Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki2015. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki2015. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 listopada 2015

Inna Dusza - Łukasz Orbitrowski


Tytuł: Inna dusza
Autor: Łukasz Orbitowski
wydawnictwo: Od deski do deski
data wydania: 22 maja 2015
ilość stron: 426
kategoria: powieść dokumentalna

Opis książki:
Miasto. Zniszczone, obdrapane i brudne kamienice. Zmęczeni ludzie w ubłoconych, wiecznie spóźnionych i zatłoczonych autobusach. Przygnębienie i pustka. I nagle w jednej głowie kiełkuje ta dziwna myśl, nieodparte pragnienie. Bez motywu, bez powodu, jak głód. Tak jakby ciało przejmowała Inna dusza, która nakazuje to zrobić, i nie można od niej uciec.

Pewnego dnia miasto zatrzyma się przerażone zbrodnią.



Wydawnictwo Tomasza Sekielskiego "Od deski do deski" rozpoczęło swoją działalność serią "Na F/Aktach". Inna dusza to druga po "Preparatorze" Huberta Klimko-Dobrzanieckiego powieść w tej serii.
Bardzo wstrząsnęła mną ta książka. Z początku niepozorna opowieść o trojgu nastolatków jakich wiele. Ich marzeniach, wchodzeniu w dorosłość, problemach z rodzicami... Opowieść o zwykłym szarym życiu, w szarym, niczym nie wyróżniającym się brzydkim mieście. Bydgoszcz, bo to miasto jest miejscem akcji powieści, ukazana jest przez Orbitrowskiego jako miasto szare, brudne, nieprzyjemne. Autor mistrzowsko oddaje klimat lat osiemdziesiątych, czas przemian w Polsce. Też dorastałam w tych czasach. Może dlatego tak dobrze mi się czytało tę książkę, przypominającą mi o czasach mojego dzieciństwa. Znane piosenki, klimat czasów transformacji, kolejki w sklepach, rodzice zmagający się z codziennością i dzieci w sumie pozostawione same sobie.
Poznajemy Jędrka, chłopaka kształcącego się na cukiernika. Bardzo ambitnego i uzdolnionego w tej dziedzinie. Cały czas zastanawiałam się kiedy zakiełkowało w tym chłopcu ziarno zła. Skąd ten pociąg do noży, zabijania. Może wtedy gdy zabija małe kotki na oczach swych przyjaciół, których właścicielka cukierni kazała mu się pozbyć? Może to zło kiełkowało w nim już od dawna? W odpowiedzi na niezgodę na dominującego i wymagającego ojca? Ale przecież wielu dzieciaków ma takich ojców. W sumie normalna, spokojna, poważana rodzina, której zależy na tym by dobrze wychować swoje potomstwo. W miarę czytania tej książki coraz bardziej dochodziłam do przerażającego wniosku. Być może Jędrek się taki urodził? By zabijać...
"Ale chyba są inne duchy, wiesz, takie, co żyją w człowieku obok tych naszych dusz, zwyczajnych. I czegoś tam sobie chcą. Niektóre są ciche, inne głośne. Wrzeszczą, hałasują. To jest nie do wytrzymania. Znaczy, tak mi się wydaje, że z takim duchem w środku strasznie ciężko żyć, zwłaszcza jak on chce czegoś, na co ty nie masz ochoty.y".

On sam tak jakby to w sobie odkrył. Próbował od tego uciec. Przerwał naukę i uciekł do Legii Cudzoziemskiej, przy braku aprobaty ojca ( a może tym bardziej bez tej aprobaty...). Wiedział, że musi uciekać. Inaczej stanie się coś złego.

Non stop widzę czarne płatki, jakby obok, coś się paliło, choć przecież nawet nie mogę się ogrzać. Chłód tylko. I to siedzi we mnie, i siedzi, i puścić nie może, a ja bym chciał, żeby ktoś mnie zabrał i wyleczył. Niech wyjmie ze mnie to straszne coś. (s. 276-277


Paradoksalnie żal mi było tego chłopca. Był jak naznaczony. Jakby nie miał odwrotu, innej opcji, jakby MUSIAŁ stać się tym kim się stał. Żal mi jego bliskich, rodziców, zwłaszcza matki, której życie się złamało w tym momencie, gdy wyszło na jaw kim jest jej syn.
Świetna książka, napisana bardzo przystępnym językiem, roztaczająca aurę tajemniczości, niby opisująca zwykłe codzienne życie, a jednak czujemy, że w zanadrzu coś się czai.. Czai się coś okrutnego, nie do pojęcia dla zwykłego człowieka.


W Innej duszy przeraża to, co szokuje ilekroć podobne historie trafiają na pierwsze strony gazet czy do czołówek wiadomości. To, że podobna historia równie dobrze mogłaby się przydarzyć i w naszym środowisku. Bydgoszcz - zwykłe miasto jakich wiele, blokowisko, zwykła, pospolita rodzina, bohaterowie, którzy mogli by być naszymi znajomymi. I młody chłopak, przed którym jest całe życie, do którego nikt nie ma większych uwag. To, że jest trochę zamknięty w sobie, może czasem zbyt wybuchowy, ale czy wyróżniał się jakoś szczególnie? Nie. Małe drobne epizody, których nikt wcześniej nie dostrzegał. Bo któż przygląda się własnym znajomym, dzieciom pod kątem tego czy nie staną się zbrodniarzami. Dużo chłopców zabija małe kotki, wielu z nich podnosi głos, czasem rękę na własnego ojca. Nastolatek przeżywa okres buntt, to normalne.

Inna dusza to literacka fikcja oparta na faktach.Prawie dwadzieścia lat temu Bydgoszczą wstrząsnęły dwa morderstwa na nastolatkach. Jacek Balicki zabił swojego kuzyna, a trzy lata później sąsiadkę. Nie potrafił wyjaśnić co nim kierowało. Twierdził, że musiał to zrobić.

Wywiad z Łukaszem Orbitrowskim: W człowieku są rzeczy nierozpoznawalne.

Zaciekawiła mnie seria Na F/Aktach. Z ciekawością sięgnę po pierwszą książkę z tej serii: Predator, opowiadającej o mordercy własnej maki i siostry. Jak i trzecią, której autorem jest J.L. Wiśniewski, a w swojej książce zatytuowanej "I odpuść nam nasze..." przedstawia morderce Andrzeja Zauchy i swojej żony. Z ciekawością też zajrzę do innych książek Łukasza Orbitrowskiego. Bardzo przypadł mi do gustu jego styl pisania.

wtorek, 13 października 2015

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety - Świetłana Aleksijowicz

Wydawnictwo:
Wydawnictwo Czarne

Data premiery:
2015-11-12

Seria:
Reportaż

Ilość stron:
336
„Kobiety żołnierki. W regularnej armii było ich milion. Młodziutkie, ledwie skończyły studia, zaczynały pierwszą pracę. Rwały się na wojnę, by ratować ojczyznę, albo pomścić kogoś bliskiego. Nie miały o niej pojęcia. Szły na front w lekkich pantoflach i spódnicach…”

Ciekawostka wydawnicza:
"Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" ukazała się w łącznym nakładzie prawie dwóch milionów egzemplarzy. Swietłana Aleksijewicz ukończyła swoją książkę w 1983 roku, jednak na jej publikację czekała jeszcze dwa lata. Pod adresem autorki kierowano oskarżenia o "pacyfizm, naturalizm oraz podważanie heroicznego obrazu kobiety radzieckiej".

Aleksjiewicz wyznaje, że jednym z jej celów było „napisać taką książkę o wojnie, żeby niedobrze się robiło na myśl o niej, żeby sama ta myśl była wstrętna. Szalona. Żeby nawet generałom zrobiło się niedobrze” (s. 16).


Wspaniała, mocna książka wybitnej białoruskiej dziennikarki Swietłany Aleksijewicz to bardzo dobrze napisany reportaż składający się z kilkudziesięciu wywiadów z kobietami, które przeżyły II wojnę światową.
Osoby wypowiadające się na łamach książki to postacie autentyczne, które kiedyś walczyły jako snajperki, pilotki, sanitariuszki, łączniczki, strzelały jak mężczyźni, a nawet prowadziły czołgi. Wszystkie bohaterki opowiadają o swoich przeżyciach z okresu II wojny światowej, a zwłaszcza ataku Niemiec na Rosję w 1941 roku.
Opowiadają w jaki sposób trafiły do armii, jakich bohaterskich czynów dokonały, jak to odbyło się na ich psychice i przede wszystkim zdrowiu, jak były traktowane przez żołnierzy, jak radziły sobie w trudnych warunkach bojowych. Niesamowite było dla mnie ich poświęcenie, to że tak bardzo chciały walczyć w obronie ojczyzny. Zostawiały rodzinę, niejednokrotnie małe dzieci, rodziców i pchały się do wojska. Często były to młode dziewczyny, które powinny się uczyć, których rodzice nie wyrażali zgody na to by ich córki walczyły. Świetłana Aleksijowicz by napisać tę książkę, również dużo poświęciła. Jeździła po całym kraju, zbierała wszystkie informacje na temat kobiet walczących w drugiej wojnie światowej. Spotykała się w domach tych kobiet, przeprowadzała z nimi długie rozmowy, poznawała je, pytała jakie piętno odbiło na nich udział w wojnie, jaki wpływ miało to na ich dalsze losy. Wiele z tych kobiet żyło samotnie, w zapomnieniu, niektóre zostały kalekami do końca życia, tylko nielicznym udało się założyć rodzinę, mieć dzieci. Każde wspomnienie - bardzo poruszające, skłaniające do refleksji. Czy teraz, czy w naszym kraju kobiety byłby zdolne do takiego poświęcenia, do takiego oddania się za ojczyznę? Było to dla mnie wprost niepojęte skąd te młode często dziewczyny biorą w sobie odwagę by brać udział w takiej strasznej wojnie. Nikt ich nie werbował, nie było obowiązku, one często wbrew wszystkim "pchały się" do wojska. Często podstępem, często prośbą, upartością i błaganiem. Skąd było w nich tyle siły, skąd ten heroizm i pragnienie walki?
Jeszcze co mnie urzekło to jak na koniec wojny wszyscy potrafili się jednoczyć, cieszyć, radować, że się udało, że to koniec wojny, że wygraliśmy!

Nie było nic, ani pod nami, ani nad nami… nikt nie miał jeszcze tych dywanów, kryształów… Nic… Ale byliśmy szczęśliwi. Szczęśliwi, bo przeżyliśmy. Mówimy, śmiejemy się. Chodzimy po ulicach… Cały czas się zachwycałam, chociaż zachwycać się wcale nie było czym – dookoła rozwalone mury, nawet drzewa były okaleczone. Ale miłość nas zagrzewała. Jakoś człowiek człowiekowi był potrzebny, wszyscy bardzo potrzebowali się nawzajem.

Niesamowita, przejmująca książka. Świetłana Aleksijowicz zasłużenie dostała nobla w tym roku. Jestem pod wrażeniem. Polecam, polecam jeszcze raz bardzo polecam. Każdy powinien to przeczytać.

sobota, 6 czerwca 2015

Sońka - Ignacy Karpowicz


Wydawca: Wydawnictwo Literackie

Data wydania: 22 maja 2014

Liczba stron: 208

Oprawa: twarda

Opis książki: "W życiu Sońki wszystko skończyło się dawno, dawno temu, wraz z wojną. Przeżyła i poczuła wtedy tyle, że później już ani żyła, ani czuła, mając jedynie wspomnienia i psią obrożę z gotyckim napisem. Przypadkowe spotkanie przy wiejskiej drodze daje początek opowieści, która wreszcie może zostać wysłuchana(...)".

To on był źrenicą mego oka. Pępkiem mego ciała. Językiem moich ust. Linią papilarną każdej opuszki. Krawędzią kobiecości. Mój Joachim, mój światłonośny.


Tak pięknie napisać o miłości. Jestem urzeczona!
Każda wspólnie spędzona minuta była malutką wiecznością, idealnym światem.

Jedna z piękniejszych książek jakie dane mi było ostatnio przeczytać. Piękna! Po prostu poetycko piękna! Upajałam się każdym słowem, kompozycją zdań, które niepostrzeżenie wciągają czytelnika w nietuzinkową historię. Historię pięknej miłości. Miłości niemożliwej, miłości zakazanej, miłości potępionej.
Książka ukazuje całe okrucieństwo wojny, podziały, podłość ludzką, miłość, która w tamtych czasach nie miała racji bytu.
"Sońka" to opowieść starszej kobiety. To jej swoista spowiedź, historia całego życia, która musiała ujrzeć światło dzienne. Nic więcej nie zdradzę. Powiem tylko, że naprawdę warto. To piękna i poruszająca powieść.

wtorek, 26 maja 2015

Szum - Magdalena Tulli

Ja nigdy nie wiedziałam, co robić, życie było dla mnie za trudne.
Ta książka boli. Wstrząsnęła mną i przemieliła. A jednocześnie czytając ją czuć ten specyficzny klimat.. magiczny, surrealistyczny, bajkowy. Po jej przeczytaniu czegoś brakuje, tęskni się za aurą tej powieści.
O czym jest ta książka? O trudnym dzieciństwie pozbawionym miłości. O samotnej, niechcianej, przez nikogo nie rozumianej dziewczynce. To książka o wykluczeniu ze wspólnoty, o traumie II wojny światowej, którą niechcący zaraża się własne dziecko. Jest w tej powieści ogrom samotności i wyobcowania, rozpacz, smutek. Mówi ona również o braku empatii, braku uczuć do własnego dziecka, zimnym, roszczeniowym podejściu do własnej córki. Ma być grzeczna, jak inne dzieci, jak syn siostry matki, ma się dobrze uczuć, ma pomagać, ma nie sprawiać problemów. Ta książka o matce rozczarowanej swoim dzieckiem. Smutne.. Bo co ona mu dała od siebie?

"- Dzieci to loteria - powiedziała mi kiedyś parę dziesięcioleci później, na spacerze w parku, przy huśtawkach. W swoim czasie wzięła udział w tej loterii i nic nie wygrała, więc była zawiedziona.
Nie sposób przewidzieć, kogo się urodzi. Jest się zdanym na przypadek".

"Z dzieckiem jest jak z pudełkiem - zauważyłam. - Trudno wyjąć coś, czego się nie włożyło".


Bohaterką powieści jest dziewczynka, tak nieprzystosowana do życia, tak wyszydzana i wyśmiewana przez najbliższych, tak niekochana (?), że to aż boli. Jestem osobą empatyczną i doskonale potrafiłam sobie wyobrazić co czuła ta mała istotka. Tak bardzo było mi jej żal, tak bardzo byłam zła na dorosłych wkoło niej. No to, że żaden z nich nie dostrzegł jej, nie wyciągnął pomocnej dłoni, nie dał jej 'zaopiekowania' i docenienia tak jej potrzebnego, by mogła wzrosnąć i być przystosowanym dzieckiem. Matka naszej bohaterki nie umiała kochać. Sama miała za sobą traumatyczne przeżycia, tajemnice, których tak bardzo strzegła, by nie wydostały się na zewnątrz. Była osobą "trzymającą fason". Nigdy nie płakała, była sucha, zimna, zamknięta w sobie. Dawała do zrozumienia swojemu dziecku, że jest dla niej tylko 'kłopotem'. Była kobietą pozbawioną emocji, empatii, całkowicie opierającą się na zdaniu siostry, ciotki dziewczynki. Ciotka zaś, to kobieta, która ma zawsze 200% racji. Jest silna i zdecydowana, przekonana o swoich racjach, nie przemawia do niej żadna argumentacja, a wręcz neguje oczywistą prawdę. Znam niestety parę takich osób. Są trudne dla zwykłego, empatycznego dorosłego, a co dopiero dla dziecka. Najgorsze jest to, że takie osoby nie mają cienia refleksji nad swoim postępowaniem, nie są w stanie zrozumieć jak krzywdzą innych. Często zamieniają życie bliskich w koszmar. Owszem, jest zaznaczone w książce, że obie kobiety mają za sobą traumatyczne przeżycia II wojny światowej. Ale czy to je usprawiedliwia?


"Przywykłam do tego, że każdy, kto może sobie na to pozwolić, oddaje swój zły humor komu innemu, jak gorący kartofel, a następny robi to samo i chowa do kieszeni poparzone ręce. Dopiero ostatni z ostatnich, ten kto nie miał na podorędziu już nikogo gorszego od siebie, nikogo, komu by mógł wepchnąć ten gorący kartofel do rąk, krótko mówiąc, ktoś taki jak ja - musiał go, parząc sobie usta i gardło, przełknąć".

Obserwujemy dziewczynkę od czasów wczesnego dzieciństwa po dorosłość. Była trudnym dzieckiem, miała problemy z nauką, problemy z koncentracją. Zdumiewające, że w jej otoczeniu nie znalazł się żaden wyrozumiały i dobry dorosły. Nawet nauczyciele traktowali dziewczynkę jak osobę 'gorszej kategorii'. Źle się uczyła, sprawiała kłopoty wychowacze, nikt nie chciał się w to zagłębić i dostrzec, że takie zachowanie dziewczynki jest jej sposobem dostrzeżenie jej, swoistym wołaniem o pomoc, akceptację, miłość.
Mała, samotna dziewczynka miała tylko lista. Wytwór wyobraźni, jej przyjaciel, ktoś kto ją wspierał, doceniał, doradzał.. Jakże samotna musiała czuć się ta mała...

"Żadne zwierze nie jest stworzone do znoszenia upokorzeń - ostrzegał lis. Nie nastawiaj się na to, że będziesz je zawsze znosić. Zatrułabyś się na śmierć".


„Po lekcjach wracałam do domu. Kładłam się na kanapie i jechałam na niej przez puste przestronne popołudnia, trochę drzemiąc, przykryta paltem jak zmarznięta pasażerka w nieogrzewanym przedziale kolejowym. Byle dotrzeć do ostatniej stacji wieczoru, na której czekała mnie przesiadka do wanny z gorącą woda. Tę głupią, martwą rozpacz skądś znałam, rozpoznawałam ją jako rzecz najbardziej pierwotną w moim życiu, coś, od czego się ono zaczęło, jego przewodni wątek.Nie szamotałam się. Na coś jeszcze czekałam, lecz nie wiedziałam, że czekam. Byłam zmartwiała, ale tego nie czułam.“

(...)jeśli zdarzało mi się kimś zachwycić, to tylko potajemnie. Nie obciążałam swoim zachwytem innych ludzi, którzy nie wiedzieli by może, co z nim zrobić, to znaczy - jak się od niego uwolnić. Powściągliwość, do której wdrożyła mnie matka, wydawała mi się gwarancją bezpieczeństwa".


Być może jest to książka bardzo osobista, z elementami autobiografii. Być może napisana jest po to, by poukładać sobie te wszystkie doświadczenia, by zrozumieć, a w końcu przebaczyć.
Niezwykle poruszająca, skłaniająca do refleksji w trakcie i po przeczytaniu. Cała jest jednym wielkim cytatem. Opisy emocji tak precyzyjnie opisane, że momentami aż brutalne. Dla jednostek empatycznych i wrażliwych – wstrząsająca. Przeczytają ją pewnie takie dorosłe już 'samotne małe dziewczynki' i będą mieć poczucie, że ktoś napisał o nich. Dla nich będzie to trudna lektura, ale myślę, że w pewnym sensie oczyszczająca. Świadomość, że nie było się jedną, jedyną taką 'samotną dziewczynką' dodaje sił, otuchy, wsparcia.

Żebyśmy mogli przebaczyć, kiedy nikt nie przeprasza (...) ktoś w nas musi umrzeć. Kto? (...) Ofiara.


To pierwsza książka Magdaleny Tulli, którą przeczytałam. Natknęłam się na nią przypadkiem. Koleżanka na fb wrzucała cytaty z niej na swojego walla. Zaintrygowała mnie. Na pewno nie będzie to ostatnia książka tej autorki, którą przeczytam. W planach mam "Włoskie Szpilki".

wtorek, 7 kwietnia 2015

Strefa szaleństwa - Joy Fielding

Bywa, że im lepiej kogoś poznajesz, tym trudniej ci go lubić. Im mniej wiesz, tym lepiej.

Dotychczas przeczytałam dwie książki tej autorki i mogę powiedzieć, że jest coś co łączy wszystkie trzy. Dokładnie dwie rzeczy. Pierwsze to: Wciągająca, poruszająca fabuła, sprawiająca, że trudno się oderwać od jej książek. Drugie, zaś: Równie szybko jak się czyta jej książki, tak samo szybko się o nich zapomina. Musiałam zerknąć na LC, by przypomnieć sobie zarówno tytuł jak i fabułę dwóch poprzednich książek ;)
Jednak nie uważam czasu spędzonego z tą książką za stracony. Jak już wspomniałam, nie mogłam się od niej oderwać i ciągnęło mnie by do niej wracać. W dodatku jest to jedna z nielicznych książek jaką ostatnio przeczytałam do samego końca;>

Akcja "Strefy Szaleństwa" rozpoczyna się dokładnie w "Strefie Szaleństwa' - jest to knajpa, gdzie często spotyka się dwójka przyjaciół, a dziewczyna jednego z nich pracuje tam jako barmanka. Piękna, 'zrobiona' Kristen, przystojny Jeff - jej chłopak i zawadiacki Tom. Dołącza do nich od niedawna przyrodni brat Jeffa - nielubiany przez obu panów Will. W tle pojawia się piękna kobieta, która samotnie pije granatowe drinki z martini w kącie baru. Kobieta przyciąga wzrok mężczyzn, wydaje się też być smutna, co intryguje towarzystwo naszych bohaterów. Panowie zakładają się o to, kto pierwszy ją poderwie...
I tu miałam ochotę odłożyć lekturę i do niej nie wracać;)
Święta jednak sprawiają, że człowiek ma dużo czasu i nie jest aż tak wymagający. Czytałam więc dalej. I nie żałuję:>
Książka dobrze napisana, wciągająca fabuła. Pisarka wykreowała wyrazistych, aczkolwiek niezbyt skomplikowanych bohaterów. Znajdziemy tu i przemoc w rodzinie,i problem stresu po wojnie w Afganistanie. Koniec dość nierealistyczny, ale zaskakujący. Czytając recenzję tej książki, zauważyłam, że większość czytelników właśnie to zakończenie zauroczyło. Mnie jednak nie. Sprawiło, że cała książka stała się mniej realistyczna i jest tylko zwykłą powiastką na luźne popołudnie.

wtorek, 17 lutego 2015

Still Alice - reż. R.Glatzer



Alzhaimer. Brzmi jak wyrok. Tym bardziej dla kobiety w sile wieku, w samym środku jej kariery, aktywnej, pełnej życia, dla której jej wiedza, osiągnięcia naukowe są jej powodem do dumy.
Alice poznajemy w momencie, gdy świętuje swoje 50te urodziny. Widzimy piękną, spełnioną kobietę, jej męża i 3 dorosłych dzieci. W sam środek tego sielskiego obrazka, szczęśliwej, spokojnej wkracza niespodziewanie straszna choroba.
Moim zdaniem Julianne Moore idealnie zagrała w tym filmie. Dzięki Moore "Still Alice" jest nie tylko filmem o chorobie i o tym jak reagują i radzą sobie z AD Alice jej najbliżsi.
Julianne w roli pięćdziesięcioletniej Alice, u której, wcześnie jak na jej wiek, zdiagnozowano chorobę Alzheimera, jest tak autentyczna i wiarygodna, że z miejsca wydaje nam się, że wiemy co czuje Alice. Z biegiem czasu choroba staje się coraz trudniejsza, coraz bardziej drastyczna i nie do wytrzymania. Przy Alice stoją jej dzieci. A zwłaszcza jej najmłodsza córka. Mamy okazje obserwować niesamowitą więź matki z córką w tak trudnym dla nich okresie. Bardzo podobała mi się Krysten Stewart w roli Lydli. Ta dziewczyna ma potencjał. Będę z niecierpliwością obserwowała jej kolejne role.

Tuż przed obejrzeniem filmu przeczytałam książkę. Jako, że znałam bohaterów z filmu, bohaterzy z książki mieli dla mnie ich twarze. Bardzo współczułam Alice od samego początku. Jej pierwsze objawy wydawały mi się takie banalne. Zapomniała jednego słowa podczas seminarium, no cóż, czy nam na co dzień nie zdarza się to ciągle? Zaczęłam się sama nad sobą zastanawiać, ile podobnych rzeczy mi się przydarza. Nie umiem sklecić zdania, czasem coś chcę powiedzieć, a długo szukam odpowiedniego słowa. Czytam codziennie co najmniej kilkanaście stron książek, więc skąd się to bierze? W życiu bym się nad tym nie zastanawiała, gdybym nie czytała akurat tej książki. Swoją drogą autorka świetnie przedstawiła postać Alice. Utożsamiamy się z nią, czujemy jak ona. Podczas czytania książki cały czas odczuwałam to co czuła Alice i szczerze jej współczułam.
Książkę czyta się świetnie. Dosłownie się ją pochłania. Jest napisana przystępnym językiem, bardzo wciągająca, wyzwala w czytelniku pokłady empatii. W dodatku posiada przepiękną okładkę!

W tym przypadku nie umiem ocenić co lepsze: książka czy film. Jedno i drugie bardzo mi się podobało. Jedynie polski tytuł flmu mi się nie podobał. "Motyl still Alice" - co to za twór w ogóle!