Marilyn Monroe to bardzo ciekawa i skomplikowana postać. Nic w jej życiu nie było ani zdecydowanie czarne ani białe. Targały nią przeróżne emocje. Ona żyła, grała i kochała całą sobą. Tymczasem Alfonso Signorini bardzo ją spłycił. Wg niego to kobieta owładnięta chęcią bycia sławną i podziwianą za wszelką cenę. Wręcz stało się to jej misją życiową, fatum. Taka słodka kokietka, która godzinami ćwiczyła pozy przed lustrem i miny, jakby to, by dobrze wyglądać przesłaniało jej cały świat.
Alfonso Signorini - włoski dziennikarz, pisarz, prezenter radiowy - zawodowo zajmuje się komentowaniem życia ludzi show-biznesu. W ostatnich latach zainteresował się wielkimi kobietami XX wieku, czego owocem są zbeletryzowane biografie m.in. Marii Callas "Zbyt dumna, zbyt krucha" oraz Marilyn Monroe "Marilyn.Żyć i umrzeć z miłości".
Bardzo podoba mi się taka forma biografii. Książka ta to powieść na podstawie pamiętników MM i wspomnień o niej. Dla fanów Marilyn pozostawi wielki niedosyt. Dla reszty będzie bardzo ciekawa, gdyż w sposób przystępny i bardzo ciekawy przedstawia życie najsławniejszej aktorki od czasów dzieciństwa aż do śmierci. Dowiadujemy się że Norma Jeane Baker Mortenson tak brzmiało jej prawdziwe imię i nazwisko miała ciężkie dzieciństwo. Jej matka niezrównoważona emocjonalnie oddawała ją na cały tydzień do sąsiadów, za co płaciła im 8 dolarów tygodniowo. Dziewczynka była złakniona miłości, zżyta z sąsiadami musiała co tydzień wracać do domu, gdzie sfrustrowana matka pastwiła się nad nią psychicznie i fizycznie. Gladys Baker miała już wtedy pierwsze objawy choroby psychicznej zamykała dziecko na cały dzień w szafie, biła ją za nic w sumie. Ta część książki najbardziej mną wstrząsnęła.
Mała dziewczynka oddawana z rąk do rąk, wylądowała nawet w sierocincu, niekochana przez najbliższe sobie osoby matkę i babkę. Nieznająca ojca. To bardzo naznaczyło całe dalsze życie Marilyn. Marilyn w późniejszych latach szuka akceptacji i poklasku, u mężczyzn, a później potrzebna jej do życia była publiczność.
Szuka miłości tak naprawdę jednak nigdy jej nie znajduje. Kochana jest, zresztą do dziś za piękną buzię, figurę, powierzchowność. Udało jej się zdobyć serca milionów ludzi, ale nie udało jej się zaspokoić tęsknoty własnego serca...
"Wiedziałam, że należę do publiczności, do świata. Nie dlatego, że byłam szczególnie utalentowana czy piękna, ale dlatego, że nigdy nie należałam do nikogo innego."
"Tak, kochałam naprawdę, ale to nigdy mi nie wystarczało. Albo może ja innym nie wystarczałam, sama już nie wiem. Wszystko wymknęło mi się z rąk, nim jeszcze zdążyłam się zorientować. Nie wiem już, po co żyć."
Nie wybaczę Alfonso Signorini tego, że tak spłycił moją idolkę. Ta kobieta czuła, kochała, trafiała z rąk do rąk nie dlatego, że była taką płytką kokietką, ale dlatego, że całe życie poszukiwała miłości. Nigdy jej nie zaznała. Rozumiem ją i podziwiam, że mimo tak traumatyczne dzieciństwa, miała cel i dążyła do niego. Zapłaciła za niego wielką cenę, ale go osiągnęła. Pozostanie w naszej pamięci i serca na zawsze.
Książkę polecam. Mimo wszystko cieszę się, że mam ją na swojej półce.
Marilyn ze swoim drugim mężem Joe DiMaggio. Pozostał on jej wiernym przyjacielem, pomagał jej i troszczył się o nią do ostatnich jej dni.
Marilyn ze swoim trzecim mężem - słynnym dramatopisarzem, intelektualistą Arthrem Millerem. Marilyn była w nim bardzo zakochana i szczęśliwa, że udało jej się go zdobyć. Rzucił dla niej żonę i dzieci. Czy małżeństwo to było szczęśliwe?... Całkiem dwa różne światy. MArilyn potrzebowała publiczności, blichtru, Arthur wolał świat książek, stronił od towarzystwa. A jednak jakiś czas byli chyba szczęśliwi...
"Happy Brithday Mrs President.." Słynny romans z Kennedym chyba kosztował ją życie. Marilyn była owładnięta obsesyjną miłością do prezydenta, który tuż po objęciu tego urzędu musiał się pilnować i nie mógł pozwolić sobie na taki skandal. Marilny bardzo cierpiała z tego powodu. Szantażowała prezydenta, że ujawni ich romans jeśli nie spotka się z nią..
Marilyn jaką znamy i kochamy. Ponoć gdy pokazywała się publicznie zawsze miała nienaganny makijaż, fryzurę, jednym słowem zawsze dbała o wygląd i wyglądała oszałamiająco. A jak wiemy miewała częste depresje, potrafiła tygodniami nie wychodzić z łóżka, czy spóźniać się na próby..
Marilyn w swych najlepszych latach. Piękna i zachwycająca kobieta. Mimo tak krótkiego życia pozostawiła po sobie coś cennego. Wycisnęła z życia wszystko co najlepsze. Kobieta zmysłowa, przesiąknięta emocjami, poszukująca, uparcie dążąca do celu.









