czwartek, 29 sierpnia 2013

Szklanka na pająki - Barbara Piórkowska


„... a wtedy wkracza wrzesień, ma granatowe oczy i senny uśmiech, Mona Lisa dwunastu miesięcy.”
Przepiękna, lekko tajemnicza okładka zaprasza nas do zajrzenia do środka. A w środku czeka na nas prawdziwy rarytas. Napisana poetyckim, wysubliomowanym językiem debiutancka książka Barbary Piórkowskiej oczarowuje już od pierwszej strony. Zachwyca, skłania do przemyśleń, do zastanowienia się nad swoim życiem. Takie książki lubię bardzo.

Bohaterką książki jest Ola, która mieszka w Gdańsku, co dla mnie jest dodatkowym smaczkiem, bowiem lubię czytać o okolicach, które znam, w których sama mieszkam. Ola twierdzi, że w poprzednim wcieleniu była mężczyzną, dlatego teraz jest inna niż wszystkie dziewczynki, dlatego jest wyalienowana, żyje w swoim świecie, ma artystyczną duszę. Główna bohaterka jest jednocześnie narratorką i to ona zabiera nas w ciekawą opowieść o jej życiu, od urodzenia poprzez dzieciństwo, relacje z dziadkami, szkołę, aż wreszcie do czasów młodości, jej pierwszych zainteresowań malarstwem, aż sama staje się studentką Akademii Sztuk Pięknych. Artystyczna dusza bohaterki wyłania się na każdej stronie tej książki. Książka ta jest napisana tak pięknie,a zarazem z dużą dozą humoru, wręcz miejscami sarkazmu. Autorka malowniczo ubiera w słowa wszystkie wydarzenia z życia bohaterki. Fikcja miesza się z prawdą. Wyobraźnia z rzeczywistością. Pierwsze miłości, zauroczenia, miłość jej dziadków, to jest tak pięknie napisane, że nie sposób się oderwać. Nasza bohaterka dorasta na naszych oczach, poznajemy jak zmienia się jej światopogląd, a to wszystko podczas wielkich przemian Polski z PRL, Solidarnością i Wałęsą w tle.
Bardzo zachęcam do przeczytania tej książki. Mogę o niej napisać jednym prostym zdaniem, by nie zepsuć sobie smaku po jej przeczytaniu, by nie zatrzeć wrażenia, zbyt dużą ilością banalnych słów. Ta książka po prostu jest piękna.

„Gdzie jest ukryta miłość, w jakim szklanym naczyniu? W dzbanku, z którego nalewa się obficie, w starożytnej szklance z czasów socjalizmu, co parzy ręce metalową obudową, w kieliszku do wódki, szybko napełniającym i szybko pustym. No, gdzie się chowa.”

wtorek, 27 sierpnia 2013

Drzwi do piekła - Maria Nurowska


„Koszmar, który można przeżyć raz, za drugim razem zabija.”

Doprawdy nie wiem dlaczego do tej pory przechodziłam obok książek tej autorki obojętnie. Jakiś czas temu przeczytałam: "Innego życia nie będzie" o czym pisałam tutaj i byłam pod ogromnym wrażeniem. Świetna, poruszająca, dojrzała książka. Przyszedł czas na tak reklamowaną "Drzwi do piekła". I już wiem, że Maria Nurowska będzie należeć do grona moich ulubionych autorek.

„Kobieta musi mieć w sobie to coś, mówił, swoją tajemnicę, wtedy dopiero jest warta zachodu.”
"Drzwi do piekła" opowiada historie Darii Tarnawskiej, która zabiła swojego męża. Akcja powieści toczy się w więzieniu. Wraz z główną bohaterką poznajemy realia życia w więzieniu, problemy adaptacyjne, poznajemy jej współtowarzyszki, boimy się razem z nią i razem z nią przeżywamy jej dylematy i problemy. Momentami książka ta jest szokująca, innym razem wprawia w osłupienie, złość. To co dzieje się w wiezieniu szokuje i przeraża. Książka napisana jest jednym ciągiem, bez podziału na rozdziału, czy sekcje. Zabieg ten sprawia, że trudno się od niej oderwać. Odnosi się wrażenie jakby główna bohaterka jednym tchem opowiadała nam swoją sytuację. Częste retrospekcje, przeskakiwanie z sytuacji przed zabójstwem do czasu gdy bohaterka znalazła się już w więzieniu sprawiają, że ma się wrażenie, iż to swoista spowiedź głównej bohaterki. Daria sama przed sobą próbuje odtworzyć sytuacje i dojść do tego jak znalazła się w tym miejscu, w piekle.
Cała książka to studium upadku kobiety wartościowej, na poziomie. Daria jest pisarką, wydała parę książek, pochodzi z dobrej rodziny, wyszła dobrze za mąż, co ważne: kochała swojego męża. Jak zatem doszło do tego jakże istotnego momentu, który zaważył na całym jej życiu? Bardzo byłam tego ciekawa. Autorka tak skonstruowała swoją powieść, że nie zdradza wszystkiego od razu, po kawałeczku przedstawia nam historie miłości, później małżeństwa Darii, a całość z czasem układa się w historie, która wiele tłumaczy. Ale czy wszystko?
Całkowicie pochłonęła mnie ta książka. Sama bohaterka jest tak nakreślona, że nie sposób jest się z nią nie zżyć. Polubiłam Darię i ogromnie jej współczułam. Ale przy okazji odrobinę zazdrościłam. Ten jeden jakże ważący czyn odmienił całe jej życie. Dał jej szansę na swoiste catharsis, na zmianę swojego życia. Bardzo ciekawa jestem dalszych losów Darii, które autorka kontynuuje w książce: "Dom na krawędzi". Koniecznie muszę przeczytać jak najszybciej.

„-Wszyscy mądrzy ludzie dużo czytają. Dlaczego? - To jest jakby rozmowa z samym sobą, z własną duszą, potwierdzenie, że się ją ma.”

wtorek, 6 sierpnia 2013

Męskie Granie 2013 - będzie muzycznie :)


Witam po dłuższej przerwie. Jakoś te lato totalnie zaganiane jest dla mnie. Praca pochłania większą część mojego czasu. Ale nie mogłam sobie odmówić wyjścia na koncert Męskie Granie, na którym występowała moja ulubiona Kaśka! Fakt, że po ciężkim pracowym tygodniu nie chciało mi się już totalnie nic i na ten koncert ledwo co się zwlekłam ale warto było. Nie odżałowałabym gdybym zrezygnowała! Dużą motywacją było to że umówiłam się z Gosią, nie mogłam jej zawieść. Koncert mega udany, oglądanie Kaśki z bliska było niezapomnianym przeżyciem. Do tego bardzo spodobał mi się zespół Muchy, którego do tej pory znałam tylko ze słyszenia.
Muchy na scenie prezentowały się tak. A wokalista mniaaaam;)





Moja ulubiona Mela Koteluk:))



Uwielbiam rozpoczynać jazdę na rowerze z tą oto jej piosenką w słuchawkach:)


Pati Yang Grupp przeniosła nas w magiczną krainę dźwieków. Muszę zdobyć jej najnowszą płytę, bo prezentowała utwory tylko z niej, a piękne były!



Brodka zaskoczyła bardzo pozytywnie. Swoim występem rozkręciła widownie. Jeden z panów wykrzykiwał bardzo podekscytowany swoje uczucia do niej;D


No i Nosowska!!!




Nosowska i Brodka - świetny duet!!!


Po tym koncercie mam niedosyt. Bardzo bym chciała jeszcze wylądować na jakimś koncercie KAśki i Brodkki i Meli Koteluk i nawet Domowe Melodie były super i śmieszne i Łagodna Pianka, Tres B i w ogóle.. ;)))

piątek, 19 lipca 2013

Wyprawa na Śnieżkę :)



Start. Tu zaczynamy:)

Celem naszej wyprawy jest Góra Śnieżka (1602 m n.p.m.) Najwyższy szczyt Karkonoszy oraz Sudetów.
O tu ją widać, tam w oddali ten malusi budynek to stacja meterologiczna na Śnieżce:>



Postanowiliśmy trochę zboczyć z trasy i zobaczyć te osławione Pielgrzymy - przecież to tylko mały kawałeczek drogi.. ;-)


Cel wyprawy na razie z tyłu i się lekko oddala ;D


Idziemy i idziemy.. i końca nie widać.. Gdzie te Pielgrzymy?!


Wreszcie są! :D


Piękne!


Potężne i okazałe :)


No to dalej w drogę ..


Rzut oka z góry na "Pielgrzymy":


a naszym oczom ukazują się...




"Słoneczniki" :)


Dalej w drogę. Cel przed nami..


Widoki po drodze przepiękne!
Przed nami:

Pod nami:

i za nami:


Nie spuszczamy naszego celu z oczu;)


Blisko, coraz bliżej..




Pierwsze schronisko na naszej trasie "Dom Śląski"

Dom Śląski już za nami.. Do Śnieżki niby już tuż tuż ale ciężko..


Już niedaleko! damy radę! :D


Widoki zapierają dech!



To ten mały budyneczek z początku naszej wyprawy ;)


Widoki ze Śnieżki:




Wracamy. Jest pięknie!


Kamienie mi się podobały ;D


Najpiękniejsze miejsce naszej podróży! Schronisko "Samotnia", tam spędziliśmy chwile czasu na relaks.






Wracamy... :(

Tam byliśmy ;-)


A tu podsumowanie naszej wędrówki w endomondo :)


wtorek, 16 lipca 2013

Karpacz - wspomnienie wakacji

Nie zapomniałam o obiecanych fotach z wyprawy do Karpacza, nie nie;) Po prostu zawalona byłam robotą od czasu gdy wróciliśmy z urlopu. W pracy sajgon, po pracy przygotowania do przeprowadzki i ogarnianie moich klamotów;> Ale już powoli wychodzę na prostą. Teraz mam chwilkę czasu to powrzucam parę zdjęć dla relaksu i ku pamięci :D


Taki mieliśmy widok z okna :)



Słynna Świątynia Wang:




Przełęcz nad Łomnicą - przepiękne miejsce!






Tutaj czekamy na lunch w restauracji nad Łomnicą:


a po lunchu opalanko ;D





W odwiedzinach u Ducha Gór :)



Byliśmy też w Kowarach w parku miniatur zabytków śląska. Niesamowite te miniaturowe budowle! Doskonałe w każdym szczególiku. Ponoć stworzenie takiego miniaturowego zamku trwało mniej więcej rok.
















Chcę zwiedzić większość tych zamków które widzieliśmy w tym parku, tylko czasu mało by wszystko zobaczyć. W Jeleniej Górze i Wrocku byliśmy. Zwiedziliśmy też zamek Czocha. Oto fotorelacja:











Urlop zaliczam do jak najbardziej udanych. Koniecznie musimy tam wrócić. Zakochałam się w Karpaczu i okolicach. Jutro dodam jeszcze parę fotek z wyprawy na Śnieżkę. Dziś trzeba jeszcze trochę popracować;)