środa, 4 lutego 2015

Big Eyes - reżyseria Tim Burton



Biograficzny film w reżyserii Toma Burtona pokazuje sekrety wielkiego oszustwa w dziejach malarstwa. Dzięki niemu poznajemy losy malarki Margaret Keane. Amerykańska artystka urodzona w 1927 roku nie miała łatwej drogi do kariery uznanej malarki. Przez wiele lat żyła w cieniu swojego męża, który podawał się za autora jej obrazów. Już od samego początku filmu zachwyciłam się jej malowaniem.
Margaret Keane malowała głównie dzieci i kobiety, a tym co wyróżniało jej twórczość i stało się jej cechą rozpoznawczą to wielkie oczy postaci, które malowała. Każda namalowana przez nią postać miała duże okrągłe oczy i niepokojące, smutne spojrzenie. Z filmu dowiedziałam się, że Margaret inspirowała się malarstwem Modiglianiego.
Nie będę zdradzała fabuły, ani losów słynnej Margaret Keane, by nie odbierać przyjemności z oglądania tego filmu.
Wg mnie film Tima Burtona to dość poprawny obraz, w którym poznajemy historię państwa Keane. Dla tych, którzy nigdy nie słyszeli o malarce postaci z wielkimi oczami może mieć wielką wartość edukacyjną. Jednak jak na tego reżysera, film trochę rozczarowuje. Czegoś mi zabrakło. Jakiegoś 'wow', czegoś co przyciągnęło by widza i sprawiło, że długo byłby pod wrażeniem.
Na szczególną uwagę w tym filmie zasługuje gra aktorska Christopha Waltz'a. Moim zdaniem postać Keana odgrywana przez Walza była mocno przerysowana. Miejscami to nawet irytowało. Np. jego zachowanie w sądzie. Nie wiem jak było naprawdę, ale wydaje mi się to bardzo nieprawdopodobne by ktoś aż tak grał na sali sądowej. Nawet ktoś bardzo przekonany o swojej słuszności, pyszny i pewny siebie, nie zrobiłby z siebie takiego idioty. Ale zaznaczam, nie mam wiedzy na ten temat. Bardzo nie pasowała mi za to Amy Adams w roli Margaret. Nawet wyglądem mało pasowała do tej słynnej malarki.
Film polecam jak najbardziej. Przenosi nas w inny świat, jest idealny by się zrelaksować i zapomnieć o swoich problemach. Uczy i zapoznaje nas z ciekawą historią. A już chociażby dla nacieszenia oczu tymi pięknymi obrazami warto go obejrzeć. Może gdybym obejrzała go w kinie, a nie na kanapie w swoim mieszkaniu bardziej by mnie ujął? Kto wie:)

Moja ocena 7/10


Tutaj artykuł o tej historii w natemat.

3 komentarze: