poniedziałek, 25 czerwca 2012

Zanim zasnę - S.J.Watson

"Wspomnienia nas definiują"

Czy potraficie wyobrazić sobie życie bez wspomnień? Być jak czysta karta, nie pamiętając skąd się wywodzimy, jaka jest nasza historia? To prawda, że czasem mamy takie wspomnienia o których jak najszybciej chcielibyśmy zapomnieć, które sprawiają nam ból i cierpienie. Ale czymże bylibyśmy bez pamięci o tym wszystkim co przeżyliśmy? Jaki sens miałoby nasze życie? Każde doświadczenie czegoś nas uczy i sprawia, że jesteśmy takim właśnie, a nie innym człowiekiem.

Bohaterka debiutanckiej książki S.J.Watsona - 47 letnia Christinie, nie ma tego przywileju. Co dzień budzi się pozbawiona pamięci i wspomnień. Nie wie kim jest, otoczenie w którym się znajduje budzi w niej przerażenie, bo jest zupełnie jej nieznane. Mężczyzna u boku którego się budzi jest dla niej kimś obcym. Gorączkowo próbuje sobie przypomnieć skąd się tu wzięła i co robiła poprzedniego wieczora. Christine ze świadomością 20parolatki z przerażeniem spogląda na swoje odbicie w lustrze, co dzień od nowa przyzwyczaja się do swojego 47letniego ciała. Nie pamięta nic po tragicznym wypadku jaki miał miejsce 20lat temu. Mężczyzna z którym mieszka, każdego dnia na nowo cierpliwie tłumaczy jej, że jest jej mężem, że straciła pamięć w wypadku samochodowym. Jednakże każdego dnia budzą się w niej skrawki wspomnień, przeczące słowom mężczyzny, które sprawiają, że nie wie komu ma ufać. Potajemnie spotyka się z doktorem Nashem, który przypomina jej o prowadzonym przez nią pamiętniku. Ma go prowadzić dzień w dzień zapisując skrawki wspomnień, które się u niej pojawiły. To co w nim znajduje napawa ją jeszcze większym przerażeniem. To straszne nie wiedzieć kim się jest, co się już przeżyło, gdzie się podziali jej znajomi, rodzina, czy ma jakieś dzieci? Christine jest przerażona i skołowana, a pamiętnik pomaga jej rozwiązać pewną tajemnice dotyczącą okoliczności jej wypadku.

Bardzo mile zaskoczyła mnie ta książka. Wciągająca fabuła, bardzo zgrabnie i pomysłowo skonstruowany thriller psychologiczny sprawiają, że nie sposób się od niej oderwać. Postać głównej bohaterki, jej emocje, przeżywane uczucia są nakreślone tak plastycznie, że jestem pełna podziwu, że to mężczyzna napisał tą książkę. Powieść czyta się bardzo szybko. Jednym mankamentem jest nieco chaotyczna treść, która nie pozwalała się połapać co jest prawdą, a co wymysłem bohaterki. Ale tak właśnie ona to odczuwała, takie było jej odbieranie świata i pojawiających się nagle przebłysków pamięci. Zakończenie lekko przewidywalne, ale nie przeszkadzało mi to czytać tej książki z zapartym tchem aż do ostatniej strony.
Polecam!

wtorek, 19 czerwca 2012

Duma i uprzedzenie - Jane Austen

„- Określenie "szaleńczo zakochany" jest banalne, wątpliwe i tak nieokreślone, że daje mi zgoła niewielkie pojęcie o sprawie. Często kwituje się nim zarówno uczucie wynikające z półgodzinnej znajomości, jak i prawdziwą miłość.”
Rozpoczęłam swoją przygodę z Jane Austin.
Oczywiście, że obejrzałam już większość ekranizacji jej książek i bardzo mi odpowiadają takie klimaty. Bardzo lubię oglądać filmy z XVIII wieczną Anglią w tle. Od dawna zabierałam się za jej książki i teraz po przeczytaniu "Dumy i uprzedzenia" żałuję i wstyd mi, że tak długo nie znałam jej twórczości.

Proza Jane mnie urzekła! Ten cudowny, melodyjny język, a zarazem jego przystępność, wciągający styl pisania, dużo pięknych dialogów, postaci nakreślone bardzo wyraziście i charakterystycznie. To wszystko sprawiło, że czytanie powieści Jane Austin było dla mnie prawdziwą przyjemnością.
Nie jestem zwolenniczką romansów, wręcz od nich stronię, ale ta książka mimo, że jej głównym wątkiem są umizgi i zaloty, to raczej do typowych romansów nie należy. Moim zdaniem to powieść obyczajowa, traktująca o stylu życia, obyczajach panujących w XVIII wiecznej Anglii. I tu jak wielkie moje zaskoczenie - kolejna książka poszerzająca horyzonty. Traktuje ona głównie o tym jak to w tamtych czasach wydawano panny za mąż. Jakie to było ważne dla matki wydać swoje wszystkie córki za dobrego no i oczywiście majętnego męża.

„Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony.”
Pani Benet matka pięciu córek niezmiernie mnie bawiła w tych właśnie staraniach. Jej głównym celem życia było wydanie za mąż wszystkich córek i to jak najszybciej. Wielki potwarz dla niej to był gdy sąsiadka wydała swoją córkę pierwsza za mąż. Jakież to było rozczarowanie i zawód dla niej, gdy kandydaci do ręki jej córek jakoś się rozpierzchli. Sen jej to spędzało z powiek. Gdy wydała młodszą córkę za hulakę i bawidamka, człowieka z długami o niezbyt dobrej reputacji była najszczęśliwszą osobą na świecie. Bawiła mnie ta głupiutka, gadatliwa i wszędobylska kobietka, ale czyż i teraz nie ma takowych matek?;) Albo dziewczyn pokroju młodszych córek państwa Benet - głupiutkich, lekkodusznych, których sensem istnienia jest złapać przystojnego i bogatego męża.
Bardzo mi zaimponował pan Benet. Intelektualista, spędzający całe dnie w biblotece, spokojny, zdystansowany, małomówny człowiek. Traktował z dystansem swoją głupią żonę i głupiutkie córki. Bibloteka to było jego sanktuarium i zazwyczaj przebywał tam sam. Ujęło mnie jego 'nie wpuszczanie głupoty do bibloteki", jego ironia z jakim traktował córki. Dialogi pana Beneta z córkami to majstersztyk. Uśmiałam się! :)
Pan Darcy to mój faworyt! Zakochałam się w nim! Mądry, inteligentny, powściągliwy. Ach szkoda, że takich mężczyzn jest mało na świecie;)
„Świat cierpi na brak mężczyzn, szczególnie tych, którzy są cokolwiek warci.”

Powieść ta niesie ze sobą przesłanie. Nic nie jest takie jakie się wydaje na pozór. Trzeba najpierw poznać kogoś i samemu ocenić, a nie wierzyć plotkom.
„Im więcej poznaję świat, tym mniej mi się podoba, a każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu o ludzkiej niestałości i o tym, jak mało można ufać pozorom cnoty czy rozumu.”

Nie wszystko złoto co się świeci. Często możemy kogoś skrzywdzić wydając o nim pochopne opinie, lub sugerując się opiniami innych.
„Nie ma nic bardziej zwodniczego nad pozory skromności. Często jest to tylko obojętność wobec opinii ludzkiej, a czasami schowana pycha.

Swoją drogą tytuł bardzo trafny. Idealnie nawiązuje do dwóch głównych postaci w książce. W jaki sposób? Przekonajcie się sami:)

Jednym słowem 'cud, miód i orzeszki'. Idealna książka na letnie wieczory. Lekka, napisana cudownym językiem, a zarazem niosąca przesłanie. Po tej książce mam apetyt na kolejne książki Jane Austin. I postaram się go jak najszybciej zaspokoić;)

wtorek, 12 czerwca 2012

Khaled Hosseini - Tysiąc wspaniałych słońc


„Spośród wszelkich trudności, które spotykają człowieka w życiu, nic nie stanowi gorszej kary niż zwykłe czekanie.”
Tą książkę podobnie jak wiele ostatnich książek wypatrzyłam gdzieś na blogach. Zachęcona entuzjastycznymi recenzjami i tym razem się nie zawiodłam. Jestem zachwycona tą lekturą i uważam czas z nią spędzony za bardzo udany.

Bardzo lubię książki, które nie dość że są ciekawie napisane, z wciągającą fabułą to do tego wszystkiego poszerzają horyzonty.
Tłem powieści jest tocząca się wojna w Afganistanie. Główne bohaterki to dwie kobiety, których losy niespodziewanie zostają splecione. Ogrom cierpień, upokorzeń i przeciwności losu jakie obie te kobiety muszą przeżyć jest niewyobrażalny.
Nie do pojęcia jest, że w dzisiejszych czasach gdzieś w świecie kobiety są tak strasznie traktowane. Praktycznie nie mają żadnych praw. Są własnością męża. A kobieta bez męża nic nie znaczy. A co dopiero kobieta z nieślubnym dzieckiem...

To niestety przydarzyło się matce Mariam - jednej z głównych bohaterek. Mariam poznajemy jako małą dziewczynkę, mieszkającą w kolbie na uboczu wsi. Od wczesnych lat dzieciństwa dziewczynka ma poczucie bycia kimś gorszym, jej życie naznaczone jest piętnem bycia bękartem.
Jej matka to sfrustrowana kobieta, obciążająca dziewczynkę winą za swoje zmarnowane życie. MAriam to mądra dziewczynka o wielkim sercu. Bardzo kocha swojego ojca, który odwiedza ją i obsypuje prezentami. Jednak dla dorastającej Mariam to za mało, musi przekonać się dlaczego jej ojciec się jej wstydzi. Pewnego dnia wybiera się do jego domu... Od tego czasu jej świat runął w gruzach. Tak smakują zawiedzione nadzieje i utrata złudzeń.
Od tego momentu życie przynosi jej liczne rozczarowania. Mariam pokornie godzi się z nimi, uznając, że taki już jest los kobiet.
Aż pewnego dnia w jej życiu pojawia się Laila.


Laila jest zupełnie inna. Jej dzieciństwo było sielskie, miała obydwoje kochających i mądrych rodziców, dwóch braci, koleżanki i jednego ważnego przyjaciela. Laila ma zamiar uczyć się, studiować, wszystko wskazuje że będzie kimś znaczącym w życiu. Jednak i jej życie zupełnie się odmieni – na skutek wojny w Afganistanie.

„Każdy płatek śniegu jest westchnieniem pokrzywdzonej gdzieś w świecie kobiety. Te wszystkie westchnienia wznoszą się ku niebu, łączą w chmury, a potem rozpadają na małe fragmenciki, które w ciszy spadają na ludzi w dole. Aby przypomnieć, jak bardzo cierpią takie kobiety jak my. Spokojnie znosimy wszystko co na nas spada.”

Jestem ogromnie poruszona tą książką. Sposób w jaki Hosseini przedstawił los afgańskich kobiet to mistrzostwo jak na mężczyznę i to jeszcze wywodzącego się z takiego kraju. Umiejętnie wczuł się w psychikę kobiety. W jej poczucie oddania mężczyźnie, a jednocześnie kobietę marzącą o lepszym życiu. Żyjącą gdzieś na uboczu, zakrytą burką, ale na boga! myślącą, czującą, mającą swoje cele i marzenia!
Czytając tą książkę bardziej docenimy swoje życie. Mamy wszystko! Wolność, własną wolne, prawo do życia po swojemu. Naprawdę nie mamy powodu do narzekań. Popatrzcie możemy pokazywać twarze, ciało, włosy czesać jak chcemy. Tam kobiety nawet nie mogą malować paznokci bo grozi im za to obcięcie palca! W Afganistanie kobiety co dzień tracą swoje dzieci, synów, mężów. Ich życie z góry naznaczone jest cierpieniem i bólem. Doceńmy to co mamy. Żyjemy w wolnym kraju i w miarę tolerancyjnym społeczeństwie. Mamy możliwość kreowania swojego życia najpiękniej jak umiemy. Bądźmy za to wdzięczne!
Bardzo podobał mi się sposób narracji w tej książce oraz to, że autor co jakiś czas wplatał w swoją opowieść afgańskie słowa. Nadało to powieści egzotyczny klimat. Ich słownictwo jest takie piękne, takie malownicze. Szkoda, że oni talibowie są tak przesiąknięci nienawiścią i tak zaślepieni religią. Nie mam nic przeciwko żadnym religią, ale moim zdaniem wiara w Boga nie upoważnia do traktowania drugiego człowieka jako kogoś drugiej kategorii. Nie mieści mi się w głowie traktowanie kobiet jak rzecz. Cóż za zacofanie i to wszystko w imię religii? Cóż to za religia? Bóg przecież jest miłością i wszyscy jesteśmy równi. Tam jednak człowiek nie zawsze znaczy Człowiek.

Bardzo gorąco polecam Wam tą lekturę! Ciekawa i bardzo poruszająca książka.
A sama rozglądam się za kolejną książką tego autora: "Chłopiec z latawcem"

A w Afganistanie wciąż trwa wojna i co dzień w wielu domach rozgrywają się ludzkie tragedie... Smutne to i straszne zarazem.





czwartek, 7 czerwca 2012

Tess Geritsen - Osaczona



Tym razem nie spodobała mi się książka Tess Gerritsen. Banalna historia. Ona - kobieta o imieniu Miranda - młoda, piękna, niedoświadczona, zaczyna pracę w wydawnictwie i wpada w oko szefowi. Bogatemu, wpływowemu starszemu od niej mężczyźnie. Oczywiście on jest żonaty. Nawiązują płomienny romans. Po czasie Miranda przekonuje się, że Richard to zły człowiek, skupiony na karierze, pieniądzach i władzy. Zrywa z nim. On dalej desperacko zabiega o jej względy. Jest nachalny, oznajmia, że zaraz do niej przyjedzie. Ona postanawia szybko opuścić dom, by nie mieć z nim do czynienia. Gdy wraca on leży w jej łóżku nagi... i martwy. Oczywiście kobieta zostaje oskarżona o zabójstwo. Wszystkie dowody świadczą przeciwko niej. Czytelnik już na samym początku nabiera zaufania i sympatii do Mirandy i wierzy, ze jest ona niewinna. Więc kto zabił?
Za dużo postaci, ledwo zaznaczonych, niezbyt charakterystycznych. Gubiłam się w tym gąszczu dziwnych ludzi, którzy pojawiali się nie wiadomo skąd i po co. Irytowało mnie to, że nie wiem, że muszę się wysilać skąd się wzięła dana postać.
Dobijające też były liczne błędy stylistyczne. Tudzież brak się, albo zdania jakoś dziwnie sklecone, jakby naprędce. Może to wina tłumaczenia, nie wiem, ale mi to przeszkadzało w odbiorze książki.
Wątek miłosny - banalny! Od początku wiedziałam, że ich historia dobrze się skończy. On jej uwierzy, uratuje ją przed złym światem i będą żyli długo i szczęśliwie.
Nie lubię książek przewidywalnych już od pierwszej strony. A ta taka była. Do bólu.

Poprzednia książka tej autorki mnie urzekła. Tym większe moje rozczarowanie. Ale fakt faktem, gdybym nie sugerowała się autorką, a tylko spojrzała na tą książkę nie wybrałabym jej ze względu na okładkę. Swoją drogą tytuł też taki sobie, mało związany z książką. Jednak nie skreślam Tess - sięgnę po jakąś inną jej książkę i to pewnie niedługo.

sobota, 2 czerwca 2012

Potem - Rosamund Lupton


Czytam same fajne książki ostatnio, ale to głównie dzięki Wam. Od kiedy zaczęłam pisać ten blog głównie pod względem książek i odwiedzać Wasze książkowe blogi, bardziej starannie selekcjonuję książki, które chcę przeczytać. Powiem tak - wybieram je bardziej świadomie, bo czas ucieka, a jest tyle pięknych książek, których jeszcze nie czytałam.
Z Rosamund Lubton zetknęłam się pierwszy raz na blogu u Moni, zresztą to dzięki niej często trafiam na cudowne książki:)

"Potem" to piękna książka o miłości. Matki do swoich dzieci, do nastoletniej córki, do synka, do męża. Również o miłości córki do matki. O oddaniu i poświęceniu. O dojrzałości i dorastaniu.
Rosamund Lupton pisze pięknie, ujmująco. Bardzo spodobała mi się jej książka pt. "Siostra". Teraz po lekturze "Potem" sama nie wiem, która bardziej przypadła mi do gustu. Obie są świetne, ale większy sentyment mam jednak do "Siostry".
Historia "Potem" zaczyna się pewnego dnia podczas zawodów szkolnych. Nagle w szkole wybucha pożar. Grace - matka 17letniej Jenny wiedząc, że przebywa ona w szkole pełniąc dyżur pielęgniarki wbiega do płonącego budynku na ratunek córce. Wszechogarniający dym, ogień nie są jej straszne, owszem boi się, ale miłość matczyna jest większa. Już prawie dociera do Jenny gdy nagle spadająca belka uderza ją w głowę. Potem już jest tylko ciemność. Ocknie się dopiero w szpitalu, ale widzi świat z innej perspektywy. Widzi swoje ciało i krzątający się wokół niej personel medyczny. Zaczyna przemieszczać się po szpitalu jako duch. Po drodze spotyka swoją córkę, również w takim stanie. "Mamo czym my jesteśmy?" - pyta przerażona Jenny.
Ten zabieg autorki by przedstawić historie z perspektywy ducha Grace bardzo mi się spodobał. Na początku nie mogłam się przyzwyczaić, że narracja prowadzona jest w formie rozmowy Grace ze swoim mężem. Ale to też moim zdaniem atut tej książki. Dodaje jej to magii.
Śledztwo w sprawie podpalenia trwa, co rusz wychodzą na jaw nowe tropy. Grace i Jenny są tego biernymi świadkami. Okazuje się, że nie wszystko jest takie jak się wydaje na pozór. Za pięknym obrazkiem szczęśliwej, idealnej rodziny kryje się rodzinna tajemnica. Nawet przyjaciółka Grace okazuje się inną osobą niż na pozór. Nagle Grace zdaje sobie sprawę, że mimo kilkunastu lat znajomości wcale tak naprawdę jej nie zna. Poznaje też swoją córkę. Widzi, że to już nie dziecko, że ma swoje tajemnice, a co najważniejsze znalazła prawdziwą uduchowioną miłość. Właśnie dlatego bardzo chce by Jenny mimo poważnych obrażeń przeżyła. By mogła poznać smak miłości i szczęścia ze swoim chłopakiem, którego dopiero teraz zaczęła doceniać.
Jednym słowem to fantastyczna książka.
Pełna jest refleksji o życiu, przemijaniu, dojrzałości, miłości. Pokazuje jak zmienia się miłość z wiekiem. Jest inna niż te nastoletnie, pierwsze miłości. "Tak wygląda miłość po nieskończenie wielu wypowiedzianych słowach".
"Nie ma 'i żyli długo i szczęśliwe', ale jest 'potem'. To nie jest nasz koniec".

wtorek, 29 maja 2012

Lektor - Bernard Schlink

"Było mi smutno z powodu spóźnień i błędów w życiu. Myślałem, że jeśli przegapi się właściwy czas, jeśli za długo się samemu przed czymś wzbrania, jeśli za długo się komuś czegoś odmawia, potem to przychodzi zawsze za późno. Nawet jeśli próba kosztowała dużo wysiłku i przyjęto ją z radością.
„A może "za późno" w ogóle nie istnieje, może jest tylko "późno", a późno jest o wiele lepsze niż "nigdy"?”


Oglądaliście film "Lektor" z Kate Winslet i Ralphem Finnesem? Jeśli nie to gorąco polecam. Znakomita gra aktorska i pięknie przedstawiona historia. Ja oglądałam film jakieś 4lata temu, tak więc gdy wpadła mi w ręce książka z ciekawością ją otworzyłam. I przepadłam. Niespodziewałam się tak świetnej, wciągającej a zarazem przystępnie napisanej lektury. Film mnie urzekł to prawda, ale książka jeszcze bardziej. Bernard Schlink pisze niesłychanie ujmująco. Konkretnie, bez zbędnych upiększeń ale zarazem trafia prosto w serce. Niesłychanie refleksyjna to książka, zmuszająca do myślenia i poszukiwania odpowiedzi na zadane w niej pytania. Czy je znajdziecie?

„Dlaczego to,co było piękne,blaknie,kiedy wracamy do tego pamięcią,kruszy się i rozpada,bo kryło okropną prawdę?(...)Czasami kiedy koniec jest bolesny, wspomnienie nie odpowiada prawdzie o szczęściu.Czy o szczęściu może być mowa tylko wtedy, kiedy jest wieczne? I boleśnie może się skończyć tylko to,co było bolesne,bolesne bólem nieświadomym albo niezauważonym? Ale co może być bardziej nieświadome niż niezauważony ból?"


Zdarzają się takie spotkania, które tak jakby nas naznaczały, rzutują na całe nasze życie. Od tego momentu już nic nie jest takie samo. Jeszcze o tym nie wiemy w danym momencie, ale po latach patrząc wstecz będziemy wiedzieć: "o tak to spotkanie zdeterminowało całe moje życie"
Takie spotkanie przydarzyło się 15letniemu Michelowi Berg. Wracając za szkoły, wycieńczony i osłabiony chłopak wymiotuje na ulicy, gdzie z pomocą przychodzi mu starsza o 20lat kobieta. Myje go, pomaga doprowadzić się do porządku i odprowadza do domu. Gdy chłopiec wyzdrowiał, jego matka posyła go z kwiatami do kobiety, by jej podziękował za to, że się nim zaopiekowała tego feralnego dnia. Hanna to piękna, tajemnicza kobieta, mieszkająca samotnie. I tak to się zaczyna. Historia pięknej zmysłowej miłości do o wiele starszej, kobiety która zmienia całe życie chłopca. 15letni chłopak całkowicie zatraca się w tej namiętności, podporządkowuje całe swoje życie Hannie, spędza z nią wszystkie wolne chwile. Nawet podciągnął się w nauce i mimo długotrwałej choroby udaje mu się zdać do następnej klasy.


Hanna i Michael spędzają czas nie tylko na sexie. Łączy ich coś jeszcze. Chłopak czyta Hannie książki. Jakie to urocze - myślałam sobie czytając - takie wspólne spędzanie czasu. Poznawanie najznamienitszych pisarzy, klasyki literatury. Hanna i Michael również od czasu do czasu wybierali się na wycieczki rowerowe.







To jak chłopak opisywał Hannę, wspominał ją, wskazywało jak bardzo był w niej zakochany i zafascynowany nią jako prawdziwą kobietą. Świadczy również to, że to on zabiegał o jej uczucia. Hanna była zimna i obojętna.

„Kiedy stawała się zimna i twarda, żebrałem o to, żeby znowu była dla mnie dobra, żeby mi wybaczyła, żeby mnie kochała. Czasami czułem, że chyba sama cierpi z powodu swojej oziębłości i uporu. Tak, jakby tęskniła do moich ciepłych przeprosin, zapewnień i zaklęć".

Hanna niespodziewanie znika. Dla Michaela była ona całym światem, zatem rozpacza, przeżywa i zastanawia się dlaczego go zostawiła. Żadnej kobiety nie będzie potrafił już tak pokochać jak Hanny, ale jej samej wypierał się, przy znajomych udawał, że jej nie zna. Był rozdarty, ponieważ uważał, iż ‘wyparcie się kogoś jest niespektakularnym wariantem zdrady’
Po kilku latach Michael spotyka Hannę w niespodziewanych dla niego okolicznościach. On jest studentem prawa, ona zasiada na ławie oskarżonych. Otóż, podczas II wojny światowej Hanna była strażniczką w obozach koncentracyjnych w Auschwitz i pod Krakowem. Michael przysłuchuje się zeznaniom Hanny i nie może uwierzyć, że dopuściła się ona popełnienia zbrodni na Żydówkach. Michael zadaje sobie pytanie, czy można kochać zbrodniarza czy choćby mu współczuć? Przecież dla niego Hanna była kimś ważnym - to jej cech szukał w swoich kolejnych kobietach. Chłopak nie opuszcza żadnej z rozpraw, bardzo każdą przeżywa. Nagle odkrywa kompromitujący sekret byłej kochanki, bezwzględnie skrywany przez nią samą. Tajemnica, której ujawnienie mogłoby ochronić kobietę przed dożywociem. Waha się i miota jak i czy w ogóle ma prawo komukolwiek o tym powiedzieć. Biernie obserwuje proces do zapadnięcia wyroku, nie zdobywając się na żaden heroiczny gest, nie udaje mu się zrozumieć Hanny, jak również jej potępić.
"A co pan by zrobił na moim miejscu?"
Takie pytanie zadaje nagle podczas rozprawy Hanna sędziemu.
To łatwe i wygodne podzielić świat na "czarne" i "białe". My jesteśmy tymi "dobrymi", oni są tymi "złymi". Trudniej zastanowić się i zrozumieć, że świat nie jest taki prosty jak byśmy chcieli, aby był. Zrozumieć - to słowo kluczowe, bo jednoznacznie i bezmyślnie oceniać potrafi każdy. Czasem ludźmi kierują różne, niepojęte dla nas motywy. Nie mamy prawa nikogo oceniać i potępiać.



Książkę jak i film bardzo gorąco polecam. Film mnie urzekł, po jego obejrzeniu zabrakło mi słów. Teraz po przeczytaniu książki, uważam że jest mistrzowsko zrobiony. Doskonale przedstawia całą historię zawartą w książce. To prawda, że czytając książkę miałam w głowie gotowe postaci z filmu, ale moim zdaniem są one idealnie wykreowane przez aktorów. Świetny Ralph Finnes w roli dorosłego Michaela Berga, zaś Kate Winslet niesamowicie zagrała tą dziwną, zagadkową kobietę jaką była Hanna Schmitz. Myślę, że nie raz będę wracać do tego filmu. Jak i książki. Gdyby nie ten film, który był nominowany do Oscara, a staram się oglądać wszystkie nominowane filmy, to nigdy nie trafiłabym na tak świetną i wartościową książkę. Polecam.

wtorek, 22 maja 2012

Sztuka bycia Elą - Johanna Nilsson

"Muszę postarać się o grubszą skórę na duszy"

Ta książka będzie dla mnie bardzo ważna i na długo we mnie pozostanie.
"Szuka bycia Elą" to przejmująca opowieść o samotności, niezrozumieniu i buncie wobec otaczającej rzeczywistości. Opowieść o walce o swoją indywidualność, o życie po swojemu. Szukanie siebie, swojej drogi wśród tylu oklepanych schematów. Ta książka jest o ludziach wrażliwych i do tych ludzi skierowana. Nie sądzę by zrozumiał ją ktoś dla kogo wszystko jest proste jak dwa razy dwa;)

Johanna Nilsson ma świetny dar łapania za serce i poruszania głęboko ukrytych emocji. Pisze o trudnych sprawach: samotności, wyobcowaniu, zagubieniu w tak prosty, a zarazem ujmujący sposób. Jestem pełna podziwu dla jej kunsztu literackiego. Jej książki mają w sobie swoisty krzyk rozpaczy, wołanie o pomoc, o zauważenie.
"Niech ktoś przyjdzie i mnie wyciągnie!"

Nie spodziewałam się tego co ta książka ze mną zrobiła. Pierwsze kartki tej lektury wydobyły na zewnątrz całą lawinę głęboko skrywanych, zapomnianych emocji, uczuć. To dlatego, że Ela Sander trochę przypomina mi samą mnie kiedyś. Małą, zagubioną, samotną, pełną sprzecznych emocji i buntu wobec otaczającej rzeczywistości. Może nie tak drastycznie jak bohaterka tej książki, ale doskonale dzięki temu ją rozumiałam. Podobny poziom wrażliwości. Wrażliwym żyje się trudniej, ale o ileż piękniej czasem widzą świat. Dostrzegają tyle rzeczy, niewidocznych dla przeciętnego człowieka. Teraz z perspektywy czasu wiem, że wrażliwość jest darem. Trzeba jednak umieć się z nim obchodzić.

Ela to samotna 26latka, szalenie zagubioną w świecie i tęskniącą za miłością. Mieszka sama, pracuje jako kelnerka. Jej życie to praca, dom, Lęk. Przeogromny lęk przed życiem, ludźmi.

"Czasami zapominam o oddychaniu i to wtedy popadam w histerię. Kiedy popadam w histerię jestem straszna. Nie znoszę wówczas samej siebie. Więc uciekam. Do piekła".

Ela tęskni za miłością, bliskością. Tymczasem jest tak bardzo pogmatwana w sobie, że robi wszystko by jeszcze bardziej oddalać się od ludzi, świata. Zachowuje się jak zbuntowana nastolatka. Jest zakompleksiona, zła na cały świat, na siebie też. Miewa ataki lęku, szuka sensu, nie rozumie po co to wszystko. Po co się starać, wysilać, do czegokolwiek dążyć? Przecież i tak umrzemy.


"Jest noc, a ja nie śpię. Myślę o ciele. O ciele mężczyzny. Przy moim. Nie wolno mi tak myśleć. Nie wolno tęsknić. Tęsknota jest okrutna. Tęsknota jest reklamą, która nie dotrzymuje obietnic. Związek oznacza wysiłek. Trzeba iść na kompromis. Nie chcę się ani wysilać, ani iść na kompromis. Chcę żyć. Dzika, wolna, szalona. Bez obietnic, które okażą się nic niewarte. Które mnie usidlą. Dadzą fałszywe poczucie bezpieczeństwa."

Dlaczego Ela sobie nie radzi? Sama siebie skazuje na samotność, odsuwa się od ludzi, bliskich. Reaguje bardzo emocjonalnie na wszystko, łatwo ją zranić, ale o wiele łatwiej to jej przychodzi ranienie innych. Sama podświadomie odrzuca od siebie ludzi.
Dorosłe dziecko. Wyalienowane, aspołeczne, zagubione, nadwrażliwe. Bardzo złaknione uczucia, akceptacji, dotyku.. A tymczasem sama nie potrafi nic z tych rzeczy dać. Nie umie. Nie chce. Nie widzi sensu. Po co?

"Wzbiera we mnie niepokój. Nie rozumiem sensu tego wszystkiego. Stania tutaj. Brania zapłaty. Za kawę. Którą ludzie w siebie wlewają. A później umrą."


"Nie wierzę w sens życia, wierzę tylko w życie sensem".

Jednak sama Ela długo nie potrafi tego sensu w swoim życiu odnaleźć. Nie ma pasji, zainteresowań, nic jej nie cieszyć, ot żyje bo żyje. Właściwie to nie żyje. Pełna bólu, buntu i wewnętrznego krzyku.
Czy rozwód rodziców, rozpad idealnej rodziny tak może wpłynąć na psychikę człowieka? Owszem, może. Ale Ela, gdy fakt ten miał miejsce ma już 21 lat. Teoretycznie dorosła jednostka, a tymczasem zdarzenie to burzy cały jej świat.
Ileż w dzisiejszych czasach takich 'dorosłych dzieci'? Pogmatwanych, zagubionych, bojących się dorosłości. Nadwrażliwych. Dlaczego?
Dlaczego jedni rodzą się przebojowi, pewni siebie, a inni są zagubieni w sobie, samotni, z góry odrzucani, co sprawia, że jeszcze bardziej zamykają się w swojej skorupie? Czytając tą książkę niejednokrotnie miałam łzy w oczach. Tak bardzo rozumiałam Elę. Jej niezgodę na życie w określonych ramach normalności. Kto tak wymyślił? Dlaczego wszyscy mają żyć w jakimś określonym schemacie? Dlaczego młoda kobieta, która nie ma męża, rodziny, dzieci od razu jest postrzegana przez społeczeństwo jako 'inna', 'dziwna'. To śmieszne, ale tak jest.
A przecież ludzie są różni. Dzięki temu życie nie jest nudne. Dlaczego ludzie tak wzajemnie się zwalczają i tępią jak zarazę kogoś kto nie przystaje do 'normalności'.

Na szczęście Johanna Nilsson trochę łagodzi trudną tematykę tej książki wątkami humorystycznymi. Nieraz się uśmiechnęłam czytając myśli Eli wyszczególnione dużą czcionką:
"MŁODA KOBIETA PORANIONA LODEM UTOPIŁA SIĘ. PRAWDOPODOBNIE POPEŁNIŁA SAMOBÓJSTWO WSKUTEK DŁUGOTRWAŁEJ DEPRESJI WYWOŁANEJ BRAKIEM RODZINY."
Wyczuwacie ten ironiczny dramatyzm?;)

Wbrew pozorom to pokrzepiająca powieść. Ela z trudem i w bólach ale wreszcie odnajduje swoje miejsce w życiu.
Los bywa pokręcony. Kieruje do tego dorosłego dziecka z problemami, małe 6letnie dziecko z prawdziwymi problemami. Mała 6letnia Klara trafia na ścieżki, którymi chadza Ela. Klara ma matkę narkomankę i alkoholiczkę. Bardzo ją kocha, ale matka nie potrafi się nią zająć. Czy będzie potrafiła Ela? Czy podoła? Czy spotkanie małej, potrzebującej pomocy dziewczynki pomoże Eli dorosnąć? Wreszcie stanąć na nogi i zawalczyć? Odnaleźć to co jest dla niej w życiu ważne?

Przekonajcie się sami. Bardzo polecam!

Chciałabym jeszcze przeczytać jakąś książkę Johanny Nilsson, ale niestety nigdzie nie mogę znaleźć. Znalazłam za to w sieci przepiękny wywiad z nią. Tutaj link