środa, 24 sierpnia 2011

Jodie Picoult - Dziewiętnaście minut


Jodie Picoult - moje absolutne odkrycie tego lata. Nie wiem dlaczego do tej pory nie sięgałam po znanych i na swój sposób topowych autorów, takich, którymi wszyscy wkoło się zachwycali. Słyszałam z każdej strony wiele pochwał na temat tej pisarki i jakoś paradoksalnie mnie to odrzucało. Wszyscy ją czytają, ja nie chcę być taka jak wszyscy;)
Ciekawość jednak zwyciężyła. Chciałam się przekonać na własne oczy (dosłownie;) czy jest ona aż tak warta tych pochwał. Otóż moim zdaniem jest. Książka fenomenalna, wgniotła mnie w fotel, poruszyła, wydobyła szereg przeróżnych emocji od gniewu, współczucia, żalu, pobudziła do myślenia i zastanowienia się. Moim zdaniem ta książka powinna być lekturą obowiązkową każdego rodzica i nauczyciela.

„Każdy przeżywa choć raz taką chwilę, w której świat niebywale zwalnia obroty: wyczuwa się wówczas wyraźne drgnięcie najdrobniejszego mięśnia w ciele, przepłynięcie przez umysł najbardziej przelotnej myśli. I nabiera się pewności, że bez względu na to, co się jeszcze wydarzy w życiu, wszystkie sekundy tej jednej minuty utkwią w pamięci już na zawsze.”


W dziewiętnaście minut można skosić frontowy trawnik, ufarbować włosy, obejrzeć tercję meczu hokejowego. Dziewiętnaście minut wystarczy, żeby zaplombować ząb, upiec ciastka, poskładać pranie pięcioosobowej rodziny. W dziewiętnaście minut Tytani z Tennessee wyprzedali bilety na swoje mecze fazy play-off. Dziewiętnaście minut trwa odcinek przeciętnego sitcomu – minus reklamy – i tylko tyle zajmuje przejazd od granicy stanu Vermont do miasteczka Sterling w stanie New Hampshire. W ciągu dziewiętnastu minut można się doczekać dostawy zamówionej pizzy. Przeczytać dziecku bajkę lub wymienić olej w aucie. Przejść dwa kilometry. Obrębić dół spódnicy. W dziewiętnaście minut można wstrzymać świat lub ewakuować się z niego na zawsze. Dziewiętnaście minut - tyle wystarczy, żeby dopełnić zemsty".


Wybrałam taką akurat okładkę, gdyż moim zdaniem najlepiej oddaje charakter książki. Peter główny bohater i cały sprawca zamieszania to bardzo wrażliwy i żyjący poza szkolną 'elitą' nastolatek. Całe życie był szykanowany i wyśmiewany nie tylko przez rówieśników, ale także przez swojego brata. Pewnego dnia - zdesperowany i wykończony całą sytuacją, zdruzgotany i samotny - działając jakby w amoku posuwa się do czynu, który na zawsze zmienia życie młodych ludzi, a również dorosłych, którzy znajdują się w środku tej tragedii.

Polubiłam Petera - to bardzo wrażliwy, inteligenty chłopiec. Życie jednak go nie oszczędzało. Mimo kochających rodziców, /nad/opiekuńczej matki i oddanej /do czasu/ przyjaciółki Josie, jego życie skutecznie obrzydzili mu jego rówieśnicy. Szykana jakim był poddawany, te niby 'niewinne żarciki' z których śmiała się cała szkoła były okrutne. Przerażał mnie to, że nastolatki potrafią być aż tak bezmyślne, tak nieczułe na czyjąś krzywdę, całkowicie pozbawione empatii, gotowe zrobić wszystko by się przypodobać rówieśnikom, nawet za cenę pognębienia kolegi, a może właśnie taka cena była im potrzebna - upokorzony, wyśmiany inny nastolatek. Gorszy od nich - czyli oni byli wg ich rozumowania lepsi, po tej lepszej stronie. Oburzało mnie stanowisko dorosłych, którzy wszak jako nauczyciele powinni stać na straży porządku i bezpieczeństwa, tymczasem ich osądy często były powierzchowne i niesprawiedliwe. Bójka? - nieważne kto zaczął, wszyscy uczestnicy wezwani do dyrektora, nawet niewinny chłopiec, który w życiu nie chciał się wyróżniać, wiec i nie wszczął by takiej bójki. Paradoksalnie to Peter najbardziej był karany, bowiem nie był 'mięśniakiem', nie należał do żadnej szkolnej drużyny sportowej, zatem nie trzeba było przymykać na jego niby wybryki oka, by mógł dalej grać. Rażąca niesprawiedliwość, okrucieństwo i brak empatii.. jakże wiele jest takich 'ofiar'? Nastolatków, którym nikt nie jest w stanie pomóc? Jak sobie radzą? Przetrzymać, przeczekać? Czasem beztroskie młodzieńcze lata wcale nie są takie beztroskie jak się wydaje dorosłym. Wiele zależy od dorosłych, opiekunów takich dzieci, ale oni mają przecież swoje sprawy...
Doskonałe studium ludzkich emocji. Rozpacz matki.. miłość macierzyńska... mimo wszystko.. Lacy kochała swojego syna, mimo tej strasznej zbrodni, której się dopuścił. Obwiniała za to siebie, bo przecież dzieci są takie jak je ukształtowali rodzice, jeden gest za mało lub za dużo, jakie słowo lub jego brak pchnęło go do tego czynu?

„Czuła w środku przerażającą pustkę. Wszystko, co miała, przelała na syna. Ale największe cierpienie miało źródło gdzie indziej: bez względu na to, jakie nadzieje wiążemy z naszymi dziećmi, jakich sukcesów byśmy im życzyli, jak bardzo udawali przed sobą, że są doskonałe, wcześniej czy później staną się dla nas źródłem zawodu. Bo w gruncie rzeczy dzieci są o wiele bardziej do nas podobne, niż nam się wydaje- równie poprzetrącane i zagubione.”

Wstrząsnęła mną ta książka.. Zakończenie - zupełnie się nie spodziewałam takiego obrotu spraw. Piękna powieść - choć ponad 600stron, czyta się szybko, książka wręcz wsysa. Polecam!

2 komentarze:

  1. napisałaś świetną recenzję, książka aż kipi od emocji! a właśnie o to chodzi w literaturze, a z takich bezmyślnych nastolatków wyrastają podli, źli ludzie, których jedyną rozrywką w życiu jest znęcanie się nad innymi psychiczne, fizyczne... Książka jak najbardziej powinna trafić do jakiegoś kanonu lektur obowiązkowych, to od nas rodziców zależy kim będą nasze dzieci, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Również podoba mi się Twoja recenzja. Zamierzam przeczytać tą książkę.

    OdpowiedzUsuń