czwartek, 3 stycznia 2013

The Words - film


gatunek: dramat
produkcja: USA
premiera: 27 stycznia 2012
reżyseria: Brian Klugman; Lee Sternth
w rolach głównych: Bradley Scott, Jeremy Irons, Oliwia Wild

"(...) Wszyscy dokonujemy wyborów, ale najtrudniej jest z nimi żyć. Nikt nie może nam w tym pomóc."

Pierwszy film w tym roku, który mnie ujął. Przepięknie ukazana historia młodego mężczyzny, który ma marzenie. Chce być pisarzem. Pracuje nad tym całym sobą, oddaje się pisaniu książki bezgranicznie. Jednakże wciąż spotyka się z odmową wydawców, wciąż odnosi porażki. Wspiera go kochająca żona, która pewnego dnia znajduje w jego szufladzie brudnopis książki napisanej na maszynie. I choć do tej pory nie czytała nic co napisał mąż bez pozwolenia, tym razem po krótkim rzuceniu okiem książka ją pochłania. Czyta całą od deski do deski. Lektura wzrusza ją do łez. Przyznaje się mężowi, że ją przeczytała i namawia go by udał się z nią do wydawców....




I tak się zaczyna ta historia.. Piękna, wielopłaszczyznowa, wzruszająca do łez... Spełnia się wielkie marzenie młodego człowieka, zostaje znanym pisarzem. Jego książka staje się bestsellerem! Jego życie nabiera barw, wreszcie odnosi sukcesy, jest znany, podziwiany, daje mnóstwo wywiadów, ludzie rozpoznają go na ulicy. Jest szczęśliwy.
Do czasu.. Aż pewnego dnia przypadkiem spotyka na ulicy staruszka, który prosi go o autograf i opowiada swoją historię... Historie przejmującą, nader smutną, wzruszającą, ukazującą jak pokrętny bywa ludzi los, jak może nagle zabrać wszystko.. historię, którą nasz główny bohater opisał w swojej książce... Czy oby na pewno to on ją wymyślił?




Jaką podejmie decyzje? Czy zdecyduje się na życie w kłamstwie? Czy spotkanie staruszka złamie jego życie, tak jak historia opisana w książce złamała życie głównego bohatera tejże?
Wszystkiego dowiecie się z filmu. Film o trudnych wyborach, o odpowiedzialności, o tym by nie przywłaszczać sobie nic cudzego, zwłaszcza by nie podpisywać się pod pracą innego człowieka... Bardzo go polecam!
Jestem pod wrażeniem gry aktorskiej Bradleya Scotta, idealnie on pasuje do wizerunku młodego poszukującego pisarza. Bardzo też mi się spodobał Jeremy Irons w roli staruszka, który stracił wszystko dawno, dawno temu. Zastanawiałam się skąd ja znam tego aktora... Weszłam na filmweb i już wiem - Z serialu rodzina Borgiów! :)
Świetnie odnalazł się tu w zgoła zupełnie odmiennej roli.
Jednym słowem film warto obejrzeć.

12 komentarzy:

  1. Jeremy Irons to jeden z moich ulubionych aktorów, na pewno obejrzę ten film :)

    OdpowiedzUsuń
  2. obejrzę, przede wszystkim ze względu na aktorów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak czytałam tę recenzję, czytałam, i przypomniało mi się, że miałam obejrzeć ten film, bo widziałam chyba zapowiedź i bardzo mnie zaintrygowała. Na pewno znajdę kilka chwil na seans, bo widzę, że warto.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja nie przepadam za tego typu filmami :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeremy Irons MRU:) Filmem zainspirowałaś i dziś będzie w oglądaniu. Miałam wczoraj obejrzeć, ale zasnęłam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jaka piękna fabuła! Filmów o pisaniu nigdy zadość, a ten wydaje się bardzo... miły. Akurat ten przymiotnik niezbyt pasuje do określania filmu, ale niech jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak ten film jest miły. Przyjemny też pasuje do niego:)

      Usuń
  7. Skoro polecasz, to muszę go zobaczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Brzmi bardzo interesująco :) dziękuję!


    Dziękuję też za receptę na niesmak :)

    OdpowiedzUsuń