piątek, 29 marca 2013

Dobre Dziecko - Roma Ligocka


„Nigdy mi się nie udało być jak Ruth Buczyńska. Nigdy nie umiałam być spokojna ani wyniosła. Nigdy też nie czułam się piękna. A co ważniejsze - nigdy nie miałam poczucia, które z niej emanowało - że jest na swoim miejscu. (...) Wierzyłam, że mogę gdzieś zgubić moje czarne oczy, moje przeznaczenie, moja przeszłość... Pędziłam, zmieniałam kraje, granice, pakowałam walizki. Zaczynałam wszystko od nowa. Odjazdy, przeprowadzki, powroty. Mężczyźni, których kochałam za mało albo za bardzo... Zawsze w drodze, zawsze napotykając jakieś wiatraki, z którymi już nawet walczyć się nie dało”.
Romę Ligocką poznałam w dość trudnym okresie swojego życia, jakieś 8lat temu. Bardzo mi jej książki wówczas pomogły.Przeczytałam "Tylko ja sama"; "Znajoma z lustra"; "Czułość i obojętność". Krótkie opowiadania, dające otuchę, pocieszenie i wiarę. Polubiłam tą autorkę i chciałam się dowiedzieć o niej jak najwięcej. Jak pewnie wiecie, Roma pochodzi z rodziny żydowskiej, mieszka w Krakowie, a jej dzieciństwo zostało naznaczone piekłem wojny. Jej ojciec zginął w obozie i mała Roma została sama z matką. "Dobre Dziecko" ukazuje nam właśnie, jak to życie z jej rodzicielką wyglądało od środka.
Książka porusza trudny, ale wciąż aktualny temat dojrzewania młodego człowieka. W tym okresie wielki wpływ na dojrzewającą Romę miała druga wojna światowa, pobyt w getcie. Bardzo silnie się na niej odbiła historia miłosna jej matki. Matka Romy związała się z żonatym mężczyzną, co w tamtych czasach było napiętnowane i szkalowane przez społeczeństwo. Romę nieraz przykrości z tego powodu, od rówieśników w szkole, czy też zwykłych dorosłych ludzi. Co więcej Roma odbierała partnera matki jako zagrożenie, zamach na swoją osobę. Przecież do tej pory były tylko one we dwie. Roma poczuła się nieważna dla matki. Poza tym matka Romy, zapewne nie celowo, ale popełniała bardzo rażące błędy wychowawcze. Skutecznie niszczyła córkę wpędzając ją w depresję i anoreksję, brak pewności siebie oraz powodując "ten bezradny dziecięcy lęk… i wieczną gotowość do ucieczki". Matka Romy sama często popadała w apatię i depresję, nieraz próbowała targnąć się na własne życie. Pomyślcie jaką to musiało być traumą dla małej, dorastającej Romy! To ona musiała stać się wówczas odpowiedzialna za matkę, opiekować się nią i pilnować..
Nie tylko matka Romy nie dorastała do roli osoby dorosłej. Także i jej koleżanka,którą Roma bardzo lubiła, ale która jej często powtarzała 'musisz być dobrym dzieckiem, opiekować się mamą, jeść więcej by nie denerwować mamy". Nie mieściło mi się w głowie, że ci dorośli ludzie nie pojmowali czym jest anoreksja, że to nie fanaberie dorastającej dziewczynki, tylko ogrom cierpienia z jakim musiała się sama zmagać. Miał rację partner tej przyjaciółki matki Romy, gdy rozmawiając z dziewczynką tuż po kłótni ze swoją kobietą wykrzyknął"
"Nikt nie jest dorosły! Nigdy! Wszyscy jesteśmy tylko głupie, beznadziejnie głupie i bezradne dzieciaki!
Swoją drogą rozmawiał z Romą jak dorosłą, mówiąc jej, że wszystkie kobiety to wariatki..
Także na wakacjach u pani Heleny - Roma doznała wiele cierpienia i niesprawiedliwości. Kobieta ta miała ambicję "zrobić z Romy ludzi". Celem jej było by Roma wreszcie więcej jadła, przytyła, przestała być odludkiem przesiadującym z nosem w książce. Ośmieszała dziewczynkę przed innymi dziećmi.. Była totalnie nieodpowiedzialnym pedagogiem.
Wojna, a później środowisko w którym wychowywała się Roma wpłynęły na to iż,dziewczynka ta była pełna lęków i niepewności, późniejsze depresje, problemy z anoreksją. Sama o sobie pisze:
Umiem tylko kochać. Nie umiem być kochana. Nigdy nie umiałam – nawet jako dziecko. Prosiłam, modliłam się o czyjąś czułość, o uwagę – zawsze dostawałam jej za mało. Byłam tylko samotną dziewczynką w obcym świecie i chyba ciągle nią jestem. Dopiero jako dorosła kobieta zrozumiałam, że ta dziewczynka nie opuści mnie już nigdy.
Bardzo poruszające słowa. Tak bardzo rozumiem tą małą dziewczynkę Romę. Tak bardzo chciałoby się ją przytulić, pocieszyć, wziąć za rękę. Zawsze budziła we mnie sprzeciw niesprawiedliwość i pozostawianie dzieci samym sobie, wymaganie od nich by zachowywały się jak dorosłe. Rodzi się we mnie wewnętrzny bunt w obliczu takiej niesprawiedliwości i pastwienia się psychicznym nad dzieckiem. Jednak, to trzeba zrozumieć - wszyscy ludzie w tamtych czasach byli naznaczeni piętnem wojny. Roma ich nie obwinia, po prostu tylko opisuje swoje wspomnienia, nie mając do nikogo żalu. D

„Wszyscy jesteśmy przedziwną mieszaniną strachu, słabości, dobrych intencji i złych uczynków. Szczególnie kiedy tkwi w nas zadawniony, nieuświadomiony lęk.”

"Dobre Dziecko" to bardzo odważna, osobista książka. Jestem pod jej wielkim wrażeniem. To swoistego rodzaju spowiedź, intymne, często wstydliwe wyznania. Pewne rzeczy trzeba wypowiedzieć na głos, podzielić się nimi, by w końcu się od nich uwolnić. Ta książka to nie tylko powieść o piekle dorastania w czasach powojennych. Ukazuje ona moim zdaniem coś więcej. Jak ciężko jest żyć będąc wyobcowanym, niepewnym, pełnym lęków. A także pokazuje, że każdy w końcu znajdzie drogę do siebie, swój własny sposób na życie, szczęśliwe życie. Roma nie jest mimo wszystko kobietą nieszczęśliwą. Jest kobietą poszukującą. Siebie, sensu istnienia. Kobietą o wielkiej wrażliwości, która potrafi dostrzec piękno we wszystkim. Podchodzi do życia, do swoich traumatycznych przeżyć z dystansem, z wielką dojrzałością. Za to lubię tę kobietę. Uwielbiam jej felietony w "Pani", zawsze od nich zaczynam czytanie tego czasopisma:) Słowa Ligockiej niosą wyciszenie, otuchę i pewnego rodzaju potwierdzenie, że wszystko w życiu jest po coś, że prędzej czy później obróci się dla naszego dobra.
Książka jest napisana prostym przystępnym językiem. Dodatkowym atutem są zdjęcia Romy i jej mamy z tamtego okresu. Bardzo to wzbogaca czytanie tej powieści. Lektura ta niesie ze sobą duży ładunek emocjonalny, trzeba być na to przygotowanym. Ta książka boli, porusza, sprawia, że zaczynamy zastanawiać się nad swoim życiem. Jednak by nie było tak smutno, wyznania Romy przerywane są dziennikiem jej babki. Swoją drogą to bardzo interesujące zapiski zwyczajów panujących w czasie przedwojennym.
Chcę przeczytać wszystkie książki Romy Ligockiej, a ta książka będzie kiedyś na mojej własnej półce :)
Polecam!

wtorek, 26 marca 2013

weekend w spa i walki ciąg dalszy ;)

Dopiero dziś mam poniedziałek;)
Wczoraj byliśmy jeszcze w spa. Wróciliśmy wieczorem i już nie miałam sił na nic..
Zrobiłam sobie podsumowanie poprzedniego tygodnia i w sumie swoje założenia wypełniłam.
Byłam raz na aerobicu i to dzięki koleżance, która mnie zachęciła do wyjścia. Super wycisk tam dają. Byłyśmy w poniedziałek, a ja aż do czwartku czułam mięśnie całego ciała;>
Dzięki endomondo
mogę kontrolować, co, kiedy i jak długo ćwiczyłam. w sumie w poprzednim tygodniu ćwiczyłam 3h i 25min. Nie jest źle, ale też ten wynik mnie nie zadowala. Miałam 2 dni przerwy zaraz po aerobicu, a to głównie dlatego, że się przeziębiłam, no i chciałam dać odpocząć mięśniom, które dostały niezły wycisk.
Słodycze. Tak jak cały tydzień udało mi się je ładnie omijać, tak w weekend znów dałam sobie luz i pochłonęłam całą czekoladę (swoją drogą w biedronce mają dobrą z okienkiem z migdałami!;) nie dość, że całą czekoladę to i pół wedlowskiego ptasiego mleczka! Trzeba nad tym popracować;0
cele na ten tydzień:
- ćwiczenia - W tym tyg, mam zamiar choć podtrzymać wynik z poprzedniego; czyli aerobic raz w klubie i choć 2razy w domu - min 30min. Jillian michaels - level 3 zaczynam
- Słodycze - w ramach postu, totalnie ich unikać aż do soboty włącznie.
- ogarnąć garderobę (ten bajzel za długo już tam trwa, co mnie irytuje i frustruje i sprawia, że jak tylko ją otworzę mam niemoc)
- przyszykować parę sprawdzonych zestawów do pracy, by uniknąć wybierania byle czego, co mi wpadnie w ręce z rana)
- pić więcej wody
- popracować nad 5 posiłkami dziennie, menu, przygotować sobie składniki wcześniej..
- popracować nad nie spóźnianiem się do pracy - koniecznie! - wstawać 15minut wcześniej, stopniowo coraz wcześniej aż nauczę się wstawać punkt 6ta, tak zorganizować sobie czas, by wyrobić się do 6:45
- wysłać w końcu list i książki do przyjaciółki!


W ten weekend zafundowaliśmy sobie weekend w spa. Byłam tam wcześniej w połowie stycznia i zaplanowałam, że koniecznie wiosną chcę tam wrócić.. myślałam, że 25 marca będzie już wiosna.. ;D
Trochę się wahałam czy jechać, ze względu na przeziębienie, które się do mnie przyczepiło, ale w końcu pojechaliśmy i nie żałuję. miałam tym razem podwójną ilość zabiegów, za R. który z nich zrezygnował;0 masaże, peelingi, masaż gorącymi kamieniami, zabiegi na dłonie i twarz.. o tak, tego moje ciało bardzo potrzebowało:)
Uwielbiam być w drodze i chcę jak najczęściej gdzieś się wybierać..
Tu parę fotek z drogi.. świetną zimę mamy tej wiosny;)



a tu już zdjęcia z niedzielnego spaceru w moim ulubionym ośrodku spa:)
spacer niedzielny zaliczony;)



tak szczerze to po tym 3dniowym weekendzie jestem totalnie rozleniwiona i mi się nie chce.. no ale.. nie chcę przesiedzieć na kanapie nic nie robiąc. liczę, że dzisiejsze ćwiczenia mnie trochę naładują pozytywnie.

wtorek, 19 marca 2013

Dziewczyna z sąsiedztwa - Jack Ketchum



"Nie powiem Wam o tym.
Odmawiam.

Są rzeczy, o których wiesz, że prędzej umrzesz, niż o nich komukolwiek powiesz.
Rzeczy, o których wiesz, że lepiej byłoby umrzeć niż je zobaczyć.
Ja je widziałem."

Sięgnęłam po tę książkę zupełnie nieświadoma treści jakie zawiera. Jedyne co wiedziałam, że to historia na faktach i że powieść ta została zekranizowana. Gdy tylko książka trafiła w moje ręce od razu ściągnęłam film. Książkę przeczytałam od razu, wręcz ją pochłonęłam, choć to nie była przyjemna lektura. Filmu już nie obejrzałam.. Nie dałabym rady...

Małe, ciemne uliczki, przystrzyżone trawniki i przyjemne domy. Miła i spokojna okolica na przedmieściach. Jednak nie dla nastoletniej Meg i jej kalekiej siostry Susan. Dziewczynki po tragicznej śmierci rodziców trafiają pod opiekę ciotki Ruth. To co przytrafia im się w tym domu, to czysty koszmar. Ruth to samotna kobieta, wychowująca trzech synów. Jest mało przyjemna i nielubiana przez sąsiadów. Rzadko u niej ktokolwiek gości. Jedynie koledzy jej synów. Jednym z nich jest Dave. Chłopiec, z dobrej rodziny, który staje się niemym, bezsilnym świadkiem koszmaru, jaki spotyka dziewczynki. A szczególnie starszą z nich Meg.
Dave poznaje Meg nad rzeką. Dziewczyna urzeka go swoją dojrzałością, urodą, sposobem bycia. To piękna, dojrzała dziewczynka, która dużo już przeszła. Uczestniczyła w wypadku swoich rodziców, na ciele ma blizny, które nigdy nie pozwolą jej o tym fakcie zapomnieć, jej młodsza siostra do końca życia będzie kaleką. Siostry zostają sierotami, są zdane tylko na siebie. Mimo tych wszystkich nieszczęść, los szykuje im jeszcze gorsze doświadczenia.


"Dziewczyna z sąsiedztwa" to książka okrutna. Przedstawia ona całkowicie bezsensowną, nieumotywowaną przemocy. To książka o szaleństwie i złości, która tłumiona latami wychodzi na powierzchnie i celuje w całkowicie niewinne osoby. Książka ta, mówi też o bezsilności i zgrozie, która jednak niczego nie wnosi, nie popycha do zaniechania potworności.
Były momenty, że chciałam ją odłożyć i nigdy więcej do niej nie wracać. Nie mogłam uwierzyć, że w ludziach tkwi taka potworność, taka zwierzęca okrutność. Jakie są granice do których może posunąć się człowiek w swoim okrucieństwie? Ta książka pokazuje, że dla niektórych ludzi takich granic nie ma.
To książka na wskroś przejmująca. Tym bardziej, że ma się świadomość, że te wszystkie makabryczne rzeczy, zdarzyły się naprawdę. Przytrafiły się niewinnej, wrażliwej dziewczynce, której wcześniej i tak los już nie oszczędził. Za co? Dlaczego? Dlaczego na ludzie jest tyle zła? Dlaczego ludzie są tacy potworni, okrutni? Skąd to się bierze ta cała makabra w nich?
Tak bardzo żal mi było małej Meg i jej kalekiej siostry Susan, która musiała być świadkiem okrucieństw i bezeceństw popełnianych w stosunku do jej siostry. To było takie prymitywne, podłe, okrutne!
Czułam się jak Dave, który był tylko świadkiem.. Nie mogłam zrozumieć jego bierności.. Fakt, że to tylko dziecko, ale miał wpojony już jakiś system wartości, odróżniał dobro od zła. Dlaczego nie powiadomił rodziców? Dlaczego nic, nie zrobił kiedy jeszcze można było. Pierwsza próba jego pomocy przyszła zdecydowanie za późno, gdy wszystko zaszło już zdecydowanie za daleko...

To mocna, przerażająca lektura, która wręcz fizycznie boli, trzyma w napięciu i niemożliwie smuci.
Nie można przejść obojętnie obok tej książki. To nie jest powieść dla ludzi o słabych nerwach. Ja przeczytałam ją szybko! Byle tylko mieć ją za sobą.. Nigdy do niej nie wrócę, ale ciągle będę mieć w pamięci małą Meg, która poniosła aż tak wielką ofiarę.. Ofiarę czyjegoś szaleństwa, głupoty i okrucieństwa...

„Ból może działać od zewnątrz. Mam na myśli to, że czasem to, co widzisz, jest bólem. Bólem w najokrutniejszej, najczystszej formie. Bez lekarstw, snu czy nawet szoku lub śpiączki, które mogłyby cię otumanić.”

poniedziałek, 18 marca 2013

wiosenny plan naprawczy:)

Od pewnego już czas wcielam w plan mój wiosenny plan naprawczy. Ogólne jego założenia to uporządkować przestrzeń dookoła siebie i zadbać o ciało. Czyli posprzątać na zewnątrz i wewnątrz :> Przeglądając różne blogi motywacyjne, natrafiłam na pomysł poukładania książek kolorami. To happyholic swoim postem o porządkach zainspirowała mnie do takiego ułożenia książek :) Akurat słuchałam listy przebojów trójki i gdy tylko przeczytałam jej post od razu zabrałam się za moje półki z książkami. Dzięki temu wreszcie pozbyłam się z nich kurzu;) Efekt końcowy jest taki:

Mi się podoba, zrobiło się tak optymistycznie:)

Na innym blogu znalazłam świetny pomysł na codzienną motywację. A mianowicie słoik wyzwań. Zrobiłam sobie takie dwa.
Jeden z zestawami ćwiczeń do zrobienia. Ćwiczenia o różnym stopniu trudności, ale założenie jest takie, że ćwiczę codziennie minimum 20 min. Ćwiczenia znajduję głównie na you tube. Chodakowska, Mel B., fitappy, Jillian Michaels - poukładałam je w zakładkach w lapku, zakładkę nazwałam Fitness i tym sposobem pozbyłam się problemu z wyszukiwaniem ćwiczeń. Na co traciłam kilka minut czasem;>
Drugi plastikowy słoiczek wisi u mnie sobie w kuchni na ścianie. Tam mam zadania dotyczące porządkowania przestrzeni wkoło mnie;) Tak więc co dzień po powrocie z pracy losuję zadanie do zrobienia w domu:) I jak na razie sprawdza się to u mnie:) Zobaczymy jak będzie dalej. Cel jest taki, że chcę mieć ładnie wszystko poukładane, wiedzieć gdzie co jest, każda rzecz musi mieć swoje miejsce, nie chcę tracić czasu /i nerwów/ na szukanie. Niedługo napiszę jaka książka zainspirowała mnie do takich porządków:) I bardzo, ale bardzo się zgadzam z tym hasłem:

Powiem, że czytanie takich blogów bardzo inspiruje i motywuje. Czytam je systematycznie i czytając jak inni sobie radzą, co robią ze sobą, swoim życiem, aż samemu chce się zacząć i próbować swoich sił na różnych polach.
I tak m.in. dzięki Scarletki znalazłam idealny zestaw ćwiczeń do stosowania przy biurku. I tak dzięki niej codziennie ćwiczę 10 min przy biurku w pracy;>



Ogólnie w moich założeniach planu naprawczego jest:
- pozbywanie się niepotrzebnych rzeczy, codziennie choć jednej. utrzymywanie ładu i porządku wkoło siebie:>
- więcej ruchu (plan na ten tydzień: codziennie trochę ćwiczeń: minumum 20min dziennie i minmum raz wyjście do fitness klubu)
- zdrowsza dieta: posiłki 5razy dziennie w równych odstępach czasu, powoli rezygnować ze słodyczy. Chciałabym by ten tydzień był tygodniem bez słodyczy, tym bardziej, że w weekend bardzo sobie pofolgowałam na tym polu. Czy mi się to uda? Będę się starać;)
- spacery: Jak na razie wychodzą mi one w niedziele i raz w tygodniu po pracy. Mam nadzieję to utrzymać, a nuż uda mi się 2 razy w tygodniu wyjść na spacer a w niedziele to juz obowiązkowo? Aura ku temu robi się coraz bardziej sprzyjająca.
Mój niedzielny spacer tym razem wypadł w Gdańsku, znów z dzieciakami sis. 3km w 40min:>
Było tak: Słonecznie i mroźno:-)




środa, 13 marca 2013

Łóżko - J.L. Wiśniewski



„Zakochanie jest mimo wszystko tylko rozjątrzeniem siebie, trudna do opanowania, natarczywie natrętną obsesją zajmującą cały czas i całą przestrzeń”

„Miłość, jeśli w ogóle, pojawia się później”


Te dwa cytaty to jedyny pozytyw jaki udało mi się wyłuskać z tej książki;)
Bardzo zawiodłam się na panu Wiśniewskim. Zresztą, zawiodłam to zbyt duże słowo. Od dawna już nie czytuję jego książek. Jakieś 10 lat temu miałam fazę na twórczość tego pana i obawiam się, że już z niego wyrosłam.
"Łóżko" to zbiór kilku opowiadań o tematyce miłosnej, związków damsko - męskich i emocji z tym związanych.
Czytając te opowiadania miałam wrażenie, że to już było. Miałam swoiste deja vu,aż w końcu wpadłam na to, że ja to już czytałam. Zaczytywałam się w Wiśniewskim kilka dobrych lat temu, wtedy jego proza mnie zachwycała, wręcz wbijała w fotel. A później coś się zmieniło. Dojrzałam? Autor stał się zbyt przewidywalny, a przez to banalny i nudny? Nie wiem.. Samotność w sieci, Los powtórzony, MArtyna, Zespoły napięć - to powieści, które mnie kiedyś oczarowały.. Z czasem jednak, straciłam zainteresowanie Wiśniewskim, po kilku krótkich powiastkach 'pisanych dla pieniędzy'.
"Łóżko" też niestety do takiej prozy należy. Krótkie opowiadania ani nie wzruszają, ani nie powalają, nic nie wnoszą, ot jakbym przeglądała jakieś czasopismo i dla zabicia czasu przeczytała tam jakieś opowiadanko pisane na kolanie.
Wróciłam do prozy Wiśniewskiego po latach, z czystej ciekawości. Czy mnie jeszcze rusza styl pisania J.L.Wiśniwskiego? Czy przeżyję takie rozdarcie emocjonalnie, jak niegdyś czytając "Samotność w sieci"? Niestety nie..
To już nie ta proza co kiedyś. Ten zachwyt, zauroczenie, gdy czuło się słowa tuż pod skórą długo po przeczytaniu książki. Na bieżąco zapisywałam cytaty z "Losu powtórzonego" czy "Samotności w sieci". Tu nie miałam czego zapisywać. Wszystko już znane, oklepane zwroty, zbyt emocjonalne, płaskie wręcz. Kobiety nie są aż tak naiwne i aż tak rozdarte emocjonalnie;> Potrafią obiektywnie spojrzeć na świat, a nie jak panu Wiśniewskiemu się wydaje, oddawać całą siebie w imię miłości, gdzie ta miłość przesłania im realne widzenie świata. Mężczyźni u Wiśniewskiego, też są ciągle tacy sami.. Tajemniczy, do bólu inteligentni, w dodatku emocjonalni i wrażliwi.. To już dla mnie staje się nudne, banalne, schematyczne.. Szukam w literaturze czegoś prawdziwego, co będę czuć pod skórą /To notabene też ulubiony tekst pana Wiśniewskiego, który znajdziecie tu w co najmniej w 2 opowiadaniach;)
Cóż mogę powiedzieć, jeśli ktoś lubi taką literaturę, na wskroś emocjonalną, o bujaniu w obłokach to pewnie znajdzie tu coś dla siebie. Ja nie znalazłam i na długo będę stronić od książek tego pana.

wtorek, 5 marca 2013

Z dedykacją.. dla siebie i wszystkich, którzy tego potrzebują :-)


Mam kryzys;>
Ciągle nie mogę się ogarnąć. Nadmiar obowiązków w pracy mnie dobija. Po pracy zaś wracam tak wykończona /sponiewierana/, że nie mam sił. I najczęściej zasypiam nie zrobiwszy niczego z rzeczy, które sobie zaplanowałam. Tu nawet metoda małych kroczków nie pomaga, bo zjem obiad, załączę serial i odpadam. Nie poćwiczyłam wczoraj, nie ogarnęłam jednej półki w szafie, nie spisałam listy to do na marzec, nie przeczytałam ani jednej strony fajnej książki, którą teraz czytam. Spałam smacznie od 18 do 20:30;> Koteczek spał ze mną. Widać taki czas... Tak, wiem, że przesilenie wiosenne, że większość tak ma, ale nie pociesza mnie to.. Ja chcę żyć, a nie przesypiać życie;)
Za to weekend był piękny i całkowicie po mojejmu. Przeczytałam 2 książki, wyspałam się! :) upiekłam murzynka i trochę ogarnęłam mieszkanko /tak, że wygląda teraz jak mieszkanie człowieka;>.
Podstawa do dalszych porządków, bo w planie mam generalne wiosenne porządki do końca marca.
No i zafundowałam sobie piękny spacer! Pogoda była cudna, więc grzechem byłoby nie skorzystać.
Oto fotki! Tam czułam się wolna! Szczęśliwa wręcz! 4km po górach dolinach w 1,5h z przerwami na kontemplowanie widoków. Pięknie było! Chcę więcej takich spacerów:)
BO ŻYCIE PRZECIEŻ PO TO JEST ŻEBY POŻYĆ! :-)

sobota, 2 marca 2013

Niech ktoś zatrzyma wreszcie czas..


ja wysiadam... ;)
Długo mnie znów nie było.. Miałam urlop, później trochę zaległości w pracy, a do tego mała choroba, która zabierała mi resztki sił. Luty okazał się ciężkim miesiącem, ale na szczęście już minął;)
Nie powiem, był fajny, ale też było dużo pracy, dość intensywnych ćwiczeń, a przy tym mało sił. Pewnie to wina zimy. Chciałabym więcej, przeskoczyć siebie, a organizm mi na to nie pozwala. No ale.. metoda małych kroczków i nic na siłę.
Jakoś ciągle mam pretensje do siebie, że jestem niezorganizowana i nie daję rady wypełnić swojego plany w 100%. Jednak pracując do godziny 16tej czasu pozostaje niewiele na swoje sprawy.
Staram się codziennie ćwiczyć minimum! z pół godzinki. Ćwiczę z Chodakowską już od końcówki zeszłego roku, a od niedawna z Jillian Michaels. Po 11 dniach z Jillian chyba wrócę do Chodakowskiej. Jillian daje wycisk, a moje stawy tego nie wytrzymują.
Poza tym zaprzyjaźniłam się z bohaterami serialu Downton Abbey i już nie wyobrażam sobie bez nich dnia;)

Gotowanie obiadu po pracy, sprzątanie, ogarnianie, ćwiczenia, serial, kąpiel.. i już mało czasu zostaje na czytanie. Tak bym chciała umieć czytać szybciej. Tyle książek, które chciałabym przeczytać, a mam wrażenie, że czytanie idzie mi tak wolno..
W dodatku w lutym miałam ponad tydzień wyrwany od czytania. Na ferie przyjechała do mnie 7letnia siostrzenicą i z nią to była jazda bez trzymanki. Basen, spacery, kino.. dzień w dzień coś robiłyśmy i wieczorem to padałam już o 21szej jak nie ja. W dodatku przed nią, ona by jeszcze była w stanie coś porobić;>
Ale fajnie było, przynajmniej się trochę rozruszałam. Basen to super sprawa, szkoda, że nie mam z kim chodzić.







Ja też zaliczyłam kilka zjazdów ;)



Generalnie nacieszyłyśmy się ładną zimą. Pięknie było i pogoda dopisała.





i tak pisząc tą notkę nagle z 21szej zrobiła się 23cia;> Czy tylko ja żyję w jakiejś przyspieszonej strefie czasowej?:D
Nie wiem co się dzieje z szablonem blogspota, ale do tej pory nie miałam problemów z umieszczaniem tekstu między zdjęciami. Teraz porobiło się coś takiego dziwnego. Mam nadzieję, że przymknięcie na to oko:>
Pozdrawiam wszystkich i do napisania niedługo. Chcę mieć czas i na bloga też. Mam nadzieję, że w marcu będzie już lżej i wszystko co sobie zaplanowałam wypełnię :>