„(...)odczuwam to, co dla ciebie jest hałasem, jako szloch i krzyk i radosną wrzawę, a co dla ciebie jest codziennością – jako łaskę i prezent."
Kolejna perełka w mojej bibloteczce. Książka, która moim zdaniem jest swoistą pochwałą życia. Nawołuje do 'carpe diem', do cieszenia się i celebrowania każdej chwili.
Tak właśnie postępuje Lillian - piękna, młoda kobieta, doświadczona przez życie nazbyt okrutnie jak na tak młody wiek. Dotknęła ją nieuleczalna choroba. Życie spędza w 'sanatorium' w górach, gdzie czuje się jakby w więzieniu. Odgrodzenie od świata pasmem gór, tym bardziej potęguje to wrażenie. Gdy traci nadzieje na wyzdrowienie postanawia się 'uwolnić'. Poznać smak życia 'na wolności', poza sanatorium w którym była zamknięta tyle lat. Chce po prostu 'pożyć'. Nadarza się ku temu wspaniała okazja. Sanatorium odwiedza kierowca rajdowy - Clarfayd. Odwiedza on tam przejazdem, swojego przyjaciela. Lilian nie mając nic do stracenia zabiera się z nim w podróż po Europie. Lilian ma pomysł na resztę swych dni. Postanawia cieszyć się życiem, kosztować je, radować się każdą chwilą. Ma bowiem świadomość, że nic z tego co ją spotyka już się nie powtórzy.
Czytanie tej powieści było dla mnie nie lada przyjemnością. Wspaniały język, klimat powojennej Europy, bardzo plastycznie odmalowane postaci. Lilian mnie zauroczyła. Mądra młoda kobieta, która mimo 24lat jest nad wyraz dojrzała, wie co w życiu jest ważne.
Miłość między dwojgiem bohaterów pojawia się jakby mimochodem. Podoba mi się jak autor ją przedstawił. Tak nienachalnie. To nie jest powieść o miłości romantycznej. Lilian boi się więzów, zobowiązań, ona przede wszystkim chce żyć, cieszyć się życiem niczym nieskrępowana. Nie myśli o przyszłości, bo jej po prostu nie ma. Może dzięki tej świadomości potrafi żyć tu i teraz? Tak cieszyć się życiem, chłonąć każdą jego chwile..
To książka o życiu, o odwadze życia, o pogodzeniu się ze śmiercią, o dojrzałości, o tym, jak życie bywa przekorne i niespodziewane...
Zakończenie zaskakujące. Nie zdradzę ale bardzo polecam przeczytać. Remarque jest mistrzem słowa pisanego.
Cała książka usiana przepięknymi cytatami. To była czysta przyjemność dla mnie móc ją przeczytać. Jestem nią zachwycona! Jutro pędzę do bibloteki po kolejną powieść tego pisarza.
„Kto nie oczekuje niczego, nigdy nie będzie rozczarowany.„Zaakceptować znaczy zrezygnować.”„Zanim człowiek wyczerpie wszystkie siły bezsensownie nienawidząc czegoś, powinien spróbować, czy nie da się z tym żyć.”„Nasze nieszczęście polega na tym, że wierzymy, iż mamy prawo do życia. Nie mamy go. Jeśli się to zrozumie, naprawdę zrozumie, wiele gorzkiego miodu nabierze wreszcie słodkiego smaku.”„Nic nie jest tak złe ani tak dobre jak myślimy. Nic nie jest ostateczne”

Osobiście bardzo mi się podobała..ma ta powieść taki intymny klimat, echo dawnych lat i spokój a jednocześnie nie nudna..
OdpowiedzUsuńWiesz, że lubię Remarque ;)
OdpowiedzUsuńnigdy nie wiem, czy to moja ulubiona Remarque'a, czy "Łuk"
OdpowiedzUsuńMuszę właśnie w najbliższym czasie "Łuk Triumfalny" przeczytać. Ponoć bardzo dobra książka.
UsuńTeż tak słyszałam, ale u mnie w bibliotece nie ma, albo jest w czytaniu u kogoś...
UsuńTwórczość tego autora jeszcze przede mną, ale słyszę o nim wiele dobrego, a że to Francuz, to na pewno się zapoznam z jego tworczością. Kilka lat tamu próbowałam się zmierzyć z jakąs jego książką, ale okazała się wtedy za trudna. Teraz jednak zamierzam ponownie dać mu szansę. Pozdrawiam. :)
OdpowiedzUsuńTo nie Francuz :)
UsuńUwielbiam takie książki, w których można zaznaczyć mnóstwo wspaniałych cytatów i które opowiadają o chwytaniu dnia ;) Tytuł koniecznie do zapamiętania!
OdpowiedzUsuńNo, no...zachęciłaś mnie :D
OdpowiedzUsuńMuszę poszukać u siebie:)
O autorze słyszałam już wiele, lecz tymczasowo nie mam ochoty na jego ksiażki...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie, Klaudia.
Po "Spadkobiercach" mam trochę dość wzruszeń, ale czuję, że rzeczywiście warto kiedyś w przyszłości sięgnąć po tę powieść. Mam problem z tym carpe diem właśnie, ciągle się spieszę, w sumie czasem nawet udaje mi się zapomnieć do czego.
OdpowiedzUsuńBrzmi bardzo ciekawie :) Z wielką chęcią przeczytam!
OdpowiedzUsuńP.S. Za każdym razem jak wchodzę na Twojego bloga to śpiewam piosenkę Myslovitz.. :D Ach, Ty!
Jak studiowałam germanistykę, to sporo o tym panu słyszałam, ale nie przeczytałam jeszcze żadnej jego książki. Czas to zmienić!
OdpowiedzUsuńPan Remarque jest moim zdaniem pisarzem bardzo przecenianym i chyba już nigdy się do niego nie przekonam.
OdpowiedzUsuńZawsze wydaje mi się taki dokładnie olukrowany, a przy tym strasznie, jak na swoje czasy, anachroniczny.
W dodatku zawsze będzie mi się kojarzył z dziwnie przedstawianym i jeszcze dziwniej pojmowanym pacyfizmem.
Niemniej jednak, mam nadzieję, że się co do niego nie rozczarujesz. ;-)
Pozdrawiam.
Słyszę o niej po raz pierwszy jednak już polubiłam główną bohaterkę. W najbliższym czasie postaram się sięgnąc po tę książkę.
OdpowiedzUsuńBardzo pozytywna recenzja. Aż miło było ją czytać. Szczerze przyznam, że już od jakiegoś czasu przymierzam się do książek Remarqua. Teraz na pewno postaram się bardziej:) pozdrawiam
OdpowiedzUsuńBęde musiała przeczytać. Obserwóję i byłoby mi miło gdybyś ty też obserwowa ła mojego bloga. Pozdrawiam ;)
OdpowiedzUsuńPewnie nie zwróciłabym nawet uwagi na tę książkę w bibliotece. Jednak po Twojej recenzji postaram się ją znaleźć. :)
OdpowiedzUsuńJeśli podobała ci się książka "Zanim nadejdzie lato" to polecam "Trzech towarzyszy" również Remarque.
OdpowiedzUsuńCiekawa książka , i do tego piękna okładka :)
OdpowiedzUsuń