Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytat. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 kwietnia 2014

Bo wiosna? ;)

„Serce jest jak nocny ptak. Spokojnie na coś czeka, a kiedy to nadchodzi, leci prosto w tamtym kierunku.”

Serce miałam na uwięzi i teraz mi się ono wyrywa.. Cięgnie mnie gdzieś, tęskni, jest podekscytowane.. sama już nie wiem czym. Na co ono się tak cieszy? Nie chcę by znów spadło i się potłukło. Rozczarowało.
Może to wina tych dłoni, a może oczu, tak dobrych oczu nie widziałam już wieki. A może to ten głos?
A może ten spokój i ukojenie które mi daje?
Sama nie wiem. Myślałam, że już z tego wyrosłam.
(na szczęście) z tego się nie wyrasta..
A może to wiosna po prostu? Jest tak pięknie, wszystko rozkwita, chce się żyć! :-)

„Jak wspaniale jest całym sercem kogoś pragnąć. Był tego w pełni świadomy.Po bardzo długim czasie. A może to był pierwszy raz?Oczywiście nie wszystko jest wspaniałe.Jednocześnie boli w piersi, trudno jest oddychać. Do tego strach i ponura reakcja, gdy wahadło wychyla się w drugą stronę. Jednak nawet to cierpienie jest teraz ważną częścią miłości. Nie chciał stracić uczucia, którego teraz doznawał....”

Zatopiłam się ostatnio w kolejnej książce Murakamiego. Kocham jego powieści. Ale od czasu do czasu. Jego książki trzeba sobie dawkować. Smakować każde zdanie, czytanie jego powieści to jak uczta. Nie da się ot tak szybko przeczytać jego książki. Przynajmniej ja tak nie umiem. Muszę przeanalizować, przeżuć każdy rozdział. Zastanowić się. Lubię takie książki, które zmuszają do refleksji, które rozumiem każdą częścią mojej duszy.
"Bezbarwny Tsakuru i lata jego pielgrzymstwa" - tytuł by mnie nie zachecił, ale znam od dawna Murakamiego i tym razem również się nie zawiodłam. Ten klimat, ten czar książki, która nas wchłania sami nie wiemy kiedy. Uwielbiam! I to co we mnie pozostaje po każdej jego książce jest cenne.
Dlaczego on jeszcze nie dostał literackiego Nobla? Trzymam mocno za to kciuki.

A tymczasem idę się dalej cieszyć, sama nie wiem czym:> Ale co tam, póki trwa jest cudnie:))))


„Dopiero teraz Tsukuru Tazaki był w stanie wszystko zaakceptować, zrozumieć w samej głębi duszy, że ludzkie serca łączy nie tylko harmonia. Raczej łączą się w nim głęboko rana z raną, ból z bólem, słabość ze słabością. Nie ma ciszy bez krzyku goryczy, nie ma przebaczenia bez przelanej krwi, nie ma pogodzenia się bez przezwyciężenia dotkliwego poczucia straty. I właśnie to leży u podstaw prawdziwej harmonii".

niedziela, 4 marca 2012

Mój tydzień z Marilyn

Z niecierpliwością czekałam na ten film, bowiem uwielbiam wszystko co przedstawia nam tak fenomenalną kobietę jaką była Marilyn Monroe.  
Mam jednak mieszane uczucia.

Po pierwsze Michelle Williams. Owszem może i aktorka zagrała dobrze - nie znam się. Jednak mnie do kreacji postaci Marilyn nie przekonała. Była zbyt egzaltowana, te jej wieczne westchnienia, miny, zbyt przerysowane jak na mój gust. Zbyt sztuczne. Film pokazuje Marilyn jako słodką, rozhisteryzowaną, głupią blondyneczkę. Może właśnie takie było fatum aktorki, z którym walczyła całe życie. Nie chciała być postrzegana jako obiekt seksualny. Chciała być przede wszystkim dobrą aktorką, jednak nikt nie traktował jej poważnie.

"Wszyscy po prostu śmieją się ze mnie. Nie znoszę tego. Wielki cyc, wielka dupa, wielkie nic. Czy nie mogę być czymś innym? Boże, jak długo można być sexy" 


"Blond włosy i biust, oto jak wystartowałam. Nie umiałam grać. Wszystko, co miałam,
to moje blond włosy i ciało, które podobało się mężczyznom. Ruszyłam z miejsca, bo miałam szczęście i spotkałam właściwych mężczyzn".


Film "Mój tydzień z Marilyn" opowiada o tygodniu jaki miał szczęście spędzić z nią tzw. trzeci asystent reżysera Colin Clark. Ambitny młody mężczyzna, 7 lat młodszy od 30letniej wówczas Marilyn. Jego celem jest zaistnieć w branży filmowej. Tygodniami  czekał na wolny wakat dla niego. Jego determinacja i zaangażowanie w końcu zostało docenione. Znalazł się na planie filmu "Książę i aktoreczka" wśród takich sław jak: Laurence Oliwer, Vivien Leigh no i oczywiście Marilyn Monroe. Po czasie gdy reżyser zauważył jak Colin dobrze dogaduje się z Marilyn i jaką sympatią ona go darzy polecił mu być tak jakby ochroniarzem Marilyn. Jego zadaniem było towarzyszyć rozkapryszonej i nieobliczalnej Marilyn, obserwować ją i dawać znać, czy jest ona w stanie pojawić się na planie. Aktorka często się spóźniała, albo w ogóle nie przychodziła, tłumacząc się chorobą. Nikt w to nie wierzył, wszyscy uważali to za wynik rozkapryszonego charakteru aktorki. Już wówczas Marilyn miałą problemy z alkoholem i lekami nasennymi. Prawie codziennie potrzebowała wizyt u swojego psychoanalityka, na plan nie przychodziła bez słynnej Pauli, która ją wspierała i broniła przed surowym i pałającym do niej niechęcią reżyserem. 


Film oglądało się przyjemnie. Kilka pięknych obrazków, gdy Marilyn jest w szczytowej formie, radosna jak 
dziecko, szczęśliwa i zadowolona u boku Colina
.
Może to nie jest arcydzieło, ale uważam, że warto się zapoznać z tym filmem. Dzięki niemu obejrzałam kilka dokumentów na temat Marilyn. To była piękna, niesamowita, zagadkowa, odznaczająca się niebywałym blaskiem kobieta. Bardzo zagubiona w sobie, całe życie poszukiwała bezpieczeństwa i miłości. Miała 3 mężów, żaden z tych związków nie był dla niej dobry. Nękana złymi snami, chorowała prawdopodobnie na psychozę maniakalno - depresyjną. Zresztą w filmie było to umiejętnie ukazane. Jednego dnia Marilyn tryskała energią, jest szczęśliwa uśmiechnięta, a następnego zaniedbana, zapłakana, niezdolna nawet do wyjścia z łóżka.


 "Czuję się, jakby to wszystko przydarzało się komuś tuż obok mnie. Jestem w pobliżu, czuję, słyszę, ale tak naprawdę to nie jestem ja."

 Gdy oglądałam filmy z jej udziałem aż dech zapiera. Szkoda, że los tak tragicznie się z nią obszedł. Wielka strata.  Piękna, niesamowita kobieta. Emanowała z niej wdzięczna kruchość i figlarna słodycz.
Oto jak sama Marilyn mówiła o sobie:





Marilyn uwielbiała czytać. W jednym z wywiadów wyznała, że uwielbia poezję Rilkiego i jego wiersze pozwalają jej przetrwać długie, bezsenne noce.

 To co widać na tych oraz wielu innych zdjęciach zaprzecza schematowi głupiej platynowej blondynki.

 Książki pochłaniają Marilyn całkowicie.

Gwiazda zdaje się nie zauważać aparatu i fotografa.


Przeszło 400tomowa bibloteka Marilyn zawierała takich klasyków jak: John Milton, Gustav Flaubert, Ernest Hemigway, Samuel Becket. Są pozycje jej trzeciego męża Arthura Millera, jak i biografie.




  Niewątpliwie duży wpływ na gust literacki Marilyn Monroe miał  właśnie dramturg Arthur Miller spotkany  w 1952 roku, którego aktorka poślubiła 29 czerwca 1956 roku.

 Była naprawdę dumna z tego, że poślubiła jednego z największych i najbardziej szanowanych amerykańskich intelektualistów.

Widać to zresztą na zdjęciu z 1952 roku, wykonanym przez Bena Rossa, na którym aktorka trzyma w ręku książkę swego przyszłego męża, czyli "Śmierć komiwojażera"








 

 Jednak najbardziej znanymi zdjęciami Monroe są te wykonane przez Alfreda Eisenstaedta dla magazynu LIFE w 1953 roku.
Ja osobiście uwielbiam to właśnie zdjęcie :)












a
  "Nie chcę się zestarzeć. Chcę zostać taka, jaka jestem. Nadal nie potrafię grać...naprawdę. Nie będę się już oszukiwać. Kiedy przeminie moja twarz i przeminie moje ciało, będę nikim... nikim... znów całkiem nikim". 



 No i nigdy się nie zestarzała. Dla nas na zawsze pozostanie boginią sexu i ikoną kobiecości.
 

 "Ostatecznie jestem kobietą... i bardzo mnie to cieszy!" 

:)



" Nieważne co o mnie sądzą, ważne żeby mnie kochali."
 
 
No i kochamy ją. Nawet po tylu latach wciąż kochamy słodką Marilyn:)

niedziela, 1 stycznia 2012

Dziękuję za wspomnienia - Cecelia Ahern

"Nie ma prostej drogi wiodącej tam dokąd pragniesz dotrzeć"

Mandarynki, gorący kubek malinowskiej, kocyk, książka i trójka w tle. Top Wszech Czasów. Uwielbiam tak :)
Mamy już 2012 rok...
Nie mam jakichś specjalnych postanowień noworocznych. Nie ścigam się z nikim. Życie to nie wyścig, kto więcej, dalej, szybciej... Chcę żyć w swoim tempie, czuć, poznawać, zwiedzać, oglądać, czytać.. Czytać tylko dla samej przyjemności czytania. Uwielbiam to.. Książki to dla mnie przeżywanie świata bardziej.
"Kto czyta książki, żyje podwójnie" :)

Życzę sobie na ten Nowy 2012 rok obym jak najwięcej miała takich cudnych chwil... Obym nie bała się być całkowicie, autentycznie sobą. Bym żyła w zgodzie z własnym sercem i dokonywała wyborów w zgodzie z własną filozofią życiową.
Życie jest takie cenne, tak często o tym zapominamy w pogodni za 'gwiazdką z nieba'. Ja nie potrzebuję wiele do szczęścia. Już to wiem. Kawałek własnego miejsca, dobra muzyka, dobra książka..

"Codzienne zwykłe rzeczy trzymają nas przy życiu. Jakże niezwykła jest zwyczajność. To narzędzie, które pomaga nam iść przez życie. Matryca normalności".


Chciałabym coś zobaczyć, zwiedzić, poznać paru fajnych, ciekawych ludzi... Ostatnie lata obfitowały w nowe fascynujące znajomości, mam nadzieję że tak będzie i w tym roku. W 2011 spełniło się jedno z moich większych marzeń - zwiedziłam Paryż,:) Byłam na wieży Eiffla, zwiedziłam Luwr!:) Byłam też w Norwegii - Widziałam Oslo ze skoczni w Holmenkollen:)
Dostałam awans w pracy - i świetnie się czuję na nowym stanowisku:) Jestem zdrowa, coraz częściej szczęśliwa i pogodzona z sobą. Życie jest dla mnie czymś cennym. Chcę je przeżywać... Czuć, kochać, tęsknić, po prostu Być:) Jestem bardziej za Być niż mieć, jeżeli mieć to więcej książek i ludzi do kochania:)


Wszystko rośnie. Włączając w to miłość. A jeżeli i ona rośnie każdego dnia, jak możesz oczekiwać, że tęsknota kiedykolwiek cię opuści? Wszystko wzrasta, nasza zdolność do radzenia sobie z tym, również. Dzięki temu jakoś żyjemy.


Nie będę oceniać, analizować mijającego roku. Podsumowania mnie dołują;) Przeżyłam już trochę w swoim życiu. Z biegiem lat inaczej patrzymy na życie. We mnie jakiś czas temu obudziła się niesamowita potrzeba przeżywania jak najlepiej swoich dni. Kolekcjonowanie dobrych wspomnień. Miłych, przyjemnych, ekscytujących, szczęśliwych chwil. To jedyne moje postanowienie na ten rok. Zapisywać, utrwalać jak najwięcej dobrych momentów. Chcę czuć że żyję. Cieszyć się każdym dniem. W życiu bywa różnie... Nasze emocje są takie chwiejnie.. Znakomicie to ujęła Cecelia Ahern w książce "Dziękuję za wspomnienia"


„Między dwoma skrajnościami wisi cienka zasłona. Delikatna, przezroczysta, żeby nas ostrzec lub pocieszyć. Czujesz nienawiść, ale gdy spojrzysz przez zasłonę, dostrzeżesz możliwość miłości. Jesteś smutny, ale po drugiej stronie możesz zobaczyć radość. Idealny porządek i kompletny bałagan - wszystko zmienia się tak szybko, w mgnieniu oka.”



Moje pierwsze spotkanie z Cecelią Ahern, irlandzką pisarką, która zasłynęła z powieści "Ps. Kocham Cię". Na początku czytania myślałam sobie to kolejna amerykańska powiastka w stylu komedii romantycznych. Owszem może i tak. Wszystko jest przewidywalne i schematyczne. Mamy główną bohaterkę, 33letnią Joyce która przeżywa traumę. Traci długo oczekiwane dziecko, upadła ze schodów i poroniła. Pod wpływem tego zdarzenia postanawia całkowicie zerwać z dawnym życiem, rozstaje się z mężem, przeprowadza się do domu ojca. Nagle okazuje się, że Joyce posiada rozległą wiedzę z dziedziny architektury, potrafi mówić po włosku, zna łacinę, zmieniła całkowicie nawyki żywieniowe, no i sny... jakby nie jej.. Przypadkowo u fryzjera spotyka nieznajomego mężczyznę, który wydaje jej się bardzo znajomy... Co będzie dalej już chyba wszyscy wiedzą;) Jednakże uważam, że książka jest przeurocza. Refleksyjna. Pokrzepiająca. Nieważne jakie nieszczęścia na nas spadają w życiu. Życie toczy się dalej.. Czasem wszystko się wali po to, by powstało coś nowego. Piękniejszego:)
Do Ceceli Ahern jeszcze wrócę. Choć książka "Dziękuję za wspomnienie" nie była jakoś szczególnie porywająca dla mnie, to jednak przyjemnie spędziłam z nią czas. No i te cytaty. Lubię takie. Wszystkie w tej notce pochodzą z tej książki. Przydały mi się;)

Pozdrawiam Was Noworocznie i w Nowym 2012 Roku życzę Wam dużo szczęścia, spokoju i jak najwięcej cudownych chwil, które wspominać będziecie z przyjemnością. Jak najwięcej czasu spędzonego z dobrą książką, bowiem taki czas nigdy nie jest zmarnowany:) Życzę Wam wielu wspaniałych książkowych odkryć, masy przeczytanych dobrych książek, które wnoszą coś wartościowego do naszego życia, obejrzenia wielu świetnych filmów, koncertów, dobrej muzyki i czego tylko sami zapragniecie:)

wtorek, 6 grudnia 2011

Kafka nad morzem - Haruki Murakami


"Czas mija nawet gdy ma się zamknięte oczy i zasłonięte uszy. Tik tak tik tak."

Zacznę od tego, że uwielbiam styl pisania Haruki Murakamiego. Jego książki są pełne magii, cudnych cytatów i prawd o życiu. Nikt nie nadaje swoim powieściom takiego klimatu jak Murakami.
"Kafka nad morzem" to chyba jedna z lepszych książek tego japońskiego autora. Jestem nią oczarowana! W wielkim skrócie to powieść o życiu, pogodzeniu się z nim, zaakceptowaniu tego co nam przynosi. To książka o akceptacji i wybaczeniu. Zaakceptowaniu rzeczy takimi jakie są.

"Wszyscy ciągle tracimy różne ważne dla nas rzeczy. Ważne okazje, możliwości, doznajemy uczuć, których nie da się odwrócić. Na tym między innymi polega znaczenie życia. Lecz w naszych głowach, przypuszczam, że to jest w naszych głowach, znajduje się niewielki pokój do gromadzenia takich rzeczy jako wspomnień. Na pewno wygląda jak pokój z księgozbiorem tej biblioteki....”


Mamy w tej książce wszystko co łączy się z życiem. Dorastającego chłopaka, poszukiwanie własnego ja, własnego miejsca w świecie, własnej tożsamości, samotność i ból istnienia. Trudne wybory, rozstania, poszukiwanie odpowiedzi na dręczące nas pytania. 'Dlaczego ja? Dlaczego mi się to przytrafiło?'.

"Dlatego myślę, że może zamiast szukać zaginionych kotów, powinieneś się poważnie zająć szukaniem drugiej połowy swojego cienia.”

Nie będę zdradzać fabuły. Dla mnie ta książka to przede wszystkim książka o wybaczeniu. O tym jak się nauczyć, że wybaczenie to podstawa by ruszyć dalej, by żyć pełnią życia. Wybaczenie sobie, rodzicom, ludziom, którzy nas zranili bądź odeszli gdy ich najbardziej potrzebowaliśmy. Dlaczego tak? Zawsze jest druga strona medalu. Oni też mają swoją historie, swoje lęki, obawy, potwory w szafie. Nic nie dzieje się bez przyczyny... Nie ma prostych odpowiedzi na takie pytania, nic nie jest czarne albo białe, nikt nie jest skrajnie zły bądź też dobry;> Wszystko ma dwie strony..

"Świat jest pokręcony i przez to powstaje trójwymiarowa głębia. Jak ktoś chce mieć wszystko proste, powinien żyć w świecie opartym na ekierce".

W każdej ze swoich książek Murakami przeprowadza nas przez swoiste studium ludzkich uczuć i emocji. A do tego ta magia.. gadające koty i szereg niespodziewanych dziwnych zbiegów okoliczności.
Polecam dla wrażliwych czytelników, lubiących książki z przesłaniem, pozostawiające w czytelniku po sobie jakiś ślad..

"We wszystkim potrzebna jest kolejność. Nie można patrzeć zbyt daleko przed siebie. Jak człowiek patrzy zbyt daleko przed siebie przestaje uważać pod nogi i często się przewraca. Ale nie należy też zbyt dokładnie patrzeć pod nogi. Jeśli nie patrzy się przed siebie można na coś wpaść. Dlatego należy patrzeć przed siebie, ale niezbyt daleko i robić wszystko jak należy trzymając się kolejności. To jest najważniejsze. W każdym przypadku".

środa, 28 września 2011

Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki - Mario Vargas Liosa


No cóż ja mogłabym powiedzieć o tej tak wszem i wobec zachwalanej książce? Cóż... na przykładzie swojego życia mogłabym napisać ciekawszą w fabułę i nagłe zwroty akcji książkę;) Oczywiście, że żartuję..;) Nie porównuję się do słynnego noblisty, który na pewno pisze ciekawe książki i po które zapewne sięgnę, choć "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" mnie nie zachwyciły, nie porwały, nic a nic. Książka jak dla mnie była po prostu mdła. Otóż mamy zakochanego bez pamięci Rodrigo - chudopachołka - jak go zwie główna bohaterka - chilijeczka. Nie podobał mi się Rodrigo, jego beznadziejne zakochanie, wybaczanie coraz to nowych szelmostw jego obiektu uczuć, jego głupota wręcz. Ja rozumiem obsesje na czyimś punkcie. Doskonale to rozumiem. Ale pozwolić się tak traktować? Raz, drugi, 10ty? Irytowała mnie ta książka, Rodrigo, jego pozbawiona uczuć chillijeczka. Poza tym książka była po prostu mdła, czegoś jej brakowało. A może po prostu po tylu peanach na cześć tej książki spodziewałam się fajerwerków. A tu no cóż - rozczarowanie. Jak to w życiu często bywa gdy nastawiamy się na nie wiadomo co;)

„Sekret szczęścia, a przynajmniej spokoju, leży w tym, żeby wyeliminować romantyczną miłość z życia, bo to ona sprawia, że człowiek cierpi. Tak żyje się spokojniej i lepiej się bawi, zapewniam cię.”


Chudopachołek nie mógł tego pojąć..

Weekend z P. Zakazany owoc smakuje najlepiej. On jest moim nałogiem;)
No i wypad rowerowy sobie urządziliśmy - super:)
sobota - 20km
niedziela - 67km po trójmieście. Cudnie było!

„Jesteś najlepszym, co mi się przydarzyło w życiu...”

niedziela, 4 września 2011

Słońce! świeci nad nami, rozgrzewa naze ciała promieniami :D:D


Uwielbiam słońce!!! Kocham! Ten weekend należał do udanych właśnie dzięki niemu:) Kocham taką pogodę. Mam nadzieję, że to nie było moje ostatnie plażowanie tego roku. A jeśli tak - to trudno - ale przynajmniej mam pewność, że wykorzystałam je do cna! Do ostatniego promyka słońca :))
Sobota - las, rower, te wierzchołki drzew, ta zieleń wszędzie :)
Niedziela - plaża, słońce, piasek, morza szum. Ach! Czujecie ten zapach? Każde miejsce ma swój specyficzny zapach. Uwielbiam zapach plaży :)

„Może wszystkie smoki w naszym życiu są księżniczkami, które czekają, abyśmy choć raz postąpili pięknie i odważnie. Może wszystko, co nas przeraża, jest w swej najgłębszej istocie czymś bezradnym, pragnącym naszej miłości.”

Oczywiście na plażę zabrałam książkę - Jonathana Carroll'a. Z trudem dobrnęłam do końca. Zbyt zakręcona, zbyt niezrozumiała jak dla mnie. Za dużo wplatania "Carrolowskich mądrości życiowych". Trochę skojarzyła mi się z Paulo Coelho. Przy pierwszym zetknięciu autor zachwyca /w zależności od tego od jakiej książki zaczniemy/ zaś przy następnych odczuwamy swoisty przesyt. Tak jak przy stole zastawionymi łakociami. Owszem uwielbiamy je, ale w nadmiarze mamy dość. Przesładzamy się. Zatem chwilowo dam sobie spokój z Carollem. Niewątpliwie dużą zaletą książki są przepiękne cytaty i dzięki nim jakoś dobrnęłam do końca.

„Pragnienie bycia bezpiecznym i kochanym nie jest tchórzostwem. My byśmy się kochali, ale nie zapewnilibyśmy sobie bezpieczeństwa. Huśtalibyśmy się na trapezach bez asekuracji. To może być dobre, gdy jesteś młody i nie masz nic do stracenia, oprócz swego serca, ale gdy jesteś starszy i wiesz, że twoje serce to fragment całości, wycofujesz się, bo wolisz mieć rodzinę, niż gwiazdkę z nieba. Wolę leżeć na ziemi i patrzeć na gwiazdy, niż próbować do nich dotrzeć, mając niewielką szansę, że mi się uda".

O tak.. właśnie teraz tak mam.. Wolę leżeć i patrzeć na gwiazdy. Podziwiać je z daleka. Ale chcę żyć. Żyć prawdziwie. A nie ciągle gonić za gwiazdką. Chyba dojrzałam. Już wiem, że gwiazdy są nie do zdobycia. Są za wysoko. Gwiazdy są po to by je podziwiać:)

środa, 31 sierpnia 2011

Oko dnia - Jonathan Carroll


Jonathan Carroll to kolejny pisarz, którego omijałam szerokim łukiem, bo jest 'topowy'. Tym razem też niesłusznie. Jego pisanie bardzo do mnie trafia. Książki czyta się szybko, lekko, a jednocześnie dają dużo do myślenia i są pełne cytatów, które uwielbiam.

"...termin 'blog' jest zwykle synonimem biegunki słownej"
Cytat z książki "Oko dnia", od której właśnie zaczęłam swoją przygodę z Carroll'em. Oko dnia to zapis w postaci książki internetowego bloga autora. Mamy tutaj przeróżne przemyślenia, zapiski pisarza, cytaty z jego książek, jak i cytaty przeróżnych pisarzy czy innych twórców, pojedyncze, zapisane ku pamięci wiersze, wrzucone na wszelki wypadek i na przyszłość zapiske w stylu: „nazwiska kobiet z Estonii. Zapamiętać.” Wszystko co zaciekawiło i zainspirowało autora. Wiadomo, jak każdy blog przybliża nam osobę jego właściciela w mniejszym lub większym stopniu.
Dzięki tej książce poznajemy Carrolla, jakim jest człowiekiem, co go fascynuje, jakie jest jego spojrzenie na świat. Moim zdaniem, blog Carroll'a jest naprawdę dobrą, chwilami poruszającą książką. Każdego dnia w książce znajdziemy jakieś zdanie godne zapamiętania, ciekawą, dającą do myślenia historię...
Książka idealna do częstego korzystania, zaznaczania ciekawych treści, przemyśleń. Jak już wspomniałam nie interesowałam się Carroll'em wcześniej. Blog ten zainteresował mnie na tyle jego osobą, że z niecierpliwością sięgnęłam po jego powieści.

Poniżej parę cytatów które mi się spodobały:)

„Gdziekolwiek pójdziesz, nie pozbędziesz się siebie.”


„(...) problemy większości ludzi biorą się stąd, że sami się nakrecają, bo po prostu lubią wredny, adrenalinowy przypływ złości, strachu, niepokoju... czy innej gwałtownej emocji, która wyrywa ich na moment z codziennej rutyny.”

Ten kot mi towarzyszył w czytaniu :)
o tu na tej trawce, przy tym norweskim domku :)




Bo ja wakacje spędziłam na przedmieściach Oslo i było pięknie. Cisza, spokój, słońce i wypoczynek. Tego mi było trzeba :)

„Ludzie siedzą latem do późnego wieczora i pala papierosy, szepczą, snują marzenia, flirtują i wiedzą w głębi serca, że nic ich lepszego w życiu nie spotka.”

O tak to były piękne chwile. Przebudziło się we mnie coś tam. Wróciła inna Karolajna:)

środa, 24 sierpnia 2011

Jodie Picoult - Dziewiętnaście minut


Jodie Picoult - moje absolutne odkrycie tego lata. Nie wiem dlaczego do tej pory nie sięgałam po znanych i na swój sposób topowych autorów, takich, którymi wszyscy wkoło się zachwycali. Słyszałam z każdej strony wiele pochwał na temat tej pisarki i jakoś paradoksalnie mnie to odrzucało. Wszyscy ją czytają, ja nie chcę być taka jak wszyscy;)
Ciekawość jednak zwyciężyła. Chciałam się przekonać na własne oczy (dosłownie;) czy jest ona aż tak warta tych pochwał. Otóż moim zdaniem jest. Książka fenomenalna, wgniotła mnie w fotel, poruszyła, wydobyła szereg przeróżnych emocji od gniewu, współczucia, żalu, pobudziła do myślenia i zastanowienia się. Moim zdaniem ta książka powinna być lekturą obowiązkową każdego rodzica i nauczyciela.

„Każdy przeżywa choć raz taką chwilę, w której świat niebywale zwalnia obroty: wyczuwa się wówczas wyraźne drgnięcie najdrobniejszego mięśnia w ciele, przepłynięcie przez umysł najbardziej przelotnej myśli. I nabiera się pewności, że bez względu na to, co się jeszcze wydarzy w życiu, wszystkie sekundy tej jednej minuty utkwią w pamięci już na zawsze.”


W dziewiętnaście minut można skosić frontowy trawnik, ufarbować włosy, obejrzeć tercję meczu hokejowego. Dziewiętnaście minut wystarczy, żeby zaplombować ząb, upiec ciastka, poskładać pranie pięcioosobowej rodziny. W dziewiętnaście minut Tytani z Tennessee wyprzedali bilety na swoje mecze fazy play-off. Dziewiętnaście minut trwa odcinek przeciętnego sitcomu – minus reklamy – i tylko tyle zajmuje przejazd od granicy stanu Vermont do miasteczka Sterling w stanie New Hampshire. W ciągu dziewiętnastu minut można się doczekać dostawy zamówionej pizzy. Przeczytać dziecku bajkę lub wymienić olej w aucie. Przejść dwa kilometry. Obrębić dół spódnicy. W dziewiętnaście minut można wstrzymać świat lub ewakuować się z niego na zawsze. Dziewiętnaście minut - tyle wystarczy, żeby dopełnić zemsty".


Wybrałam taką akurat okładkę, gdyż moim zdaniem najlepiej oddaje charakter książki. Peter główny bohater i cały sprawca zamieszania to bardzo wrażliwy i żyjący poza szkolną 'elitą' nastolatek. Całe życie był szykanowany i wyśmiewany nie tylko przez rówieśników, ale także przez swojego brata. Pewnego dnia - zdesperowany i wykończony całą sytuacją, zdruzgotany i samotny - działając jakby w amoku posuwa się do czynu, który na zawsze zmienia życie młodych ludzi, a również dorosłych, którzy znajdują się w środku tej tragedii.

Polubiłam Petera - to bardzo wrażliwy, inteligenty chłopiec. Życie jednak go nie oszczędzało. Mimo kochających rodziców, /nad/opiekuńczej matki i oddanej /do czasu/ przyjaciółki Josie, jego życie skutecznie obrzydzili mu jego rówieśnicy. Szykana jakim był poddawany, te niby 'niewinne żarciki' z których śmiała się cała szkoła były okrutne. Przerażał mnie to, że nastolatki potrafią być aż tak bezmyślne, tak nieczułe na czyjąś krzywdę, całkowicie pozbawione empatii, gotowe zrobić wszystko by się przypodobać rówieśnikom, nawet za cenę pognębienia kolegi, a może właśnie taka cena była im potrzebna - upokorzony, wyśmiany inny nastolatek. Gorszy od nich - czyli oni byli wg ich rozumowania lepsi, po tej lepszej stronie. Oburzało mnie stanowisko dorosłych, którzy wszak jako nauczyciele powinni stać na straży porządku i bezpieczeństwa, tymczasem ich osądy często były powierzchowne i niesprawiedliwe. Bójka? - nieważne kto zaczął, wszyscy uczestnicy wezwani do dyrektora, nawet niewinny chłopiec, który w życiu nie chciał się wyróżniać, wiec i nie wszczął by takiej bójki. Paradoksalnie to Peter najbardziej był karany, bowiem nie był 'mięśniakiem', nie należał do żadnej szkolnej drużyny sportowej, zatem nie trzeba było przymykać na jego niby wybryki oka, by mógł dalej grać. Rażąca niesprawiedliwość, okrucieństwo i brak empatii.. jakże wiele jest takich 'ofiar'? Nastolatków, którym nikt nie jest w stanie pomóc? Jak sobie radzą? Przetrzymać, przeczekać? Czasem beztroskie młodzieńcze lata wcale nie są takie beztroskie jak się wydaje dorosłym. Wiele zależy od dorosłych, opiekunów takich dzieci, ale oni mają przecież swoje sprawy...
Doskonałe studium ludzkich emocji. Rozpacz matki.. miłość macierzyńska... mimo wszystko.. Lacy kochała swojego syna, mimo tej strasznej zbrodni, której się dopuścił. Obwiniała za to siebie, bo przecież dzieci są takie jak je ukształtowali rodzice, jeden gest za mało lub za dużo, jakie słowo lub jego brak pchnęło go do tego czynu?

„Czuła w środku przerażającą pustkę. Wszystko, co miała, przelała na syna. Ale największe cierpienie miało źródło gdzie indziej: bez względu na to, jakie nadzieje wiążemy z naszymi dziećmi, jakich sukcesów byśmy im życzyli, jak bardzo udawali przed sobą, że są doskonałe, wcześniej czy później staną się dla nas źródłem zawodu. Bo w gruncie rzeczy dzieci są o wiele bardziej do nas podobne, niż nam się wydaje- równie poprzetrącane i zagubione.”

Wstrząsnęła mną ta książka.. Zakończenie - zupełnie się nie spodziewałam takiego obrotu spraw. Piękna powieść - choć ponad 600stron, czyta się szybko, książka wręcz wsysa. Polecam!

poniedziałek, 23 maja 2011

Joyce Carol Oates - Mama odeszła

"Moje życie jest pełne usterek nie ma kto go naprawić"

Tak jakoś jest... Można się wypalić emocjonalnie? Bo mi się to chyba przydarzyło.
No ale nic.. poczekam aż mi przejdzie. Nie ma co tego roztrząsać.


"Ze smutkiem jest tak jak z tymi ręcznikami papierowymi w publicznej toalecie. Dzielony ze zbyt wieloma ludźmi robi się brudny".


Daję sobie czas. Robię to co lubię najbardziej.
Układnie swojego świata wciąż od nowa nie ma sensu. Już tyle razy to przerabiałam.
Więc nie myślę, nie analizuję a nawet gdy zaczynam otrząsam się jak przed natrętną muchą. Czytanie - to jest to co teraz mi dobrze robi. Książki to taki cudowny lek na zapomnienie... Po prostu wierzę że kiedyś będzie tak jak chcę..

"Wiara to taka wygodna rzecz" ;-)


Właśnie przeczytałam drugą książkę Joyce Carol Oates - jedna z lepszych książek jakie w tym roku wpadły w moje ręce.
"Mama odeszła" - ta książka jest mi tak bliska, tak bardzo intymnie bliska! To jak pisze Oates to dla mnie rewelacja. Zarywałam noce tak mnie wciągnęła.

Główna bohaterka Nikki ma 32lata /bardzo polubiłam Nikki/. Prowadzi dość beztroskie, nieustabilizowane życie, nie zważając na komentarze matki i siostry. Nikki jest fajna:) zafarbowała włosy na czerwono, ubiera się seksownie i ekstrawagancko, ma żonatego kochanka i fajną pracę dziennikarki - pisze artykuły o znanych, ciekawych ludziach.
Nagle jej życie diametralnie się odmienia. Nieoczekiwanie w burzliwych okolicznościach traci matkę. To zdarzenie nią wstrząsa i przewraca jej życie do góry nogami. Nikki przechodzi swoistą przemianę. Zamyka się w sobie, zamieszkuje w domu matki. Jeden burzliwy rok po śmierci matki, wypełniony przerażającymi zdarzeniami i smutkiem, to dla niej rok zrozumienia siebie, matki, ich relacji, czas który daje jej wiedzę na temat dawnego życia matki, kim ona tak naprawdę była.. Nie tylko miłą, wiecznie uśmiechniętą i dobrą dla wszystkich Gwen, która sama o sobie mówi:

"Moje usta po prostu same się śmieją, zwierzęta też obnażają kły kiedy się boją"

Ta książka poniekąd też i mną wstrząsnęła. Uwielbiam taką prozę. Pełną treści, ciekawych spostrzeżeń, złotych myśli, dającą do myślenia. To jedna z tych książek, która pozostawi w nas ślad na długo.. Ta książka uświadomiła mi jak łatwo zapominam o swoich bliskich, zatracając się bez reszty w swoim świecie.


"Jesteśmy jak ci ludzie którzy poznają się na jakimś przyjęciu, zaczynają rozmawiać i utykają razem w windzie. Staramy się być wobec siebie uprzejmi, staramy się nie panikować, ani nie krzyczeć na siebie ale brakuje nam tchu"


Znakomita książka i aż mnie ciągnie do kolejnej tej autorki.

ps. wszystkie cytaty zaczerpnięte z książki.

poniedziałek, 28 marca 2011

...

"Czasami zakochujesz się, nie wiedząc o tym. Nie zdając sobie z tego sprawy. A potem jest już za późno i nic nie można poradzić."

Joyce Carol Oates - Bestie

Czy oby nie jest tak za każdym razem ?

czwartek, 15 lipca 2010

Aniołowie dnia powszedniego - Michał Viewegh


Jedna z piękniejszych książek jakie ostatnio przeczytałam. Trafiłam na tą niepozorną książeczkę, ot tak przypadkiem w biblotece. Nic z interesujących mnie pozycji nie było, a ta książka skusiła mnie tytułem i opisem. Połknęłam ją podczas 3godzinego prażenia się w słońcu na plaży...

"Aniołowie dnia powszedniego" to powieść popularnego czeskiego pisarza, Michala Viewegha, znanego w Polsce autora takich tytułów, jak "Cudowne lata pod psem" czy "Mężczyzna Idealny". Szczerze powiem, nie natknęłam się jeszcze na tego pisarza, ale po przeczytaniu "Aniołów.." mam wielka ochotę na cd.

Książka opisuje jeden dzień z życia trójki ludzi, których losy łączą się u schyłku tegoż dnia. Działania ich obserwowane są przez kilka Aniołów. Czują one, myślą podobnie jak ludzie.. Są wrażliwe, dobre, niekiedy zaś zmęczone czy zawiedzione tym jak ludzie troszczą się o banalne, błahe sprawy...
Z tym, że tylko one - Anioły wiedzą, że godziny tej trójki ludzi są już policzone...


"Dla tych, którzy myślą, życie ludzkie jest komedią; dla tych, którzy czują, jest tragedią" - mówi Hachamiel, jeden z aniołów. Bardzo się z tym stwierdzeniem utożsamiam.
Sam autor określa swoją opowieść jako story o ludziach, aniołach i umieraniu oraz książkę o nas wszystkich, których czas został dawno odmierzony, a mimo to zachowujemy się, jakbyśmy mieli żyć tu wiecznie.

"Nie musimy wierzyć w Boga, ale nie wolno nam tracić nadziei."

Tak, lubię takie książki. Pełne mądrych cytatów i przesiąknięte mądrościami życiowymi, które przypominają nam co jest w życiu najważniejsze, że nic nie trwa wiecznie i że doprawdy nie warto tracić czasu na banalne rozterki i zamartwianie się problemami dnia powszedniego..

"Używaj daru życia. Uśmiechów dzieci, kolorów nieba, zapachu kawy, ciepłego wiatru i dzwonienia tramwajów. Ciesz się mroźną zimą i upalnym latem. Szczęście to czas. Nie zapomnij o tym."

czwartek, 1 lipca 2010

Wszystko to co dobre...

Znów nawiedził mnie potwór. Potwór o imieniu 'bezsensu'.
Czuję jak czas przecieka mi przez palce. Czuję, że marnuję czas i swój potencjał, że nie wnoszę nic do życia swojego ani innych, że bezsensu sobie żyję ot tak dzień za dniem... Że nic nie umiem, nie potrafię, nie realizuję swoich pomysłów, stoję w miejscu i non stop kręcę się za własnym ogonem..

Ludzie tworzą takie fajne rzeczy, żyją, zwiedzają, poznają nowe miejsca i siebie nawzajem a ja się boję. Wciąż się boję... 'strach przed lataniem i głód doświadczeń'
Kiedy ja wreszcie rozwinę skrzydła??? Zacznę latać, wzbiję się do góry i poczuję że żyję? Że żyję naprawdę?

Trafiłam dziś na cudnego bloga o robieniu życiowego remanentu. Jest idealny pod każdym względem. Podoba mi się każda myśl tam. Sposób prowadzenia, zdjęcia, opis autorki, tak bardzo że gdy weszłam na niego i chwilkę posiedziałam jęknęłam "ach dlaczego ja tak nie potrafię?"
Właśnie tak bym chciała móc umieć pisać, tak sobie poukładać.. nawet foto było tam jedno takie 'moje'. Tyle mam pomysłów, tyle rzeczy bym chciała robić.. a nade wszystko jest we mnie silna potrzeba 'poukładania' sobie swojego świata, po swojemu.. tak by mi się podobało...

"Od dzisiaj właśnie tego chcę: wolniejszego tempa, więcej skupienia i uczucia doskonałego szczęścia, które można znaleźć w chwilach, kiedy wracam do siebie." (Linda Weltner)

Chcę być pewniejszą siebie kobietą, poukladaną, zadowoloną z życia..;)
"czyli ta, która wie, kim jest, czego chce i na co ja stać, umie mądrze czekać, wybaczać, wracać - również do siebie..."
(Dorota Koman na skrzydełku "Powrotów nad rozlewiskiem")


@w tle płytka Zero 7 - "When it falls" od Kogoś kiedyś bardzo ważnego, Kogoś kto odegrał ważną rolę wmoim życiu i wniósł do niego coś pięknego i cennego. Za co będę mu zawsze wdzięczna, mimo iż już go nie ma w moim życiu..

@cytaty zaczerpnięte z bloga którym się tak zachwyciłam..

piątek, 8 stycznia 2010

just enjoy the show

"Niesamowite ile ludzie tracą energii, ile przeżywają dramatów by być z kimś kto prawie nigdy nie jest tym właściwym"

Wczorajszy wieczór. Martini bianco. W tv dr.House chociaż już oglądałam te odcinki.. a w tle ktoś, kto absolutnie nie jest Tym Kimś. Nie wiem po co...

Sms od M. który poszedł sobie w kwietniu, teraz podchody smsami. Pierwszy z życzeniami na święta, następny w sylwestra. Wczorajszy to: "widziałem Cię ostatnio. Ładnie wyglądałaś, jak zawsze zresztą". Ja się pytam 'po co to?'
Ile ja się przez niego napłakałam, straciłam całą wiosnę przez niego. nie wiem po co..

W sylwestrowy wieczór w kolejce dosiada się do mnie mężczyzna tak gdzieś koło 40tki, choć cały przedział jest pusty. Zaczynamy rozmowę, fajnie się rozmawia mimo, że wolę być sama /i czytać np/. Pyta czy dam mu swój nr, nie mam nic przeciwko daję. Wczoraj napisał sms, że ma nadzieję że się spotkamy i takie tam bla bla.. Ale po co mi to?

"Ile jeszcze musisz przeżyć toksycznych związków, by wreszcie pokochać siebie?"
Uwielbiam Dr.House'a właśnie za te teksty... i muzykę...

sobota, 27 października 2007

Dziewczyna z zapałkami


"Jakże trzeba poganiać życie żeby łaskawie żyło! Zabieramy to życie na spacer, aby się przewietrzyło. Karmimy je, żeby nie osłabło. Kładziemy do łóżka by się wyspało, albo kochamy się z kochankiem, aby to życie dotknęło w sobie czegoś, owej tajemniczej energii, która je uskrzydli i rozpali! Na chwilę.
A na co dzień ciągniemy je za sobą, jak dziecko worek z kapciami..."

Anna Janko - Dziewczyna z zapałkami