piątek, 19 lipca 2013

Wyprawa na Śnieżkę :)



Start. Tu zaczynamy:)

Celem naszej wyprawy jest Góra Śnieżka (1602 m n.p.m.) Najwyższy szczyt Karkonoszy oraz Sudetów.
O tu ją widać, tam w oddali ten malusi budynek to stacja meterologiczna na Śnieżce:>



Postanowiliśmy trochę zboczyć z trasy i zobaczyć te osławione Pielgrzymy - przecież to tylko mały kawałeczek drogi.. ;-)


Cel wyprawy na razie z tyłu i się lekko oddala ;D


Idziemy i idziemy.. i końca nie widać.. Gdzie te Pielgrzymy?!


Wreszcie są! :D


Piękne!


Potężne i okazałe :)


No to dalej w drogę ..


Rzut oka z góry na "Pielgrzymy":


a naszym oczom ukazują się...




"Słoneczniki" :)


Dalej w drogę. Cel przed nami..


Widoki po drodze przepiękne!
Przed nami:

Pod nami:

i za nami:


Nie spuszczamy naszego celu z oczu;)


Blisko, coraz bliżej..




Pierwsze schronisko na naszej trasie "Dom Śląski"

Dom Śląski już za nami.. Do Śnieżki niby już tuż tuż ale ciężko..


Już niedaleko! damy radę! :D


Widoki zapierają dech!



To ten mały budyneczek z początku naszej wyprawy ;)


Widoki ze Śnieżki:




Wracamy. Jest pięknie!


Kamienie mi się podobały ;D


Najpiękniejsze miejsce naszej podróży! Schronisko "Samotnia", tam spędziliśmy chwile czasu na relaks.






Wracamy... :(

Tam byliśmy ;-)


A tu podsumowanie naszej wędrówki w endomondo :)


wtorek, 16 lipca 2013

Karpacz - wspomnienie wakacji

Nie zapomniałam o obiecanych fotach z wyprawy do Karpacza, nie nie;) Po prostu zawalona byłam robotą od czasu gdy wróciliśmy z urlopu. W pracy sajgon, po pracy przygotowania do przeprowadzki i ogarnianie moich klamotów;> Ale już powoli wychodzę na prostą. Teraz mam chwilkę czasu to powrzucam parę zdjęć dla relaksu i ku pamięci :D


Taki mieliśmy widok z okna :)



Słynna Świątynia Wang:




Przełęcz nad Łomnicą - przepiękne miejsce!






Tutaj czekamy na lunch w restauracji nad Łomnicą:


a po lunchu opalanko ;D





W odwiedzinach u Ducha Gór :)



Byliśmy też w Kowarach w parku miniatur zabytków śląska. Niesamowite te miniaturowe budowle! Doskonałe w każdym szczególiku. Ponoć stworzenie takiego miniaturowego zamku trwało mniej więcej rok.
















Chcę zwiedzić większość tych zamków które widzieliśmy w tym parku, tylko czasu mało by wszystko zobaczyć. W Jeleniej Górze i Wrocku byliśmy. Zwiedziliśmy też zamek Czocha. Oto fotorelacja:











Urlop zaliczam do jak najbardziej udanych. Koniecznie musimy tam wrócić. Zakochałam się w Karpaczu i okolicach. Jutro dodam jeszcze parę fotek z wyprawy na Śnieżkę. Dziś trzeba jeszcze trochę popracować;)

piątek, 12 lipca 2013

Towarzyszka Panienka - Monika Jaruzelska

Książka, która ostatnio wywołuje wiele szumu i zamieszania. Tak oto sama autorka, Monika Jaruzelska o niej mówi:
W tym roku kończę pięćdziesiąt lat. A ta książka jest moim wyjściem z szafy. Nie ma w niej etosu ani patosu. Każdy, kto spodziewa się gloryfikacji czy też politycznych uzasadnień, do których winna być zobowiązana córka komunistycznego dyktatora, może poczuć się rozczarowany. To jest opowieść o normalnej rodzinie, choć uwikłanej historycznie. Napisana z perspektywy najpierw dziecka, potem dziewczyny, a na końcu dojrzałej kobiety.
Zupełnie zaskoczyła i zauroczyła mnie ta książka. Trafiła ona w moje ręce przypadkiem za sprawą Gosi. Sama nigdy bym nie zwróciła na nią uwagi. Nie przepadam za książkami o znanych ludziach, za celebrytami i tak zwanymi VIPami. Od razu odbieram to jako promowanie swojej osoby, takie swoiste parcie na szkło. Tymczasem ta książka zupełnie mnie pochłonęła.
Napisana bowiem jest tak, że czyta się ją z przyjemnością i bardzo szybko. Składa się z krótkich rozdziałów. Takich zupełnie oderwanych jeden od drugiego. Wspomnienia Moniki, na zasadzie błysków zupełnie ze sobą nie powiązanych.
Z każdą historią, anegdotą przytaczaną przez autorkę, rosła we mnie coraz większa sympatia do jej osoby. Czytałam i nie dowierzałam. Ta dziewczyna, mimo wszystkich okoliczności pozostała całkiem normalna, niezmanierowana, bez parcia na szkło. Nie interesowałam się dotąd zbytnio osobą Moniki Jaruzelskiej. Z książki dowiedziałam się, że studiowała polonistykę (już za to ją lubię, ja tylko o tym marzyłam), interesowała się psychologią, a także próbowała swoich sił w tej dziedzinie. Miała do czynienia z dziewczynami chorymi na anoreksję i bulimię. W końcu zostaje dziennikarką współpracującą z czasopismem "Twój styl". Jednakże swoje życie opiera całkowicie na świecie mody.
Autorka rozśmiesza, miejscami wzbudza podziw, bądź zwykłą ludzką sympatię, często wzrusza. Mnie ujęła swoją miłością do zwierząt. Bardzo przypadł mi do gustu rozdział na ten temat. Gdy Monika wraz ze swoim partnerem zabierają z ulicy spłoszonego królika i opiekują się nim w domu. Prawie płakałam czytając, jak Monika zareagowała na wieś o śmierci tegoż królika. Ze wzruszeniem czytałam także jej wywody na temat macierzyństwa i synka Gucia. Te krótkie historie w bardzo szczery i ujmujący sposób pokazują kim jest córka generała Jaruzelskiego. Pokazują, że kocha ona swojego ojca, swojego syna. Pokazują nam wreszcie kobietę świadomą, szczerą i niebagatelną. Jestem pełna podziwu dla niej, a także pod wrażeniem na pomysł na książkę. Książka ta jest swoistym dziennikiem z życia córki generała. Odsłania nam ją szczerze i ujmująco, ale nie do końca. Pani Monika z dystansem pokazuje swoje życie, swój świat. Książka ta jest okraszona zdjęciami z życia Moniki, jej ojca, ważnych osobistości, które w swym życiu spotkała. To moim zdaniem dodaje tej książce smaczku.

Oto jak Monika pisze o swoim ojcu:
Zawsze miałam poczucie, że oprócz krótkich chwil ojciec jest trochę nieobecny. Jakby stale przygnębiony i zamknięty w swoim świecie. Najczęściej to był świat papierów, ważnych dokumentów i gazet wertowanych w gabinecie. Jako dziecko odczuwałam bardzo wyraźnie, że to one odgradzają mnie od ojca. Chyba nigdy nie cieszył się życiem, jego drobnymi przyjemnościami. Zawsze praca i polityka przez duże "P" na pierwszym planie. Dlatego nawet podczas wakacji miałam wrażenie, że jest jakimś obcym elementem - na siłę wyjętym z tego oficjalnego świata polityki. Poukładany na co dzień, systematyczny i obowiązkowy (choć w domu miękki wobec swoich kobiet), nawet w trakcie letnich wyjazdów nie potrafił dać na luz. I wciąż mnie oceniał. Bo wszystko w jego pojęciu winno zmierzać do perfekcji.

Ja osobiście bardzo lubię tego typu książki. Inspirujące, z których dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy, a do tego napisane z dystansem i humorem, pełne wartościowych dla mnie cytatów.
Te mi się bardzo spodobały. Podpisuję się pod nimi obiema rękami ;)




Książka bardzo ciekawa, inspirująca. Polecam ją wszystkim z pokolenia PRL-u, ale nie tylko. Myślę, że ludziom młodym, znającym te czasy z opowiadań, filmów i nie zawsze obiektywnej oceny publicystów i dziennikarzy również powinna ona przypaść do gustu.

czwartek, 27 czerwca 2013

Buszujący w zbożu - J.Salinger

Rozczarowanie roku.
Tyle się o tej książce naczytałam, nasłuchałam, wciąż tak głośno jest o "Buszującym w zbożu". To klasyk, to każdy powinien przeczytać, to niby ponadczasowa i z przesłaniem książka... Postanowiłam sama w końcu zapoznać się z taki wielkim i wychwalanym dziełem. Tymczasem wynudziłam się okropnie czytając o perypetiach zbuntowanego nastolatka - Holdena, który zblazowany, zmanierowany postanawia uciec ze szkoły z internatu i nie mówiąc nic nikomu 'buszuje' po ulicach Nowego Yorku szukając przygód.
Szukam w książkach czegoś więcej niż sensacji czy zawrotnej akcji. Bardzo lubię książki z głębią, pełne przemyśleń i dylematów głównego bohatera. Tutaj niby mamy nastolatka pełnego dylematów i przemyśleń. Jednak ta książka zupełnie do mnie nie trafiła. Nie rozumiem jej fenomenu. Czytałam do końca w nadziei, że coś wyniknie z rozważań i przygód głównego bohatera. Nic z tego. Czułam się jakbym czytała pamiętnik rozżalonego, zbuntowanego nastolatka. W dodatku dość durnego, irytującego w swojej głupocie i arogancji. Niektóre historie które mu się przydarzały wydały mi się dość nieprawdopodobne. Przygoda z prostytutką np... kto nie spostrzeże, że 16latek to jeszcze nieletni i zaproponuje mu na noc prostytutkę?! Chłopcy zazwyczaj w tym wieku wyglądają na mniej niż mają. Albo kto 16latkowi sprzeda whisky i pozwoli mu upijać się hotelowym barze?? Albo podrywanie przez niego starszych od siebie kobiet koło 30tki? Nie, nie dla mnie takie książki.

Nie ma w tej powieści absolutnie nic konstruktywnego, nic co mogłoby cokolwiek wnieść do naszego życia. Główny bohater tylko ciągle wszystko prymitywnie krytykuje, ośmiesza i wyszydza. A sam nic nie robi z sobą i swoim życiem. To ma być lektura szkolna? Całe szczęście, że za moich czasów nią nie była.
Tak jak bardzo chciałam przeczytać tę książkę, tak bardzo się rozczarowałam..