Anoreksja. Temat znany, ciekawy, mający podłoże psychologiczne. Zatem do książki podeszłam z dość dużym entuzjazmem. Lubię takie tematy. Lubię złożoność ludzkiej psychiki. Ale niestety, przy tej lekturze poległam na całej linii.
Książka napisana tak dziwnym stylem, tak udziwniona, że aż męcząca. Próbowałam zrozumieć ten zabieg młodej autorki. Poprzez chaos, kropki w połowie zdania, pragnęła nam zapewne przedstawić co się dzieje w głowie jej zagubionej, stłamszonej bohaterki. Mnie to jednak nie przekonało, męczyło mnie to wręcz.
Ładnie za to ukazała genezę chęci do samounicestwienia Klary. Klara od najmłodszych lata była szykanowana przez ojca. Ojca psychopatę bym rzekła. Wstrętny, egoistyczny mężczyzna, wg którego świat musi kręcić się wokół niego. Obrzucał swoja córkę najgorszymi wyzwiskami, zmuszał do jedzenia w sadystyczny sposób, wciskając jej buzie w jedzenie, krzyczał, bił. Mała 5letnia klara często zamykała się w łazience, chowała za pralką, wkładała piąstkę w buzie i płakała. Ojciec w tym czasie rozwalał się w fotelu i oglądał tv. Gdzie była w tym czasie matka? Ano w pracy, albo u koleżanki, bowiem sama ledwo wytrzymywała ze swoim despotycznym mężem. W domu Klary często dochodziło do awantur, jednak matka nie była w stanie jej obronić. Sama była słaba emocjonalnie i histeryczna. Często płakała przez męża. Dlaczego od niego nie odeszła? To mnie zastanawia u takich kobiet. Dlaczego na to pozwalają? Oki pozwala krzywdzić siebie, jej sprawa, ale dlaczego pozwala krzywdzić własne dziecko? I to komu? Takiemu nic niewartemu tyranowi! Nigdy tego nie zrozumiem.
Zmęczyła mnie ta książka, przemieliła i wypluła. Niby tylko 222 strony a czytałam z przerwami, bo po prostu nie dało się inaczej. Emocjonalnie wypruwa.
Może powinnam zmienić lektury by poczuć się lepiej? Serio czuję się taka ciężka ostatnio i tak nic mi się nie chce. Co gorsza mało rzeczy mnei cieszy, a jak już to tak na krótko. Szukam czegoś co mnie podniesie.. a tymczasem parę fot z zabawy instagramem..







Przepraszam,że nie na temat:)Mam nadzieję,że nie sprawi Ci to kłopotu ale nominowałam Cię do zabawy:) Szczegóły tutaj: http://gosia72.blogspot.com/2012/11/liebster-blog.html
OdpowiedzUsuńRaz na jakiś czas w ''serii z miotłą'' znajdują się takie kamyki dziwne. Czytałam i mam podobne zdanie, książka , uważam, nawet ta najwybitniejsza i najtrudniejsza czy stylem czy językiem czy fabułą- powinna nadal być DLA LUDZI, dla czytelnika, nie cierpię, kiedy czytając czuję, że autor pisze jakby dla siebie a ja mam sie domyślać i właściwie być zdezorientowana..to nie jest fajne.
OdpowiedzUsuńWiem, że takie lektury są konieczne, ale nigdy mnie do nich nie ciągnęło, może dlatego, że problemy tej natury są dla mnie i dla moich najbliższych bardzo dalekie.
OdpowiedzUsuńJesień to czas kiepskich nastrojów, może faktycznie zacznij czytać "cieplejsze" i radośniejsze książki, kto wie,może akurat Twoje samopoczucie ulegnie poprawie :)
Mimo Twojego zmęczenia, chętnie sięgnę po tę książkę. Chociażby ze względu na ciekawą tematykę.
OdpowiedzUsuńzapraszam do zabawy ->>>http://panipoirot.blogspot.com/2012/11/blogowa-zabawa.html
OdpowiedzUsuńNo proszę, a ja miałam inne wrażenia z tej lektury. Czytałam jakiś czas temu i byłam zachwycona, zwłaszcza że autorka jest mniej więcej w moim wieku - nie wyobrażam sobie, żeby udało mi się stworzyć coś takiego. Bardzo podobał mi się styl i te kłębki w głowie, no moim zdaniem książka jest wybitna. Z niecierpliwością czekam na kolejną :)
OdpowiedzUsuńAle oczywiście ilu czytelników, tyle opinii.
Jako zaleczona anorektyczka, stronię od takich lektur. Jeśli sa pisane przez osoby, które tego nie przeżyły, są po prostu naiwne, choć "postronnym" zdają się "ciekawe". Ja już swoje 'wiem' i więcej na ten temat nie potrzebuję.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
ZUO??? To ja chyba mam to samo ;/ Kochana pewnie, że trzeba zmienić lektury. Na poprawę nastroju polecam Ewę Stec, Olgę Rudnicką (takie kryminały z humorem, dobrze napisane), niezawodny "Lesio" Chmielewskiej (przy tej książce nie da się powstrzymać uśmiechu), Carole Matthews - "Klub miłośniczek czekolady" (takie lekkie, zabawne babskie czytadełko, w sam raz na gorszy nastrój). I może jeszcze Anna Ficner-Ogonowska -"Alibi na szczęście" (ciepła, pokrzepiająca, momentami zabawna, czasem wzruszająca ; mimo tego, że autorka zbyt często ucieka się do przydługich opisów, historia jest na tyle wciągająca, że chętnie sięgnęłam po drugą część).
OdpowiedzUsuńTrzymaj się ciepło i niech ZUO szybko minie :)