środa, 5 grudnia 2012

Nowy lokator :-)


Od weekendu mamy nowego lokatora. Zwie się Lola i jest rozkoszna. Wszędzie jej pełno, jest zwinna, szybka i pełna energii. Czasem jej zazdroszczę. I jest taka malusia. Do schrupania:)













Prawda, że śliczna? :)

wtorek, 27 listopada 2012

Camilla Lackberg - Księżniczka z lodu


Od dłuższego już czasu przechodziłam obojętnie obok książek pani Camilli Lackberg. Jakoś nie działały na mnie wszechobecne reklamy jej powieści, zachęcające recenzje i księgarnie w których aż roi się od jej książek. Wręcz przeciwnie, działało to na mnie jak płachta na byka;> Ale nadszedł czas gdy pomyślałam: 'ok, spróbuję, co mi szkodzi.'

Powieść zaczyna się interesująco. Akcja powieści osadzona jest w malowniczym małym miasteczku w Szwecji - Fjällbacka. To takie miasteczko, gdzie wszyscy się znają, każdy wie wszystko o każdym, nikt nie jest anonimowy, nic nie da się ukryć. A jednak... W takim właśnie miasteczku dochodzi do strasznego morderstwa. W tajemniczych okolicznościach zostaje zamordowana kobieta. Okazuje się ona być przyjaciółką z dzieciństwa, głównej bohaterki Eriki. Erika to trzydziestoparolenia, samotna kobieta, pisarka, która dochodzi do siebie w rodzinnej miejscowości, po śmierci rodziców. Śledztwo w sprawie morderstwa prowadzi policjant Patrick. On i Erika w trakcie śledztwa zbliżają się do siebie. Z biegiem czasu coraz bardziej zaczyna ich do siebie ciągnąć. I tego właśnie nie mogłam zdzierżyć w tej książce;) Nastawiłam się na kryminał, tu tymczasem mamy powieść obyczajową z wątkiem romansowym i kryminalnym. Postacie są banalne i płaskie moim zdaniem. Trudno się z nimi zżyć, bowiem autorka mało plastycznie je opisuje. O ofierze dowiadujemy się, że była to zamknięta w sobie, tajemnicza kobieta. To właśnie o niej traktuje tytuł. "Księżniczka z lodu'. Co jak dla mnie wydaje się być banalne. Właśnie dlatego przechodziłam obojętnie obok tych książek. Księżniczka z lodu, Kaznodzieja, Syrenka... jakoś nie przekonują mnie te tytuły. Wydają mi się banalne i takie dziecinne;>
No ale... książka wciąga to fakt. Spędziłam z nią parę miłych wieczorów. Z ciekawości kto okaże się zabójcą. W życiu bym nie zgadła, więc brawa dla tej pani za tak skomplikowaną intrygę.
W sadze tej podobają mi się bardzo okładki;) A ten cytat mnie zauroczył.
„Problem w tym, że jeśli ze strachu przed wrogiem otoczysz się murem obronnym, ten mur nie przepuści również przyjaciół”

Tak. To zdecydowana prawda. Bardzo podekscytowana podeszłam do lektury tej książki. Zauroczył mnie opis tego małego miasteczka, gdzie dzieje się akcja. Pogrzebałam w sieci i okazało się, że w tym właśnie miasteczku żyła Camilla Lackberg. Śliczne ono jest. Też bym chciała mieszkać w takim miejscu:)

Czy polecam? Książka nie jest zła. To naprawdę dobre czytadło. Ale tylko czytadło. Dobrym kryminałem bym na pewno tego nie nazwała.



środa, 21 listopada 2012

Dzień inspiracji :)


Ostatnio ciągle mam tak...

Nic mi się nie chce. I to tak dzień po dniu. Zmęczona już tym jestem. Chcę by mi się chciało! Chcę poczuć to słynne 'well done' po dobrze wykonanej pracy czy innym zadaniu. Jak się wyrwać z tego impasu!? Znacie jakieś skuteczne sposoby na Niechcieja?
Potrzebuję helpunku!;)

A tymczasem zainspirowana wpisem na blogu Anetki postanowiłam zrobić sobie "Pozytywny Folder". Znalazło się tam między innymi to:















wtorek, 20 listopada 2012

Brulion Bebe - Małgorzata Musierowicz


„Nigdy nie lubiłem być młody. Pamiętam dobrze, jakie to piekielnie trudne. Do pewnego momentu człowiek jest sam sobie nieznany. Nieokreślony.
Któregoś dnia zaczyna rozumieć, że stoi przed jakąś powinnością, choć nie wie jeszcze - przed jaką. Z przerażeniem odkrywa nagle, że istnieje gradacja wartości i prawo wyboru. I że wybierając sposób postępowania, człowiek wpływa na drugiego człowieka. Co za odpowiedzialność! Może skrzywdzić tego drugiego albo mu pomóc. Odepchnąć go albo podać mu rękę. I cokolwiek zrobi, wpływa nie tylko na innych, ale i na samego siebie. To samego siebie buduje, odnosząc się do drugiego człowieka. Zapełnia tę swoją nieokreśloność, jak zapełnia się pustą przestrzeń cegłami i zaprawą. Wypełnia siebie. I to właśnie wymaga takiego trudu i takiej odwagi.”


Po serii kryminałów zapragnęłam przeczytać coś lekkiego i optymistycznego. Coś co odpędzi te czarne chmury, które się zebrały nad moją głową;> Akcja ładowania akumulatorów nadal trwa:) Gdy wpadł mi w ręce "Brulion Bebe" Małgorzaty Musierowicz, nie zastanawiałam się długo. To moja ulubiona autorka z nastoletnich lat. Niestety przygodę z Jeżycjadą skończyłam właśnie na tej książce, zatem postanowiłam do nich wrócić właśnie od tego momentu na którym skończyłam.

To był strzał w 10tkę! Świetny powrót do nastoletnich czasów! Czytałam tę książkę nie bagatela, bo aż 19 lat temu! Ale, ale.. Nie czuję się taka stara jakby na to wskazywały te lata;) Poza tym ta książka bardzo i po latach mi się podoba. Świetna, wciągająca fabuła, przystępny język, książkę czyta się z przyjemnością. Ba wręcz z uśmiechem na twarzy:)
Mamy tu do czynienia z ekscentryczną barwną Anielką, którą jako pierwszą poznałam z całej Jeżycjady w słynnej powieści "Kłamczucha". Niezmiernie bawił mnie Bernard. Imię pasuje do niego idealnie. Trochę niezdarny, ociężały, ekscentryczny, ale za to o niebagatelnej duszy. Prawdziwy artysta. Dialogi z nim w roli głównej są prześmieszne:))) Polubiłam też Bebe. Świetnie wykreowana postać nastolatki, która wszystkiego się boi, dużo rozmyśla, jest cicha, małomówna, ułożona, a jednocześnie dusza jej aż się wyrywa by latać, by dać sobie trochę swobody.


"Milczenie było najbardziej zgodne z jej usposobieniem i upodobaniami. Lubiła milczeć. To jej dawało poczucie bezpieczeństwa".

„To takie dziwne. Nie każdy, zrodzony do latania, latać potrafi.”

Jestem pod wrażeniem lekkiego, a zarazem zabawnego pióra pani Musierowicz. Poza tym jej książki kierowane do młodzieży zawierają mnóstwo przesłań, złotych myśli, porad życiowych. Niesamowite, że gdy czytałam ją sama jako nastolatka nie zauważałam ich. Tym razem, co rusz się na nie natykałam i byłam pod wrażeniem jakie są sugestywne, a zarazem nienachalne.
Jednym słowem bardzo polecam. I starszym i młodszym czytelnikom. Świetna rozrywka!
Cytaty, które mnie ujęły:
„Ja wierzę, że otrzymaliśmy życie jako zadanie dla siebie. Że życie jest zadaniem, rozumiesz? To twój wysiłek zbuduje ciebie samą.”

„Męczymy się wszyscy. Ale popatrz: jakoś się trzymamy. Nie tracimy godności. Przynajmniej niektórzy z nas. Czyż nie jest rzeczą chwalebną wyjść na ludzi poprzez trudności i opały? Uczyć się dla siebie samego po to, żeby być, po prostu, człowiekiem wykształconym?”

„Chyba naprawdę trzeba o sobie zapomnieć, żeby móc siebie odzyskać.

piątek, 16 listopada 2012

ładuję akumulatory:)

Staram się ostatnio robić wszystko by jesienna melancholia mnie nie pokonała;) Cóż, zupełnie niespodziewanie mnie dopadła i robię wszystko by z nią wygrać. Takie wieczory bardzo w tym pomagają:) Trzeba być dla siebie dobrym. Słuchać swojego organizmu i dać mu czas na wytchnienie. Mój Mężczyzna kupił mi ot tak gazetki i to mnie zainspirowało:)Ten wieczór będzie dla mnie. Kakao, świeczuszki i lektura:)

Mój ukochany kubek do kakao - pamiątka z Paryża. I love it! :))

i świeczuszki.. uwielbiam świeczki zapachowe i magiczny klimat które tworzą. W kominku pomarańczowo - cynamonowy olejek zapachowy.

Parę artykułów przypadło mi do gustu. Jak zwykle niezawodna Krystyna Janda. Przy najbliższej wizycie w bibliotece muszę coś jej wypożyczyć. Ona pisze tak ciepło i tak kojąco. Potrzeba mi teraz takich słów.



Dzięki "Pani" przypomniałam sobie także o wspaniałej polskiej pisarce Romie Ligockiej. Kiedyś czytałam jej książkę "Znajoma z lustra" - zbiór świetnych felietonów o rzeczach ważnych, miłości, przyjaźni, obcowaniu z sobą samą. Pamiętam, że bardzo mnie one wówczas urzekły. Muszę wrócić do jej książek... Moim zdaniem są idealne na takie właśnie jesienne wieczory.



A te fotki stworzyłam z luźnych myśli przy artykułach znalezionych w "Pani".
Do zastosowania:) Trzeba odnaleźć w sobie kobietę. Dobry wygląd i zadowolenie z siebie podstawą dobrego samopoczucia:)
To moje sentencje na jesień i zimę:)

piątek, 9 listopada 2012

Zaplecze - Marta Syrwid

Totalny 'Niechciej' mnie ogarnął, apatia i jakieś takie dziwne przygnębienie. Jednym słowem ZUO! Zwalam to na okoliczności przyrody, starając się nie zagłębiać, nie analizować. Może stąd moja niechęć do poniższej książki, którą dziś chcę Wam zaprezentować.

Anoreksja. Temat znany, ciekawy, mający podłoże psychologiczne. Zatem do książki podeszłam z dość dużym entuzjazmem. Lubię takie tematy. Lubię złożoność ludzkiej psychiki. Ale niestety, przy tej lekturze poległam na całej linii.
Książka napisana tak dziwnym stylem, tak udziwniona, że aż męcząca. Próbowałam zrozumieć ten zabieg młodej autorki. Poprzez chaos, kropki w połowie zdania, pragnęła nam zapewne przedstawić co się dzieje w głowie jej zagubionej, stłamszonej bohaterki. Mnie to jednak nie przekonało, męczyło mnie to wręcz.
Ładnie za to ukazała genezę chęci do samounicestwienia Klary. Klara od najmłodszych lata była szykanowana przez ojca. Ojca psychopatę bym rzekła. Wstrętny, egoistyczny mężczyzna, wg którego świat musi kręcić się wokół niego. Obrzucał swoja córkę najgorszymi wyzwiskami, zmuszał do jedzenia w sadystyczny sposób, wciskając jej buzie w jedzenie, krzyczał, bił. Mała 5letnia klara często zamykała się w łazience, chowała za pralką, wkładała piąstkę w buzie i płakała. Ojciec w tym czasie rozwalał się w fotelu i oglądał tv. Gdzie była w tym czasie matka? Ano w pracy, albo u koleżanki, bowiem sama ledwo wytrzymywała ze swoim despotycznym mężem. W domu Klary często dochodziło do awantur, jednak matka nie była w stanie jej obronić. Sama była słaba emocjonalnie i histeryczna. Często płakała przez męża. Dlaczego od niego nie odeszła? To mnie zastanawia u takich kobiet. Dlaczego na to pozwalają? Oki pozwala krzywdzić siebie, jej sprawa, ale dlaczego pozwala krzywdzić własne dziecko? I to komu? Takiemu nic niewartemu tyranowi! Nigdy tego nie zrozumiem.
Zmęczyła mnie ta książka, przemieliła i wypluła. Niby tylko 222 strony a czytałam z przerwami, bo po prostu nie dało się inaczej. Emocjonalnie wypruwa.

Może powinnam zmienić lektury by poczuć się lepiej? Serio czuję się taka ciężka ostatnio i tak nic mi się nie chce. Co gorsza mało rzeczy mnei cieszy, a jak już to tak na krótko. Szukam czegoś co mnie podniesie.. a tymczasem parę fot z zabawy instagramem..