Ta książka jest tak mocna, tak poruszająca, że nie sposób przejść obok niej obojętnie. Chwilami wręcz autentycznie boli. W trakcie czytania myślałam sobie, że widocznie nie jestem gotowa na tego typu lekturę, że nie dam rady dalej, ale jest tak wciągająca i tak poruszająco napisana i tak dobrze się czyta, że połknęłam ją w 2 wieczory.
Przeżywałam ją tak mocno, dlatego, że ja się bardzo utożsamiam z bohaterami książek które czytam. Bardzo, ale to bardzo polubiłam Aarona. Młody nastoletni chłopiec z pasją, który ma poukładane w głowie, jest dobry, troskliwy, w dodatku przystojny, koleżanki o nim marzą, a on przeżywa takie piekło! Nie mogłam tego przeżyć. Przepełniała mnie cała gama emocji: złość na dorosłych, bezsilność, bezradność, rozgoryczenie, że tak się dzieje na świecie. I smutek, że przydarza się to takim wspaniałym i wartościowym ludziom. Płakałam nad tą książką, śledziłam losy Aarona i jego siostry z nadzieją, że sprawiedliwości stanie się za dość. Bo przecież nie może tak być, że dwoje tak wartościowych młodych ludzi musiało udźwignąć tyle bólu, tyle zła, tyle ciężkich i trudnych przeżyć.
Aaron i Ania to rodzeństwo. Bardzo ze sobą zżyte i wspierające się nawzajem. Głównie to Aaron niósł brzemię całego cierpienia jakie ich spotkało. Ze względu pewnie na to, że był starszym bratem. Ania bardzo uzależniła się od brata. Nie potrafiła bez niego żyć, chwilami nie dawała mu żyć. Chodziła wszędzie za nim, domagała się opieki i troski. Ale tak właśnie wyrażała się jej miłość do brata. Jedynej starszej osoby, której mogła ufać i która by jej nie zawiodła.
Rodzeństwo od najmłodszych lat przeżywa straszną traumę. Najpierw gdy Aaron ma 4lata umiera ich ojciec, Ania dopiero ma przyjść na świat. Ania nie poznała życia w prawdziwej kochającej się rodzinie. Ledwo się urodziła jej matka już chorowała na depresje na skutek śmierci męża. Zamykała się w ciemnym pokoju, brała niezliczone ilości leków nasennych i uspokajających, próbowała także targnąć się na swoje życie. W najgorszym okresie swojej choroby nienawidziła swoich dzieci. Dziećmi często zajmowała się ich ciotka – Gabrysia. Kobieta skupiona na dobrach materialnych, która nie lubiła dzieci, sama ich nie miała. Miała za to faceta – Andrzeja…
I to przez niego zaczyna się cały koszmar Ani i Aarona. Brak mi słów by o tym pisać. Zresztą.. .te sceny bolą. Bolą nieludzko. Czytając i płacząc nad Aaronem, Anią myślałam sobie: „Ileż jest takich dzieci na świecie? Samotnych, zdanych tylko na siebie? Pozbawionej prawdziwej opieki, miłości, troski. Okrutnie traktowanych przez dorosłych, którzy powinni być wsparciem. Zwłaszcza w takiej sytuacji. Te dzieciaki były skaleczone już na starcie przez własną chorą matkę. A tymczasem czekało je jeszcze więcej bólu i upokorzeń. Ileż cierpienia można znieść? Jak można znieść tyle bólu będąc tak młodym, tak niewiele wiedzącym o życiu? Tak bardzo, bardzo mocno było mi ich żal. Współczułam im z całego serca i zła byłam na Gabrysie, która dbała tylko o własne interesy i przymykała oczy na tak straszną krzywdę. Nie wspomnę o Andrzeju.. chory człowiek.. jak wielu takich bezkarnie chodzi po świecie?
I ta jawna niesprawiedliwość gdy po latach w wieku 20lat Aaron wylądowała w szpitalu psychiatrycznym, gdyż próbował targnąć się na własne życie i stwierdza „on (Andrzej) pewnie teraz dobrze sobie żyje, a ja? Dlaczego ja muszę płacić za to taką cenę?”
Rozpisałam się tu głównie o Aaronie, a przecież tytuł brzmi: „Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” i jest on jak najbardziej adekwatny. Ania o której mowa w tytule odegra bardzo ważną rolę w tym aby pomóc Aaronowi
Podziwiam Małgosię, że podjęła tak trudny i kontrowersyjny temat. Uważam, że trzeba o tym pisać. Pisać aż do bólu. To od nas dorosłych zależy dzieciństwo i młodość dzieciaków w naszym otoczeniu. To my powinniśmy mieć oczy otwarte na przejawy przemocy i niesprawiedliwości i interweniować. Choć nie zawsze jest to proste.. Trzeba zauważać i otaczać opieką i troską takie dzieciaki. Dawać im dużo miłości, robić wszystko co możemy zrobić. Wielkie ukłony dla Małgosi! Książkę czyta się szybko, podobała mi się retrospekcyjna fabuła. Podobało mi się, że zdarzenia z życia Ani i Aarona były ukazywane stopniowo. Powoli zaznajamiając czytelnika z całą traumą i cierpieniem jakie było udziałem tych dzieciaków.
„Dziewczynka która widziała zbyt wiele” to ważna i wartościowa książka. Już raz pisałam tak o książce Małgosi Wardy, ale znów uważam, że powinien przeczytać ją każdy nauczyciel i rodzic. Ta lektura na długo we mnie pozostanie.
Marzę o tej książce. Tak dużo czytałam o niej pozytywnych recenzji, które tylko utrzymują mnie przy chęci jej posiadania :)))
OdpowiedzUsuńKsiążkę czytałam i zrobiła na mnie niemałe wrażenie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!!
Mam na nią ogromniastą ochotę :)
OdpowiedzUsuńKsiążka już za mną i również bardzo pozytywnie ją wspominam.
OdpowiedzUsuńBardzo lubię Małgorzatę Wardę więc na pewno zajrzę do tej książki.
OdpowiedzUsuńBrzmi dość ciekawie, więc czemu by nie?:)
OdpowiedzUsuńPo przeczytaniu "Nikt nie widział, nikt nie słyszał" mam ogromną ochotę na więcej M. Wardy. Z tego co piszesz, to bardzo mocna książka. Mam nadzieję, że podołam. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńA ja wciąż poluję na książkę... Niestety na zakup mnie nie stać chwilowo, a w bibliotece jeszcze jej nie ma. :( Ale na pewno przeczytam, bo z licznych recenzji, które miałam już okazję czytać wynika, że książka ma w sobie wszystko to co lubię. :) Pozdrawiam. :)
OdpowiedzUsuńIm więcej czytam recenzji książek tej Autorki, tym bardziej mam chęć po którąś w końcu sięgnąć. :)
OdpowiedzUsuńZa mną dopiero Środek lata, ale tą chcę bardzo przeczytać :) przypomniała mi się książka, którą niedawno czytałam "Zniszczone dzieciństwo"- ta sama tematyka i wstrząsająca treść.
OdpowiedzUsuńPo opisie Twojego spotkania z panią Małgosią wiedziałam, że po jej książki muszę sięgnąć. Jeśli tylko będę miała taką okazję przeczytam już niedługo:)
OdpowiedzUsuńJa niestety Małgosi Wardy nie jestem w stanie doczytać do końca. Jedna, dwie strony i odkładam. Nie wiem czemu. Widocznie musi poczekać na lepszy czas :)
OdpowiedzUsuń