piątek, 29 listopada 2013

Małżeństwo we troje


 „Wszelka mądrość zaczyna się od akceptacji cierpienia"
Cieszę się, że znów trafiłam na opowiadania tego autora. Lubię jego pisanie, ale często po prostu o nim zapominam. Jego książki mają na mnie magiczny wpływ. Koją, relaksują, sprawiają, że z dystansem patrzę na swoje sprawy, problemy. Takie książki powinno się od czasu czytać, właśnie po to by nabrać dystansu do życia. Eric-Emmanuel Schmitt już na dobre zagościł w moim życiu, od czasu gdy przeczytałam jego słynną książkę "Oskar i pani Róża". Każda jego książka chwyta za serca. Każda w inny sposób.
Tak było i tym razem. Pięć wspaniałych opowiadań. Każde inne, o innej tematyce a jednak coś je łączy. Miłość. Miłość we wszystkich aspektach. Nie spotkałam się jeszcze by ktoś tak pięknie, subtelnie z wyczuciem  pisał o miłości homoseksualnej. Czytałam pierwsze opowiadanie  z zapartym tchem, pełna przyjaznych uczuć wobec 'Dwóch panów z Brukseli'. Piękna miłość, taka prawdziwa, która przecież tak rzadko się zdarza. Ach, nawet im chyba zazdrościłam! :)
Najbardziej podobało mi się chyba opowiadanie pt. "Pies" . Wzruszyło mnie przywiązanie właściciela do swoich psów, które zawsze miał podobne do siebie i nadawał im po kolei takie samo imię. A jego historia przywiązania do tego akurat zwierzaka miała początek.. w obozie koncentracyjnym. Przepiękna historia o miłości i przywiązaniu miedzy człowiekiem i zwierzęciem.
Ale tytułowe opowiadanie "Małżeństwo we troje" najbardziej mnie zaskoczyło i poruszyło. Autor zdradza nam szczegóły z życia żony pewnego słynnego kompozytora. Na samym końcu opowiadania zdradza nam jakiego, a ja podczas czytania zaczęłam się zastanawiać czy to opowiadanie jest tylko fikcją literacką, czy też jest inspirowane faktycznymi wydarzeniami. Po przeczytaniu wygooglałam sobie i zgadza się. Dzięki E.E. Schmitt dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy z życia Konstancji Mozart! Zainspirowało mnie to do poszukania lektur na ten temat i znalazłam nawet w swojej bibliotece tę oto książkę:)         
                                  Bardzo jestem jej ciekawa i czuję lekkie podekscytowanie.  Dziwne to odczucia dla mnie, bo nigdy nie interesowałam się muzyką poważną. A tutaj wystarczyło jedno opowiadanie mojego ulubionego pisarza i nagle słucham Mozarta;) Nie spodziewałam się że jego utwory mogą przypaść mi do gustu! Słuchaliście kiedyś ? One są fenomenalne! Zawsze obchodziłam z daleka wszystko co miało jakikolwiek związek z muzyką poważną, a tu się okazuje że to się może podobać, że wycisza, świetnie relaxuje, daje też kopa energetycznego. Widać tak to w życiu już jest, do wszystkiego trzeba dojrzeć :)
Jednym słowem polecam bardzo wszystkim tę książkę. Lekkie pióro, subtelne, napisane z ciepłym dystansem do świata i zwykłych ludzkich przywar opowiadania od których nie sposób się oderwać i które pozostaną na długo w pamięci. A po przeczytaniu których rodzi się w człowieku coś dobrego i pozytywnego :)
Polecam!                                                            

środa, 27 listopada 2013

Opowieść niewiernej.. czyli opowieść o samotności we dwoje..

Kolejna książka Magdaleny Witkiewicz już mnie trochę mniej zachwyciła. Pewnie dlatego, że spodziewałam się czegoś innego. Takiej spowiedzi prawdziwej niewiernej;) Kobiety dla której zdrada to pestka, wręcz chleb powszedni. Tutaj tak nie jest. Tytułowa bohaterka to wręcz grzeczna dziewczynka, która brzydzi się zdradą, uważała, że nigdy jej się to w życiu nie przydarzy. 
"Zdrada zawsze była dla mnie czymś złym, haniebnym i obrzydliwym. Czymś co rujnuje związek, zabija miłość, niszczy marzenia, daje ogromne poczucie niesmaku."
Jakże życie ją zadziwi... 
Ewa i Maciek małżeństwo z krótkim stażem. Ona bardzo zakochana, on na pierwszy rzut oka chyba nie bardzo. Szybko wprowadził się do mieszkania Ewy, swoje dał pod wynajem, rachunki spłaca głównie Ewa, mimo iż Maciek nieźle zarabia. On jeździ autem do pracy, ona marznie na przystankach, on wraca i od progu pyta o obiad, ona te obiadki skrzętnie przygotowuje, stara się, on ledwo odpowie czy mu smakuje. Sex bywa coraz rzadziej,mąż biedny zapracowany..  Maciek głównie pracuje, tak naprawdę to go nie ma w tym małżeństwie. Chyba jego maksymą życiową jest zdanie, które w żartach powiedział na temat małżeństwa  koledze "Małżeństwo to przekupstwo, by pomoc domowa myślała, że jest panią domu". Straszny, okrutny żart wypowiedziany w dodatku przy żonie.
Książka ta utwierdziła mnie w moim przekonaniu, że aby doszło do zdrady w związku już musi coś kuleć, tkwić jakaś zadra, coś co go psuje, niszczy od środka. Zdrada jest tylko kolejnym etapem rozpadania się związku. O tym wszystkim nie wie jeszcze nasza bohaterka. Zakochana świeżą miłością, pełna wiary, nadziei, kawałek po kawałku sukcesywnie traci siebie na rzecz tej 'wspaniałej' miłości jaka jej się przydarzyła. Jej niedojrzałość, nieobycie aż drażni, irytuje. Czytając myślałam sobie, ona ma 30 lat, czy w tym wieku można być aż tak naiwną? Tak zaślepioną miłością, tak bardzo idącą na kompromisy, a wszystko to z miłości??? Nie mieściło mi się to w głowie. Aczkolwiek później przetłumaczyłam sobie, że dojrzałość, wiedza o związkach, świadomość siebie w związku, potrzeba szanowania i liczenia się z naszym zdaniem to chyba nie zależy od wieku. To suma doświadczeń i 'kopów' od losu. To wszystko przed naszą bohaterką. 
Książka ta idealnie obrazuje rozkład pożycia małżeńskiego. W pewnym momencie wręcz byłam pewna, że mąż Ewy nigdy jej nie kochał, że małżeństwo to było dla niego na rękę, bo taniej wychodzi wspólne rozliczenie roczne z małżonkiem zdrada przydarza się z powodu braku czułości ze strony kochanego mężczyzny. 
Gdy tak wczytywałam się w tę powieść, obserwowałam zachowanie męża naszej głównej bohaterki to sobie pomyślałam, że to powinna być lektura obowiązkowa dla każdego faceta. Zachowanie głównego bohatera powinno być jako przestroga dla panów 'co robić by stracić żonę'. Chodzić w 'gaciach' po domu, broń Boże nie rozmawiać z żoną, a już na pewno na żadne poważne tematy, żyć tylko pracą, nie chwalenie żony, nie prawić żonie komplementów, ba w ogóle jej nie zauważać, dyskredytować ją przy bliskich, nie liczyć się z jej potrzebami.. Można wymieniać i wymieniać. Mąż Ewy to idealny przykład na męża, który nie kocha, ma żone byle tylko ją mieć.. 
„Mąż idealny, taki jak mój, zabija miłość powoli. Codziennie dolewa kroplę trucizny, której odrobina nie szkodzi, ale gdy jest jej więcej, ma działanie śmiertelne...”

      Smutna ta książka, a zarazem prawdziwa. Studium samotności we dwoje, geneza zdrady. Czytałam opinie oburzonych facetów, którzy po przeczytaniu tej książki twierdzili, że autorka namawia kobiety do zdrady. Ha ha ha.. Prawda boli. Jakie to smutne, że są na świecie tak egocentryczne osobniki, zaślepieni tylko sobą, dla których kobieta (żona) to wciąż  ich własność, która ma tańczyć tak jak on jej zagra.   
Nie mogę odmówić autorce daru pisania wciągającej lektury. Książka ta sama się czyta. Wręcz pochłania się ją. Podobnie miałam z poprzednią.  Mimo, iż irytuje nas zachowanie głównej bohaterki, jej ślepe oddanie mężowi, później ekscytacja nowym partnerem, o którym w sumie prawie nic nie wie, to jednak czyta się tę opowieść zachłannie. Z ciekawością, wypiekami na twarzy. Co dalej.. jak sobie poradzi nasza bohaterka, co z Maćkiem, czy zdrada się wyda? Czy to małżeństwo da się uratować? Czy kobieta może nie mieć wyrzutów sumienia po zdradzie? Czy prędzej czy później będzie je miała? 
Przeczytajcie, bo warto. Ja bym sobie życzyła, by faceci choć przekartkowali tę "Opowieść niewiernej". Bo takich co uważają, że kobieta, która zdradza to .... tu epitet jest wciąż masa. Takie prostackie typowo samcze myślenie. A takich dla których zdrada równa się, temu, że coś w związku nie zadziałało, że ktoś spoczął na laurach i to najczęściej mężczyzna, jest wciąż garstka. Kobiet zdradzających tak jak faceci dla samego sportu jest  mało. Częściej chodzi o brak uwagi ze strony tego najbliższego mężczyzny..

wtorek, 19 listopada 2013

Zamek z piasku - Magdalena Witkiewicz

„Dzisiaj wiem jedno. Tworzenie wzajemnych relacji, to jak budowanie zamku z piasku. Nieustannie trzeba o niego dbać, by nie runął… I by nikt nie wszedł w niego butami… Nie można na chwilę go spuścić z oczu. Związek pomiędzy dwojgiem ludzi bywa również kruchy. Dokładnie tak jak zamek z piasku. Gdy odwrócisz głowę, zaleje go morska fala. Pozostanie tylko słona morska woda, albo słone łzy.”

Zauroczyła mnie ta książka. Może to 'wina' problemu w niej poruszanego, może miejsca gdzie się toczy akcja - mój ukochany Gdańsk i okolice. A może sposób snucia historii przez autorkę, tak jak opowieść najlepszej przyjaciółki. Słuchasz, wkręcasz się w jej historie, po drodze znajdując analogie do swojego życia. Ta książka obudziła we mnie tyle dawno zapomnianych, skrywanych emocji. Sprawiła, że człowiek musi przyjrzeć się sobie, swojemu życiu raz jeszcze.  Odkopać swoje dawno, głęboko schowane marzenia. 
Weronika i Marek - miłość jak z bajki, idealna para, od zawsze. Która z nas nie marzy o takiej miłości? Bez większych zmartwień, czy to oby na pewno on, bez wahań, szarpania się, czekania czy zadzwoni. Ot, tak po prostu od dzieciństwa byli nierozłączni i już od dawna było wiadomo, że będą razem. Nie mogło być inaczej. Tak piękna przyjaźń musi skończyć się małżeństwem. I tak było..
Idealne życie, idealne małżeństwo... Mieszkanie, praca, wszystko podane jak na tacy.  Marek jest wziętym radcą prawnym, ona tłumaczką.  Ich życie to prawdziwa sielanka. Aż do czasu, gdy Weronika zapragnęła być mamą.. Nie tylko ona, Marek również chce dziecka, ale nie tak obsesyjnie jak jego żona, pragnienie to nie przysłania mu całego świata. A  Weronice tak. Autorka w mistrzowski sposób opisała emocje, zachowania kobiety owładniętej pragnieniem posiadania dziecka. Na nieszczęście dla Weroniki pragnienie to mimo wszelkich prób nie może zostać spełnione. Nagle cały idealny świat w którym żyła ona i jej mąż zaczyna się rozsypywać jak zamek z piasku. Rozczarowanie, frustracja, ból, samotność - to uczucia, które od tego momentu stają się udziałem dwójki naszych bohaterów. Obsesja Weroniki na punkcie zajścia w ciąże, paradoksalnie przyczynia się do rozpadu małżeństwa. Marek czuje się jak przedmiot, potrzebny Weronice tylko do zapłodnienia, Weronika zaś czuje się nierozumiana  i pozostawiona sama sobie z problemem. Małżonkowie coraz bardziej się od siebie oddalają. Na drodze samotnej, sfrustrowanej, niespełnionej Weroniki pojawia się inny mężczyzna. Mężczyzna, który daje jej wszystko czego nie chciał dawać jej mąż: słucha jej, rozmawia z nią, pozwala się wygadać, wypłakać, wyrzucić z siebie wszystkie negatywne emocje. Sytuacja małżeństwa zaczyna się komplikować...
Czytałam tę książkę z zapartym tchem. Zaczęłam w pracy, nie mogłam się od niej oderwać, skończyłam wieczorem w domu. Wstrząsnęła mną ta powieść. Temat tak mi bliski, Weronika, z którą się utożsamiałam, Gdańsk, plaża w Brzeźnie, park oliwski, wszystko to sprawiało że wręcz pochłonęłam tę książkę. Dawno tak mocno emocjonalnie nie odbierałam żadnej książki. Nie pamiętam czy kiedykolwiek popłakałam się podczas czytania. Pewnie tak, ale to musiało być dawno. A tutaj pod koniec łzy same cisnęły się do oczu. Tak książka jest życiowa, mądra, a zarazem tak lekkim i przystępnym językiem napisana. 
Polecam z całego serca. Uważam, że to lektura obowiązkowa każdej kobiety. Opisuje emocje każdej z nas dobrze znane, emocje z którymi nie umiemy sobie często poradzić, które nas przerastają. Czytając o  tym, że nie tylko ja tak przeżywam, nie tylko ja tak mam, było mi jakoś lżej na duszy, jakoś tak jak po rozmowie z najlepszą przyjaciółką :) Wszystko jest po coś, wszystko ma sens, każde zdarzenie czegoś nas uczy w życiu. Nie może być cały czas sielankowo, życie ma całą gamę barw i tylko wówczas naprawdę żyjemy gdy dotkniemy każdej z nich.
 Kuba wziął moją dłoń i położył ją po lewej stronie pod moją piersią. Nakrył ją swoją dłonią.
- Co czujesz? – zapytał.
- A co mam czuć? – odparłam zdziwiona. – Serce mi bije.
- Widzisz? Serce. Nie jesteś pusta. Masz serce. Pulsuje tak mocno, że nawet ja je wyczuwam, mimo twojej dłoni dzielącej moją od niego. Nie jesteś pusta w środku. Może śpisz. Ale się obudzisz. W końcu się obudzisz. I na wszystko spojrzysz zupełnie inaczej.”

 A ja po przeczytaniu tej książki stałam się fanką twórczości Magdaleny Witkiewicz i jestem już w trakcie czytania jej kolejnej książki "Opowieść niewiernej". Znów jestem pod wrażeniem i znów odnajduję siebie w głównej bohaterce :)

poniedziałek, 18 listopada 2013

Kapitan Phillips - film


Ten film mnie bardzo pozytywnie zaskoczył! Moja ignorancja samą mnie przeraża. Wstyd mi, ale nie wiedząc co to za film nie chciałam iść na to do kina. Dopiero gdy R. mi powiedział o czym jest ten film, dałam się przekonać.
Pewnie każdy z Was pamięta o słynnym porwaniu kapitana amerykańskiego kontenerowca Maersk Alabana. Właśnie o tym jest ten film. Miało to miejsce w 2009 roku w pobliżu brzegów Somalii. Film jest oparty na faktach i to mnie w nim tak bardzo poruszyło. Dzieło reżysera Paula Greengrassa to ekranizacja napisanej w 2010 roku przez kapitana Richarda Phillipsa wraz z pomocą Stephana Talty książki pod tytułem "A Captain's Duty: Somali Pirates, Navy SEALs, and Dangerous Days at Sea".Historia ta przedstawiona jest z punktu widzenia głównego bohatera, dzięki czemu widzowie otrzymują relację wręcz "z pierwszej ręki". Akcja jest wciągająca już od samego początku. Nie ukrywam, że za przyczyną tego stanu rzeczy jest sam Tom Hanks. Moim zdaniem, Hanks grając kapitana Philipsa wspiął się na wyżyny kunsztu aktorskiego. Uwielbiam tego aktora, ale tutaj to był totalny majsterszczyk, przyjemnie się go oglądało. Mam nadzieję, że Tom Hanks znajdzie się w gronie nominowanych do oscara. Z wywiadu z kapitanem statku wiem, że Tom Hanks kontaktował się z nim wiele razy. Być może dzięki temu jest tak przekonujący w swojej roli.
Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, by nie odbierać Wam przyjemności z oglądania. ( Ja do końca nawet nie pamiętałam, czy ten kapitan przeżył - ignorancja!!!) W pewnym momencie filmu, gdy emocje sięgnęły już zenitu chciałam się zapytać o to swojego faceta, ale uznałam, że nie będę się kompromitować;) W wielkim skrócie film pokazuje uprowadzenie okrętu, następnie porwanie kapitana Richarda Phillipsa oraz próby jego odbicia przez U.S. Navy SEAL's. Przedstawia wszystkie wydarzenia, o których wyrywkowo mogliśmy przeczytać w gazetach lub dowiedzieć się z telewizji.
Film jednym słowem świetny. Trzyma w napięciu przez całe dwie godziny. Na koniec się popłakałam;) Tak emocjonalnego obrazu na pewno się nie spodziewałam. To jeden z lepszych filmów jakie miałam przyjemność zobaczyć w tym roku.
Polecam!


Moja ocena 9/10

poniedziałek, 11 listopada 2013

To możliwość spełniania marzeń sprawia że życie jest takie fascynujące :-)


Kolejna wyprawa, tym razem Kapadocja. Marzyłam by przelecieć się balonem nad tą niezwykłą krainą i marzenie spełniłam :) Chociaż nie powiem, troszkę mnie ono kosztowało (i to nie tylko finansowo), to warto było!
Niezapomniane wrażenia! A zdjęcia, uwierzcie mi nie oddają całego uroku tego miejsca.

Kapadocja przypomina fantastyczny krajobraz księżycowy pełen intrygujących stożków skał tufowych, w których zostały wykute kościoły skalne oraz pomieszczenia mieszkalne. Twórcą tego krajobrazu jest wulkan, który w wyniku wielokrotnie powtarzających się wybuchów rozrzucał ogromne ilości popiołu tufowego po całej okolicy. Pod wpływem pogody warstwy zostały rozłupane i powstały głębokie wąwozy. Pierwsi osadnicy przybyli w te okolice w VII wieku. Następnie przybyli mnisi, którzy wydrążyli w miękkich skałach kościoły, kaplice, zamki i pustelnie.

By podziwiać takie widoki,musieliśmy wstać przed 5tą! To było dla mnie nie lada wyzwanie, tym bardziej, że przylecieliśmy dzień wcześniej późno w nocy i dopiero o 3ciej nad ranem ulokowali nas w hotelu. Następnego dnia wyjazd z Antalyi do Kapadocji o 9:30 i cały dzień w podróży. PRzebyliśmy około 600km jednego dnia. Ale jak już wspomniałam warto było, z całego tego podekscytowania w ogóle nie czułam się zmęczona. Lot balonem to koszt około 150 EURO.