Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lutego 2015

Still Alice - reż. R.Glatzer



Alzhaimer. Brzmi jak wyrok. Tym bardziej dla kobiety w sile wieku, w samym środku jej kariery, aktywnej, pełnej życia, dla której jej wiedza, osiągnięcia naukowe są jej powodem do dumy.
Alice poznajemy w momencie, gdy świętuje swoje 50te urodziny. Widzimy piękną, spełnioną kobietę, jej męża i 3 dorosłych dzieci. W sam środek tego sielskiego obrazka, szczęśliwej, spokojnej wkracza niespodziewanie straszna choroba.
Moim zdaniem Julianne Moore idealnie zagrała w tym filmie. Dzięki Moore "Still Alice" jest nie tylko filmem o chorobie i o tym jak reagują i radzą sobie z AD Alice jej najbliżsi.
Julianne w roli pięćdziesięcioletniej Alice, u której, wcześnie jak na jej wiek, zdiagnozowano chorobę Alzheimera, jest tak autentyczna i wiarygodna, że z miejsca wydaje nam się, że wiemy co czuje Alice. Z biegiem czasu choroba staje się coraz trudniejsza, coraz bardziej drastyczna i nie do wytrzymania. Przy Alice stoją jej dzieci. A zwłaszcza jej najmłodsza córka. Mamy okazje obserwować niesamowitą więź matki z córką w tak trudnym dla nich okresie. Bardzo podobała mi się Krysten Stewart w roli Lydli. Ta dziewczyna ma potencjał. Będę z niecierpliwością obserwowała jej kolejne role.

Tuż przed obejrzeniem filmu przeczytałam książkę. Jako, że znałam bohaterów z filmu, bohaterzy z książki mieli dla mnie ich twarze. Bardzo współczułam Alice od samego początku. Jej pierwsze objawy wydawały mi się takie banalne. Zapomniała jednego słowa podczas seminarium, no cóż, czy nam na co dzień nie zdarza się to ciągle? Zaczęłam się sama nad sobą zastanawiać, ile podobnych rzeczy mi się przydarza. Nie umiem sklecić zdania, czasem coś chcę powiedzieć, a długo szukam odpowiedniego słowa. Czytam codziennie co najmniej kilkanaście stron książek, więc skąd się to bierze? W życiu bym się nad tym nie zastanawiała, gdybym nie czytała akurat tej książki. Swoją drogą autorka świetnie przedstawiła postać Alice. Utożsamiamy się z nią, czujemy jak ona. Podczas czytania książki cały czas odczuwałam to co czuła Alice i szczerze jej współczułam.
Książkę czyta się świetnie. Dosłownie się ją pochłania. Jest napisana przystępnym językiem, bardzo wciągająca, wyzwala w czytelniku pokłady empatii. W dodatku posiada przepiękną okładkę!

W tym przypadku nie umiem ocenić co lepsze: książka czy film. Jedno i drugie bardzo mi się podobało. Jedynie polski tytuł flmu mi się nie podobał. "Motyl still Alice" - co to za twór w ogóle!

Snajper - czyli historia najskutczniejszego amerykańskiego snajpera.


Reżyser: Clint Eastwood
Scenariusz: Jason Hall
Obsada: Bradley Cooper, Sienna Miller, Luke Grimes, Jake McDorman, Keir O'Donnell
Gatunek: Dramat, Biograficzny, Wojenny


Powinnam ograniczać sobie takie filmy. Zwłaszcza, takie na faktach, gdy nie mam pojęcia o zakończeniu. A zakończenie było dla mnie druzgoczące.
Oto historia pewnego amerykańskiego snajpera - Chrisa Kyle. Amerykański żołnierz United States Navy SEALs.Wg wikipedii to: "Najskuteczniejszy snajper w historii armii Stanów Zjednoczonych, podczas misji w Iraku zastrzelił 255 osób, z czego 160 trafień zostało oficjalnie potwierdzonych przez Pentagon".
Chris był tak dobry, że nazywano go Legendą. Jego zadaniem na misji było chronienie jego współtowarzyszy broni. Swoją precyzją i skutecznością ratuje wielu żołnierzy. Był wśród nich uważany za prawdziwego bohatera. Jego sława tak urosła, że jego wrogowie uznali go za ważny cel i była wyznaczona nagroda za jego głowę.
Na dużą uwagę zasługuje rodzina Chrisa. Jego żona (notabene świetnie zagrana przez Sienne Miller) ze wszystkim musi zmagać się sama. Ciągle czeka na męża i marzy o tym by tworzyć z nim prawdziwą rodzinę. Chris przebywał na misjach od 1999 do 2009 roku. Bywały okresy, że nie było go w domu całe 9miesięcy. W końcu marzenia żony Chrisa się spełniają. Chris wraca do domu, ma syndrom stresu wojennego, ale radzi sobie z nim i wszystko wygląda na to, że z czasem odnajdzie się jako szczęśliwy mąż i ojciec dwójki dzieci. Niestety.. dzieje się inaczej.
Nie znałam historii Chrisa Kyle, dlatego zakończenie tego filmu było dla mnie wstrząsające. Życie tak często pisze takie smutne scenariusze.
Film moim zdaniem bardzo dobrze ukazuje okrucieństwo wojny i cały jej bezsens. Oglądając te wszystkie strzelaniny myślałam sobie, że tylko człowiek tak daleko zaszedł w rozwoju a jednak cały ten postęp kieruje przeciwko sobie. Jak to możliwe? By ludzie strzelali do siebie, zabijali siebie nawzajem, kobiety i dzieci, ot tak, bez mrugnięcia okiem... Film jest typowo amerykański. Nawet w tytule musi być Ameryka. Flagi amerykańskie ukazują się w nim co chwile. Jestem zaskoczona nominacjami do Oscara. Co prawda lubię Bradleya, ale w tej roli niczym się nie wyróżnił moim zdaniem. Film dobry, ale widziałam dużo o wojennej tematyce i ten jakoś specjalnie mnie nie urzekł.

Moja ocena: 7/10

czwartek, 12 lutego 2015

Teoria wszystkiego - Dopóki jest życie, jest nadzieja.


"Teoria wszystkiego"/"The Theory of Everything" (2014).
Reż. James Marsh,
scen. Anthony McCarten na podstawie książki Jane Hawking.


"Teoria wszystkiego" to nie jest typowa biografia Hawkinga. Film stworzono na podstawie powieści jego pierwszej żony, zatem siłą rzeczy nie może to być tylko i wyłącznie biografia Hawkinga :-)
Dla mnie ten film to piękna opowieść o Jane i Stephenie. Dwoje młodych ludzi, którzy poznali się, pokochali, a następnie spędzili ze sobą prawie trzydzieści lat. Film ukazuje wzloty i upadki tego jakże ciekawego, a zarazem trudnego małżeństwa.
Choć wielu zarzuca, że film jest "zbyt Hollywoodzki", przelukrowany, a samemu Hawkingowi na pewno się nie spodoba, bo trąci groteską, to ja uważam ten film za jeden z lepszych. Mimo ciężkiego tematu, jest bardzo prosty w odbiorze, praktycznie dla każdego. Nie ma w nim naukowego nadęcia, niezrozumiałych zwrotów, nie można też mu zarzucić, że jest nudny. Film w przyjemny sposób pokazuje nam kim jest Stephen Hawking, jakie były jego losy, z czym musi się zmagać. W dość oględny ale za to zrozumiały dla każdego odbiorcy sposób pokazuje czym się ten sławny Hawking zajmuje.

Przesłanie filmu jest proste i Hawking mówi je w swojej ostatniej kwestii: „Dopóki jest życie, jest nadzieja”.
Historia Stephena jest zapalnikiem do zmotywowania ludzi. Pokazuje, że każdy może osiągnąć swój cel, niezależnie od tego na jakie napotyka przeszkody. Hawking nie poddał się, do końca postanowił poświęcić się nauce. Mimo choroby, a może wręcz na przekór niej. Nawet gdy usłyszał przerażającą diagnozę i gdy dowiaduje się, że zostały mu 2 lata życia pyta doktora czy choroba będzie miała wpływ na mózg. Mózg i nauka, to było dla niego najważniejsze.
Miałam o Hawkingu tylko mgliste pojęcie. Wiedziałam, że jest astrofizykiem, że zajmuje się jakimiś tam 'czarnymi dziurami';> Wiedziałam, że był niepełnosprawny i poruszał się na wózku, że specjalnie dla niego stworzono syntezator mowy.
Dla mnie ten film był wartościowy. Poznałam życie sławnego człowieka od środka. Przed obejrzeniem filmu zaczęłam szukać informacji na jego temat. Zdziwiłam się, że miał żonę. Ba, dwie żony:) Nie miałam pojęcia, że miał dzieci! Aż trójkę:)


Z filmu dowiaduję się, że miał wspaniałą i kochającą żonę - Jane. Jak naprawdę wyglądało ich życie, tego zapewne nie zobaczyłam w tym filmie. Bo jak niektórzy pisali 'ten film to przelukrowany obrazek'. Mnie jednak natchnął i zmotywował do poszukiwań. Znalazłam np. książkę Jane Hawking - "Podróż do nieskończoności" na podstawie, której powstał ten film. Mam już ją i zaczęłam czytać i muszę przyznać, że bardzo ciekawie się zapowiada.
Dowiedziałam się też, że Benedict Cumberbatch wcielił się w rolę Stephena Hawkinga w filmie z 2004: "Hawking". Znalazłam mnóstwo filmików na yt z Hawkingiem w roli głównej.
Dla mnie to niesamowity człowiek, który kocha życie i pragnie wykorzystać je w pełni. Nie zmarnować żadnej chwili. Jego poczucie humoru, hart ducha, pasja i to, że żyje pełnią życia mimo choroby zasługują na podziw.


Kilka słów na temat gry aktorskiej głównego bohatera. W rolę Hawkinga wcielił się Eddie Redmayne. Jego rola w filmie Teoria Wszystkiego to mistrzostwo aktorskie na najwyższym poziomie. Zagrał go fenomenalnie! Wyobrażam sobie jak trudna musiała być dla niego ta rola. Jeżeli za tą rolę nie dostanie Oscara to się bardzo zdziwię;>


Oto kilka ciekawych zdjęć Hawkinga jakie znalazłam w sieci:

foto: Universal Pictures



Stephen Hawking z pierwszą żoną.W 1965 ożenił się z Jane Wilde, z którą żył do 1991, kiedy to sąd orzekł separację. Jej przyczynami miały być ciśnienie sławy, różnice religijne i postępująca choroba. W 1995 roku po 30 latach małżeństwa doszło ostatecznie do rozwodu. Stephen Hawking ma z nią troje dzieci: Roberta (1967), Lucy (1969), Tima (1979) i troje wnucząt (George Edward i Rose – dzieci Roberta, William – syn Lucy)

Photo copyright © Random House Children’s Books, London Stephen wraz z córką Lucy, napisali wspólnie książkę dla dzieci: "Jerzy i tajny klucz do wszechświata"


środa, 4 lutego 2015

Big Eyes - reżyseria Tim Burton



Biograficzny film w reżyserii Toma Burtona pokazuje sekrety wielkiego oszustwa w dziejach malarstwa. Dzięki niemu poznajemy losy malarki Margaret Keane. Amerykańska artystka urodzona w 1927 roku nie miała łatwej drogi do kariery uznanej malarki. Przez wiele lat żyła w cieniu swojego męża, który podawał się za autora jej obrazów. Już od samego początku filmu zachwyciłam się jej malowaniem.
Margaret Keane malowała głównie dzieci i kobiety, a tym co wyróżniało jej twórczość i stało się jej cechą rozpoznawczą to wielkie oczy postaci, które malowała. Każda namalowana przez nią postać miała duże okrągłe oczy i niepokojące, smutne spojrzenie. Z filmu dowiedziałam się, że Margaret inspirowała się malarstwem Modiglianiego.
Nie będę zdradzała fabuły, ani losów słynnej Margaret Keane, by nie odbierać przyjemności z oglądania tego filmu.
Wg mnie film Tima Burtona to dość poprawny obraz, w którym poznajemy historię państwa Keane. Dla tych, którzy nigdy nie słyszeli o malarce postaci z wielkimi oczami może mieć wielką wartość edukacyjną. Jednak jak na tego reżysera, film trochę rozczarowuje. Czegoś mi zabrakło. Jakiegoś 'wow', czegoś co przyciągnęło by widza i sprawiło, że długo byłby pod wrażeniem.
Na szczególną uwagę w tym filmie zasługuje gra aktorska Christopha Waltz'a. Moim zdaniem postać Keana odgrywana przez Walza była mocno przerysowana. Miejscami to nawet irytowało. Np. jego zachowanie w sądzie. Nie wiem jak było naprawdę, ale wydaje mi się to bardzo nieprawdopodobne by ktoś aż tak grał na sali sądowej. Nawet ktoś bardzo przekonany o swojej słuszności, pyszny i pewny siebie, nie zrobiłby z siebie takiego idioty. Ale zaznaczam, nie mam wiedzy na ten temat. Bardzo nie pasowała mi za to Amy Adams w roli Margaret. Nawet wyglądem mało pasowała do tej słynnej malarki.
Film polecam jak najbardziej. Przenosi nas w inny świat, jest idealny by się zrelaksować i zapomnieć o swoich problemach. Uczy i zapoznaje nas z ciekawą historią. A już chociażby dla nacieszenia oczu tymi pięknymi obrazami warto go obejrzeć. Może gdybym obejrzała go w kinie, a nie na kanapie w swoim mieszkaniu bardziej by mnie ujął? Kto wie:)

Moja ocena 7/10


Tutaj artykuł o tej historii w natemat.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Carte Blanche - reżyseria Jacek Lusiński


Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, poruszająca historia nauczyciela z liceum, który – aby zachować ukochaną pracę i przygotować uczniów do matury – ukrywa przed światem, że stopniowo traci wzrok.
Kolejny film, który udowadnia, że polskie kino jest na niezłym poziomie. Ciekawa i poruszająca historia, nie przedstawiona zbyt tkliwie, ani przez chwile nie nudzi odbiorcy. Już na początku filmu przyciąga i sprawia, że wciska w fotel. Wzruszyłam się nie raz, mając świadomość, że historia ta wydarzyła się naprawdę. Chyra jak zwykle zagrał rewelacyjnie. Na filmy z jego udziałem mogę iść w ciemno. Nie przypominam sobie bym widziała go kiedykolwiek w jakimś gniocie. (Aczkolwiek muszę sprawdzić;) Gra Jakubika również zasługuje na uwagę. Lubię tego aktora. W filmach, w których gra nie jest nudno;) Jestem pod wrażeniem obrazu jak i gry aktorskiej. Świetnie napisany scenariusz. Muzyka też mnie zachwyciła. Bardzo klimatyczna. Szkoda tylko, że w necie nie mogę nigdzie znaleźć soundtracku do tego filmu. Może z czasem się uda.


Muzyka z tego filmu, którą znalazłam:



Zwiastun:



Tutaj artykuł o Macieju Białku - niewidomym nauczycielu historii z Lublina.

Moja ocena: 8/10

środa, 5 lutego 2014

Pod mocnym aniołem


W weekend wybraliśmy się do kina na "Pod mocnym aniołem". Tak bardzo chciałam zobaczyć ten film. Uwielbiam wszystkie filmy z udziałem Więckiewicza. Ciekawa jestem kina Smarzowskiego. Znów się nie zawiodłam. Świetne MOCNE kino, doskonała gra aktorska. Chwilami film ten wbijał mnie w fotel, czasem żal mi było tych ludzi... Bo przecież tacy ludzie są, żyją sobie obok, albo raczej wegetują, trwają od jednego ciągu do drugiego, by po wyjściu z kolejnego dna powiedzieć sobie i innym "To był ostatni raz, następnym razem będzie inaczej".. i znów jest tak samo.. Film zaczyna się wręcz sielankowo. Piękna miłość, studentki i wykładowcy. Porozumienie dusz, ekscytacja, radość z przebywania ze sobą, intelektualne rozmowy. Obiad u jej rodziców, ona przedstawia swojego wybranka rodzicom i tak powoli Smarzowski wprowadza zgrzyty w tę sielankę.
Głównym bohaterem filmy jest Jerzy. Intelektualista, pisarz, mężczyzna inteligentny, zapewne wrażliwy, z tak zwaną 'duszą'. Polubiłam go. Dowcipny, na wszystko ma odpowiedź, szarmancki, inteligentny, ciekawy mężczyzna po prostu. Ma tylko jedną wadę. Za dużo pije..

Wciśnięta w fotel oglądałam kolejne ciągi bohatera. To jak doprowadzał siebie na skraj totalnego upodlenia. W tragicznym stanie trafiał na odwyk, gdzie ciągle czuł się 'lepszy' od swoich współtowarzyszy niedoli. Chyba to jest kwintesencja choroby alkoholowej. Człowiek nią zainfekowany nie widzi problemu, patrzy na ludzi notabene takich jak on, z pogardą, ze współczuciem, z wyższością, że go to nie dotyczy.
Historie, jakie opowiadają uczestnicy terapii były dla mnie wstrząsające. W głowie nie mieściło mi się jak można upaść tak nisko, tak się upodlić. Jak można siebie tak bardzo nienawidzić, dlaczego tak bardzo pragną uciec przed życiem i gdzie? Na samo dno piekła..
Smarzowski jak to on epatuje mocnymi, często wręcz odrażającymi scenami. Mieszkania zawalone walającymi się wszędzie butelkami, całe rodziny siedzące przy stole i radośnie spożywające alkohol, awantury, wyzwiska, burdy. Ludzie, którzy doprowadzają siebie do odrażającego stanu, nieprzytomni we własnych rzygowinach i kale znajdowani przez sąsiadów czy bliskich. Te obrazki bardzo mną wstrząsnęły. Mną, która nie przepada za alkoholem, nie rozumie jego fenomenu i tego jak można w niego uciekać. Nie, nie umiem tego pojąć. Jest mi źle to uciekam w filmy, książki, do przyjaciół. Gdy jest mi źle wybieram rzeczy które poprawią mi humor, na dłużej, a nie takie po których będzie mi jeszcze gorzej. Mogę powiedzieć po obejrzeniu tego filmu, że miałam w życiu wielkie szczęście, że problem ten mnie nie dotknął.
Szkoda mi było Jerzego.. To taki ciekawy człowiek był, a do czego się sam doprowadził? Po kilkunastu ciągach, gdy już dawno odeszła od niego ukochana, nie wiem w sumie czym tknięty nasz bohater sam zgłasza się na odwyk. "Wpadłem na pomysł, że może przestałbym pić".
Wstrząsnęła mną ta scena, gdy Jurek po raz setny już chyba wychodzi z odwyku, taksówkarz pyta go dokąd jedzie, a on odpowiada "Dobre pytanie" i znów staje pod pubem o znamiennej nazwie "Pod mocnym aniołem". Na rozstaju dróg, samotny, zagubiony, przerażony człowiek. Czy skończył z nałogiem? Szczerze wątpię.

Na plakatach promujących ten film widnieje hasło: "Film, który zachwieje Polską". Obawiam się, że jednak nie. Ludzie, którzy mają problem alkoholowy, po obejrzeniu tego filmu pomyślą sobie "Nie jest ze mną tak źle.. bywa gorzej".


sobota, 18 stycznia 2014

Twice Born - pierwszy film który mnie totalnie zachwycił w nowym roku.

Tytuł oryginalny - Venuto al mondo
Gatunek - dramat
Produkcja - Hiszpania, Włochy
Reżyseria - Sergio Castellitto
Odtwórcy głównych ról:
Gemma - Penelope Cruz
Diego - Emily Hirsh

Opis z filmweb: "Samotna matka wraz z dorastającym synem przyjeżdża do Sarajewa, gdzie podczas konfliktu bośniackiego zginął jego ojciec".

"Jak to robisz, że zawsze jesteś szczęśliwy? - To proste, nie znoszę być smutny"


Opis tego filmu na filmwebie jest suchy, bez emocji i całkowicie błędny! Moim zdaniem film "Powtórnie urodzony" to bardzo dobre kino – nie tylko wojenne, nie typowy miłosny melodramat, lecz uniwersalna historia o poszukiwaniu prawdy o samym sobie, o życiu. Tłem tego filmu jest prawdziwa, wielka, głęboka miłość. Poświęcenie w imię tej właśnie miłości. O pragnieniu posiadania dziecka właśnie z tą ukochaną osobą. Dziecka, które będzie miało gesty, spojrzenie, dłonie, sposób poruszania się ukochanego. Taka wielka miłość, że chce się mieć jej kopię. Zachować ją na zawsze. Co jeśli kobieta okaże się bezpłodna ? Dramat...



Mistrzowska rola Penelope Cruz. Byłam zachwycona jej kreacją głównej bohaterki. Niesamowicie przeobraża się ze szczęśliwie zakochanej, promiennej dziewczyny w tragiczną postać,kobietę doświadczoną dotkliwie przez los.
Diego zagrany świetnie przez Emila Hirsch (dodałam do moich ulubionych aktorów:) to wesoły, spontaniczny, beztroski chłopak. Żyje z fotografii, jest przepełniony pasją do życia, wiecznie szczęśliwy, pełen energii, wyluzowany, zaskakujący, zakochany szaleńczo w Gemmie. Miło się oglądało kreacje Hirscha tego właśnie bohatera. Taki Diego to mój ideał mężczyzny ;)

Zabieg reżysera by historie tej pary umieścić na tle wojny w Sarejewie był strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu nie przecukrzył filmu szczęśliwą big love, ani też nie zdołował widza obrazami wojny. Film Castellitto zręcznie łączy te dwa wątki. Trzyma widza w niepewności co do tego, co tak naprawdę stało się między bohaterami 20 lat temu. Buduje napięcie, wzbudza tym masę emocji, a w rezultacie zaskakuje. Wszystko wydawało się jasne od samego początku filmu, tymczasem okazuje się, że prawda jest zupełnie inna.


Takie filmy uwielbiam! Pełne emocji, z przesłaniem, z cudownymi cytatami, a do tego przepiękna ścieżka dźwiękowa!
Archive - Funeral! (uwielbiam!)

Nirvana - Something in the Way

Sia -Lullaby


Moja ocena 9/10
Polecam!



poniedziałek, 16 grudnia 2013

Wyścig - film


gatunek: Biograficzny, Dramat Sportowy
produkcja: Niemcy, USA,Wielka Brytania
premiera: 8 listopada 2013 (Polska) 2 września 2013 (świat)
reżyseria: Ron Howard
scenariusz: Peter Morgan
obsada:
James Hunt: Chris Hemsworth
Niki Lauda: Daniel Brühl



Kolejny film na który nie zwróciłabym uwagi gdyby nie mój facet;) Wybrałam się do kina jako zupełna ignorantka. Nie interesowałam się nigdy wyścigami formuły 1, nie znam się na sławnych kierowcach formuły 1. Nazwisko Niki Lauda coś mi mówiło, James Hunt zupełnie nic. Nie miałam pojęcia o ich trwającej latami zażartej rywalizacji. Ci panowie reprezentowali zupełnie różne osobowości, dwa światy, a każdy z nich osiągnął tak wiele. Brytyjczyk James Hunt był lekkoduchem żyjącym chwilą, dla niego życie było zabawą. Natomiast Austriak Niki Lauda, uparcie dążył do wyznaczonego sobie celu. Był zdyscyplinowany, inteligentny, znał się lepiej od mechaników na właściwościach bolidów. Tych dwóch mężczyzn łączyło zdeterminowanie, szybkość i ogromna chęć zwycięstwa, a także ogromna wola pokazaniu temu drugiemu, że jest się lepszym.
Akcja filmu dzieje się w 1976 roku. Bardzo ciekawie jest ukazana rywalizacja między tymi dwoma zawodnikami. Na naszych oczach zawodnicy poznają się, z czasem zaczynają rywalizować, nie lubią się. Pokazane jest ich prywatne życie. Lauda, którego ojciec widział raczej za biurkiem w oddziale swojej firmy, buntuje się i odrzucając całą pomoc finansową stawia całe swoje życie na jedną kartę. Ma cel. Zostać sławnym kierowcą formuły 1. James Hunt, kobieciarz i imprezowicz, pogrąża się w lekkim życiu, zakrapianym alkoholem.
Film wciąga już od samego początku. Nie spodziewałam się, że taki 'typowo męski' film tak mnie porwie. Przepięknie pokazane obrazy. Do teraz mam przed oczami czarne, nisko wiszące chmury, zalany deszczem tor wyścigowy, grozę jaka biła z tej sceny wręcz można było poczuć namacalnie.
Ku mojemu zaskoczeniu bardzo zainteresował mnie losy obu bohaterów.
To film nie tylko dla fanów formuły jeden. Jak widać na moim przykładzie nie trzeba się nawet znać na tych zawodach.
Zdecydowanie polecam!
Ocena 5,5/6

poniedziałek, 18 listopada 2013

Kapitan Phillips - film


Ten film mnie bardzo pozytywnie zaskoczył! Moja ignorancja samą mnie przeraża. Wstyd mi, ale nie wiedząc co to za film nie chciałam iść na to do kina. Dopiero gdy R. mi powiedział o czym jest ten film, dałam się przekonać.
Pewnie każdy z Was pamięta o słynnym porwaniu kapitana amerykańskiego kontenerowca Maersk Alabana. Właśnie o tym jest ten film. Miało to miejsce w 2009 roku w pobliżu brzegów Somalii. Film jest oparty na faktach i to mnie w nim tak bardzo poruszyło. Dzieło reżysera Paula Greengrassa to ekranizacja napisanej w 2010 roku przez kapitana Richarda Phillipsa wraz z pomocą Stephana Talty książki pod tytułem "A Captain's Duty: Somali Pirates, Navy SEALs, and Dangerous Days at Sea".Historia ta przedstawiona jest z punktu widzenia głównego bohatera, dzięki czemu widzowie otrzymują relację wręcz "z pierwszej ręki". Akcja jest wciągająca już od samego początku. Nie ukrywam, że za przyczyną tego stanu rzeczy jest sam Tom Hanks. Moim zdaniem, Hanks grając kapitana Philipsa wspiął się na wyżyny kunsztu aktorskiego. Uwielbiam tego aktora, ale tutaj to był totalny majsterszczyk, przyjemnie się go oglądało. Mam nadzieję, że Tom Hanks znajdzie się w gronie nominowanych do oscara. Z wywiadu z kapitanem statku wiem, że Tom Hanks kontaktował się z nim wiele razy. Być może dzięki temu jest tak przekonujący w swojej roli.
Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, by nie odbierać Wam przyjemności z oglądania. ( Ja do końca nawet nie pamiętałam, czy ten kapitan przeżył - ignorancja!!!) W pewnym momencie filmu, gdy emocje sięgnęły już zenitu chciałam się zapytać o to swojego faceta, ale uznałam, że nie będę się kompromitować;) W wielkim skrócie film pokazuje uprowadzenie okrętu, następnie porwanie kapitana Richarda Phillipsa oraz próby jego odbicia przez U.S. Navy SEAL's. Przedstawia wszystkie wydarzenia, o których wyrywkowo mogliśmy przeczytać w gazetach lub dowiedzieć się z telewizji.
Film jednym słowem świetny. Trzyma w napięciu przez całe dwie godziny. Na koniec się popłakałam;) Tak emocjonalnego obrazu na pewno się nie spodziewałam. To jeden z lepszych filmów jakie miałam przyjemność zobaczyć w tym roku.
Polecam!


Moja ocena 9/10

środa, 18 września 2013

"Millerowie" - w końcu recenzja filmu ;)


Po bardzo długim czasie wybraliśmy się w końcu do kina. Ja chciałam na "Blue Jasmine" ale ze względu na to, iz grali go dość późno (a ja kocham spać ostatnio:) zdecydowaliśmy się w końcu na komedie z Jennifer Aniston.
Pomyślałam sobie trudno, na Allena tak czy siak się wybiorę sama, a tutaj może dla odmiany się pośmieję.
Jakże byłam mile zaskoczona! Śmialiśmy się do rozpuku, a wraz z nami cała sala;D
Tak w wielkim skrócie, bez spamowania. Na początku filmu poznajemy Dave'a. To wolny strzelec, nie ma rodziny, dzieci, ani nawet dziewczyny. Jest za to dealerem narkotyków. Podczas ulicznej bójki, gdy jego oprawcy dowiadują się czym się zajmuje zostaje okradziony z całego towaru i pieniędzy za towar. Jego prześmieszny i do bólu przerysowany boss wymyśla, iż w ramach zadośćuczynienia przemyci on towar z Meksyku. Dave jest załamany i w strachu. Wie, że nie ma wyjścia. W końcu wpada na genialny pomysł. Przecież nikt nie będzie podejrzewał uroczej rodzinki podróżującej po Meksyku o przemyt narkotyków. Tak oto wprowadza do swojego planu swoją sąsiadkę striptizerkę i wiecznie samego nastolatka, a także bezdomną nastolatkę. I tu się zaczyna cała akcja. Wszyscy po przejściach, cyniczni, zepsuci przez życie rozbitkowie stają w obliczu zupełnie nowego wyzwania. Mają udawać normalną, kochającą się rodzinkę.
Jak im to wyjdzie? Czy uda im się przemycić narkotyki? Jakie relacje się między nimi rozwiną? Obejrzyjcie sami, akcja jest wartka i zaskakująca. Film ogląda się świetnie. Można odreagować,pośmiać się, oderwać na chwile od rzeczywistości. Świetna rozrywka. Dodam jeszcze, że taniec Jennifer Aniston połączony ze striptizem był rewelacyjny ;)
Bardzo polecam :)

Moja ocena: 7/10





wtorek, 5 lutego 2013

Życie Pi - film


Ostatnio nie idzie mi czytanie. Przeczytam parę stron i zasypiam. A jeszcze pomaga mi w tym mój kotek. Co wezmę książkę do ręki, to za chwilkę on się pojawia i robi sobie legowisko centralnie na mojej książce;) Za to bardzo dobrze ogląda mi się ostatnio filmy. Chcę obejrzeć wszystkie filmy nominowane do Oscara i jak na razie jestem już dalej niż w połowie. Kotek ogląda ze mną, leżąc mi na klatce piersiowej i obłędnie mrucząc:) Obejrzałam w styczniu parę godnych polecenia filmów. Ale dziś skupię się na tym. Ten film mnie urzekł, powalił na kolana, absolutnie zachwycił!
Życie Pi - film tak wyśmiewany na przeróżnych forach, że aż się nim zainteresowałam:> Z przekory oczywiście. Czytałam opinie, że to film o niczym, o facecie w łódce i nic poza tym, że przez cały film nic się nie dzieje. Nic bardziej mylnego. Wiecie co? Zdarza mi się przysnąć i na filmach i często oglądam je na dwie raty. Ale ten film oglądałam z zapartym tchem bite dwie godziny! Zapewne na moje zainteresowanie filmem złożyły się przepiękne obrazy. Film jest w pięknych intensywnych barwach. Bajkowy wręcz. Poza tym jest przedstawiony w formie opowieści. Pi opowiada swoją historię autorowi książki - Martelowi.

Pi Patel jest synem właściciela zoo. Mieszka wraz rodzicami i bratem w Indiach. Z uwagi na ciężką sytuację ekonomiczną rodzina postanawia przenieść się na drugi koniec świata, bo aż do Kanady. W trakcie podróży morskiej pojawia się groźny sztorm i statek tonie. Pi ratuje się w niewielkiej szalupie ratunkowej. Znajduje się na środku Oceanu Spokojnego w towarzystwie hieny, orangutana, zebry i tygrysa bengalskiego o imieniu Richard Parker. Rozpoczyna się walka o przetrwanie.

Film ten, jest przede wszystkim filozoficzną opowieścią o poszukiwaniu sensu, o znaczeniu wiary i potęgi przyrody. Główny bohater od samego początku styka się poprzez różne wydarzenia życiowe z innymi odłamami religii od hinduizmu poprzez islam na katolicyzmie skończywszy. Przede wszystkim to bohater poszukujący. Od dziecka nie boi się zadawać pytań o sens życia, o sens wiary w Boga. Przy czym autor w żadnym momencie filmu nie stawia żadnej z religii na uprzywilejowanym miejscu i to jest wspaniałe. Zdziwiłam się, tym, iż jego rodzice są ateistami i nie wywierają na swoje dzieci żadnej presji religijnej. Dają im wolny wybór, pozwalają na poszukiwania. Przy okazji ojciec Pi daje mu cenne życiowe lekcje, które mu się przydały bardzo w późniejszym życiu, w walce o przetrwanie. Potęga przyrody ukazana jest w tym filmie przepięknie! W wielu ujęciach ukazane jest jak maluczki jest człowiek wobec potęgi przyrody, o czym w dzisiejszych czasach tak trudno nam pamiętać...



Dla mnie osobiście to film o walce z samym sobą, walce ze swoimi słabościami. To przepiękny film pokazujący co w życiu jest ważne, o afirmacji życia, o tym, że warto je doceniać w każdej chwili. Mamy tu wiele symboliki. Np. walka z tygrysem to walka z samym sobą.
Ale nie będę tłumaczyła o czym ten film jest. Bynajmniej nie chodzi tu o chłopca dryfującego na łodzi ratunkowej z tygrysem;> Obejrzyjcie sami. Naprawdę warto. Myślę, że końcówka was zadziwi i da do myślenia, podobnie jak mi. Jestem pod wielkim wrażeniem tego filmu.
Wzruszył mnie ten film. Chłopiec jeszcze, a już rzucony przez los na głęboką wodę. Dosłownie i w przenośni. Stracił wszytko co kochał, a mimo to walczy, walczy z przeciwnościami losu, nie poddaje się. Tęskni za rodziną, za mamą, za bratem, często płacze, sam, bezsilny na środku oceanu. Skazany na łaskę i niełaskę losu, Boga?

"Życie to jedna wielka seria rozstań. Ale najbardziej rani, brak chwili pożegnania."

czwartek, 3 stycznia 2013

The Words - film


gatunek: dramat
produkcja: USA
premiera: 27 stycznia 2012
reżyseria: Brian Klugman; Lee Sternth
w rolach głównych: Bradley Scott, Jeremy Irons, Oliwia Wild

"(...) Wszyscy dokonujemy wyborów, ale najtrudniej jest z nimi żyć. Nikt nie może nam w tym pomóc."

Pierwszy film w tym roku, który mnie ujął. Przepięknie ukazana historia młodego mężczyzny, który ma marzenie. Chce być pisarzem. Pracuje nad tym całym sobą, oddaje się pisaniu książki bezgranicznie. Jednakże wciąż spotyka się z odmową wydawców, wciąż odnosi porażki. Wspiera go kochająca żona, która pewnego dnia znajduje w jego szufladzie brudnopis książki napisanej na maszynie. I choć do tej pory nie czytała nic co napisał mąż bez pozwolenia, tym razem po krótkim rzuceniu okiem książka ją pochłania. Czyta całą od deski do deski. Lektura wzrusza ją do łez. Przyznaje się mężowi, że ją przeczytała i namawia go by udał się z nią do wydawców....




I tak się zaczyna ta historia.. Piękna, wielopłaszczyznowa, wzruszająca do łez... Spełnia się wielkie marzenie młodego człowieka, zostaje znanym pisarzem. Jego książka staje się bestsellerem! Jego życie nabiera barw, wreszcie odnosi sukcesy, jest znany, podziwiany, daje mnóstwo wywiadów, ludzie rozpoznają go na ulicy. Jest szczęśliwy.
Do czasu.. Aż pewnego dnia przypadkiem spotyka na ulicy staruszka, który prosi go o autograf i opowiada swoją historię... Historie przejmującą, nader smutną, wzruszającą, ukazującą jak pokrętny bywa ludzi los, jak może nagle zabrać wszystko.. historię, którą nasz główny bohater opisał w swojej książce... Czy oby na pewno to on ją wymyślił?




Jaką podejmie decyzje? Czy zdecyduje się na życie w kłamstwie? Czy spotkanie staruszka złamie jego życie, tak jak historia opisana w książce złamała życie głównego bohatera tejże?
Wszystkiego dowiecie się z filmu. Film o trudnych wyborach, o odpowiedzialności, o tym by nie przywłaszczać sobie nic cudzego, zwłaszcza by nie podpisywać się pod pracą innego człowieka... Bardzo go polecam!
Jestem pod wrażeniem gry aktorskiej Bradleya Scotta, idealnie on pasuje do wizerunku młodego poszukującego pisarza. Bardzo też mi się spodobał Jeremy Irons w roli staruszka, który stracił wszystko dawno, dawno temu. Zastanawiałam się skąd ja znam tego aktora... Weszłam na filmweb i już wiem - Z serialu rodzina Borgiów! :)
Świetnie odnalazł się tu w zgoła zupełnie odmiennej roli.
Jednym słowem film warto obejrzeć.

czwartek, 27 września 2012

Jesteś Bogiem! - uświadom to sobie.



Nie mogę się z Wami nie podzielić tym świetnym filmem, który ostatnio widziałam. Zacznę od tego, że nigdy nie byłam fanką hip-hopu. W czasach gdy Paktofonika była na topie ja słucham depeszów i rockowych ballad;) Ale film mnie powalił na łopatki!
Świetnie przedstawione powstawanie zespołu i trudności z tym związane. Magik, Rahim i Fokus to trójka kumpli o zupełnie innych osobowościach, których łączy jedno: miłość do hip-hopu. Wszyscy od najmłodszych lat są zdeterminowani do tworzenia właśnie takiej muzyki. Wyrażają siebie poprzez teksty do swoich piosenek. Akcja filmu toczy się na śląsku, co doskonale jest ukazane w filmie i nadaje mu swoisty klimat. Do tego wszystkiego muzyka Paktofoniki wplątana w akcje daje naprawdę niesamowite wrażenie.
Jak już pisałam, nigdy nie byłam fanką takiej muzyki, dlatego nie miałam pojęcia o samobójczej śmierci Magika. Wstrząsnął mną ten film, wbił w fotel. W pewnych momentach naprawdę mocno się wzruszyłam.

Uważam, że film jest naprawdę solidnie zrealizowany. Aktorzy zagrali na naprawdę wysokim poziomie. Dużą zaletą tego filmu jest to, że grają w nim dotychczas nieznani aktorzy. Trzech młodych ludzi, nowe twarze w filmowych światku, a moim zdaniem zagrali świetnie i bardzo przekonująco. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy oni przypadkiem nie byli jakoś wcześniej związani z tym zespołem. Jednym słowem film jest warty uwagi i bardzo go polecam. Zdjęcia, muzyka, plenery, gra aktorska - to wszystko jego bardzo mocne strony.
Jeśli macie okazję koniecznie wybierzcie się do kina. Ja do dziś pozostaję pod jego wielkim wrażeniem.

wtorek, 29 maja 2012

Lektor - Bernard Schlink

"Było mi smutno z powodu spóźnień i błędów w życiu. Myślałem, że jeśli przegapi się właściwy czas, jeśli za długo się samemu przed czymś wzbrania, jeśli za długo się komuś czegoś odmawia, potem to przychodzi zawsze za późno. Nawet jeśli próba kosztowała dużo wysiłku i przyjęto ją z radością.
„A może "za późno" w ogóle nie istnieje, może jest tylko "późno", a późno jest o wiele lepsze niż "nigdy"?”


Oglądaliście film "Lektor" z Kate Winslet i Ralphem Finnesem? Jeśli nie to gorąco polecam. Znakomita gra aktorska i pięknie przedstawiona historia. Ja oglądałam film jakieś 4lata temu, tak więc gdy wpadła mi w ręce książka z ciekawością ją otworzyłam. I przepadłam. Niespodziewałam się tak świetnej, wciągającej a zarazem przystępnie napisanej lektury. Film mnie urzekł to prawda, ale książka jeszcze bardziej. Bernard Schlink pisze niesłychanie ujmująco. Konkretnie, bez zbędnych upiększeń ale zarazem trafia prosto w serce. Niesłychanie refleksyjna to książka, zmuszająca do myślenia i poszukiwania odpowiedzi na zadane w niej pytania. Czy je znajdziecie?

„Dlaczego to,co było piękne,blaknie,kiedy wracamy do tego pamięcią,kruszy się i rozpada,bo kryło okropną prawdę?(...)Czasami kiedy koniec jest bolesny, wspomnienie nie odpowiada prawdzie o szczęściu.Czy o szczęściu może być mowa tylko wtedy, kiedy jest wieczne? I boleśnie może się skończyć tylko to,co było bolesne,bolesne bólem nieświadomym albo niezauważonym? Ale co może być bardziej nieświadome niż niezauważony ból?"


Zdarzają się takie spotkania, które tak jakby nas naznaczały, rzutują na całe nasze życie. Od tego momentu już nic nie jest takie samo. Jeszcze o tym nie wiemy w danym momencie, ale po latach patrząc wstecz będziemy wiedzieć: "o tak to spotkanie zdeterminowało całe moje życie"
Takie spotkanie przydarzyło się 15letniemu Michelowi Berg. Wracając za szkoły, wycieńczony i osłabiony chłopak wymiotuje na ulicy, gdzie z pomocą przychodzi mu starsza o 20lat kobieta. Myje go, pomaga doprowadzić się do porządku i odprowadza do domu. Gdy chłopiec wyzdrowiał, jego matka posyła go z kwiatami do kobiety, by jej podziękował za to, że się nim zaopiekowała tego feralnego dnia. Hanna to piękna, tajemnicza kobieta, mieszkająca samotnie. I tak to się zaczyna. Historia pięknej zmysłowej miłości do o wiele starszej, kobiety która zmienia całe życie chłopca. 15letni chłopak całkowicie zatraca się w tej namiętności, podporządkowuje całe swoje życie Hannie, spędza z nią wszystkie wolne chwile. Nawet podciągnął się w nauce i mimo długotrwałej choroby udaje mu się zdać do następnej klasy.


Hanna i Michael spędzają czas nie tylko na sexie. Łączy ich coś jeszcze. Chłopak czyta Hannie książki. Jakie to urocze - myślałam sobie czytając - takie wspólne spędzanie czasu. Poznawanie najznamienitszych pisarzy, klasyki literatury. Hanna i Michael również od czasu do czasu wybierali się na wycieczki rowerowe.







To jak chłopak opisywał Hannę, wspominał ją, wskazywało jak bardzo był w niej zakochany i zafascynowany nią jako prawdziwą kobietą. Świadczy również to, że to on zabiegał o jej uczucia. Hanna była zimna i obojętna.

„Kiedy stawała się zimna i twarda, żebrałem o to, żeby znowu była dla mnie dobra, żeby mi wybaczyła, żeby mnie kochała. Czasami czułem, że chyba sama cierpi z powodu swojej oziębłości i uporu. Tak, jakby tęskniła do moich ciepłych przeprosin, zapewnień i zaklęć".

Hanna niespodziewanie znika. Dla Michaela była ona całym światem, zatem rozpacza, przeżywa i zastanawia się dlaczego go zostawiła. Żadnej kobiety nie będzie potrafił już tak pokochać jak Hanny, ale jej samej wypierał się, przy znajomych udawał, że jej nie zna. Był rozdarty, ponieważ uważał, iż ‘wyparcie się kogoś jest niespektakularnym wariantem zdrady’
Po kilku latach Michael spotyka Hannę w niespodziewanych dla niego okolicznościach. On jest studentem prawa, ona zasiada na ławie oskarżonych. Otóż, podczas II wojny światowej Hanna była strażniczką w obozach koncentracyjnych w Auschwitz i pod Krakowem. Michael przysłuchuje się zeznaniom Hanny i nie może uwierzyć, że dopuściła się ona popełnienia zbrodni na Żydówkach. Michael zadaje sobie pytanie, czy można kochać zbrodniarza czy choćby mu współczuć? Przecież dla niego Hanna była kimś ważnym - to jej cech szukał w swoich kolejnych kobietach. Chłopak nie opuszcza żadnej z rozpraw, bardzo każdą przeżywa. Nagle odkrywa kompromitujący sekret byłej kochanki, bezwzględnie skrywany przez nią samą. Tajemnica, której ujawnienie mogłoby ochronić kobietę przed dożywociem. Waha się i miota jak i czy w ogóle ma prawo komukolwiek o tym powiedzieć. Biernie obserwuje proces do zapadnięcia wyroku, nie zdobywając się na żaden heroiczny gest, nie udaje mu się zrozumieć Hanny, jak również jej potępić.
"A co pan by zrobił na moim miejscu?"
Takie pytanie zadaje nagle podczas rozprawy Hanna sędziemu.
To łatwe i wygodne podzielić świat na "czarne" i "białe". My jesteśmy tymi "dobrymi", oni są tymi "złymi". Trudniej zastanowić się i zrozumieć, że świat nie jest taki prosty jak byśmy chcieli, aby był. Zrozumieć - to słowo kluczowe, bo jednoznacznie i bezmyślnie oceniać potrafi każdy. Czasem ludźmi kierują różne, niepojęte dla nas motywy. Nie mamy prawa nikogo oceniać i potępiać.



Książkę jak i film bardzo gorąco polecam. Film mnie urzekł, po jego obejrzeniu zabrakło mi słów. Teraz po przeczytaniu książki, uważam że jest mistrzowsko zrobiony. Doskonale przedstawia całą historię zawartą w książce. To prawda, że czytając książkę miałam w głowie gotowe postaci z filmu, ale moim zdaniem są one idealnie wykreowane przez aktorów. Świetny Ralph Finnes w roli dorosłego Michaela Berga, zaś Kate Winslet niesamowicie zagrała tą dziwną, zagadkową kobietę jaką była Hanna Schmitz. Myślę, że nie raz będę wracać do tego filmu. Jak i książki. Gdyby nie ten film, który był nominowany do Oscara, a staram się oglądać wszystkie nominowane filmy, to nigdy nie trafiłabym na tak świetną i wartościową książkę. Polecam.

sobota, 12 maja 2012

"Strasznie głośno, niesamowicie blisko"... (film)

"Not stop looking"

Obejrzałam przed chwilą tak piękny film, że od razu musiałam się nim podzielić. Ten film jest po prostu wspaniały!
Przede wszystkim w zachwyt wprawiła mnie przepiękna kreacja Thomasa Horna. Gra on nad wyraz dojrzałego chłopca, który ma kłopoty z otaczającym go światem. Wszystko jest dla niego zbyt głośne, zbyt szybkie, zbyt intensywne. Żyje on we własnym świecie, ma problemy z rówieśnikami. Jedynym jego przyjacielem i człowiekiem przy którym otwiera się na świat jest jego ojciec /Tom Hanks/. Ojciec organizuje mu gry i zabawy dzięki,którym chłopiec stopniowo ma otwierać się na świat i pokonywać swoje ograniczenia. Aż do owego Najgorszego Dnia - 11 września.
To bynajmniej nie film o traumie po ataku na WTC. To przepiękny film o miłości rodzicielskiej. Nie tylko ojca i syna, ale jak się później okazuje i matki. Matki, która nie mogąc dotrzeć do swojego zrozpaczonego po śmierci ojca dziecka, aby go nie zgubić podąża jego tropem. Ten film jest o tym jak radzić sobie ze stratą, rozczarowaniem, jak szukać sensu, gdy sensu czasem brak. Każdy z nas musi się prędzej czy później się z tym uporać. Jak się podnieść, jak żyć po stracie kogoś kogo bardzo kochamy, kto był nam drogowskazem, naszą opoką, całym naszym życiem? Czy jest sens szukać sensu? Jak radzić sobie rozpaczą? No jak?

"NIE PRZESTAWAJ SZUKAĆ"

Takie zdanie zaznaczył ojciec na wycinku z gazety podczas jednej z ich wspólnych zabaw.
Po jego śmierci chłopiec szperając w rzeczach ojca, znajduje w niebieskiej wazie klucz. Jego gorącym pragnieniem jest pobyć jeszcze jakiś czas pod wpływem wspomnień o ojcu. Rozpoczyna kolejne zadanie. Poszukiwanie zamka do którego pasuje klucz. Podczas tej eskapady poznaje przeróżnych ludzi.
"Każdy z nich coś lub kogoś stracił.
Tak jak i my"
To również film o sztuce przebaczenia, także i sobie. Ileż z nas nie zrobiło czegoś, a potem żałowało tego przez resztę życia? Nigdy nie zapomnimy ostatnich słów osób, których nigdy już nie spotkamy. Ich spojrzenia, wołania nas... "Are you there? Are you there... ARE YOU THERE?" To będzie się za nami ciągnęło przez całe życie. Ale trzeba i to sobie wybaczyć. Czasem coś tracimy i to nigdy już nie wróci. Rozczarowania są częścią życia, czy nam się to podoba czy nie. Tak już po prostu jest. Ale życie po to jest by pokonywać swoje lęki, szukać, poznawać ludzi, nie bać się.
"Czasem musimy stawić czoła naszym lękom, by móc pójść dalej".
Ten mały chłopiec przełamuje swoje lęki, obawy wszystko po to by jeszcze choć przez chwile pozostała w nim pamięć po ojcu. Tęsknota i ból po stracie wcale nie mijają tak szybko. Pamięć o ojcu ciągle w nim jest. Ale po dordze poznaje wspaniałych ludzi, zyskuje uznanie, przyjaźń, odnajduje swojego dziadka. A także mimochodem pomaga komuś coś znaleźć.
"Obyś znalazł to czego szukasz"
To chyba najpiękniejsze co można komuś życzyć.

Obejrzyjcie jeśli będziecie mieli okazje. Bardzo, bardzo Polecam!

czwartek, 10 maja 2012

Filmowo

Czasem łapie mnie wena tylko na filmy. Czytanie ostatnio ciężko mi idzie. Może to wina książki Majgull Axelsson - "Tą, którą nigdy nie byłam". Strasznie pogmatwana ta książka, ciężko się czyta, pomieszana chronologia tym bardziej to utrudnia i miejscami odrzuca. Jestem w połowie i czytanie idzie mi wolno. Nie wiem czy dotrwam do końca;) Ogólnie mam jakoś problemy z koncentracją, a przy tej książce trzeba się skupić.
Zatem cóż, złapała mnie wena na filmy. I dobrze mi z tym:) Oglądam zwłaszcza przed snem. Idealne gdy nie mogę zasnąć.
Oto 3 tytuły, które ostatnio obejrzałam i które mi się podobały:

Piękny film o przyjaźni i bliskości! O tym jak ludzie zgoła różni przy odrobinie dobrej woli stają się dla siebie cenni.
Tak pozytywnie nastrajającego filmu dawno nie oglądałam. Cały czas miałam uśmiech na twarzy. Czarnoskóry Driss obibok i lekkoduch wychodzi z więzienia. Ma zamiar żyć z zasiłku, ale żeby go dostać musi dostarczyć zaświadczenie, że starał się o pracę, ale go nie przyjęto. Trafia do niepełnosprawnego, porażonego od szyi w dół starszego Phillipe. Na rozmowie o pracę Phillipe zaintrygowany nonszalanckim zachowaniem młodego człowieka postanawia go zatrudnić. Na próbę. Ten eksperyment zmienia życie ich obu. Wzruszyłam się, że tak na pozór różni od siebie ludzie potrafią w końcu znaleźć wspólny język, a zarazem dać sobie coś nawzajem. Prawdziwą przyjaźń, oddanie, inne spojrzenie na świat. Naprawdę warto ten film obejrzeć! Niedawno leciał w kinach, może jeszcze go grają, nie wiem. Ale warto naprawdę warto!

Kolejny to "Niebezpieczna Metoda" - film biograficzny przedstawiający współpracę doktora Junga i Freuda. Carl Jung pod opieką starszego mentora poznaje techniki pozwalające na zaglądanie w głąb ludzkich umysłów i wyłanianie z nich najmroczniejszych pragnień. Freud uważa, że przyczyną wszelkich zaburzeń psychicznych jest sex. Odwieczne pragnienie człowieka, które ludzie niepotrzebnie tłumią. Jung jest dość sceptycznie i konserwatywnie do tego nastawiony. Uważa, że sex potrzeba, która należy okiełznać i panowanie nad nią jest podstawą życia w społeczeństwie. Uważa, że sex i śmierć są nierozerwalnie ze sobą związane. Wg niego sex to niszczycielska siła, którą trzeba ujarzmiać. Carl Jung - żonaty, dzieciaty jest zdeklarowanym poligamistą. Do czasu jednak gdy poznaję Sabinę (Świetna Kiera Knightley )- pacjentkę, która w strasznym stanie emocjonalnym trafia do jego szpitala. Z czasem nawiązuje się miedzy nimi romans. Popycha go ku temu, a zarazem przekonuje go do tego spotkanie z neurotycznym, ale za to wyzwolonym, monogamicznym psychiatrą Ottonem Grossem. Doktor Gross udziela porad sfrustrowanemu erotycznie Carlowi Jungowi:
'W swoim krótkim życiu nauczyłem się jednego. Mianowicie - nie wolno niczego tłumić"
Bardzo ciekawy film. Dzięki niemu dowiedziałam się, że w życiu prywatnym Freud zazdrościł młodszemu koledze Jungowi bogatej żony, która zapewniała mu idealne warunki do pracy, oraz urodziwej i zdolnej kochanki. Świetna kreacja Junga (Jude Law) i idealny wg mnie Freud, grany przez Viggo Mortenssena. Polecam, jeśli kogoś interesują takie klimaty:)

"Kobieta w czerni" - tak tak tu główną rolę gra Harry Poter;) ale to w żadnym razie nie przeszkadzało mi w odbiorze tego filmu. Może dlatego, że cHorego Pottera po prostu nie oglądałam:)

Świetny horror! Bardzo dobrze zrobiony. Stopniowane napięcie, dobra fabuła, ciekawa historia. Momentami naprawdę się bałam. To nie taki horror jakich ostatnio pełno, że nic tylko się śmiać. Ten film trzyma poziom. Tu naprawdę mamy okazję przeżyć chwile grozy. Nic nie jest przewidywalne. Przeżywamy strach o głównego bohatera, autentycznie się boimy. Denerwowałam się gdy siedział sam w tym strasznym domu na Moczarach, który po godzinie 17tej przez wzbierające wody w bagnach zostaje odcięty od świata. Klimat tego filmu to istny majstersztyk! To film kostiumowy, trąci starocią i czymś bardzo mrocznym od samego początku. Ja lubię się bać i to była prawdziwa uczta dla mnie;) Oglądałam sama, po 22giej;>
Czy ktoś wie, czy jest książka "Kobieta w czerni"? Jestem zainteresowana. A fabuły tego filmu nie będę zdradzać, z uwagi na tych co chcieli by obejrzeć. Bo jest świetna! Rewelacyjna wręcz. Powiem tylko, że chodzi o dzieci;>

Pozdrawiam Was ciepło i zdradzę, że niedługo dam recenzję Anny Kareniny.
A dziś przeglądając w jakich filmach grał Jude Law znalazłam info, że on i Kiera Knightly zagrają w filmie: Anna Karenina:) Bardzo się cieszę! Chcę obejrzeć ten film jeszcze raz i Kiera moim zdaniem idealnie nadaje się na Anne - jest taka sztywna, chłodna i sztuczna;P
Już nie mogę się doczekać! Niestety dopiero w październiku będzie w polskich kinach...

niedziela, 4 marca 2012

Mój tydzień z Marilyn

Z niecierpliwością czekałam na ten film, bowiem uwielbiam wszystko co przedstawia nam tak fenomenalną kobietę jaką była Marilyn Monroe.  
Mam jednak mieszane uczucia.

Po pierwsze Michelle Williams. Owszem może i aktorka zagrała dobrze - nie znam się. Jednak mnie do kreacji postaci Marilyn nie przekonała. Była zbyt egzaltowana, te jej wieczne westchnienia, miny, zbyt przerysowane jak na mój gust. Zbyt sztuczne. Film pokazuje Marilyn jako słodką, rozhisteryzowaną, głupią blondyneczkę. Może właśnie takie było fatum aktorki, z którym walczyła całe życie. Nie chciała być postrzegana jako obiekt seksualny. Chciała być przede wszystkim dobrą aktorką, jednak nikt nie traktował jej poważnie.

"Wszyscy po prostu śmieją się ze mnie. Nie znoszę tego. Wielki cyc, wielka dupa, wielkie nic. Czy nie mogę być czymś innym? Boże, jak długo można być sexy" 


"Blond włosy i biust, oto jak wystartowałam. Nie umiałam grać. Wszystko, co miałam,
to moje blond włosy i ciało, które podobało się mężczyznom. Ruszyłam z miejsca, bo miałam szczęście i spotkałam właściwych mężczyzn".


Film "Mój tydzień z Marilyn" opowiada o tygodniu jaki miał szczęście spędzić z nią tzw. trzeci asystent reżysera Colin Clark. Ambitny młody mężczyzna, 7 lat młodszy od 30letniej wówczas Marilyn. Jego celem jest zaistnieć w branży filmowej. Tygodniami  czekał na wolny wakat dla niego. Jego determinacja i zaangażowanie w końcu zostało docenione. Znalazł się na planie filmu "Książę i aktoreczka" wśród takich sław jak: Laurence Oliwer, Vivien Leigh no i oczywiście Marilyn Monroe. Po czasie gdy reżyser zauważył jak Colin dobrze dogaduje się z Marilyn i jaką sympatią ona go darzy polecił mu być tak jakby ochroniarzem Marilyn. Jego zadaniem było towarzyszyć rozkapryszonej i nieobliczalnej Marilyn, obserwować ją i dawać znać, czy jest ona w stanie pojawić się na planie. Aktorka często się spóźniała, albo w ogóle nie przychodziła, tłumacząc się chorobą. Nikt w to nie wierzył, wszyscy uważali to za wynik rozkapryszonego charakteru aktorki. Już wówczas Marilyn miałą problemy z alkoholem i lekami nasennymi. Prawie codziennie potrzebowała wizyt u swojego psychoanalityka, na plan nie przychodziła bez słynnej Pauli, która ją wspierała i broniła przed surowym i pałającym do niej niechęcią reżyserem. 


Film oglądało się przyjemnie. Kilka pięknych obrazków, gdy Marilyn jest w szczytowej formie, radosna jak 
dziecko, szczęśliwa i zadowolona u boku Colina
.
Może to nie jest arcydzieło, ale uważam, że warto się zapoznać z tym filmem. Dzięki niemu obejrzałam kilka dokumentów na temat Marilyn. To była piękna, niesamowita, zagadkowa, odznaczająca się niebywałym blaskiem kobieta. Bardzo zagubiona w sobie, całe życie poszukiwała bezpieczeństwa i miłości. Miała 3 mężów, żaden z tych związków nie był dla niej dobry. Nękana złymi snami, chorowała prawdopodobnie na psychozę maniakalno - depresyjną. Zresztą w filmie było to umiejętnie ukazane. Jednego dnia Marilyn tryskała energią, jest szczęśliwa uśmiechnięta, a następnego zaniedbana, zapłakana, niezdolna nawet do wyjścia z łóżka.


 "Czuję się, jakby to wszystko przydarzało się komuś tuż obok mnie. Jestem w pobliżu, czuję, słyszę, ale tak naprawdę to nie jestem ja."

 Gdy oglądałam filmy z jej udziałem aż dech zapiera. Szkoda, że los tak tragicznie się z nią obszedł. Wielka strata.  Piękna, niesamowita kobieta. Emanowała z niej wdzięczna kruchość i figlarna słodycz.
Oto jak sama Marilyn mówiła o sobie:





Marilyn uwielbiała czytać. W jednym z wywiadów wyznała, że uwielbia poezję Rilkiego i jego wiersze pozwalają jej przetrwać długie, bezsenne noce.

 To co widać na tych oraz wielu innych zdjęciach zaprzecza schematowi głupiej platynowej blondynki.

 Książki pochłaniają Marilyn całkowicie.

Gwiazda zdaje się nie zauważać aparatu i fotografa.


Przeszło 400tomowa bibloteka Marilyn zawierała takich klasyków jak: John Milton, Gustav Flaubert, Ernest Hemigway, Samuel Becket. Są pozycje jej trzeciego męża Arthura Millera, jak i biografie.




  Niewątpliwie duży wpływ na gust literacki Marilyn Monroe miał  właśnie dramturg Arthur Miller spotkany  w 1952 roku, którego aktorka poślubiła 29 czerwca 1956 roku.

 Była naprawdę dumna z tego, że poślubiła jednego z największych i najbardziej szanowanych amerykańskich intelektualistów.

Widać to zresztą na zdjęciu z 1952 roku, wykonanym przez Bena Rossa, na którym aktorka trzyma w ręku książkę swego przyszłego męża, czyli "Śmierć komiwojażera"








 

 Jednak najbardziej znanymi zdjęciami Monroe są te wykonane przez Alfreda Eisenstaedta dla magazynu LIFE w 1953 roku.
Ja osobiście uwielbiam to właśnie zdjęcie :)












a
  "Nie chcę się zestarzeć. Chcę zostać taka, jaka jestem. Nadal nie potrafię grać...naprawdę. Nie będę się już oszukiwać. Kiedy przeminie moja twarz i przeminie moje ciało, będę nikim... nikim... znów całkiem nikim". 



 No i nigdy się nie zestarzała. Dla nas na zawsze pozostanie boginią sexu i ikoną kobiecości.
 

 "Ostatecznie jestem kobietą... i bardzo mnie to cieszy!" 

:)



" Nieważne co o mnie sądzą, ważne żeby mnie kochali."
 
 
No i kochamy ją. Nawet po tylu latach wciąż kochamy słodką Marilyn:)