czwartek, 30 czerwca 2011

wakacyjna wymiana książkowa

 

Dotarła i do mnie paczuszka od Jagody:) Debiutanckiej książki Izy Kuny jeszcze nie czytałam ale z chęcią przeczytam, zapowiada się smiesznie:)
Bardzo podobała mi się zakładka. Prawda, że śliczna? Uwielbiam takie proste a zarazem urocze rzeczy.
No i słodkości!!! Kocham! Batoników już nie ma;)
Dziękuję Jagoda:)
Bardzo spodobała mi się ta wymiana. Super sprawa:)
Posted by Picasa

piątek, 10 czerwca 2011

Małgorzata Warda - Dłonie

Długo się zbierałam by podzielić się wrażeniami na temat tej książki. Bo to było wielkie WOW!
To zdziwienie, że ktoś może tak zgrabnie, tak dosadnie wyrazić emocje, które targają nami kobietami. To było jak piękny obrazek, wszystko w nim takie namacalne, takie znane, oj jak dobrze znane...

To jedna z tych książek po przeczytaniu której ma się niedosyt i żałuje się że już się skończyła. Chce się więcej, więcej... Piękna książka, kipiąca emocjami.
Pięć bohaterek: Sara, Maria, Dorota, Anna, Maja, których losy się przeplatają. Każda z nich ma bogatą osobowość, każda jest w jakiś sposób związana ze sztuką. Barwne postacie, każda inna a jednak tak wiele je łączy.
Książka o uczuciach, emocjach, relacjach międzyludzkich, związkach. Przede wszystkich zaś o kobietach. O ich pięknie, dobru a zarazem okrucieństwie, czasem bezmyślności. O ich potrzebach, oczekiwaniach i dążeniu do szczęścia. Szczęścia na swój sposób.
W niektórych bohaterkach odnalazłam siebie. /Dlatego tak mnie ta książka ujęła/. Ze zdumieniem stwierdziłam 'a więc tak to wygląda z boku, tak to może ktoś odebrać...
Po przeczytaniu nasunęło mi się pytanie: 'Czy zatajając swoje prawdziwe uczucia, zwalczając je coś tracimy?'
Jedna z bohaterek tak właśnie postępowała.. Wystarczyło tylko by się otworzyła.. ale nie ona wybrała ucieczkę, unikanie, zaprzeczanie...
Czy ja też tego nie robię?
Przeszywająca książka, głęboko mnie poruszyła.
I na pewno jeszcze do niej wrócę.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

poranny chillout

Nie mogłam spać.
Całą noc nie zmrużyłam oka.
Ciężko mi z tym co się teraz dzieje. Nie spodziewałam się że aż tak to przeżyję.

Świta już o 3ciej w nocy.. Pięknie było. Tak pięknie i ciepło, że przejechałam się nad jezioro w spokoju pomyśleć..

Jezioro Dobre.




poniedziałek, 30 maja 2011

"Nie ma powodu by płakać"..

Zachwycona pisaniem Małgosi sięgnęłam po kolejną jej książkę. Tym razem się rozczarowałam. Nie ma o czym pisać w sumie. Niby 200stron ale cała książka to tak jakby przydługi wstęp. Czytałam i czytałam czekając na jakiś morał, jakiś głębszy sens. A tu nic.. Książka to zapis studenckiego życia kilku dziewczyn które są wpółlokatorkami. Pisana jak 'z pamiętnika licealistki'. Imprezy, zajęcia na ASP, jakieś niby miłostki. Coś niby się czai między wierszami, ale nie do końca wiadomo co. Dopiero na dosłownie ostatnich stronach autorka ujawnia przed nami 'wielką tajemnice'. Jak dla mnie nie powalającą na kolana;> Nie podobała mi się. Nic z tej książki dla siebie nie wyniosłam. Jedynie co mi się w niej podobało to imię bohatera całego zamieszania;> Jakiś taki niedosyt mi po niej pozostał...


Mam ostatnio "ludziowstręt".
Tak jakby mi ktoś nagle bez ostrzeżenia zdjął różowe okulary i widzę świat takim jakim jest. To co widzę, nie podoba mi się. Ludzie mnie tak rozczarowują...
Weekend spędziłam z sis, ale też wróciłam jakaś markotna. Nie będę się wdawać w szczegóły, bo to nie o to chodzi. Powiem tylko, że z rodziną czasem najlepiej to tylko na zdjęciu się wychodzi..
Po nie miałam ochoty na żadne spotkania. P. był tak blisko i chciał mnie wyciągnąć na spacer ja się wymigałam. Nawet Ex z którym kiedyś byłam 5lat nagle chciał mnie odwiedzić. /Tylko 'po co?/ ja się pytam/ Bez sensu to wszystko;>
Wiem, taka zblazowana ostatnio jestem. Samą mnie to razi i uwiera.
Chyba mam taki czas, że najlepiej dla mnie to pobyć samej ze sobą. Zabunkrować się, oddzielić się od świata, czytać, pochłaniać książkę za książką, oglądać filmy. Just to be good to yourself.
Bo przecież nie ma powodu by płakać..

;-)
To minie. Wszystko mija.
Jogę od dziś zaczynam i muszę wreszcie kupić ten rower! Już 2miesiace się na niego zamierzam:>

poniedziałek, 23 maja 2011

Joyce Carol Oates - Mama odeszła

"Moje życie jest pełne usterek nie ma kto go naprawić"

Tak jakoś jest... Można się wypalić emocjonalnie? Bo mi się to chyba przydarzyło.
No ale nic.. poczekam aż mi przejdzie. Nie ma co tego roztrząsać.


"Ze smutkiem jest tak jak z tymi ręcznikami papierowymi w publicznej toalecie. Dzielony ze zbyt wieloma ludźmi robi się brudny".


Daję sobie czas. Robię to co lubię najbardziej.
Układnie swojego świata wciąż od nowa nie ma sensu. Już tyle razy to przerabiałam.
Więc nie myślę, nie analizuję a nawet gdy zaczynam otrząsam się jak przed natrętną muchą. Czytanie - to jest to co teraz mi dobrze robi. Książki to taki cudowny lek na zapomnienie... Po prostu wierzę że kiedyś będzie tak jak chcę..

"Wiara to taka wygodna rzecz" ;-)


Właśnie przeczytałam drugą książkę Joyce Carol Oates - jedna z lepszych książek jakie w tym roku wpadły w moje ręce.
"Mama odeszła" - ta książka jest mi tak bliska, tak bardzo intymnie bliska! To jak pisze Oates to dla mnie rewelacja. Zarywałam noce tak mnie wciągnęła.

Główna bohaterka Nikki ma 32lata /bardzo polubiłam Nikki/. Prowadzi dość beztroskie, nieustabilizowane życie, nie zważając na komentarze matki i siostry. Nikki jest fajna:) zafarbowała włosy na czerwono, ubiera się seksownie i ekstrawagancko, ma żonatego kochanka i fajną pracę dziennikarki - pisze artykuły o znanych, ciekawych ludziach.
Nagle jej życie diametralnie się odmienia. Nieoczekiwanie w burzliwych okolicznościach traci matkę. To zdarzenie nią wstrząsa i przewraca jej życie do góry nogami. Nikki przechodzi swoistą przemianę. Zamyka się w sobie, zamieszkuje w domu matki. Jeden burzliwy rok po śmierci matki, wypełniony przerażającymi zdarzeniami i smutkiem, to dla niej rok zrozumienia siebie, matki, ich relacji, czas który daje jej wiedzę na temat dawnego życia matki, kim ona tak naprawdę była.. Nie tylko miłą, wiecznie uśmiechniętą i dobrą dla wszystkich Gwen, która sama o sobie mówi:

"Moje usta po prostu same się śmieją, zwierzęta też obnażają kły kiedy się boją"

Ta książka poniekąd też i mną wstrząsnęła. Uwielbiam taką prozę. Pełną treści, ciekawych spostrzeżeń, złotych myśli, dającą do myślenia. To jedna z tych książek, która pozostawi w nas ślad na długo.. Ta książka uświadomiła mi jak łatwo zapominam o swoich bliskich, zatracając się bez reszty w swoim świecie.


"Jesteśmy jak ci ludzie którzy poznają się na jakimś przyjęciu, zaczynają rozmawiać i utykają razem w windzie. Staramy się być wobec siebie uprzejmi, staramy się nie panikować, ani nie krzyczeć na siebie ale brakuje nam tchu"


Znakomita książka i aż mnie ciągnie do kolejnej tej autorki.

ps. wszystkie cytaty zaczerpnięte z książki.

czwartek, 19 maja 2011

W tak pięknych okolicznościach przyrody


wybyliśmy na weekend odwiedzić Kopernika:)



Nie spodziewałam się, że Toruń jest taki cudny, że to miasto tak mnie zauroczy!
To był świetny pomysł na odreagowanie, na odpoczynek gdzieś z dala od domu.
Toruń to miasto które żyje. Pełne ślicznych kościółków, zabytków, pięknych uliczek.
Byłam zachwycona.
A takie rzeczy na ulicy rozbrajały mnie wręcz:)
Osiołek na starym mieście pod ratuszem np. Był przeuroczy! :)



Albo ten piesek ...


albo np ta fontanna i te żabki wkoło.. przeurocze :)


Oczywiście byliśmy w domu Mikołaja Kopernika. Dom miał imponujący. Nie spodziewałam się że Kopernik był aż tak majętny.



Wleźliśmy też na wieże w Ratuszu. Ja ledwo ledwo /miałam zadyszkę! - co się stało z moją kondycją?!/ ale dałam radę. Warto było.. Widok przepiękny!



Tu dom z gwiazdą widziany z góry...



No i nie ukrywam - najbardziej ujął mnie murek nad Wisłą ;)





Żal było odjeżdżać. Na pewno tam jeszcze wrócimy :)

piątek, 13 maja 2011

there will be no white flag above my door

Byłam dziś autkiem w Gdyni na ważnej dla mnie wizycie.
Pierwszy raz od mojej przerwy w jeżdżeniu /9lat!!!/ wybrałam się sama w trójmiasto.
Bosko było!
Uwielbia prowadzić auto.
Jeszcze bardziej uwielbiam słuchać muzyki na full w aucie, podśpiewywać, czując jak wszystkie moje problemy zostają w tyle... :D

Miałam taki niedosyt jazdy, że gdy dojechałam do swojego miasta pojechałam dalej przed siebie. /bo listę przebojów trójki super się słucha za kółkiem/
Dojechałam do cudnych okolic. Pola, łąki, zieloność, pasące się krowy, kręte wąskie uliczki. To było coś czego mi było trzeba!

Takie oderwanie się..

Byłam /jestem/ ostatnio zmęczona. Miałam przesyt wszystkiego. Muszę poukładać coś sobie w głowie. W weekend kierunek Toruń:) Nigdy nie byłam w tym mieście a mam w sumie 3 godziny drogi:)
Więc czas nadrobić..

Kończę teraz Joyce Carol Oates - Mama odeszła. To jej druga książka którą czytam i jestem zachwycona! Nie mam pojęcia dlaczego wcześniej na nią nie trafiłam. Internet to cudne miejsce, pełne fajnych ludzi, dzięki którym odkrywasz tyle fajnych nowych rzeczy:)