Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobre_filmy2015. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobre_filmy2015. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lutego 2015

Still Alice - reż. R.Glatzer



Alzhaimer. Brzmi jak wyrok. Tym bardziej dla kobiety w sile wieku, w samym środku jej kariery, aktywnej, pełnej życia, dla której jej wiedza, osiągnięcia naukowe są jej powodem do dumy.
Alice poznajemy w momencie, gdy świętuje swoje 50te urodziny. Widzimy piękną, spełnioną kobietę, jej męża i 3 dorosłych dzieci. W sam środek tego sielskiego obrazka, szczęśliwej, spokojnej wkracza niespodziewanie straszna choroba.
Moim zdaniem Julianne Moore idealnie zagrała w tym filmie. Dzięki Moore "Still Alice" jest nie tylko filmem o chorobie i o tym jak reagują i radzą sobie z AD Alice jej najbliżsi.
Julianne w roli pięćdziesięcioletniej Alice, u której, wcześnie jak na jej wiek, zdiagnozowano chorobę Alzheimera, jest tak autentyczna i wiarygodna, że z miejsca wydaje nam się, że wiemy co czuje Alice. Z biegiem czasu choroba staje się coraz trudniejsza, coraz bardziej drastyczna i nie do wytrzymania. Przy Alice stoją jej dzieci. A zwłaszcza jej najmłodsza córka. Mamy okazje obserwować niesamowitą więź matki z córką w tak trudnym dla nich okresie. Bardzo podobała mi się Krysten Stewart w roli Lydli. Ta dziewczyna ma potencjał. Będę z niecierpliwością obserwowała jej kolejne role.

Tuż przed obejrzeniem filmu przeczytałam książkę. Jako, że znałam bohaterów z filmu, bohaterzy z książki mieli dla mnie ich twarze. Bardzo współczułam Alice od samego początku. Jej pierwsze objawy wydawały mi się takie banalne. Zapomniała jednego słowa podczas seminarium, no cóż, czy nam na co dzień nie zdarza się to ciągle? Zaczęłam się sama nad sobą zastanawiać, ile podobnych rzeczy mi się przydarza. Nie umiem sklecić zdania, czasem coś chcę powiedzieć, a długo szukam odpowiedniego słowa. Czytam codziennie co najmniej kilkanaście stron książek, więc skąd się to bierze? W życiu bym się nad tym nie zastanawiała, gdybym nie czytała akurat tej książki. Swoją drogą autorka świetnie przedstawiła postać Alice. Utożsamiamy się z nią, czujemy jak ona. Podczas czytania książki cały czas odczuwałam to co czuła Alice i szczerze jej współczułam.
Książkę czyta się świetnie. Dosłownie się ją pochłania. Jest napisana przystępnym językiem, bardzo wciągająca, wyzwala w czytelniku pokłady empatii. W dodatku posiada przepiękną okładkę!

W tym przypadku nie umiem ocenić co lepsze: książka czy film. Jedno i drugie bardzo mi się podobało. Jedynie polski tytuł flmu mi się nie podobał. "Motyl still Alice" - co to za twór w ogóle!

czwartek, 12 lutego 2015

Teoria wszystkiego - Dopóki jest życie, jest nadzieja.


"Teoria wszystkiego"/"The Theory of Everything" (2014).
Reż. James Marsh,
scen. Anthony McCarten na podstawie książki Jane Hawking.


"Teoria wszystkiego" to nie jest typowa biografia Hawkinga. Film stworzono na podstawie powieści jego pierwszej żony, zatem siłą rzeczy nie może to być tylko i wyłącznie biografia Hawkinga :-)
Dla mnie ten film to piękna opowieść o Jane i Stephenie. Dwoje młodych ludzi, którzy poznali się, pokochali, a następnie spędzili ze sobą prawie trzydzieści lat. Film ukazuje wzloty i upadki tego jakże ciekawego, a zarazem trudnego małżeństwa.
Choć wielu zarzuca, że film jest "zbyt Hollywoodzki", przelukrowany, a samemu Hawkingowi na pewno się nie spodoba, bo trąci groteską, to ja uważam ten film za jeden z lepszych. Mimo ciężkiego tematu, jest bardzo prosty w odbiorze, praktycznie dla każdego. Nie ma w nim naukowego nadęcia, niezrozumiałych zwrotów, nie można też mu zarzucić, że jest nudny. Film w przyjemny sposób pokazuje nam kim jest Stephen Hawking, jakie były jego losy, z czym musi się zmagać. W dość oględny ale za to zrozumiały dla każdego odbiorcy sposób pokazuje czym się ten sławny Hawking zajmuje.

Przesłanie filmu jest proste i Hawking mówi je w swojej ostatniej kwestii: „Dopóki jest życie, jest nadzieja”.
Historia Stephena jest zapalnikiem do zmotywowania ludzi. Pokazuje, że każdy może osiągnąć swój cel, niezależnie od tego na jakie napotyka przeszkody. Hawking nie poddał się, do końca postanowił poświęcić się nauce. Mimo choroby, a może wręcz na przekór niej. Nawet gdy usłyszał przerażającą diagnozę i gdy dowiaduje się, że zostały mu 2 lata życia pyta doktora czy choroba będzie miała wpływ na mózg. Mózg i nauka, to było dla niego najważniejsze.
Miałam o Hawkingu tylko mgliste pojęcie. Wiedziałam, że jest astrofizykiem, że zajmuje się jakimiś tam 'czarnymi dziurami';> Wiedziałam, że był niepełnosprawny i poruszał się na wózku, że specjalnie dla niego stworzono syntezator mowy.
Dla mnie ten film był wartościowy. Poznałam życie sławnego człowieka od środka. Przed obejrzeniem filmu zaczęłam szukać informacji na jego temat. Zdziwiłam się, że miał żonę. Ba, dwie żony:) Nie miałam pojęcia, że miał dzieci! Aż trójkę:)


Z filmu dowiaduję się, że miał wspaniałą i kochającą żonę - Jane. Jak naprawdę wyglądało ich życie, tego zapewne nie zobaczyłam w tym filmie. Bo jak niektórzy pisali 'ten film to przelukrowany obrazek'. Mnie jednak natchnął i zmotywował do poszukiwań. Znalazłam np. książkę Jane Hawking - "Podróż do nieskończoności" na podstawie, której powstał ten film. Mam już ją i zaczęłam czytać i muszę przyznać, że bardzo ciekawie się zapowiada.
Dowiedziałam się też, że Benedict Cumberbatch wcielił się w rolę Stephena Hawkinga w filmie z 2004: "Hawking". Znalazłam mnóstwo filmików na yt z Hawkingiem w roli głównej.
Dla mnie to niesamowity człowiek, który kocha życie i pragnie wykorzystać je w pełni. Nie zmarnować żadnej chwili. Jego poczucie humoru, hart ducha, pasja i to, że żyje pełnią życia mimo choroby zasługują na podziw.


Kilka słów na temat gry aktorskiej głównego bohatera. W rolę Hawkinga wcielił się Eddie Redmayne. Jego rola w filmie Teoria Wszystkiego to mistrzostwo aktorskie na najwyższym poziomie. Zagrał go fenomenalnie! Wyobrażam sobie jak trudna musiała być dla niego ta rola. Jeżeli za tą rolę nie dostanie Oscara to się bardzo zdziwię;>


Oto kilka ciekawych zdjęć Hawkinga jakie znalazłam w sieci:

foto: Universal Pictures



Stephen Hawking z pierwszą żoną.W 1965 ożenił się z Jane Wilde, z którą żył do 1991, kiedy to sąd orzekł separację. Jej przyczynami miały być ciśnienie sławy, różnice religijne i postępująca choroba. W 1995 roku po 30 latach małżeństwa doszło ostatecznie do rozwodu. Stephen Hawking ma z nią troje dzieci: Roberta (1967), Lucy (1969), Tima (1979) i troje wnucząt (George Edward i Rose – dzieci Roberta, William – syn Lucy)

Photo copyright © Random House Children’s Books, London Stephen wraz z córką Lucy, napisali wspólnie książkę dla dzieci: "Jerzy i tajny klucz do wszechświata"


środa, 4 lutego 2015

Big Eyes - reżyseria Tim Burton



Biograficzny film w reżyserii Toma Burtona pokazuje sekrety wielkiego oszustwa w dziejach malarstwa. Dzięki niemu poznajemy losy malarki Margaret Keane. Amerykańska artystka urodzona w 1927 roku nie miała łatwej drogi do kariery uznanej malarki. Przez wiele lat żyła w cieniu swojego męża, który podawał się za autora jej obrazów. Już od samego początku filmu zachwyciłam się jej malowaniem.
Margaret Keane malowała głównie dzieci i kobiety, a tym co wyróżniało jej twórczość i stało się jej cechą rozpoznawczą to wielkie oczy postaci, które malowała. Każda namalowana przez nią postać miała duże okrągłe oczy i niepokojące, smutne spojrzenie. Z filmu dowiedziałam się, że Margaret inspirowała się malarstwem Modiglianiego.
Nie będę zdradzała fabuły, ani losów słynnej Margaret Keane, by nie odbierać przyjemności z oglądania tego filmu.
Wg mnie film Tima Burtona to dość poprawny obraz, w którym poznajemy historię państwa Keane. Dla tych, którzy nigdy nie słyszeli o malarce postaci z wielkimi oczami może mieć wielką wartość edukacyjną. Jednak jak na tego reżysera, film trochę rozczarowuje. Czegoś mi zabrakło. Jakiegoś 'wow', czegoś co przyciągnęło by widza i sprawiło, że długo byłby pod wrażeniem.
Na szczególną uwagę w tym filmie zasługuje gra aktorska Christopha Waltz'a. Moim zdaniem postać Keana odgrywana przez Walza była mocno przerysowana. Miejscami to nawet irytowało. Np. jego zachowanie w sądzie. Nie wiem jak było naprawdę, ale wydaje mi się to bardzo nieprawdopodobne by ktoś aż tak grał na sali sądowej. Nawet ktoś bardzo przekonany o swojej słuszności, pyszny i pewny siebie, nie zrobiłby z siebie takiego idioty. Ale zaznaczam, nie mam wiedzy na ten temat. Bardzo nie pasowała mi za to Amy Adams w roli Margaret. Nawet wyglądem mało pasowała do tej słynnej malarki.
Film polecam jak najbardziej. Przenosi nas w inny świat, jest idealny by się zrelaksować i zapomnieć o swoich problemach. Uczy i zapoznaje nas z ciekawą historią. A już chociażby dla nacieszenia oczu tymi pięknymi obrazami warto go obejrzeć. Może gdybym obejrzała go w kinie, a nie na kanapie w swoim mieszkaniu bardziej by mnie ujął? Kto wie:)

Moja ocena 7/10


Tutaj artykuł o tej historii w natemat.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Carte Blanche - reżyseria Jacek Lusiński


Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, poruszająca historia nauczyciela z liceum, który – aby zachować ukochaną pracę i przygotować uczniów do matury – ukrywa przed światem, że stopniowo traci wzrok.
Kolejny film, który udowadnia, że polskie kino jest na niezłym poziomie. Ciekawa i poruszająca historia, nie przedstawiona zbyt tkliwie, ani przez chwile nie nudzi odbiorcy. Już na początku filmu przyciąga i sprawia, że wciska w fotel. Wzruszyłam się nie raz, mając świadomość, że historia ta wydarzyła się naprawdę. Chyra jak zwykle zagrał rewelacyjnie. Na filmy z jego udziałem mogę iść w ciemno. Nie przypominam sobie bym widziała go kiedykolwiek w jakimś gniocie. (Aczkolwiek muszę sprawdzić;) Gra Jakubika również zasługuje na uwagę. Lubię tego aktora. W filmach, w których gra nie jest nudno;) Jestem pod wrażeniem obrazu jak i gry aktorskiej. Świetnie napisany scenariusz. Muzyka też mnie zachwyciła. Bardzo klimatyczna. Szkoda tylko, że w necie nie mogę nigdzie znaleźć soundtracku do tego filmu. Może z czasem się uda.


Muzyka z tego filmu, którą znalazłam:



Zwiastun:



Tutaj artykuł o Macieju Białku - niewidomym nauczycielu historii z Lublina.

Moja ocena: 8/10