"-Czy jesteśmy odpowiedzialni za to, co nam się przydarza? Czy to co nam się przydarza, zawsze jest do nas podobne?
(...) Jak pani sądzi, czy padamy ofiarą czegoś ot tak, bo jesteśmy słabi, bo sami tego chcemy, bo nawet jeśli to się może wydać niezrozumiałe, sami tak wybraliśmy? Jak pani sądzi, czy niektórzy ludzie, wcale o tym nie wiedząc sami się wystawiają na cel?"
Brak mi słów! Ta książka wbija w fotel, porusza do głębi, nie przejdziecie obok niej obojętnie.
Poruszająca, prawdziwa, mocna książka. O samotności, samotności w tłumie,o mijaniu się, o utracie nadziei, a w końcu o poddaniu się...
Poznajemy Mathilde, samotną kobietę pod 40tkę, gdy jest już u kresu wytrzymałości psychicznej. Gdy każdy dzień to dla niej wielkie wyzwanie, walka o przetrwanie. Mathilde z przebojowej, odnoszącej zawodowe sukcesy kobiety przemienia się w kobietę, która stopniowo traci radość życia, staje się wrakiem człowieka. Wszystko to za sprawą szefa, który stopniowo degraduje ją ze stanowiska, pastwi się nad nią, dyskredytuje ją przy kolegach z pracy. Na jej miejsce znajduje nową młodszą pracownice, zabiera jej biuro z dnia na dzień i umieszcza ją w małej klitce bez okien naprzeciw toalet. Tam pozostawiona sama sobie Mathilde nie dostaje żadnych nowych zadań, stopniowo jest wyłączona z biurowej społeczności. Szef tak kieruje pozostałymi pracownikami, że ci nie zwracają się już do MAthilde z nowymi zadaniami, omijają ją i unikają jak trędowatej, bowiem znajomość z nią może ich narazić na nieprzyjemności ze strony szefa.
Poznajemy też Thibault'a - mężczyznę po 40tce, zakochanego w niejakiej 28letniej Lily w momencie, gdy postanawia się z nią rozstać. "Nikogo przecież nie można zmusić do miłości". Lily go nie kocha, ot tak spotyka się z nim, uprawia sex bez zobawiązań, po prostu zabija z nim czas w oczekiwaniu na coś "prawdziwego". Thibault nie może tego dłużej znieść. Pewnego ranka postanawia heroicznie zakończyć tą znajomość, choć wciąż ją kocha, myśli o niej.. ma nadzieję, ze może ona odczuje jego nieobecność... Thibault jest lekarzem pogotowia, ze względy na wypadek, gdzie stracił dwa palce prawej ręki musiał się pożegnać z marzeniami o zostaniu chirurgiem. Żyje samotnie, jak sam twierdzi 3/4 życia spędza w samochodzie, jadąc do pacjenta lub stojąc w korkach.
"Jego życie obywa się bez syren i kolorowych świateł. Jego życie składa się w sześćdziesięciu procentach z zapaleń górnych dróg oddechowych i w czterdziestu z samotności. Jego życie nie jest niczym innym jak tym: rozległym widokiem na ogrom katastrofy".
Oboje bohaterów mają podobne przeżycia, myśli, prawie identyczny schemat poddania się, rezygnacji z marzeń, z siebie.. To nie jest lekka lektura. Ta autorka ma tak porywający i poruszający do głębi sposób opisywania emocji, że nie sposób przejść obok tej książki obojętnie. Do tego klimat Paryża, paryskiego metra, zapach kawy w paryskich małych kawiarenkach - ja to dosłownie czułam.. może dlatego, że miałam przyjemność być w tym mieście.. W tej książce czuć magię i klimat tego miasta... Świetna i mocna lektura. Polecam!
(...) Jak pani sądzi, czy padamy ofiarą czegoś ot tak, bo jesteśmy słabi, bo sami tego chcemy, bo nawet jeśli to się może wydać niezrozumiałe, sami tak wybraliśmy? Jak pani sądzi, czy niektórzy ludzie, wcale o tym nie wiedząc sami się wystawiają na cel?"
Brak mi słów! Ta książka wbija w fotel, porusza do głębi, nie przejdziecie obok niej obojętnie.
Poruszająca, prawdziwa, mocna książka. O samotności, samotności w tłumie,o mijaniu się, o utracie nadziei, a w końcu o poddaniu się...
Poznajemy Mathilde, samotną kobietę pod 40tkę, gdy jest już u kresu wytrzymałości psychicznej. Gdy każdy dzień to dla niej wielkie wyzwanie, walka o przetrwanie. Mathilde z przebojowej, odnoszącej zawodowe sukcesy kobiety przemienia się w kobietę, która stopniowo traci radość życia, staje się wrakiem człowieka. Wszystko to za sprawą szefa, który stopniowo degraduje ją ze stanowiska, pastwi się nad nią, dyskredytuje ją przy kolegach z pracy. Na jej miejsce znajduje nową młodszą pracownice, zabiera jej biuro z dnia na dzień i umieszcza ją w małej klitce bez okien naprzeciw toalet. Tam pozostawiona sama sobie Mathilde nie dostaje żadnych nowych zadań, stopniowo jest wyłączona z biurowej społeczności. Szef tak kieruje pozostałymi pracownikami, że ci nie zwracają się już do MAthilde z nowymi zadaniami, omijają ją i unikają jak trędowatej, bowiem znajomość z nią może ich narazić na nieprzyjemności ze strony szefa.
Poznajemy też Thibault'a - mężczyznę po 40tce, zakochanego w niejakiej 28letniej Lily w momencie, gdy postanawia się z nią rozstać. "Nikogo przecież nie można zmusić do miłości". Lily go nie kocha, ot tak spotyka się z nim, uprawia sex bez zobawiązań, po prostu zabija z nim czas w oczekiwaniu na coś "prawdziwego". Thibault nie może tego dłużej znieść. Pewnego ranka postanawia heroicznie zakończyć tą znajomość, choć wciąż ją kocha, myśli o niej.. ma nadzieję, ze może ona odczuje jego nieobecność... Thibault jest lekarzem pogotowia, ze względy na wypadek, gdzie stracił dwa palce prawej ręki musiał się pożegnać z marzeniami o zostaniu chirurgiem. Żyje samotnie, jak sam twierdzi 3/4 życia spędza w samochodzie, jadąc do pacjenta lub stojąc w korkach.
"Jego życie obywa się bez syren i kolorowych świateł. Jego życie składa się w sześćdziesięciu procentach z zapaleń górnych dróg oddechowych i w czterdziestu z samotności. Jego życie nie jest niczym innym jak tym: rozległym widokiem na ogrom katastrofy".
Oboje bohaterów mają podobne przeżycia, myśli, prawie identyczny schemat poddania się, rezygnacji z marzeń, z siebie.. To nie jest lekka lektura. Ta autorka ma tak porywający i poruszający do głębi sposób opisywania emocji, że nie sposób przejść obok tej książki obojętnie. Do tego klimat Paryża, paryskiego metra, zapach kawy w paryskich małych kawiarenkach - ja to dosłownie czułam.. może dlatego, że miałam przyjemność być w tym mieście.. W tej książce czuć magię i klimat tego miasta... Świetna i mocna lektura. Polecam!
