Alzhaimer. Brzmi jak wyrok. Tym bardziej dla kobiety w sile wieku, w samym środku jej kariery, aktywnej, pełnej życia, dla której jej wiedza, osiągnięcia naukowe są jej powodem do dumy.
Alice poznajemy w momencie, gdy świętuje swoje 50te urodziny. Widzimy piękną, spełnioną kobietę, jej męża i 3 dorosłych dzieci. W sam środek tego sielskiego obrazka, szczęśliwej, spokojnej wkracza niespodziewanie straszna choroba.
Moim zdaniem Julianne Moore idealnie zagrała w tym filmie. Dzięki Moore "Still Alice" jest nie tylko filmem o chorobie i o tym jak reagują i radzą sobie z AD Alice jej najbliżsi.
Julianne w roli pięćdziesięcioletniej Alice, u której, wcześnie jak na jej wiek, zdiagnozowano chorobę Alzheimera, jest tak autentyczna i wiarygodna, że z miejsca wydaje nam się, że wiemy co czuje Alice. Z biegiem czasu choroba staje się coraz trudniejsza, coraz bardziej drastyczna i nie do wytrzymania. Przy Alice stoją jej dzieci. A zwłaszcza jej najmłodsza córka. Mamy okazje obserwować niesamowitą więź matki z córką w tak trudnym dla nich okresie. Bardzo podobała mi się Krysten Stewart w roli Lydli. Ta dziewczyna ma potencjał. Będę z niecierpliwością obserwowała jej kolejne role.
Tuż przed obejrzeniem filmu przeczytałam książkę. Jako, że znałam bohaterów z filmu, bohaterzy z książki mieli dla mnie ich twarze. Bardzo współczułam Alice od samego początku. Jej pierwsze objawy wydawały mi się takie banalne. Zapomniała jednego słowa podczas seminarium, no cóż, czy nam na co dzień nie zdarza się to ciągle? Zaczęłam się sama nad sobą zastanawiać, ile podobnych rzeczy mi się przydarza. Nie umiem sklecić zdania, czasem coś chcę powiedzieć, a długo szukam odpowiedniego słowa. Czytam codziennie co najmniej kilkanaście stron książek, więc skąd się to bierze? W życiu bym się nad tym nie zastanawiała, gdybym nie czytała akurat tej książki. Swoją drogą autorka świetnie przedstawiła postać Alice. Utożsamiamy się z nią, czujemy jak ona. Podczas czytania książki cały czas odczuwałam to co czuła Alice i szczerze jej współczułam.
Książkę czyta się świetnie. Dosłownie się ją pochłania. Jest napisana przystępnym językiem, bardzo wciągająca, wyzwala w czytelniku pokłady empatii. W dodatku posiada przepiękną okładkę!
W tym przypadku nie umiem ocenić co lepsze: książka czy film. Jedno i drugie bardzo mi się podobało. Jedynie polski tytuł flmu mi się nie podobał. "Motyl still Alice" - co to za twór w ogóle!


Słyszałam zarówno o książce jak i filmie. Jeśli znajdę czas to książkę na pewno przeczytam.
OdpowiedzUsuńAlzheimer to okrutna choroba... O książce i filmie słyszałam - mam zamiar poznać tę historię w wersji zarówno papierowej, jak i filmowej.
OdpowiedzUsuń