„Wszelka mądrość zaczyna się od akceptacji cierpienia"Cieszę się, że znów trafiłam na opowiadania tego autora. Lubię jego pisanie, ale często po prostu o nim zapominam. Jego książki mają na mnie magiczny wpływ. Koją, relaksują, sprawiają, że z dystansem patrzę na swoje sprawy, problemy. Takie książki powinno się od czasu czytać, właśnie po to by nabrać dystansu do życia. Eric-Emmanuel Schmitt już na dobre zagościł w moim życiu, od czasu gdy przeczytałam jego słynną książkę "Oskar i pani Róża". Każda jego książka chwyta za serca. Każda w inny sposób.
Tak było i tym razem. Pięć wspaniałych opowiadań. Każde inne, o innej tematyce a jednak coś je łączy. Miłość. Miłość we wszystkich aspektach. Nie spotkałam się jeszcze by ktoś tak pięknie, subtelnie z wyczuciem pisał o miłości homoseksualnej. Czytałam pierwsze opowiadanie z zapartym tchem, pełna przyjaznych uczuć wobec 'Dwóch panów z Brukseli'. Piękna miłość, taka prawdziwa, która przecież tak rzadko się zdarza. Ach, nawet im chyba zazdrościłam! :)
Najbardziej podobało mi się chyba opowiadanie pt. "Pies" . Wzruszyło mnie przywiązanie właściciela do swoich psów, które zawsze miał podobne do siebie i nadawał im po kolei takie samo imię. A jego historia przywiązania do tego akurat zwierzaka miała początek.. w obozie koncentracyjnym. Przepiękna historia o miłości i przywiązaniu miedzy człowiekiem i zwierzęciem.
Ale tytułowe opowiadanie "Małżeństwo we troje" najbardziej mnie zaskoczyło i poruszyło. Autor zdradza nam szczegóły z życia żony pewnego słynnego kompozytora. Na samym końcu opowiadania zdradza nam jakiego, a ja podczas czytania zaczęłam się zastanawiać czy to opowiadanie jest tylko fikcją literacką, czy też jest inspirowane faktycznymi wydarzeniami. Po przeczytaniu wygooglałam sobie i zgadza się. Dzięki E.E. Schmitt dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy z życia Konstancji Mozart! Zainspirowało mnie to do poszukania lektur na ten temat i znalazłam nawet w swojej bibliotece tę oto książkę:)
Bardzo jestem jej ciekawa i czuję lekkie podekscytowanie. Dziwne to odczucia dla mnie, bo nigdy nie interesowałam się muzyką poważną. A tutaj wystarczyło jedno opowiadanie mojego ulubionego pisarza i nagle słucham Mozarta;) Nie spodziewałam się że jego utwory mogą przypaść mi do gustu! Słuchaliście kiedyś ? One są fenomenalne! Zawsze obchodziłam z daleka wszystko co miało jakikolwiek związek z muzyką poważną, a tu się okazuje że to się może podobać, że wycisza, świetnie relaxuje, daje też kopa energetycznego. Widać tak to w życiu już jest, do wszystkiego trzeba dojrzeć :)
Jednym słowem polecam bardzo wszystkim tę książkę. Lekkie pióro, subtelne, napisane z ciepłym dystansem do świata i zwykłych ludzkich przywar opowiadania od których nie sposób się oderwać i które pozostaną na długo w pamięci. A po przeczytaniu których rodzi się w człowieku coś dobrego i pozytywnego :)
Polecam!






