środa, 24 października 2012

Kobieta w wynajętych pokojach - Katarzyna T.Nowak

"Związki przypominają psychozę maniakalno depresyjną: od 'misiaczka' po 'zamknij się', od 'daj mi kurwa, święty spokój' po 'kochany króliczku'".
Mam mieszane uczucia po przeczytaniu tej powieści. Trochę mierzi mnie to, że we współczesnej polskiej literaturze singielki pokazywane są jako miotające się, nie wiedzące czego chcą od życia dorosłe dzieci. Oczywiście obowiązkowo mają kota i toksyczną matkę, która ciągle gra wielką rolę w ich życiu. Ale nie będę drobiazgowa.
Jest to przede wszystkim książka o poszukiwaniu siebie, swojej tożsamości, o stopniowym, bolesnym usamodzielnianiu się. A wreszcie o poszukiwaniu miłości, jako Coś co zapełni pustkę i wreszcie poukłada wszystko na właściwym miejscu w życiu naszej bohaterki.
Główna bohaterka to kobieta, tuż po 40tce, która rozpaczliwie miota się między dwoma mężczyznami. Jednego z nich /księdza/ poznaje na czacie, gdzie przeprowadza z nim głębokie, porywające rozmowy, trwające niekiedy całą noc. Mężczyzna imponuje jej mądrością, inteligencją, duchowym spojrzeniem na świat. Gdy w końcu się spotykają do tych wszystkich zalet dołącza jeszcze to, że jest niebywale przystojny. Bohaterka nie wierzy, że spotkało ją takie szczęście. Po tylu latach skakania z kwiatka na kwiatek, spotykania niedojrzałych, nieodpowiednich mężczyzn wreszcie trafia jej się książę z bajki. To jest to! Ta wielka miłość!
Ksiądz oczywiście szybko decyduje się zrzucić sutannę i przeprowadza się do naszej bohaterki. Powoli aureola 'księcia z bajki' blaknie. Mężczyzna przesiaduje godzinami w necie, a nasza bohaterka i tak kładzie się do łóżka samotnie. "Czegoś wciąż jej brak". Z tego braku, pustki i tęsknoty za prawdziwym uczuciem zadurza się w o wiele młodszym od niej kucharzu. Kucharz jak to kucharz. Prosty chłopak, ale ją kocha! Bo przecież tak o nią zabiega, oj jak on bardzo o nią zabiega! Może to jest właśnie ta wielka miłość?

„Właściwie skąd wiadomo, że to jest to? Gdzieś z głębi, z trzewi, z żołądka, niekoniecznie z serca. Łatwo się pomylić.”

„A co, jeśli to prawda? Jeśli prawdziwa miłość przejdzie mi koło nosa, bo się jej boję?”

I tak nasza bohaterka miota się to od jednego to do drugiego mężczyzny. Zachowuje się jak takie zagubione, przerażone, małe dziecko. Niby jest kobietą niezależną, ma własne mieszkanie, dobrą pracę, jest ustabilizowana finansowo. A więc skąd w jej życiu takie niepoukładnie? Taki krzyk, wołanie o miłość?

„Boże, jak ona bała się samotności (...)”

Może stąd, że nasza bohaterka była nad wyraz niedojrzała!? 40lat a takie poglądy? Aż mi się wierzyć nie chce, że gdzieś są takie kobiety ;>

„Wierzyła - choć skąd wzięła się w niej ta wiara, nie wiedziała - że miłość jest wieczna. For ever and ever, and ever. Trwa. Taka sama. Niewymierzalna. Nie ma w niej miejsca na bardzo, trochę, chyba. Jeśli związek się kończył, to znaczy, że miłości w nim nie było. Ta wiara pozwalała jej przetrwać.”

Przecież z takim podejściem do związków, uczucia, aż sama się prosiła o porażkę. Nic nie trwa wiecznie. Nawet miłość ewoluuje. Nie ma idealnych związków, bo nie ma idealnych mężczyzn czy kobiet. Ludzie są tylko ludźmi..

„To chyba w niej tkwiła jakaś nieumiejętność, jakiś brak czy skaza (...) Nie potrafiła dać mu czegokolwiek. Zresztą co miała dać? Podzielić się pustką, zaprosić go do tej dziury w sobie? Może tak. Może właśnie tak. Ale nie mogła.”

Ciekawe jest to, że mężczyzn w tej powieści autorka przedstawiła dość niepochlebnie. Albo przesiadują przed komputerem, albo uzależnieni od opinii mamusi, albo prości i mało inteligentni, albo nie przystosowani zupełnie do życia. Zaintrygowało mnie to, że autorka nie wyśmiewa tych przywar, nie uwypukla ich, a wręcz jakby z lekką czułością o nich wspomina. Ale przecież, książka prowadzona jest w narracji pierwszoosobowej, dzięki czemu poznajemy myśli i uczucia naszej bohaterki. Jej wypowiedzi są wręcz do bólu szczere, jak to w pamiętniku. To ona tak idealnie postrzegała mężczyzn. Zwłaszcza w początkowej fazie znajomości;> Mężczyzna - bóg, albo ktoś kim trzeba się zaopiekować. Szybko jej to jednak przechodziło i wówczas szukała drogi ucieczki;> Cięty, żartobliwy, pełen dystansu do siebie i świata język miejscami bawi do łez.

Przyznam, iż dość ironicznie wypowiadam się o tej powieści, aczkolwiek nie wątpię w jej wartości literackie. Książkę czyta się fenomenalnie, wręcz ją połyka. Świetne dialogi, prześmiewcze dylematy głównej bohaterki. Książka zawiera bogactwo złotych myśli i błyskotliwych określeń. Polecam ją bardzo serdecznie, na pewno nie bedziecie się nudzić. Mi się książka bardzo podobała, tylko główna bohaterka mnie bardzo irytowała. Może dlatego, że tak bardzo przypominała mnie samą sprzed paru lat?;) :)
Gdyby ktoś nie wiedział to spieszę poinformować, że Katarzyna T. Nowak to córka znakomitej pisarki Doroty Terakowskiej, autorka bardzo dobrze przyjętej książki o Dorocie Terakowskiej pt. "Moja mama czarownica". Mam ją w planach:)

18 komentarzy:

  1. mam podobne zdanie o tej książce. "Moja mama czarownica" jest natomiast doskonała. a z kolei "Kasika Mowka" okropnie przygnębiająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasie Mówkę na razie sobie odpuszczę. Mam wielką ochotę na "Moją mamę czarownicę". Ciekawa jej jestem, bo jak na razie mam mieszane uczucia co do tej autorki.

      Usuń
  2. Trochę przeraża mnie niedojrzałość emocjonalna głównej bohaterki...

    OdpowiedzUsuń
  3. hmmmm ale ta książka mnie zaciekawiła! dwa razy przeczytałam Twoją recenzję ;) mam ta książkę w planach zresztą jak kilka o których pisałaś muszę usiąść przejrzeć jeszcze raz twoje wpisy i zrobić listę książek do przeczytania w okresie jesienno -zimowym ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widze, ze mam spore zaleglosci, nie czytalam "Mojej mamy czarownicy" ani powyzszej ksiazki, a z tego co piszesz proza corki slynnej matki zapowiada sie znakomicie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dopiszę ją sobie do mojej "listy" :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam tę książkę już jakiś czas temu i faktycznie czyta się ją wyśmienicie. Co do dylematów głównej bohaterki to też mnie nieco irytowała, podobnie jak bohaterka Sonii Raduńskiej (Nie pamiętam czy to były "Białe zeszyty" czy "Kartki z białego zeszytu") i pewnie też dlatego, że widziałam w nich siebie sprzed kilku lat. No właśnie, te kobiety mają trochę więcej lat niż ja, zwłaszcza ja sprzed kilku lat:)
    A "Moja mam czarownica" jest rewelacyjna!
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ja rozumiem takie rozchwianie emocjonalne u 20 parolatki nawet. Ale u kobiety po 40tce? Nie kupuję tego. Chociaż może jak dobiję tego wieku to sama z przerażeniem stwierdzę, że 40tki tak mają;> Ale oby nie;) Muszę koniecznie znaleźć "Moją mamę czarownicę".
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Niestety ale to całkowicie nie mój świat literatury.

    OdpowiedzUsuń
  8. Skoro czyta się tę książkę tak dobrze to czuję się zachęcona :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O tej książce słyszałam niewiele, ale Twoja recenzja tak mnie do niej zachęciła, że na pewno po nią sięgnę. Co prawda, prawdopodobnie mnie również będzie irytowała główna bohaterka. Jednak wolę taką sytuację, niż gdyby bohaterka była bezbarwna i zupełnie mi obojętna. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ta bohaterka jest bardzo barwna;) nie zawiedziesz się:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chętnie dałabym szansę tej książce. Po przeczytaniu recenzji czuję się zachęcona:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiedziałam, że córka Terakowskiej też pisze książki. Teraz jestem bogatsza o tę informację.

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj sięgnęłabym po ten tytuł po Twojej recenzji. A do tego intrygująca okładka.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak gdzieś na bibliotecznej półce rzuci mi się w oczy to przeczytam..:) Narazie spasuję..;)

    OdpowiedzUsuń