Wydawnictwo Czarne
Data premiery:
2015-11-12
Seria:
Reportaż
Ilość stron:
336
„Kobiety żołnierki. W regularnej armii było ich milion. Młodziutkie, ledwie skończyły studia, zaczynały pierwszą pracę. Rwały się na wojnę, by ratować ojczyznę, albo pomścić kogoś bliskiego. Nie miały o niej pojęcia. Szły na front w lekkich pantoflach i spódnicach…”
Ciekawostka wydawnicza:
"Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" ukazała się w łącznym nakładzie prawie dwóch milionów egzemplarzy. Swietłana Aleksijewicz ukończyła swoją książkę w 1983 roku, jednak na jej publikację czekała jeszcze dwa lata. Pod adresem autorki kierowano oskarżenia o "pacyfizm, naturalizm oraz podważanie heroicznego obrazu kobiety radzieckiej".
Aleksjiewicz wyznaje, że jednym z jej celów było „napisać taką książkę o wojnie, żeby niedobrze się robiło na myśl o niej, żeby sama ta myśl była wstrętna. Szalona. Żeby nawet generałom zrobiło się niedobrze” (s. 16).
Wspaniała, mocna książka wybitnej białoruskiej dziennikarki Swietłany Aleksijewicz to bardzo dobrze napisany reportaż składający się z kilkudziesięciu wywiadów z kobietami, które przeżyły II wojnę światową.
Osoby wypowiadające się na łamach książki to postacie autentyczne, które kiedyś walczyły jako snajperki, pilotki, sanitariuszki, łączniczki, strzelały jak mężczyźni, a nawet prowadziły czołgi. Wszystkie bohaterki opowiadają o swoich przeżyciach z okresu II wojny światowej, a zwłaszcza ataku Niemiec na Rosję w 1941 roku.
Opowiadają w jaki sposób trafiły do armii, jakich bohaterskich czynów dokonały, jak to odbyło się na ich psychice i przede wszystkim zdrowiu, jak były traktowane przez żołnierzy, jak radziły sobie w trudnych warunkach bojowych. Niesamowite było dla mnie ich poświęcenie, to że tak bardzo chciały walczyć w obronie ojczyzny. Zostawiały rodzinę, niejednokrotnie małe dzieci, rodziców i pchały się do wojska. Często były to młode dziewczyny, które powinny się uczyć, których rodzice nie wyrażali zgody na to by ich córki walczyły. Świetłana Aleksijowicz by napisać tę książkę, również dużo poświęciła. Jeździła po całym kraju, zbierała wszystkie informacje na temat kobiet walczących w drugiej wojnie światowej. Spotykała się w domach tych kobiet, przeprowadzała z nimi długie rozmowy, poznawała je, pytała jakie piętno odbiło na nich udział w wojnie, jaki wpływ miało to na ich dalsze losy. Wiele z tych kobiet żyło samotnie, w zapomnieniu, niektóre zostały kalekami do końca życia, tylko nielicznym udało się założyć rodzinę, mieć dzieci. Każde wspomnienie - bardzo poruszające, skłaniające do refleksji. Czy teraz, czy w naszym kraju kobiety byłby zdolne do takiego poświęcenia, do takiego oddania się za ojczyznę? Było to dla mnie wprost niepojęte skąd te młode często dziewczyny biorą w sobie odwagę by brać udział w takiej strasznej wojnie. Nikt ich nie werbował, nie było obowiązku, one często wbrew wszystkim "pchały się" do wojska. Często podstępem, często prośbą, upartością i błaganiem. Skąd było w nich tyle siły, skąd ten heroizm i pragnienie walki?
Jeszcze co mnie urzekło to jak na koniec wojny wszyscy potrafili się jednoczyć, cieszyć, radować, że się udało, że to koniec wojny, że wygraliśmy!
Nie było nic, ani pod nami, ani nad nami… nikt nie miał jeszcze tych dywanów, kryształów… Nic… Ale byliśmy szczęśliwi. Szczęśliwi, bo przeżyliśmy. Mówimy, śmiejemy się. Chodzimy po ulicach… Cały czas się zachwycałam, chociaż zachwycać się wcale nie było czym – dookoła rozwalone mury, nawet drzewa były okaleczone. Ale miłość nas zagrzewała. Jakoś człowiek człowiekowi był potrzebny, wszyscy bardzo potrzebowali się nawzajem.
Niesamowita, przejmująca książka. Świetłana Aleksijowicz zasłużenie dostała nobla w tym roku. Jestem pod wrażeniem. Polecam, polecam jeszcze raz bardzo polecam. Każdy powinien to przeczytać.

Na takę, wzbudzającą wiele emocji książkę, muszę mieć odpowiedni nastrój.
OdpowiedzUsuń