
"Czasami można się starać z całych sił, a wystarczy, że zabraknie jednej malutkiej cegiełki, jedna drobna rzecz pójdzie nie tak i lądujemy znowu na polu z napisem start. Coraz dalej za wami. Aż wreszcie nie mamy już sił was gonić. Nie mamy sił nawet gonić naszych marzeń. I zostajemy tam, skąd wyszliśmy, pokonani, chociaż przecież się staraliśmy, tak samo jak wy".
Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki. To już moje drugie spotkanie z książką Antoniny Kozłowskiej i muszę przyznać, że kobieta świetnie pisze. Po pierwszą książkę "Czerwony rower" sięgnęłam ze sceptycyzmem. Ale byłam pozytywnie zaskoczona. Czytało się lekko, szybko, a do tego książka nie była ot tak lekką lekturą. Ona ma takie pióro, że przeżywa się wszystko bardzo, czasem miałam wrażenie jakbym tam była, sama przeżywała to co bohaterki, czytając ma się przed oczami obrazy.
"Kukułka" to poruszająca powieść o dwóch kobietach po 30tce. Jedna z nich Marta ma wszystko: kochającego męża, piękny dom, dobrą pracę, samochód. Nie ma tylko najważniejszego, czegoś czego bardzo pragnie, o czym marzy, co w końcu staje się jej obsesją. Dziecka. Marta widzi dzieci wszędzie, na ulicy, na nowym osiedlu, koleżanki z pracy, znajomi męża, jej przyjaciółki - wszyscy mają dzieci. Wydaje jej się, że świat wypełniony jest szczęśliwymi matkami. Z zazdrością przygląda się kobietom, które wychodzą na spacery ze swoimi pociechami.. [Skąd ja to znam..]
„Kiedy zapragniesz różowego słonia, różowe słonie nagle pojawią się wszędzie dookoła – będą wabić cię z każdej wystawy sklepowej i okładki gazety, będą wysuwać trąby ze wszystkich kątów twojego pola widzenia. Kiedy zapragniesz takiego słonia z całego serca i z jakiegoś powodu okaże się, że nie możesz go dostać, zaczniesz mijać na ulicy setki osób prowadzących takie zwierzaki na smyczy, przytulających je, noszących na rękach, choć przez całe lata mogłaś nawet nie zdawać sobie sprawy z istnienia różowych słoni.”
Coś co łatwo przychodzi innym, dla Marty jest niedostępne. Razem z mężem Filipem starają się o dziecko, jednak nie udaje im się. Marta poroniła aż 5 razy -przeżywając istny emocjonalny rollercoaster od ogromnej nadziei, entuzjazmu, radości aż po rozpacz po stracie kolejnego nienarodzonego dziecka.
Jest też druga kobieta - Iwona. Samotna matka dwójki dzieci. Mieszkająca z matką po odejściu męża, pracuje jako woźna w szkole, ledwo wiążąc koniec z końcem. Iwona czuje się jakby oglądała świat zza grubej szklanej szyby. Gdzieś obok niej jest świat, którego ona też miała być częścią, do którego miała tak blisko.. Jeszcze chwila, jeden krok, gdy jeszcze był mąż mieli kupić na kredyt mieszkanie w tych ładnych nowych blokach naprzeciwko. Nie mieszkać już kątem u teściów, mieć swoje ładne mieszkanko, z ładnym placem zabaw dla dzieci.. Nie wyszło.. Pstryk i marzenia pękły jak bańka mydlana. Wspólnik męża narobił długów, zamiast kredytu na mieszkanie, trzeba było spłacać firmę, mąż wyjechał za granice dorobić, tam poznał kogoś nowego.. wszystko się skończyło. Iwona zostaje sama z dziećmi. Aż pewnego dnia znajduje ogłoszenie w gazecie i wpada na szatański pomysł poprawy swojego losu.. Przede wszystkim robi to dla dzieci..
„Gorliwie przytakujemy, gdy mądrzejsi od nas każą nam cieszyć się chwilą i doceniać to co mamy, ale w głębi duszy wiemy swoje - najlepsze dopiero nas czeka: za rogiem, po przeprowadzce, po Nowym Roku. Gdzieś tam czeka na nas przygotowane już i zapakowane w błyszczący papier z kokardką nasze nowe, lepsze życie, a to co mamy dziś to tylko poczekalnia.”
Kobiety łączy wspólny dramat. Poznają się, bo zmusza je do tego życie... Dalszego ciągu nie zdradzę. Trzeba po prostu przeczytać. A czyta się jednym tchem. Książka wciąga. Utożsamiamy się obiema kobietami, przeżywamy ich tragedie. Życie to czasem bardzo trudne wybory. Poświęcamy coś w imię lepszego życia. Nie zawsze wychodzi, nie zawsze się da. Są granice, których nie przeskoczymy, choćby nam się wydawało, że zaciśniemy zęby i postaramy się przetrzymać. Na uczucia, emocje nie ma rady. Nie da się udawać, że ich nie ma.. Takie jest życie.. Czasem układa się nie po naszej myśli.. Czasem trzeba zaakceptować to czego zmienić nie możemy..
"Jest jak jest, nie będzie lepiej, nie będzie gorzej. Oto twoje życie, takie dostałaś, innego nie będzie. Nie będzie lepsze i tylko od ciebie zależy, czy nie będzie gorsze"
Książka świetna i polecam ją bardzo. A sama już szykuję się na jeszcze jedną z powieści Antoniny Kozłowskiej "Trzy połówki jabłka". Myślę, że znów się nie zawiodę.
Miałam zacząć od "Trzech połówek jabłka" bo przeczytałam gdzieś o "Kukułce", że jest średnia, ale chyba zmienię kolejność ;)
OdpowiedzUsuńKsiążkę mam w planach, ale nigdzie nie mogę jej dorwać.
OdpowiedzUsuńNie przepadam za polskimi autorami, ale skoro polecasz to będę musiała się za nią zabrać ;]
OdpowiedzUsuńMuszę koniecznie poznać twórczość A. Kozłowskiej. Do tej pory nie miałam takiej okazji.
OdpowiedzUsuńOd dawna noszę się z zamiarem poznania twórczości Antoniny Kozłowskiej i mam nadzieję, że może uda mi się w niedługim czasie sięgnąć właśnie po ,,Kukułkę''.
OdpowiedzUsuńgiffin - "Trzech połówek jabłka" jeszcze nie czytałam, może być lepsza od "Kukułki". O tym się przekonam niedługo;)
OdpowiedzUsuńIrytacja - a próbowałaś na allegro?
Klaudia Karolina Klara, Tetiisheri, Cyrysia - Bardzo polecam! Mnie ta książka ujęła. Szybko się czyta ale nie jest to łatwa i lekka lektura.
Ileż ja razy miałam tę książkę w ręku :) ale czy ja chcę czytać o dramatycznych dramatach? Nie... masz do polecenia jakąś komedię? :)
OdpowiedzUsuńP.S. Karolko :) obyś miała tylko takie dylematy jakie opisujesz ;p a w południe jakie miewasz? :)