
Obejrzany ostatnio film "Becoming Jane" narobił mi apetytu na książki Jane Austin i na pozostałe filmy na podstawie jej powieści. W kolejce już czekają:
- Duma i uprzedzenie,
- Rozważna i Romantyczna,
- Emma,
- Perswazje.
Byłam zaskoczona, że Jane wyrzekła się swojej największej miłości, potrafiąc podjąć taką decyzję dla dobra swojego ukochanego i samej siebie. Ja pewnie poszłabym w to - jak w dym;) Nie umiem patrzeć tak dalekosieznie, wychodze z zalozenia ze jakos to bedzie. Jak ma mi byc dobrze to ide w to, nie baczac na konsekwencje. Sama opcja: "ucieknij ze mną".. nie wahałabym się ani chwili..
Te spojrzenie Tom'a Lefroya... z nim uciekłabym na koniec świata bez wahania;) zwłaszcza, ze ja wiecznie chcę "uciec stąd"...
Uwielbiam takie klimaty.. Ten film skłonił mnie do refleksji.. Brakuje mi tego.. porywu serca, jakiejś alchemii życia. Kiedyś coś koło tego przeżywałam. Miałam swoje porywy serca. Chciałabym się jeszcze kiedyś tak zakochać... Czy jest to jeszcze możliwe?

