środa, 26 grudnia 2012

Małgorzata Musierowicz - Noelka



Jak zwykle w święta lubię sobie poczytać Noelkę - Małgorzaty Musierowicz. Ta książka wspaniale wprowadza w świąteczny klimat. I znów zachwycam się cytatami, których kilka lat temu nie dostrzegałam. To znak, że do wszystkiego trzeba jednak dojrzeć z czasem ;)
„Problem tkwi nie w rzeczywistości, ale w twoim umyśle. Odpręż no się. Nie ma żadnego problemu. Ty jesteś problemem. Nic nie usprawiedliwia negatywnych uczuć [...] Dopóki myślisz, że przyczyna twojej złości jest na zewnątrz, dopóty czujesz się usprawiedliwiona i możesz w sobie tę złość hodować.”


„Nie próbuj zmieniać nikogo. Ani niczego. To w tobie siedzi ta złość. W tobie, a nie w tym kimś są negatywne uczucia."

Odprężam się zatem, nie będę próbować zmieniać nikogo, ani niczego. Dystans, dystans, dystans.. :) Tego Wam wszystkim życzę na pozostałe chwile świąt i na resztę dni:) Pamiętajcie: Szczęście jest w nas:)


„Szczęście jest dla człowieka stanem naturalnym. Żeby zdobyć szczęście nie trzeba robić niczego, bo przecież nie można zdobyć czegoś, co się już posiada.”

Jak Wam mijają Święta? Prezenty trafione? Moje jak najbardziej. Te książkowe są spełnieniem z mojej listy:)

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych Świąt:)

Życzę Wam Kochani cudownych Świat. Rodzinnej, ciepłej atmosfery, smacznych potraw oraz masy pięknych prezentów. Ale przede wszystkim niech będzie pięknie i oby ten czas dał Wam nadzieje i wiarę na przyszłość oraz moc miłości:)


czwartek, 20 grudnia 2012

Trzy połówki jabłka - Antonina Kozłowska


„Kiedy spotyka się kogoś takiego, kogoś obdarzonego taką siłą przyciągania, wpada się mimowolnie w jego orbitę i krąży wokoło jak ćma wokół lampy, jak kometa przyciągana siłą jedynego potężnego ciała niebieskiego w układzie - gwiazdy, która topi lód w zawarty w komecie, pozwala jej zabłysnąć ogonem z pary, a potem spala i rozbija kometę na kawałeczki.”
Bardzo cenię sobie twórczość Antoniny Kozłowskiej. Przeczytałam do tej pory jej dwie książki: "Czerwony rower" i "Kukułka". Obie są niesłychanie emocjonalne, klimatyczne, napisane lekkim piórem. Od książek tej autorki nie sposób się oderwać. To typowo kobieca literatura, ale w żadnym razie nie nazwałabym jej książek babskim czytadłem. Jakaż była moja radość, gdy natknęłam się na jej książkę, której jeszcze nie czytałam, w Auchan za jedyne 11,90 zł. Już od dawna na nią polowałam i muszę przyznać, ze jestem pod jej wielkim wrażeniem.
"Trzy połówki jabłka" jak sam tytuł wskazuje to powieść o dość banalnej historii trójkąta małżeńskiego. Historia jakich wiele, ale autorka przedstawia ją w tak intrygujący i ciekawy sposób, że taka banalna już się nie wydaje.
Każda z nas zapewne spotkała w życiu taka miłość o której nie sposób zapomnieć. Uczucie takie spada na człowieka jak grom z jasnego nieba, zmieniając nasze spojrzenie na świat. Zazwyczaj jednak takie uczucie bywa niespełnione, dlatego tak często wracamy do niego myślami. Pytania typu "co by było gdyby" są na porządku dziennym, jednak nie powinny one przysłaniać nam tego co mamy. Zwykłej, a zarazem niezwykłej codzienności, z kimś kto nas kocha, dla kogo jesteśmy całym światem. To o wiele bardziej wartościowe i ważne, niż niespełniona miłość. Człowiek, który się waha nad wyborem nas, nie zasługuje na zaprzątanie sobie nim głowy. Jakkolwiek przyjemne i pełne uniesień chwile z nim spędziliśmy, jeśli boi się deklaracji, ostatecznego wyboru to mówimy mu w pewnym momencie 'good bye' i nie wracamy do tego więcej.
Z kimś takim do czynienia miała właśnie bohaterka tej książki Teresa. Marcin był jej wielką niespełnioną miłością. Poznała go jako dwudziestoparolatka, oboje wówczas byli w innych związkach i oboje mimo romansu, który się między nimi rozwinął nie zrezygnowali z nich. Dlaczego? Skoro niby łączyło ich coś tak szczególnego i niespotykanego? Ano dlatego, że oboje się bali. Deklaracji, ostatecznego postawienia na jedną osobę. Bardziej jednak bał się tego Marcin. Wygodniej my było nie deklarować się i jeść z dwóch karmników ;> Teresa w końcu wybrała. Uczciwego, zakochanego w niej chłopaka. Nie bez żalu, ale jednak zrezygnowała z Marcina. Wiedzie spokojne życie u boku męża i dwójki dzieci gdy nagle spotyka Marcina po 10latach. Na nowo odżywają uczucia a wątpliwości czy dobrze wybrała i co by było gdyby wracają ze zdwojoną siłą. Marcin ma żonę, Paulę, która okazuje się być w ciąży, a mimo to oboje i Teresa wdają się ponownie w romans... Co z tego wyniknie? Czy skrzywdzą kogoś po drodze? Czy romans się wyda? Czy warto?
Przeczytajcie sami. Ta książka szybko się czyta, ale pozostawia po sobie mnóstwo przemyśleń.
Kiedyś sama przeżyłam takie zauroczenie. Właśnie w Warszawie, gdzie toczy się akcja powieści. Gdy czytałam w jakich miejscach się spotykali Teresa i Marcin to wspomnienia i do mnie wracały. Pub Zielona Gęś np.. Pola Mokotowskie.. Ta lektura skłoniła mnie do przemyśleń. Też co jakiś czas łapię się na tym, że żyję w niespełnieniu i co by było gdyby,... Ano nic by nie było.. Gdy ktoś jest tchórzem wiele traci.. Życie toczy się dalej i nie warto wracać nawet myślami do kogoś kto z nas zrezygnował... Ja już to wiem, a Wy? ;)

„Można się oszukiwać, pozorować świadomie decyzje, ale tak naprawdę płyniemy po prostu z prądem zdarzeń, staramy się omijać co większe kłody i wodospady, nasze decyzje wymusza bieg rzeki, a nie my sami.”

środa, 12 grudnia 2012

Paczuszka od Sabinki - czyli wymianka "Dobre bo polskie" dotarła i do mnie.


Cóż za wspaniała niespodzianka! Wracam sobie po pracy do domu, a tu nagle puka sąsiadka i mówi: "Mam dla pani paczkę". Patrzcie jaką piękną!!! Mojej Loli też się spodobała i pierwsza się do nie dorwała! ;)

Tą śliczną paczkę przygotowała dla mnie sama organizatorka wymianki Sabinka
A tak oto prezentowała się zawartość tej paczuszki:


Bardzo trafione książki! Sabinko, skąd wiedziałaś, że marzyłam o "Alibi na szczęście"? Ktoś kiedyś mi polecał tutaj na blogu tą książkę i od tego czasu bardzo marzyłam o jej przeczytaniu. Druga książka też zapowiada się ciekawie. Przeczytałam opis z tyłu i sama nie wiem za którą najpierw się wziąć. Do tego słodkości i śliczny świąteczny kubeczek! Same wspaniałości! Dziękuję:))



Okazało się, że moja kota potrafi czytać;) Serio czytała list od Sabinki z wielkim zainteresowaniem. Sami popatrzcie:

środa, 5 grudnia 2012

Nowy lokator :-)


Od weekendu mamy nowego lokatora. Zwie się Lola i jest rozkoszna. Wszędzie jej pełno, jest zwinna, szybka i pełna energii. Czasem jej zazdroszczę. I jest taka malusia. Do schrupania:)













Prawda, że śliczna? :)

wtorek, 27 listopada 2012

Camilla Lackberg - Księżniczka z lodu


Od dłuższego już czasu przechodziłam obojętnie obok książek pani Camilli Lackberg. Jakoś nie działały na mnie wszechobecne reklamy jej powieści, zachęcające recenzje i księgarnie w których aż roi się od jej książek. Wręcz przeciwnie, działało to na mnie jak płachta na byka;> Ale nadszedł czas gdy pomyślałam: 'ok, spróbuję, co mi szkodzi.'

Powieść zaczyna się interesująco. Akcja powieści osadzona jest w malowniczym małym miasteczku w Szwecji - Fjällbacka. To takie miasteczko, gdzie wszyscy się znają, każdy wie wszystko o każdym, nikt nie jest anonimowy, nic nie da się ukryć. A jednak... W takim właśnie miasteczku dochodzi do strasznego morderstwa. W tajemniczych okolicznościach zostaje zamordowana kobieta. Okazuje się ona być przyjaciółką z dzieciństwa, głównej bohaterki Eriki. Erika to trzydziestoparolenia, samotna kobieta, pisarka, która dochodzi do siebie w rodzinnej miejscowości, po śmierci rodziców. Śledztwo w sprawie morderstwa prowadzi policjant Patrick. On i Erika w trakcie śledztwa zbliżają się do siebie. Z biegiem czasu coraz bardziej zaczyna ich do siebie ciągnąć. I tego właśnie nie mogłam zdzierżyć w tej książce;) Nastawiłam się na kryminał, tu tymczasem mamy powieść obyczajową z wątkiem romansowym i kryminalnym. Postacie są banalne i płaskie moim zdaniem. Trudno się z nimi zżyć, bowiem autorka mało plastycznie je opisuje. O ofierze dowiadujemy się, że była to zamknięta w sobie, tajemnicza kobieta. To właśnie o niej traktuje tytuł. "Księżniczka z lodu'. Co jak dla mnie wydaje się być banalne. Właśnie dlatego przechodziłam obojętnie obok tych książek. Księżniczka z lodu, Kaznodzieja, Syrenka... jakoś nie przekonują mnie te tytuły. Wydają mi się banalne i takie dziecinne;>
No ale... książka wciąga to fakt. Spędziłam z nią parę miłych wieczorów. Z ciekawości kto okaże się zabójcą. W życiu bym nie zgadła, więc brawa dla tej pani za tak skomplikowaną intrygę.
W sadze tej podobają mi się bardzo okładki;) A ten cytat mnie zauroczył.
„Problem w tym, że jeśli ze strachu przed wrogiem otoczysz się murem obronnym, ten mur nie przepuści również przyjaciół”

Tak. To zdecydowana prawda. Bardzo podekscytowana podeszłam do lektury tej książki. Zauroczył mnie opis tego małego miasteczka, gdzie dzieje się akcja. Pogrzebałam w sieci i okazało się, że w tym właśnie miasteczku żyła Camilla Lackberg. Śliczne ono jest. Też bym chciała mieszkać w takim miejscu:)

Czy polecam? Książka nie jest zła. To naprawdę dobre czytadło. Ale tylko czytadło. Dobrym kryminałem bym na pewno tego nie nazwała.



środa, 21 listopada 2012

Dzień inspiracji :)


Ostatnio ciągle mam tak...

Nic mi się nie chce. I to tak dzień po dniu. Zmęczona już tym jestem. Chcę by mi się chciało! Chcę poczuć to słynne 'well done' po dobrze wykonanej pracy czy innym zadaniu. Jak się wyrwać z tego impasu!? Znacie jakieś skuteczne sposoby na Niechcieja?
Potrzebuję helpunku!;)

A tymczasem zainspirowana wpisem na blogu Anetki postanowiłam zrobić sobie "Pozytywny Folder". Znalazło się tam między innymi to: