetknąć. Jonathan i MAdeline choć na pozór zupełnie dwie różne osobowości mają ze sobą tyle wspólnego, że ich spotkanie wydaje się było już dawno zaplanowane. Fatum, dotyk losu, czy jak to tam kto zwie;)
Przypadkowo podczas tego zderzenia zamieniają się telefonami. I tutaj zaczyna się cała bardzo ciekawa historia:)

Musso mnie zaskoczył tą książką. Nastawiłam się na lekką powieść w romantycznym stylu zakończą happy enedem. Tymczasem w tej książce tyle się dzieje! Absolutnie nie spodziewałam się powieści kryminalnej. W dodatku tak kapitalnie napisanej, rozkręcającej się niespodziewanie i powoli, na tyle frapującej, że nie sposób się było oderwać od książki. Sieć powiązań, ciekawe postaci, które mają więcej ze sobą wspólnego niż to co wydaje się na pierwszy rzut oka. Główni bohaterowie przedstawieni w ciekawy sposób. W miarę czytania coraz bardziej zżywamy się z nimi i coraz bardziej ciekawi jesteśmy co przyniesie im los, jakie tajemnice kryje ich przeszłość. Bo kryje ich wiele i to zupełnie nieprawdopodobnych.

Jedyne do czego mogłabym się przyczepić w tej książce to okładka. Totalnie by mnie zniechęciła, gdyby nie nazwisko jednego z najprzystojniejszych autorów jakich lubię czytać;)
Jednym słowem jedna z lepszych książek Musso jakie przeczytałam. Po tej książce mam ogromną ochotę na kolejną jego powieść. Na szczęście jeszcze wiele ich przede mną :)

poniedziałek, 17 lutego 2014

Lisa Gardner - Sąsiad


"Komputer jest jak nieczyste sumienie. Pamięta wszystko i nigdy nie wiadomo, kiedy może zacząć mówić”.
Nazwisko Lisy Gardner nie jest mi obce, ale doprawdy nie mogę sobie przypomnieć, gdzie się z nim zetknęłam. Okazuje się, że to moja (chyba) pierwsza jej książka. Jestem zachwycona! Uwielbiam kryminały, jak mogłam dotąd żyć bez znajomości książek tej autorki? Zaczęłam czytać i przepadłam! Nie mogłam się oderwać..
Przeciętna rodzina, która z pozoru wydaje się być idealna. Sandra, żona, mama czteroletniej Clarise – młoda nauczycielka, której życie dało w młodości w kość. Jason - ojciec i mąż – dużo starszy od żony dziennikarz, przystojny, nad wyraz spokojny. Częścią rodziny jest także rudy kocur - pan Schmidt. Co mnie ujęło, bo kocham koty:>
Życie tej idealnej rodziny wydawać by się mogło biegnie spokojnym torem, aż do czasu gdy Sandy nagle w nie wyjaśnionych okolicznościach znika. Zostawia córeczkę, którą kochała nad życie, nie zabiera ze sobą żadnych rzeczy, nie zostawia listu pożegnalnego.Świadome działanie i chęć ucieczki, a może stoi za tym osoba trzecia? Czy Sany żyje? Przepada jak kamień w wodę, nikt nie ma pojęcia co się stało z kobietą. Wraz z nią znika też kot. Mała Clarise jest podwójnie zrozpaczona. Zaginął jej ukochany kotek, nie ma też mamy, która przysięgała nigdy jej nie zostawić.
Ze strony na stronę akcja książki przyspiesza, pojawia się coraz to więcej niewyjaśnionych wątków mających związek ze sprawą. Ludzi którzy znali i mieli kluczową rolę w życiu Sandy jest więcej niż można by przypuszczać. Jak się okazuje Sandy nie prowadziła nudnego życia typowej mamy i pani nauczycielki. Jej życie okazuje się o wiele bardziej ciekawe. Miejscami wręcz mroczne.Podejrzenie pada na męża, tym bardziej, że Jason nie angażuje się w żadne działania mogące pomóc w odnalezieniu Sandry, a wręcz utrudnia śledztwo. Czy na pozór idealne małżeństwo to fikcja?? Co skrywa Jason i dlaczego za wszelką cenę nie pozwala, aby policja dobrała się do jego komputera? Jakie tajemnice, lęki nim targają? Przed czym ucieka?
Kim właściwie jest Jason Jason? Czy to możliwe, że Sandy przed nim uciekła?
Tyle tajemnic do rozwikłania, tyle ciekawych wątków. Bardzo byłam ciekawa jaki obrót przyjmie śledztwo. Powieść ta co rusz mnie zaskakiwała. Nic nie jest do końca jasne, dowiadujemy się że ta idealna rodzinka to piękny obrazek na zewnątrz, a w środku? Każdy skrywa swoje tajemnice. A możecie być pewni, że im bardziej idealnie na zewnątrz tym bardziej skomplikowanie i złowrogo w środku. Thriller trzyma w napięciu do samego końca! Rozwiązanie wcale nie jest proste, a co ciekawsze nie jest też jednoznaczne. Poznajemy najbardziej skrywane ludzkie tajemnice, czasem mrożące krew w żyłach. Ten, który wydawał się na początku sprawcą okazuje się ofiarą. Nic nie jest w tej książce pewne aż do samego końca. Takie kryminały lubię. Polecam bardzo!

niedziela, 29 grudnia 2013

Zanim się pojawiłeś - Jojo Moyes


„Nie krytykuj czegoś, zanim nie spróbujesz.”

Jedna z piękniejszych książek jakie miałam okazję przeczytać w tym roku. Kojąca, podnosząca na duchu, skłaniająca do przemyśleń. Każdy ma prawo do własnej niezależnej decyzji dotyczących swojego życia. Nawet jeśli cały świat uważa inaczej, to jest Twoje życie i tylko Ty możesz o nim decydować. Bo tak naprawdę tylko my sami wiemy co się w naszym życiu dzieje i czego nam trzeba. Nie wolno osobom trzecim ingerować w czyjeś decyzje. Można doradzić, coś zasugerować, ale nie wolno wymuszać zmiany decyzji. Takie jest moje zdanie po przeczytaniu tej książki.

O czym jest ta powieść?
Poznajemy młodą Lou Clark w momencie, gdy traci swoją ukochaną pracę w kawiarni "Bułka z masłem". Dziewczyna jest zrozpaczona i podłamana tą sytuacją. Jej dochody były ważnym czynnikiem w domowym budżecie. Lou mieszka z rodzicami, siostrą i małym siostrzeńcem. Pracują tylko ona i jej ojciec, a praca ojca jest poważnie zagrożona. Nie spodziewa się, że fakt straty pracy przyczyni się do całkowitej odmiany jej życia. Podczas szukania nowych ofert pracy za pomocą pośredniaka otrzymuje dość nietypową ofertę. Pół roczny etat dla osoby, której zadaniem jest dotrzymywanie towarzystwa mężczyźnie sparaliżowanemu w wyniku wypadku. Lou niespodziewanie dostaje tę pracę, choć nie ma ani doświadczenia, ani sama sobie nie wydaje się odpowiednią osobą do tak odpowiedzialnej pracy.
Tak oto zaczyna się niezwykła znajomość Lou i Will'a...
Will to młody mężczyzna, który uległ poważnemu wypadkowi i na jego skutek jest sparaliżowany i już do końca życia zdany na łaskę osób opiekujących się nim.
Lou ma mu dotrzymywać towarzystwa. Na początku przerażona, z czasem staje się bratnią duszą Willa, jego promyczkiem w jego smutnej egzystencji. Kim staną się dla siebie Will i Lou? Jak potoczą się ich losy? Jakie będzie zakończenie?
Uprzedzam, że ta powieść nie jest banalnym romansem.

Czytałam tę historię z ogromnym zaciekawieniem, miejscami wzruszała mnie ta książka, czasem skłaniała do refleksji. Dlaczego tak rzadko doceniamy swoje możliwości? To, że mamy zdrowie, możemy się samodzielnie poruszać i zrobić wszystko co tylko zapragniemy. Istnieją ludzie, którym te takie oczywiste dla nas czynności zostały brutalnie odebrane i muszą z tym żyć.
Dlaczego tak rzadko doceniamy to co mamy? Dlaczego nie korzystamy z tego w pełni?
Piękna, refleksyjna powieść, którą podarowałam przyjaciółce:) I Wam bardzo polecam!

piątek, 27 grudnia 2013

Za kogo ty się uważasz - Alice Munro


„To na myśl o miłości robiło jej się niedobrze. Miłość była zniewoleniem, samoponiżeniem, oszukiwaniem samej siebie.”
„Pocimy się z powodu naszych aspiracji.”


Alice Munro to tegoroczna laureatka literackiej nagrody Nobla. Z ciekawości musiałam zapoznać się z jej twórczością. Na pierwszy ogień wybrałam jej opowiadania pt. "Taniec szczęśliwych cieni", po których przeczytaniu miałam mieszane uczucia. Zabrałam się więc za jej książkę "Za kogo Ty się uważasz?".  To zbiór dziesięciu opowiadań, które składają  się na urywki z życia głównej bohaterki Rose. Spodobała mi się taka forma prozy.

Jako ciekawostkę dodam, że akcja "Za kogo ty się uważasz?" dzieje się w Kanadzie i że książka została wydana po raz pierwszy w roku 1978. Na polskim rynku wydawniczym ukazała się dopiero w roku 2012.
Atmosfera tej książki, jej powolna akcja przypominała mi amerykańskie filmy z lat 60tych. Bohaterką tych opowiadań jest Rose. Rose straciła matkę jako dziecko i jest wychowywana przez ojca i macochę. Z zaciekawieniem czyta się jej historię. Śledzimy jej losy od dziecięcych lat do starości. Rose nie wzbudziła we mnie żadnych większych uczuć, zwykła przeciętna dziewczyna, później kobieta jakich wiele. Przez całe życie marzyła by się wybić, by być kimś szczególnym, by być piękniejszą, bogatszą, bardziej podziwianą. A tymczasem jej życie przebiegło bez żadnych większych aspiracji. Ukończyła szkołę, poznawała nowe koleżanki, mężczyzn, wyszła za mąż, urodziła córkę, rozwiodła się. Ot zwykłe życie jakich wiele. Miejscami te opowiadania mi się dłużyły. Oczekiwałam jakiegoś ciekawego zwrotu akcji, albo przynajmniej zaskakującego finału. Tymczasem życie Rose zatoczyło koło. Jej los związał ją w jakiś szczególny sposób z niezbyt przez nią lubianą macochą Floe. To od niej chciała się uwolnić, a tymczasem na koniec wraca do niej by się nią opiekować. Czy coś wynika z te książki? Jak dla mnie nie. I niezbyt mnie ta lektura zachęciła do kolejnych książek tej autorki. Była bardzo przygnębiająca, smutna wręcz. Nasze życie wydaje nam się że powinno wiele znaczyć. W młodości wydaje nam się, że jesteśmy tyle osiągnąć, że świat stoi przed nami otworem i tylko czerpać z niego garściami. Tymczasem los co jakiś czas daje nam pstryczka w nos jakby mówiąc 'Za kogo ty się uważasz". Przeczytam jeszcze jakąś książkę tej autorki, z ciekawości i wyrobienia sobie opinii o tegorocznej noblistce, aczkolwiek ubolewam, że nie została nią J.C.Oates. Jej książki są przerażające, smutne, bardzo naturalistyczne, ale przynajmniej są głębokie i za każdym razem pozostawiają po sobie ślad w czytelniku.

piątek, 29 listopada 2013

Małżeństwo we troje


 „Wszelka mądrość zaczyna się od akceptacji cierpienia"
Cieszę się, że znów trafiłam na opowiadania tego autora. Lubię jego pisanie, ale często po prostu o nim zapominam. Jego książki mają na mnie magiczny wpływ. Koją, relaksują, sprawiają, że z dystansem patrzę na swoje sprawy, problemy. Takie książki powinno się od czasu czytać, właśnie po to by nabrać dystansu do życia. Eric-Emmanuel Schmitt już na dobre zagościł w moim życiu, od czasu gdy przeczytałam jego słynną książkę "Oskar i pani Róża". Każda jego książka chwyta za serca. Każda w inny sposób.
Tak było i tym razem. Pięć wspaniałych opowiadań. Każde inne, o innej tematyce a jednak coś je łączy. Miłość. Miłość we wszystkich aspektach. Nie spotkałam się jeszcze by ktoś tak pięknie, subtelnie z wyczuciem  pisał o miłości homoseksualnej. Czytałam pierwsze opowiadanie  z zapartym tchem, pełna przyjaznych uczuć wobec 'Dwóch panów z Brukseli'. Piękna miłość, taka prawdziwa, która przecież tak rzadko się zdarza. Ach, nawet im chyba zazdrościłam! :)
Najbardziej podobało mi się chyba opowiadanie pt. "Pies" . Wzruszyło mnie przywiązanie właściciela do swoich psów, które zawsze miał podobne do siebie i nadawał im po kolei takie samo imię. A jego historia przywiązania do tego akurat zwierzaka miała początek.. w obozie koncentracyjnym. Przepiękna historia o miłości i przywiązaniu miedzy człowiekiem i zwierzęciem.
Ale tytułowe opowiadanie "Małżeństwo we troje" najbardziej mnie zaskoczyło i poruszyło. Autor zdradza nam szczegóły z życia żony pewnego słynnego kompozytora. Na samym końcu opowiadania zdradza nam jakiego, a ja podczas czytania zaczęłam się zastanawiać czy to opowiadanie jest tylko fikcją literacką, czy też jest inspirowane faktycznymi wydarzeniami. Po przeczytaniu wygooglałam sobie i zgadza się. Dzięki E.E. Schmitt dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy z życia Konstancji Mozart! Zainspirowało mnie to do poszukania lektur na ten temat i znalazłam nawet w swojej bibliotece tę oto książkę:)         
                                  Bardzo jestem jej ciekawa i czuję lekkie podekscytowanie.  Dziwne to odczucia dla mnie, bo nigdy nie interesowałam się muzyką poważną. A tutaj wystarczyło jedno opowiadanie mojego ulubionego pisarza i nagle słucham Mozarta;) Nie spodziewałam się że jego utwory mogą przypaść mi do gustu! Słuchaliście kiedyś ? One są fenomenalne! Zawsze obchodziłam z daleka wszystko co miało jakikolwiek związek z muzyką poważną, a tu się okazuje że to się może podobać, że wycisza, świetnie relaxuje, daje też kopa energetycznego. Widać tak to w życiu już jest, do wszystkiego trzeba dojrzeć :)
Jednym słowem polecam bardzo wszystkim tę książkę. Lekkie pióro, subtelne, napisane z ciepłym dystansem do świata i zwykłych ludzkich przywar opowiadania od których nie sposób się oderwać i które pozostaną na długo w pamięci. A po przeczytaniu których rodzi się w człowieku coś dobrego i pozytywnego :)
Polecam!                                                            

środa, 27 listopada 2013

Opowieść niewiernej.. czyli opowieść o samotności we dwoje..

Kolejna książka Magdaleny Witkiewicz już mnie trochę mniej zachwyciła. Pewnie dlatego, że spodziewałam się czegoś innego. Takiej spowiedzi prawdziwej niewiernej;) Kobiety dla której zdrada to pestka, wręcz chleb powszedni. Tutaj tak nie jest. Tytułowa bohaterka to wręcz grzeczna dziewczynka, która brzydzi się zdradą, uważała, że nigdy jej się to w życiu nie przydarzy. 
"Zdrada zawsze była dla mnie czymś złym, haniebnym i obrzydliwym. Czymś co rujnuje związek, zabija miłość, niszczy marzenia, daje ogromne poczucie niesmaku."
Jakże życie ją zadziwi... 
Ewa i Maciek małżeństwo z krótkim stażem. Ona bardzo zakochana, on na pierwszy rzut oka chyba nie bardzo. Szybko wprowadził się do mieszkania Ewy, swoje dał pod wynajem, rachunki spłaca głównie Ewa, mimo iż Maciek nieźle zarabia. On jeździ autem do pracy, ona marznie na przystankach, on wraca i od progu pyta o obiad, ona te obiadki skrzętnie przygotowuje, stara się, on ledwo odpowie czy mu smakuje. Sex bywa coraz rzadziej,mąż biedny zapracowany..  Maciek głównie pracuje, tak naprawdę to go nie ma w tym małżeństwie. Chyba jego maksymą życiową jest zdanie, które w żartach powiedział na temat małżeństwa  koledze "Małżeństwo to przekupstwo, by pomoc domowa myślała, że jest panią domu". Straszny, okrutny żart wypowiedziany w dodatku przy żonie.
Książka ta utwierdziła mnie w moim przekonaniu, że aby doszło do zdrady w związku już musi coś kuleć, tkwić jakaś zadra, coś co go psuje, niszczy od środka. Zdrada jest tylko kolejnym etapem rozpadania się związku. O tym wszystkim nie wie jeszcze nasza bohaterka. Zakochana świeżą miłością, pełna wiary, nadziei, kawałek po kawałku sukcesywnie traci siebie na rzecz tej 'wspaniałej' miłości jaka jej się przydarzyła. Jej niedojrzałość, nieobycie aż drażni, irytuje. Czytając myślałam sobie, ona ma 30 lat, czy w tym wieku można być aż tak naiwną? Tak zaślepioną miłością, tak bardzo idącą na kompromisy, a wszystko to z miłości??? Nie mieściło mi się to w głowie. Aczkolwiek później przetłumaczyłam sobie, że dojrzałość, wiedza o związkach, świadomość siebie w związku, potrzeba szanowania i liczenia się z naszym zdaniem to chyba nie zależy od wieku. To suma doświadczeń i 'kopów' od losu. To wszystko przed naszą bohaterką. 
Książka ta idealnie obrazuje rozkład pożycia małżeńskiego. W pewnym momencie wręcz byłam pewna, że mąż Ewy nigdy jej nie kochał, że małżeństwo to było dla niego na rękę, bo taniej wychodzi wspólne rozliczenie roczne z małżonkiem zdrada przydarza się z powodu braku czułości ze strony kochanego mężczyzny. 
Gdy tak wczytywałam się w tę powieść, obserwowałam zachowanie męża naszej głównej bohaterki to sobie pomyślałam, że to powinna być lektura obowiązkowa dla każdego faceta. Zachowanie głównego bohatera powinno być jako przestroga dla panów 'co robić by stracić żonę'. Chodzić w 'gaciach' po domu, broń Boże nie rozmawiać z żoną, a już na pewno na żadne poważne tematy, żyć tylko pracą, nie chwalenie żony, nie prawić żonie komplementów, ba w ogóle jej nie zauważać, dyskredytować ją przy bliskich, nie liczyć się z jej potrzebami.. Można wymieniać i wymieniać. Mąż Ewy to idealny przykład na męża, który nie kocha, ma żone byle tylko ją mieć.. 
„Mąż idealny, taki jak mój, zabija miłość powoli. Codziennie dolewa kroplę trucizny, której odrobina nie szkodzi, ale gdy jest jej więcej, ma działanie śmiertelne...”

      Smutna ta książka, a zarazem prawdziwa. Studium samotności we dwoje, geneza zdrady. Czytałam opinie oburzonych facetów, którzy po przeczytaniu tej książki twierdzili, że autorka namawia kobiety do zdrady. Ha ha ha.. Prawda boli. Jakie to smutne, że są na świecie tak egocentryczne osobniki, zaślepieni tylko sobą, dla których kobieta (żona) to wciąż  ich własność, która ma tańczyć tak jak on jej zagra.   
Nie mogę odmówić autorce daru pisania wciągającej lektury. Książka ta sama się czyta. Wręcz pochłania się ją. Podobnie miałam z poprzednią.  Mimo, iż irytuje nas zachowanie głównej bohaterki, jej ślepe oddanie mężowi, później ekscytacja nowym partnerem, o którym w sumie prawie nic nie wie, to jednak czyta się tę opowieść zachłannie. Z ciekawością, wypiekami na twarzy. Co dalej.. jak sobie poradzi nasza bohaterka, co z Maćkiem, czy zdrada się wyda? Czy to małżeństwo da się uratować? Czy kobieta może nie mieć wyrzutów sumienia po zdradzie? Czy prędzej czy później będzie je miała? 
Przeczytajcie, bo warto. Ja bym sobie życzyła, by faceci choć przekartkowali tę "Opowieść niewiernej". Bo takich co uważają, że kobieta, która zdradza to .... tu epitet jest wciąż masa. Takie prostackie typowo samcze myślenie. A takich dla których zdrada równa się, temu, że coś w związku nie zadziałało, że ktoś spoczął na laurach i to najczęściej mężczyzna, jest wciąż garstka. Kobiet zdradzających tak jak faceci dla samego sportu jest  mało. Częściej chodzi o brak uwagi ze strony tego najbliższego mężczyzny..