czwartek, 31 stycznia 2013

Elif Safak - Bękart ze Stambułu


Wydawnictwo: Literackie
Wydanie polskie: 03/2010
Liczba stron: 456
Format: 145 x 205 mm
Oprawa: twarda


Gdy tylko usłyszałam o tej tureckiej pisarce, bardzo chciałam przeczytać jakąś jej książkę. Byłam w Turcji, spodobał mi się ten kraj, ich kultura, jedzenie, a nade wszystko klimat jaki tam panuje. Przepiękne krajobrazy urzekają, Turcy (zwłaszcza panowie;) są nadzwyczaj mili i gościnni. Byłam zafascynowana tym egzotycznym krajem i po wycieczce tam, zapragnęłam dowiedzieć się więcej na temat ich kultury, zwyczajów, życia. Najłatwiej i najszybciej można poszerzyć swoje horyzonty na temat danego kraju poprzez literaturę. Miałam na tapecie Pamuka i Safak. I tak któregoś dnia w bibliotece w oczy wpadła mi książka "Bękart ze Stambułu". Trudno zresztą było nie zauważyć tej książki - okładka jest zachwycająca! Turecki meczet wpleciony w przepiękne kolory purpury, fioletu i odrobiny błękitu. Moim zdaniem, te właśnie barwy idealnie oddają klimat Turcji.

Otworzyłam książkę i przepadłam....



Każdy rozdział został zatytułowany nazwą jakiejś aromatycznej przyprawy, bądź typowo tureckiego smakołyku. Pierwszy rozdział zatytułowany "Cynamon" rozpoczyna scena idącej w deszczu młodej dziewczyny.
"Deszcz lał się z nieba strumieniami, ale niczego, co z nieba spada nie można przeklinać".

Dziewiętnastolenia Zeliha jednak przeklina ten deszcz, ten dzień, w którym udaje się do lekarza usunąć ciążę. Do aborcji jednak nie dochodzi, wpierw wydaje się dziewczynie, że muezin nawołuje zbyt przeraźliwie i bez końca do modlitwy. Następnie już po znieczuleniu dziewczyna tak krzyczy, że lekarz rezygnuje z przeprowadzenia zabiegu. Tak oto przychodzi na świat Asya. Dziewczyna, która nigdy nie poznała swojego ojca, wychowują ją same kobiety, ciotki i babka, a do tego na każdą z nich woła 'ciocia'. Nawet na własną matkę. Każda z tych kobiet jest barwna i tak bardzo różna, że aż dziwne, że razem żyją i się jakoś dogadują. To turecka rodzina nosząca nazwisko Kazanci. Krąży nad nią klątwa, która polega na tym, że mężczyzn z tej rodziny przedwcześnie dosięga śmierć. Dlatego panie Kazanci mieszkają same. Posiadają one jednak brata - Mustafę, który jakieś 20lat temu przeniósł się do USA i od tego czasu żadna z nich go nie widziała.
Tymczasem Mustafa żyje w Stanach. Ożenił się z kobietą, która chciała zrobić na złość swojemu byłemu mężowi Ormianinowi i wyszła za mąż za Turka. Musimy wiedzieć, że Ormianie nienawidzą Turków. Tu wchodzimy w samo sedno konfliktu ormiańsko - tureckiego.
24 kwietnia 1915 rząd turecki wydał rozporządzenie nakazujące aresztowanie ormiańskiej inteligencji. Zatrzymanych topiono, spychano w przepaści górskie, przybijano podkowy końskie do stóp, duchownych Kościoła ormiańskiego palono żywcem lub zakopywano w ziemi. Do końca 1915 ok. pół miliona ludzi wypędzono na Pustynię Syryjską, gdzie ginęli pozbawieni wody i schronienia od słońca.
Armanusz Czachmaczain, córka Ormianina, której matka rozwodzi się z nim i wychodzi za Turka, staje się rozdarta. Nie potrafi odnaleźć swojej tożsamości, nie wiem po której stronie powinna się określić. Często przebywa na forum ormiańskim, gdzie znajduje podobnych jej ludzi. W końcu postanawia odwiedzić rodzinę swojego ojca. Postanawia wyjechać do Stambułu, odnaleźć miejsce w którym żyła jej ormiańska babcia, a z którego ją i całą jej rodzinę wypędzono.
To pięknie napisana saga rodzinna. Obie rodziny – pozornie tak różne i pełne historycznych animozji, nie mają pojęcia, że w przeszłości drogi ich przodków niejednokrotnie się przecięły.
Mimo, wielu wątków historycznych nawiązujących do masakry Ormian, książkę czyta się bardzo dobrze. Jest napisana przystępnym językiem. Wciąga już od pierwszej strony. Trudno się od niej oderwać. Ta książka jest magiczna, piękna i wzruszająca. Momentami wręcz baśniowa.. Jeśli macie ochotę przepaść w innym świecie przez kilka wieczorów, dać się pochłonąć niesamowitej historii z rodzinną tajemnicą w tle to gorąco polecam Wam tę książkę!
A sama biegnę dziś do biblioteki poszukać kolejnej książki Elif Safak..
A dziś też 'deszcz leje się z nieba strumieniami...'

6 komentarzy:

  1. Czytałam wiele dobrego na temat powieści tej autorki. Sama nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z żadną, ale mam zamiar zrobić to, ponieważ akurat "Bękart ze Stambułu" znajduje się w mojej bibliotece, dlatego muszę skorzystać z okazji i wypożyczyć tę książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam jeszcze tej autorki, ale tak pięknie napisałaś o tej baśniowej sadze, że mam ochotę zatopić się w lekturze, tym bardzie ze Turcja również mnie urzekła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękna okładka. Przymierzam się do tej autorki od jakiegoś czasu. Pewnie u końcu nadejdzie ten dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Shafak, bezgranicznie. "Pchli pałac" jest bezkonkurencyjny, ale "Czterdzieści zasad miłości" również warto przeczytać. Shafak jest niezwykle mądrą i dojrzałą pisarką, a jej książki poruszają wyobraźnię. Mam nadzieję, że będziesz mogła przeczytać wszystkie jej powieści :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Doskonała recenzja (świetne cytaty wybrałaś!) dość przeciętnej - jak dla mnie - książki. Wciąż pamiętam swoje nią rozczarowanie (gdzieś na blogu moim jest recenzja), choć przyznam, że czytało się przyjemnie. Na półce stoi też "Pchli pałac", ale nie wiem kiedy się zań wezmę, "Bękart" zbyt mocno mnie rozczarował, spodziewałam się jednak czegoś więcej. Za to ochotę miałabym na "Czarne mleko" tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam "Śnieg" Pamuka, za który został uhonorowany Noble, wrażenie szczerze mówiąc takie sobie, nie kwestionuję wartości książki, po prostu nie wstrzeliła się w mój gust, a co do Shafak, przede wszystkim jestem bardzo ciekawa,m o tej książce słyszałam już dużo dobrych opinii, jednak na pierwsze spotkanie z nią wybrałam sobie "Czarne mleko" i tego się będę trzymać, ale swoją drogą ciekawa recenzja
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń