wtorek, 26 maja 2015

Szum - Magdalena Tulli

Ja nigdy nie wiedziałam, co robić, życie było dla mnie za trudne.
Ta książka boli. Wstrząsnęła mną i przemieliła. A jednocześnie czytając ją czuć ten specyficzny klimat.. magiczny, surrealistyczny, bajkowy. Po jej przeczytaniu czegoś brakuje, tęskni się za aurą tej powieści.
O czym jest ta książka? O trudnym dzieciństwie pozbawionym miłości. O samotnej, niechcianej, przez nikogo nie rozumianej dziewczynce. To książka o wykluczeniu ze wspólnoty, o traumie II wojny światowej, którą niechcący zaraża się własne dziecko. Jest w tej powieści ogrom samotności i wyobcowania, rozpacz, smutek. Mówi ona również o braku empatii, braku uczuć do własnego dziecka, zimnym, roszczeniowym podejściu do własnej córki. Ma być grzeczna, jak inne dzieci, jak syn siostry matki, ma się dobrze uczuć, ma pomagać, ma nie sprawiać problemów. Ta książka o matce rozczarowanej swoim dzieckiem. Smutne.. Bo co ona mu dała od siebie?

"- Dzieci to loteria - powiedziała mi kiedyś parę dziesięcioleci później, na spacerze w parku, przy huśtawkach. W swoim czasie wzięła udział w tej loterii i nic nie wygrała, więc była zawiedziona.
Nie sposób przewidzieć, kogo się urodzi. Jest się zdanym na przypadek".

"Z dzieckiem jest jak z pudełkiem - zauważyłam. - Trudno wyjąć coś, czego się nie włożyło".


Bohaterką powieści jest dziewczynka, tak nieprzystosowana do życia, tak wyszydzana i wyśmiewana przez najbliższych, tak niekochana (?), że to aż boli. Jestem osobą empatyczną i doskonale potrafiłam sobie wyobrazić co czuła ta mała istotka. Tak bardzo było mi jej żal, tak bardzo byłam zła na dorosłych wkoło niej. No to, że żaden z nich nie dostrzegł jej, nie wyciągnął pomocnej dłoni, nie dał jej 'zaopiekowania' i docenienia tak jej potrzebnego, by mogła wzrosnąć i być przystosowanym dzieckiem. Matka naszej bohaterki nie umiała kochać. Sama miała za sobą traumatyczne przeżycia, tajemnice, których tak bardzo strzegła, by nie wydostały się na zewnątrz. Była osobą "trzymającą fason". Nigdy nie płakała, była sucha, zimna, zamknięta w sobie. Dawała do zrozumienia swojemu dziecku, że jest dla niej tylko 'kłopotem'. Była kobietą pozbawioną emocji, empatii, całkowicie opierającą się na zdaniu siostry, ciotki dziewczynki. Ciotka zaś, to kobieta, która ma zawsze 200% racji. Jest silna i zdecydowana, przekonana o swoich racjach, nie przemawia do niej żadna argumentacja, a wręcz neguje oczywistą prawdę. Znam niestety parę takich osób. Są trudne dla zwykłego, empatycznego dorosłego, a co dopiero dla dziecka. Najgorsze jest to, że takie osoby nie mają cienia refleksji nad swoim postępowaniem, nie są w stanie zrozumieć jak krzywdzą innych. Często zamieniają życie bliskich w koszmar. Owszem, jest zaznaczone w książce, że obie kobiety mają za sobą traumatyczne przeżycia II wojny światowej. Ale czy to je usprawiedliwia?


"Przywykłam do tego, że każdy, kto może sobie na to pozwolić, oddaje swój zły humor komu innemu, jak gorący kartofel, a następny robi to samo i chowa do kieszeni poparzone ręce. Dopiero ostatni z ostatnich, ten kto nie miał na podorędziu już nikogo gorszego od siebie, nikogo, komu by mógł wepchnąć ten gorący kartofel do rąk, krótko mówiąc, ktoś taki jak ja - musiał go, parząc sobie usta i gardło, przełknąć".

Obserwujemy dziewczynkę od czasów wczesnego dzieciństwa po dorosłość. Była trudnym dzieckiem, miała problemy z nauką, problemy z koncentracją. Zdumiewające, że w jej otoczeniu nie znalazł się żaden wyrozumiały i dobry dorosły. Nawet nauczyciele traktowali dziewczynkę jak osobę 'gorszej kategorii'. Źle się uczyła, sprawiała kłopoty wychowacze, nikt nie chciał się w to zagłębić i dostrzec, że takie zachowanie dziewczynki jest jej sposobem dostrzeżenie jej, swoistym wołaniem o pomoc, akceptację, miłość.
Mała, samotna dziewczynka miała tylko lista. Wytwór wyobraźni, jej przyjaciel, ktoś kto ją wspierał, doceniał, doradzał.. Jakże samotna musiała czuć się ta mała...

"Żadne zwierze nie jest stworzone do znoszenia upokorzeń - ostrzegał lis. Nie nastawiaj się na to, że będziesz je zawsze znosić. Zatrułabyś się na śmierć".


„Po lekcjach wracałam do domu. Kładłam się na kanapie i jechałam na niej przez puste przestronne popołudnia, trochę drzemiąc, przykryta paltem jak zmarznięta pasażerka w nieogrzewanym przedziale kolejowym. Byle dotrzeć do ostatniej stacji wieczoru, na której czekała mnie przesiadka do wanny z gorącą woda. Tę głupią, martwą rozpacz skądś znałam, rozpoznawałam ją jako rzecz najbardziej pierwotną w moim życiu, coś, od czego się ono zaczęło, jego przewodni wątek.Nie szamotałam się. Na coś jeszcze czekałam, lecz nie wiedziałam, że czekam. Byłam zmartwiała, ale tego nie czułam.“

(...)jeśli zdarzało mi się kimś zachwycić, to tylko potajemnie. Nie obciążałam swoim zachwytem innych ludzi, którzy nie wiedzieli by może, co z nim zrobić, to znaczy - jak się od niego uwolnić. Powściągliwość, do której wdrożyła mnie matka, wydawała mi się gwarancją bezpieczeństwa".


Być może jest to książka bardzo osobista, z elementami autobiografii. Być może napisana jest po to, by poukładać sobie te wszystkie doświadczenia, by zrozumieć, a w końcu przebaczyć.
Niezwykle poruszająca, skłaniająca do refleksji w trakcie i po przeczytaniu. Cała jest jednym wielkim cytatem. Opisy emocji tak precyzyjnie opisane, że momentami aż brutalne. Dla jednostek empatycznych i wrażliwych – wstrząsająca. Przeczytają ją pewnie takie dorosłe już 'samotne małe dziewczynki' i będą mieć poczucie, że ktoś napisał o nich. Dla nich będzie to trudna lektura, ale myślę, że w pewnym sensie oczyszczająca. Świadomość, że nie było się jedną, jedyną taką 'samotną dziewczynką' dodaje sił, otuchy, wsparcia.

Żebyśmy mogli przebaczyć, kiedy nikt nie przeprasza (...) ktoś w nas musi umrzeć. Kto? (...) Ofiara.


To pierwsza książka Magdaleny Tulli, którą przeczytałam. Natknęłam się na nią przypadkiem. Koleżanka na fb wrzucała cytaty z niej na swojego walla. Zaintrygowała mnie. Na pewno nie będzie to ostatnia książka tej autorki, którą przeczytam. W planach mam "Włoskie Szpilki".

2 komentarze: