środa, 12 kwietnia 2017
poniedziałek, 14 grudnia 2015
Dygot - Jakub Małecki
Autor: Jakub Małecki
wydawnictwo: SQN
data wydania: 7 października 2015
ISBN: 9788379244386
liczba stron: 312
kategoria: powieść obyczajowa / powieść historyczna
"Jesteś krzyk, jesteś dygot, jesteś kropla w rzece.
Nie spodziewałam się, że to będzie tak wciągająca książka.
Dwie rodziny - jedna mieszkająca we wsi Piołunowo i druga - w oddalonym o kilkanaście kilometrów Kole. Łączą ich klątwy, lekko rzucone w chwili upokorzenia, ale z konsekwencjami na całe pokolenie.
Rodzinę Łabendowiczów z Piołunowa przeklina Niemka, Frau Eberl, którą jeden z bohaterów - Janek - miał bezpiecznie wywieźć z wyzwolonych przez Armię Czerwoną terenów i którą wraz z dziećmi porzuca na pastwę losu. Jak się wydaje Jankowi przyjście na świat jego bezbarwnego syna - albinosa - jest spowodowane klątwą Niemki. Jan Łabendowicz do końca życia będzie miał z tego powodu wyrzuty sumienia, koszmary senne i lęki.
W Kole, na Bronka Geldę klątwę rzuca Cyganka, a efektem uroku jest poparzenie i oszpecenie jego ukochanej córki Emilii. Oba przekleństwa na zawsze zmienią bieg życia obu rodzin, niespodziewanie splatając ich wspólne losy, dostarczając chwil radosnych, których będzie zdecydowanie mniej niż bólu, upokorzenia, niezrozumienia i śmierci.
"Bezbarwny" chłopiec, którego fascynują sprawy inne niż przyziemne, odrzucony przez wiejską społeczność, dopiero w obsypanej bliznami poparzeniowymi Emilii z Geldów znajdzie zrozumienie i miłość. Tak właśnie połączą się losy dwóch polskich rodzin (nie pierwszy raz zresztą). Owocem tejże miłości będzie Sebastian, który mimo niezbyt rzeczowej i honorowej natury wyjaśni rodzinne tajemnice, i tym samym przepędzi wszystkie biesy i demony, które do tej pory mąciły myśli Geldów i Łabendowiczów.
"Dygot" to powieść o polskiej prowincji, wpływie na losy ludzkie okoliczności, miejsca urodzenia, ludzi z którymi przyszło bohaterom żyć. Małecki w doskonały sposób przedstawił kilkadziesiąt lat życia dwóch rodzin, ich pochodzenie, tragedie, radości, zwykłe codzienne życie. Zręcznie posługuje się sugestią – wystarczy kilkoma słów czy zdań i już podsuwa nam obraz, a nasza wyobraźnia zaczyna działać. Zwłaszcza jeśli mamy wspomnienia wsi czy małego miasteczka, pamiętamy specyficzny ziemno-piwniczny zapach ziemianek, wygląd świeżo zaoranego pola, wiejskie obejścia, wszędobylskie koty.
Dla mnie ta powieść to majstersztyk. Wspaniale się czyta, przenosi nas w inny czasem zaczarowany świat. Zdecydowanie polecam.
poniedziałek, 16 listopada 2015
Gorzko - Barbara Kosmowska
Seria: Seria z miotłą
Data wydania: 10 września 2014
Liczba stron: 320
"A ja nie odchodziłam od okna,szukając w sobie zgody na cudze szczęście i własne porażki.Czym były,jeśli nie stadem wilków przyczajonych w moim lesie zdarzeń? Wyskakiwały z chaszczy, przywierały do gardła, sprawiały,że i ono umarło. Nie potrafiło wydać na świat żadnego słowa.
Nie urodziło żadnego krzyku.Nie protestowało.Kolejna okaleczona macica.
Tak się umiera za firaną,przy parapecie, pomyślałam, zanim zaciągnęłam zakurzoną storę. W pokoju od razu zapadł mrok i ze zdumieniem poczułam,że wciąż żyję."
Z Barbarą Kosmowską spotykam się po raz pierwszy. Przyciągnęła mnie okładka książki, dedykacja, motto, a także to, że książka pochodzi mojej ulubionej serii książkowej. Nigdy jeszcze nie zawiodłam się na "Serii z miotłą". Tym razem też tak było. Otworzyłam książkę i już po chwili powieść Kosmowskiej porwała mnie w swój świat.
Gorzka to powieść i smutna. Gorzka i prawdziwa. Jak samo życie. Ta książka jest o kobietach, o ich marzeniach, nadziejach na lepszy los, zmaganiu się z życiem, walce o szczęście, a w końcu o straconych złudzeniach, pogodzeniu się z losem, który często bywa okrutny.
Na początku poznajemy Teresę. To główna bohaterka tej książki i wokół niej rozgrywają się główne wydarzenia. Teresa pochodzi ze małej miejscowości. Zakochuje się pierwszą niespełnioną miłością w Adamie, który pozornie nie zwraca na nią uwagi. Zawiedziona Teresa "na złość" mu oddaje się na szkolnej zabawie pierwszemu lepszemu chłopakowi z sąsiedztwa. Byle jak, byle gdzie, z byle kim. Teresa jest rozczarowana. Matką, która wiecznie narzeka, sprząta, pierze, utyskuje, ojcem, który jest jakby niewidzialny, potulny, wiecznie schowany w piwnicy naprawiający motorower, jakby w tym widział cały sens swojego życia. Jest rozczarowana wiecznie kłócącym się siostrami o mentalności małomiasteczkowej, wsią z której pochodzi, ludźmi, którzy ją otaczają. Wspólny język odnajduje tylko z babcią. Babcia była szlachcianka, żyje przeszłością, rozpamiętuje czasy, gdy żyła na poziomie, kolekcjonuje pamiątki, obrazy i wspomnienia z tych sławetnych, dobrych czasów. Babka gardzi swoją córką Danutą, matką Teresy. Ma do niej żal o to, że zmarnowała swoje życie, wyrzekając się swojego szlacheckiego pochodzenia i wychodząc za mąż, za tak miernego i nic nieznaczącego mężczyznę jakim jest ojciec Teresy. Trzy pokolenia kobiet, wszystkie zawiedzione i na swój sposób nieszczęśliwe. Każda żyjąca złudzeniami.
Teresa chcąc się oderwać od tej nudnej, smutnej i gorzkiej egzystencji decyduje się na studia w mieście. Miasto - to ma być jej wybawienie, nadzieja na lepsze życie.
W kolejnym etapie życia Teresy poznajemy jej dwie przyjaciółki z którym dane jej było dzielić akademik. Lucynę i Lidkę. Ich losy również są smutne i tak jakby z góry skazane na porażkę.
Książka jest smutna. Przejmująco smutna i pełna rozczarowań głównych bohaterek. Miałam nadzieję, że może i dla Teresy choć na chwilę los zmieni scenariusz, ale podświadomie czułam, że nie. Za jednym nieszczęściem, kolejne. Zakończyłam tę powieść płacząc nad losem takich kobiet jakich wiele. Nad którymi nikt się nie zlituje, nie pocieszy, nie przytuli, nie ukoi. Nikt nie ochroni przed okrutnym losem. Teresa jest silna, świetnie sobie radzi, powstaje po jednym nieszczęściu. Idzie dalej przez życie, radzi sobie nawet świetnie, ale już bez złudzeń, tyle już przecież straciła... W końcu los się do niej uśmiecha.. Czy na dłużej?
Bardzo polecam, przeczytajcie tę książkę. Wchłania bez reszty, sprawia, że zaczynamy się zastanawiać nad naszym życiem, nad przyjaźniami, relacjami z ludźmi, zwłaszcza tymi, których już straciliśmy...
"Czasami przyjaźń tak szybko nas opuszcza... Nie patrzy, w którą stronę pędzi. Aż zapadnie się pod ziemię, pod koła samochodu, rozbije o tafle lustra. I nie ma co zbierać, bo krucha jak porcelana z kolekcji babki".
sobota, 7 listopada 2015
Inna Dusza - Łukasz Orbitrowski
Autor: Łukasz Orbitowski
wydawnictwo: Od deski do deski
data wydania: 22 maja 2015
ilość stron: 426
kategoria: powieść dokumentalna
Opis książki:
Miasto. Zniszczone, obdrapane i brudne kamienice. Zmęczeni ludzie w ubłoconych, wiecznie spóźnionych i zatłoczonych autobusach. Przygnębienie i pustka. I nagle w jednej głowie kiełkuje ta dziwna myśl, nieodparte pragnienie. Bez motywu, bez powodu, jak głód. Tak jakby ciało przejmowała Inna dusza, która nakazuje to zrobić, i nie można od niej uciec.
Pewnego dnia miasto zatrzyma się przerażone zbrodnią.
Wydawnictwo Tomasza Sekielskiego "Od deski do deski" rozpoczęło swoją działalność serią "Na F/Aktach". Inna dusza to druga po "Preparatorze" Huberta Klimko-Dobrzanieckiego powieść w tej serii.
Bardzo wstrząsnęła mną ta książka. Z początku niepozorna opowieść o trojgu nastolatków jakich wiele. Ich marzeniach, wchodzeniu w dorosłość, problemach z rodzicami... Opowieść o zwykłym szarym życiu, w szarym, niczym nie wyróżniającym się brzydkim mieście. Bydgoszcz, bo to miasto jest miejscem akcji powieści, ukazana jest przez Orbitrowskiego jako miasto szare, brudne, nieprzyjemne. Autor mistrzowsko oddaje klimat lat osiemdziesiątych, czas przemian w Polsce. Też dorastałam w tych czasach. Może dlatego tak dobrze mi się czytało tę książkę, przypominającą mi o czasach mojego dzieciństwa. Znane piosenki, klimat czasów transformacji, kolejki w sklepach, rodzice zmagający się z codziennością i dzieci w sumie pozostawione same sobie.
Poznajemy Jędrka, chłopaka kształcącego się na cukiernika. Bardzo ambitnego i uzdolnionego w tej dziedzinie. Cały czas zastanawiałam się kiedy zakiełkowało w tym chłopcu ziarno zła. Skąd ten pociąg do noży, zabijania. Może wtedy gdy zabija małe kotki na oczach swych przyjaciół, których właścicielka cukierni kazała mu się pozbyć? Może to zło kiełkowało w nim już od dawna? W odpowiedzi na niezgodę na dominującego i wymagającego ojca? Ale przecież wielu dzieciaków ma takich ojców. W sumie normalna, spokojna, poważana rodzina, której zależy na tym by dobrze wychować swoje potomstwo. W miarę czytania tej książki coraz bardziej dochodziłam do przerażającego wniosku. Być może Jędrek się taki urodził? By zabijać...
"Ale chyba są inne duchy, wiesz, takie, co żyją w człowieku obok tych naszych dusz, zwyczajnych. I czegoś tam sobie chcą. Niektóre są ciche, inne głośne. Wrzeszczą, hałasują. To jest nie do wytrzymania. Znaczy, tak mi się wydaje, że z takim duchem w środku strasznie ciężko żyć, zwłaszcza jak on chce czegoś, na co ty nie masz ochoty.y".
On sam tak jakby to w sobie odkrył. Próbował od tego uciec. Przerwał naukę i uciekł do Legii Cudzoziemskiej, przy braku aprobaty ojca ( a może tym bardziej bez tej aprobaty...). Wiedział, że musi uciekać. Inaczej stanie się coś złego.
Non stop widzę czarne płatki, jakby obok, coś się paliło, choć przecież nawet nie mogę się ogrzać. Chłód tylko. I to siedzi we mnie, i siedzi, i puścić nie może, a ja bym chciał, żeby ktoś mnie zabrał i wyleczył. Niech wyjmie ze mnie to straszne coś. (s. 276-277
Paradoksalnie żal mi było tego chłopca. Był jak naznaczony. Jakby nie miał odwrotu, innej opcji, jakby MUSIAŁ stać się tym kim się stał. Żal mi jego bliskich, rodziców, zwłaszcza matki, której życie się złamało w tym momencie, gdy wyszło na jaw kim jest jej syn.
Świetna książka, napisana bardzo przystępnym językiem, roztaczająca aurę tajemniczości, niby opisująca zwykłe codzienne życie, a jednak czujemy, że w zanadrzu coś się czai.. Czai się coś okrutnego, nie do pojęcia dla zwykłego człowieka.
W Innej duszy przeraża to, co szokuje ilekroć podobne historie trafiają na pierwsze strony gazet czy do czołówek wiadomości. To, że podobna historia równie dobrze mogłaby się przydarzyć i w naszym środowisku. Bydgoszcz - zwykłe miasto jakich wiele, blokowisko, zwykła, pospolita rodzina, bohaterowie, którzy mogli by być naszymi znajomymi. I młody chłopak, przed którym jest całe życie, do którego nikt nie ma większych uwag. To, że jest trochę zamknięty w sobie, może czasem zbyt wybuchowy, ale czy wyróżniał się jakoś szczególnie? Nie. Małe drobne epizody, których nikt wcześniej nie dostrzegał. Bo któż przygląda się własnym znajomym, dzieciom pod kątem tego czy nie staną się zbrodniarzami. Dużo chłopców zabija małe kotki, wielu z nich podnosi głos, czasem rękę na własnego ojca. Nastolatek przeżywa okres buntt, to normalne.
Inna dusza to literacka fikcja oparta na faktach.Prawie dwadzieścia lat temu Bydgoszczą wstrząsnęły dwa morderstwa na nastolatkach. Jacek Balicki zabił swojego kuzyna, a trzy lata później sąsiadkę. Nie potrafił wyjaśnić co nim kierowało. Twierdził, że musiał to zrobić.
Wywiad z Łukaszem Orbitrowskim: W człowieku są rzeczy nierozpoznawalne.
Zaciekawiła mnie seria Na F/Aktach. Z ciekawością sięgnę po pierwszą książkę z tej serii: Predator, opowiadającej o mordercy własnej maki i siostry. Jak i trzecią, której autorem jest J.L. Wiśniewski, a w swojej książce zatytuowanej "I odpuść nam nasze..." przedstawia morderce Andrzeja Zauchy i swojej żony. Z ciekawością też zajrzę do innych książek Łukasza Orbitrowskiego. Bardzo przypadł mi do gustu jego styl pisania.
wtorek, 13 października 2015
Wojna nie ma w sobie nic z kobiety - Świetłana Aleksijowicz
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Czarne
Data premiery:
2015-11-12
Seria:
Reportaż
Ilość stron:
336
Ciekawostka wydawnicza:
"Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" ukazała się w łącznym nakładzie prawie dwóch milionów egzemplarzy. Swietłana Aleksijewicz ukończyła swoją książkę w 1983 roku, jednak na jej publikację czekała jeszcze dwa lata. Pod adresem autorki kierowano oskarżenia o "pacyfizm, naturalizm oraz podważanie heroicznego obrazu kobiety radzieckiej".
Aleksjiewicz wyznaje, że jednym z jej celów było „napisać taką książkę o wojnie, żeby niedobrze się robiło na myśl o niej, żeby sama ta myśl była wstrętna. Szalona. Żeby nawet generałom zrobiło się niedobrze” (s. 16).
Wspaniała, mocna książka wybitnej białoruskiej dziennikarki Swietłany Aleksijewicz to bardzo dobrze napisany reportaż składający się z kilkudziesięciu wywiadów z kobietami, które przeżyły II wojnę światową.
Osoby wypowiadające się na łamach książki to postacie autentyczne, które kiedyś walczyły jako snajperki, pilotki, sanitariuszki, łączniczki, strzelały jak mężczyźni, a nawet prowadziły czołgi. Wszystkie bohaterki opowiadają o swoich przeżyciach z okresu II wojny światowej, a zwłaszcza ataku Niemiec na Rosję w 1941 roku.
Opowiadają w jaki sposób trafiły do armii, jakich bohaterskich czynów dokonały, jak to odbyło się na ich psychice i przede wszystkim zdrowiu, jak były traktowane przez żołnierzy, jak radziły sobie w trudnych warunkach bojowych. Niesamowite było dla mnie ich poświęcenie, to że tak bardzo chciały walczyć w obronie ojczyzny. Zostawiały rodzinę, niejednokrotnie małe dzieci, rodziców i pchały się do wojska. Często były to młode dziewczyny, które powinny się uczyć, których rodzice nie wyrażali zgody na to by ich córki walczyły. Świetłana Aleksijowicz by napisać tę książkę, również dużo poświęciła. Jeździła po całym kraju, zbierała wszystkie informacje na temat kobiet walczących w drugiej wojnie światowej. Spotykała się w domach tych kobiet, przeprowadzała z nimi długie rozmowy, poznawała je, pytała jakie piętno odbiło na nich udział w wojnie, jaki wpływ miało to na ich dalsze losy. Wiele z tych kobiet żyło samotnie, w zapomnieniu, niektóre zostały kalekami do końca życia, tylko nielicznym udało się założyć rodzinę, mieć dzieci. Każde wspomnienie - bardzo poruszające, skłaniające do refleksji. Czy teraz, czy w naszym kraju kobiety byłby zdolne do takiego poświęcenia, do takiego oddania się za ojczyznę? Było to dla mnie wprost niepojęte skąd te młode często dziewczyny biorą w sobie odwagę by brać udział w takiej strasznej wojnie. Nikt ich nie werbował, nie było obowiązku, one często wbrew wszystkim "pchały się" do wojska. Często podstępem, często prośbą, upartością i błaganiem. Skąd było w nich tyle siły, skąd ten heroizm i pragnienie walki?
Jeszcze co mnie urzekło to jak na koniec wojny wszyscy potrafili się jednoczyć, cieszyć, radować, że się udało, że to koniec wojny, że wygraliśmy!
Niesamowita, przejmująca książka. Świetłana Aleksijowicz zasłużenie dostała nobla w tym roku. Jestem pod wrażeniem. Polecam, polecam jeszcze raz bardzo polecam. Każdy powinien to przeczytać.
Wydawnictwo Czarne
Data premiery:
2015-11-12
Seria:
Reportaż
Ilość stron:
336
„Kobiety żołnierki. W regularnej armii było ich milion. Młodziutkie, ledwie skończyły studia, zaczynały pierwszą pracę. Rwały się na wojnę, by ratować ojczyznę, albo pomścić kogoś bliskiego. Nie miały o niej pojęcia. Szły na front w lekkich pantoflach i spódnicach…”
Ciekawostka wydawnicza:
"Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" ukazała się w łącznym nakładzie prawie dwóch milionów egzemplarzy. Swietłana Aleksijewicz ukończyła swoją książkę w 1983 roku, jednak na jej publikację czekała jeszcze dwa lata. Pod adresem autorki kierowano oskarżenia o "pacyfizm, naturalizm oraz podważanie heroicznego obrazu kobiety radzieckiej".
Aleksjiewicz wyznaje, że jednym z jej celów było „napisać taką książkę o wojnie, żeby niedobrze się robiło na myśl o niej, żeby sama ta myśl była wstrętna. Szalona. Żeby nawet generałom zrobiło się niedobrze” (s. 16).
Wspaniała, mocna książka wybitnej białoruskiej dziennikarki Swietłany Aleksijewicz to bardzo dobrze napisany reportaż składający się z kilkudziesięciu wywiadów z kobietami, które przeżyły II wojnę światową.
Osoby wypowiadające się na łamach książki to postacie autentyczne, które kiedyś walczyły jako snajperki, pilotki, sanitariuszki, łączniczki, strzelały jak mężczyźni, a nawet prowadziły czołgi. Wszystkie bohaterki opowiadają o swoich przeżyciach z okresu II wojny światowej, a zwłaszcza ataku Niemiec na Rosję w 1941 roku.
Opowiadają w jaki sposób trafiły do armii, jakich bohaterskich czynów dokonały, jak to odbyło się na ich psychice i przede wszystkim zdrowiu, jak były traktowane przez żołnierzy, jak radziły sobie w trudnych warunkach bojowych. Niesamowite było dla mnie ich poświęcenie, to że tak bardzo chciały walczyć w obronie ojczyzny. Zostawiały rodzinę, niejednokrotnie małe dzieci, rodziców i pchały się do wojska. Często były to młode dziewczyny, które powinny się uczyć, których rodzice nie wyrażali zgody na to by ich córki walczyły. Świetłana Aleksijowicz by napisać tę książkę, również dużo poświęciła. Jeździła po całym kraju, zbierała wszystkie informacje na temat kobiet walczących w drugiej wojnie światowej. Spotykała się w domach tych kobiet, przeprowadzała z nimi długie rozmowy, poznawała je, pytała jakie piętno odbiło na nich udział w wojnie, jaki wpływ miało to na ich dalsze losy. Wiele z tych kobiet żyło samotnie, w zapomnieniu, niektóre zostały kalekami do końca życia, tylko nielicznym udało się założyć rodzinę, mieć dzieci. Każde wspomnienie - bardzo poruszające, skłaniające do refleksji. Czy teraz, czy w naszym kraju kobiety byłby zdolne do takiego poświęcenia, do takiego oddania się za ojczyznę? Było to dla mnie wprost niepojęte skąd te młode często dziewczyny biorą w sobie odwagę by brać udział w takiej strasznej wojnie. Nikt ich nie werbował, nie było obowiązku, one często wbrew wszystkim "pchały się" do wojska. Często podstępem, często prośbą, upartością i błaganiem. Skąd było w nich tyle siły, skąd ten heroizm i pragnienie walki?
Jeszcze co mnie urzekło to jak na koniec wojny wszyscy potrafili się jednoczyć, cieszyć, radować, że się udało, że to koniec wojny, że wygraliśmy!
Nie było nic, ani pod nami, ani nad nami… nikt nie miał jeszcze tych dywanów, kryształów… Nic… Ale byliśmy szczęśliwi. Szczęśliwi, bo przeżyliśmy. Mówimy, śmiejemy się. Chodzimy po ulicach… Cały czas się zachwycałam, chociaż zachwycać się wcale nie było czym – dookoła rozwalone mury, nawet drzewa były okaleczone. Ale miłość nas zagrzewała. Jakoś człowiek człowiekowi był potrzebny, wszyscy bardzo potrzebowali się nawzajem.
Niesamowita, przejmująca książka. Świetłana Aleksijowicz zasłużenie dostała nobla w tym roku. Jestem pod wrażeniem. Polecam, polecam jeszcze raz bardzo polecam. Każdy powinien to przeczytać.
sobota, 6 czerwca 2015
Sońka - Ignacy Karpowicz
Data wydania: 22 maja 2014
Liczba stron: 208
Oprawa: twarda
Opis książki: "W życiu Sońki wszystko skończyło się dawno, dawno temu, wraz z wojną. Przeżyła i poczuła wtedy tyle, że później już ani żyła, ani czuła, mając jedynie wspomnienia i psią obrożę z gotyckim napisem. Przypadkowe spotkanie przy wiejskiej drodze daje początek opowieści, która wreszcie może zostać wysłuchana(...)".
To on był źrenicą mego oka. Pępkiem mego ciała. Językiem moich ust. Linią papilarną każdej opuszki. Krawędzią kobiecości. Mój Joachim, mój światłonośny.
Tak pięknie napisać o miłości. Jestem urzeczona!
Każda wspólnie spędzona minuta była malutką wiecznością, idealnym światem.
Jedna z piękniejszych książek jakie dane mi było ostatnio przeczytać. Piękna! Po prostu poetycko piękna! Upajałam się każdym słowem, kompozycją zdań, które niepostrzeżenie wciągają czytelnika w nietuzinkową historię. Historię pięknej miłości. Miłości niemożliwej, miłości zakazanej, miłości potępionej.
Książka ukazuje całe okrucieństwo wojny, podziały, podłość ludzką, miłość, która w tamtych czasach nie miała racji bytu.
"Sońka" to opowieść starszej kobiety. To jej swoista spowiedź, historia całego życia, która musiała ujrzeć światło dzienne. Nic więcej nie zdradzę. Powiem tylko, że naprawdę warto. To piękna i poruszająca powieść.
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Biała Królowa - serial
Rok produkcji - 2013
Główne role:
Rebecca Ferguson - Elżbieta Woodville
Max Irons - Król Edward IV
Faye Marsay - Anne Neville
Aneurin Barnard - Ryszard, książę Gloucester
Amanda Hale - Margaret Beaufort
James Frain - Lord Warwick
Janet McTeer - Jacquetta Woodville
Rupert Graves - Lord Thomas Stanley
Veerle Baetens - Małgorzata Andegaweńska
Od pierwszego odcinka wciągnął mnie i zauroczył ten serial. Uwielbiam filmy kostiumowe, takie podczas oglądania których mogę się dużo dowiedzieć na temat historii.
Serial "Biała Królowa" to widowiskowa i fascynująca historia będąca ekranizacją książek Philippy Gregory. W sumie to serial oparty został aż na trzech książkach tej autorki. "Biała Królowa" - opowiadająca historię Elżbiety Woodwille; "Czerwona Królowa" - historia Małgorzaty Beaufort oraz "Córka twórcy królów" - historia Anny Neville. Akcja tych powieści dzieje się w tym samym czasie, dlatego pewnie też twórcy serialu zdecydowali się połączyć je w jedno i ukazać historię XV wiecznej Anglii z różnych perspektyw.
Historia zaczyna się w momencie gdy niedawno owdowiała Elżbieta Woodville chce odzyskać ziemie dla swoich synów. W tym celu udaje się na spotkanie z aktualnie panującym królem Edwardem. Król jest w doskonałym humorze niedawno odniósł druzgoczące zwycięstwo nad wojskami króla Henryka i Małgorzaty Andegaweńskiej i został koronowany na króla. Podczas objazdu królestwa spotyka urodziwą Elżbietę.
Zakochuje się w niej, chcąc uczynić z niej swoją kochankę spotyka się z ostrym sprzeciwem z jej strony. Wkrótce król Edward postanawia poślubić plebejkę. Jest to wielki skandal i szok dla całego dworu królewskiego. Jednak król jest uparty. I tak oto plebejka Elżbieta staje się królową Anglii.
To była wielka miłość. Przyjemnie było patrzeć na tę parę i śledzić jej losy.
Ale ta wielka miłość jest tylko wstępem do histiorii o walce o tron. Zawziętej, często okrutnej, pozbawionej skrupułów. Gdzie własny brat gotów jest zdradzić brata, gdzie pojawiają się ludzie, mianujący się przyjaciółmi, którym zależy tylko na prestiżu. Naturalnym jest, że kobieta ma mało do powiedzenia, jest odsuwana na dalszy plan, że mężczyzna może mieć kilka kochanek i nie ukrywać tego faktu. Kobieta w tamtych czasach potrzebna była głównie by urodzić królowi syna, który przedłużyłby ród i zatrzymał koronę. O to były największe walki i knowana, kto zostanie spadkobiercą. Każda para prześcigała się w tym, by jak najszybciej wydać na świat męskiego potomka.
W tym serialu kobiety przedstawione są jako silne, ambitne i zdeterminowane. Gra toczy się o wysoką stawkę.
Bardzo podobała mi się gra wszystkich kobiet w tym serialu.
Rebeca Ferguson jako królowa Elżbieta wypadła tutaj rewelacyjnie! Również jej matka, którą grała Janet McTeer wypadła tutaj przekonująco. Królowa Elżbieta i jej matka parały się magią. Pięknie i baśniowo ten wątek z powieści tutaj przedstawiono. Jednym słowem ten serial to jak dla mnie strzał w dziesiątkę. Jako jedyną wadę tego serialu postrzegam to, iż jest zrobiony tylko jeden sezon z tylko 10cioma odcinkami. Mam ogromny niedosyt. Na szczęście są książki Phillipy Greogory :-)
Polecam!
Moja ocena: 10/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)








