wtorek, 25 czerwca 2013

Poowrót do rzeczywistości i bajkowy księżyc :)


Długo mnie tutaj nie było, albowiem...
Pierwszy urlop w tym roku już za mną. Przepiękny Karpacz! Relacja i zdjęcia w następnym poście. A dziś tylko chciałam pokazać coś co mnie wczoraj urzekło :) Wybrałam się na rower i wtem ujrzałam takie cudo:

Tłem do mojego wieczornego rowerowania była ta oto piosenka.
Uwielbiam mój rower, wypady na nim to dla mnie takie oderwanie się od rzeczywistości. Aparat pod ręką i można zrobić tyle pięknych fot:) I like it! :)

piątek, 7 czerwca 2013

Szklany klosz - Sylvia Plath



"Dla człowieka siedzącego pod szklanym kloszem, znieczulonego na wszystko, zatrzymanego w rozwoju jak embrion w spirytusie, całe życie jest jednym, wielkim złym snem".

W książce "Pozytywne myślenie", która zainspirowała mnie do przeczytania "Szklanego klosza" była wzmianka o tym, że tę akurat powieść Sylvii powinna przeczytać każda kobieta. Tylko kobieta, bowiem może zrozumieć tę książkę.
Nie jestem o tym przekonana czy oby na pewno każda kobieta by ją zrozumiała..
Gdybym była w pełni szczęśliwa, wiodła spokojne ustabilizowane życie, (u boku męża i gromadki dzieci;) nie zrozumiałabym tej książki. Nie, nie twierdzę, że jestem nieszczęśliwa, ale rozumiałam autorkę do bólu.
Rozumiałam jej niepogodzenie z życiem, dostrzeganie obłudy i hipokryzji tego świata, przesadną wrażliwość i zamykanie się przed światem, tzw. chowanie się pod 'szklanym kloszem' Rozumiałam nawet jej niemoc, niezdolność do czytania, pisania, robienia czegokolwiek. Nie przyszło mi do głowy że jest ona zmanierowana, zblazowana, po prostu leniwa i że powinna wziąć się w garść. Rozumiałam Sylwię.


Już pierwszy cytat jaki mi się spodobał w tej książce mnie 'kupił'.
Wiedziałam, że znajdę tutaj kawałek siebie.
„Gorąca kąpiel jest dobra na wszystko, no, prawie na wszystko. Kiedy bywa mi tak smutno, że chciałabym umrzeć, albo kiedy jestem zbyt zdenerwowana, żeby zasnąć, albo zakochana w chłopcu, którego nie zobaczę przez cały tydzień, wpadam w skrajną depresję, a w końcu mówię do siebie" - Pójdę i wezmę gorącą kąpiel. W kąpieli medytuję. Woda musi być bardzo gorąca, tak gorąca, żeby parzyła, kiedy się wkłada nogę do wanny. Trzeba się zanurzać bardzo powoli, centymetr po centymetrze, aż woda dojdzie do szyi.”

Myślę, że aby zrozumieć tę powieść, istotne jest poznanie histor życia samej autorki. Kim była Sylvia Plath?
Amerykańską poetką, pisarką, zaliczanej do grona tzw. poetów wyklętych. Kobietą niepogodzoną z życiem, które odebrała sobie w wieku 31 lat... Stawia się hipotezy, że wielki wpływ na psychikę Sylwii miał fakt, iż straciła ona ukochanego ojca w wieku 9lat. W tej książce ona sama pisze, że naprawdę szczęśliwa była tylko do 9tego roku życia. "Szklany klosz" to niewątpliwie powieść autobiograficzna. W wieku 19lat autorka przeżyła pierwsze poważne załamanie nerwowe. I o tym jak do tego doszło, co przeżywała w tym czasie jest ta książka.

Bohaterką powieści jest młoda, ambitna Esther Greenwood, studentka jednej z lepszych amerykańskich uczelni. Poznajemy ją gdy otrzymuje ona propozycję stażu w prestiżowym czasopiśmie kobiecym. Wraz z jedenastoma innymi dziewczętami wyjeżdża do Nowego Yorku. Tam spełniają się jej marzenia o nowym i interesującym życiu. Spełnia się jej amerykański sen. Sylwia bywa na imprezach, poznaje nowych ciekawych ludzi. Jej życie nabiera tempa, jest ciekawe, wypełnione po brzegi spotkaniami zarówno służbowymi jak i towarzyskimi. Po powrocie do 'szarej rzeczywistości', na prowincję dziewczyna nie może się odnaleźć. Nagle znajduje się w stanie zawieszenia pomiędzy niespełnionymi oczekiwaniami, a rzeczywistością. Wizja przydługich wakacji oraz brak konkretnego zajęcia pozbawiają ją perspektyw i chęci do życia.
"Było mi obojętnie i bardzo pusto - tak musi być w oku cyklonu. Absolutna cisza w samym środku szalejącego żywiołu.”


„Poczołgałam się z powrotem do łóżka i naciągnęłam prześcieradło na głowę. Ponieważ jednak przepuszczało światło, wtuliłam twarz w poduszkę, żeby stworzyć złudzenie, że jest noc. Zastanawiałam się nad tym, czy nie należałoby może wstać, ale nie mogłam znaleźć żadnego powodu. Nic na mnie nie czekało.”

Esther nie może spać, nie może jeść, a co gorsza nie może czytać ani pisać, co do tej pory wypełniało jej dni. Stopniowo coraz bardziej chowa się w sobie, zdaje sobie sprawę, że jej zachowanie jest dziwne, ale nie może nic na to poradzić. Czarne myśli ją pochłaniają.

„...gdziekolwiek bym się znalazła - na pokładzie statku czy przy stoliku paryskiej kawiarni - to i tak w gruncie rzeczy tkwiłabym tylko pod szklanym kloszem własnej udręki, pławiąc się we własnym skisłym sosie.”

Na kartkach tej powieści śledzimy jak Esther walczy z depresją. Walczy na przeróżne sposoby ze swoim 'szklanym kloszem'. Każdy kto miewał depresje wie, że jest to nierówna i bardzo ciężka walka.. I nigdy nie wiadomo kiedy 'potwór' znów zaatakuje...

„Ale nie bylam pewna. Wcale nie byłam pewna. Skąd mogłam wiedzieć, czy kiedyś w przyszłości, w Europie czy gdziekolwiek - szklany klosz znowu na mnie nie spadnie, nie nakryje mnie, odkształcając moje widzenie świata.”

Czytałam tę książkę z zapartym tchem. Wbrew pozorom nie jest to jakaś ciężka, przejmująca powieść. Napisana jest lekkim, bardzo plastycznym językiem z dużą dawką cynicznego humoru. Czyta się ją świetnie, a jednocześnie książka ta zmusza nas do przemyśleń.
Lubię to w literaturze. Ta książka to dla mnie absolutna perełka. Tak pełna bliskich mi cytatów.. Przemyśleń na temat życia, ludzi. Tak bliskie jest mi postrzeganie rzeczywistości przez Esther.
„-Jeżeli nerwica ma polegać na tym, że człowiek pragnie dwóch, zupełnie sprzecznych ze sobą rzeczy naraz, to, owszem, w takim razie jestem wariatką! Wiem, że przez całe życie będę się miotała pomiędzy różnymi , wykluczającymi się nawzajem pragnieniami!”




wtorek, 4 czerwca 2013

Jednoroczna wdowa - John Irving




"Mężczyzna powinien szanować moją niezależność - uważała Ruth. Nigdy nie kryła się z tym, że jej stosunek do małżeństwa, a w jeszcze większym stopniu do macierzyństwa, nacechowany jest niepewnością. Ale mężczyźni, którzy uznawali jej tak zwaną niezależność, często wykazywali przy tym niemożliwy do przyjęcia brak zainteresowania trwałym związkiem."

Pierwsze moje spotkanie z prozą Irwinga zaliczam do udanych. Wchłonęła mnie ta książka od pierwszej strony. Teraz już wiem, że muszę się zapoznać szerzej z twórczością tego autora.
Autor ma niesłychany talent do snucia zakręconych, wciągających historii jedna wynika z drugiej. Błyskotliwość, dowcip, lekkość - oto co cechuje jego pióro. Chwilami się wzruszałam, by za chwile śmiać się do rozpuku. Książkę czytałam dość długo, delektowałam się stylem pisarza. Ma on niebagatelny, dość ciekawy sposób pisania. Chwilami jednak miałam przesyt tego specyficznego stylu.

Sięgnęłam po tę książkę wyszukując literatury opisującej życie prostytutek w Amsterdamie. Tak pobyt w Amsterdamie mnie natchnął do przemyśleń, jak żyją te dziewczyny, skąd się w ogóle tam wzięły. Dlatego zaczęłam szukać w czeluściach internetu. Ta książka była strzałem w dziesiątkę. Irwing w przedmowie wspomina, że celem napisania książki, musiał zapoznać się z życiem tych dziewczyn. Nie wiem na ile historie opisane w książce są wiarygodne, ale mnie przekonały. Być może tak to wygląda. Ta część książki podobała mi się najbardziej. Główna bohaterka Ruth sama osobiście udaje się na spotkanie z prostytutkami by opisać ich życie w swojej książce. Być może jest to wątek autobiograficzny? Kto wie?;)

Tematem przewodnim książki jest no cóż, życie i jego przewrotność. Życie z całym bagażem doświadczeń zarówno dobrych jak i złych. Perypetie bohaterów opisane są lekko i z humorem. Bohaterowie zaś są bardzo plastyczni, przemyślani, bogato przedstawieni. Można ich łatwo sobie wyobrazić, wiemy o nich wiele. Bohaterowie tej książki mają moc wzruszać nas, irytować, przeżywamy z nimi ich perypetie, słabostki, sukcesy i porażki.
Bardzo polubiłam matkę Ruth, którą poznajemy na początku książki. To kobieta ekspresyjna, a jednocześnie stonowana, tajemnicza. Wdaje się w romans z młodszym od niej o 12 lat mężczyzną, a później znika.. pozostawiając 4letnią córeczkę pod opieką męża pijaka i kobieciarza. To irytuje, a jednocześnie sprawia, że podchodzimy do lektury bardzo emocjonalnie. Bowiem na skutek dramatycznych zdarzeń jakich doświadczyła ta kobieta w przeszłości poniekąd trochę usprawiedliwiamy jej postępek, trochę staramy się zrozumieć. Takich momentów w książce Irvinga jest wiele. O to chyba chodzi w literaturze prawda? Ma bawić, wzruszać, pobudzać emocjonalnie. Ja po pierwszym spotkaniu z tym autorem jestem zaintrygowana i ciekawa innych jego książek. Jakie polecacie szczególnie?? :)

sobota, 25 maja 2013

Poradnik pozytywnego myślenia


„Pamiętaj,przyszłość zaczyna się dziś”
Film na podstawie tej książki obejrzałam już dawno i szczerze powiedziawszy pozostał we mnie bez echa. Nawet mało z niego pamiętam. Jedno co pamiętam to, że był zdecydowanie inny od książki.
Książka porwała mnie od pierwszej strony. Dzięki temu, że film oglądałam jakiś czas temu miałam ułatwione zadanie dla wyobraźni;) Pat dla mnie wyglądał jak Bradley Cooper (mniam;), a jego koleżanka Tiffany była śliczną czarnulką jak Jennifer Lawrence:)

Są książki, które wpadają nam w ręce właśnie wtedy kiedy ich potrzebujemy. W życiu nie ma przypadków. Jestem pod ogromnym wrażeniem, tej mądrej, życiowej książki, napisanej przy tym tak prostym językiem. Autor tak dobitnie, jasno i konkretnie uświadamia nam, że życie to nie bajka, ani nie amerykański film ze szczęśliwym zakończeniem. Życie jest ciężkie i często wiele jego historii kończy się po prostu kiepsko. Bo życie takie jest i już. Można zaklinać rzeczywistość, patrzeć na wszystko przez różowe okulary, starać się i pracować nad sobą ile się da, ale czasem to po prostu nie wystarczy.

„-Życie jest cieżkie Pat, i dzieci muszą się o tym dowiedzieć.
-Dlaczego?
-Żeby potrafiły współczuć innym. Żeby rozumiały, że niektórym ludziom jest trudniej i że jazda przez ten świat może być bardzo zróżnicowanym doświadczeniem, w zależności od tego, jakie substancje szaleją komuś w mózgu.”

Pat to 35 letni mężczyzna, którego poznajemy w momencie gdy jego matka zabiera go z zakładu psychiatrycznego do domu, by tam pod jej opieką dochodził do siebie. Nie wiemy dlaczego Pat tam trafił. Wiemy jedynie, że bardzo nad sobą pracuje, ćwiczy, czyta książki, wszystko to po to, by jego była żona była z niego zadowolona i by skończyła się wreszcie ich 'rozłąka'. Od razu na początku książki, zauważamy, że postrzeganie świata przez Pata jest nader infantylne. Książka napisana jest bardzo prostym językiem, co ułatwia nam wczuć się w dziecinne spojrzenie na świat głównego bohatera. Pat wierzy, że samo 'zaklinanie rzeczywistości', pozytywne myślenie mimo, wszelkich niesprzyjających okoliczności, praca nad sobą, doskonalenie się sprawią, że w końcu osiągnie to czego pragnie. A w życiu niestety tak nie jest..

Książka ta nie jest może wybitną powieścią, jednak jak dla mnie to była bardzo inspirująca lektura. Bohater nie godzi się na pesymizm, czy czarnowidztwo, w ten sposób uzmysławia, że wiele zależy od nastawienia – zawsze w każdym wydarzeniu można znaleźć coś dobrego. Determinacja, z jaką Pat prze do przodu, by osiągnąć swoje cele wzbudziła mój podziw. Zdaję sobie sprawę, że u Pata było to wręcz obsesyjne, ale ta jego systematyczność, bieganie każdego dnia, ćwiczenia. Aż chce się go naśladować i podjąć jakikolwiek wysiłek. Podobnie rzecz się miała z literaturą jaką wybierał Pat.
Przyznam, że zostałam skutecznie zmotywowana po lekturze tej książki do sięgnięcia po pozycje, które czytał i relacjonował Pat. Były to między innymi:

- Wielki Gatsby - Fitzegarda
- Ernest Hemigway - Pożegnanie z Bronią
- Sylwia Plath - Szklany klosz
- J.D.Salinger - Buszujący w zbożu.

Wszystkie te książki od dawna mam na swojej liście 'koniecznie przeczytać'. Sama nie wiem dlaczego jeszcze po nie nie sięgnęłam. Teraz obiecałam sobie solennie, że to będą kolejne książki o jakie zapytam przy następnej wizycie w bibliotece. Zresztą "Wielkiego Gatsby'ego" już mam i czytam:)
Szczerze powiem, że po obejrzeniu filmu, w ogóle nie byłam zainteresowana przeczytaniem tej książki. Tymczasem wpadła ona przypadkowo w moje ręce w postaci e-booka, dzięki Gosi . Raz jeszcze pragnę jej tu podziękować, że dzięki niej zapoznałam się z tak inspirującą mnie książką:)

poniedziałek, 13 maja 2013

Kobieta w lustrze - E.E.Schmitt


„Niekiedy trzeba się zgubić, by potem się lepiej odnaleźć.”

Lustro towarzyszy każdej kobiecie już od najmłodszych lat. Każda z nas często przegląda się w lustrze, by upewnić się, że dobrze wygląda. Kawałeczek szkiełka jest strażnikiem naszej urody. A tym samym utwierdza nas o naszej wartości, przynajmniej tej zewnętrznej.
Schmitt podsuwa lustro z głębią. Przeglądając się w jego lustrze, zmusza nas byśmy zastanowiły się jakie jesteśmy naprawdę. Czy to, co pokazujemy na zewnątrz zgadza się z naszym ego, naszymi marzeniami, dążeniami. Czy żyjemy w zgodzie z sobą, czy raczej swoje pragnienia chowamy głęboko, byle tylko zaspokoić oczekiwania bliskich, rodziny, znajomych? Zapraszam do lektury tej książki. To wspaniała podróż w głąb siebie.

Tym razem autor wprowadza nas w życie trzech kobiet, żyjących w różnych epokach: Anne z Brugii jest kobietą renesansu, która raczej odbiega od katolickiego myślenia swoją poezją i słowami; dwudziestowieczna Hanna von Waldberg prowadzi życie, jakby mogło się wydawać bez trosk, u boku doskonałego męża, jego dziwnej, a za razem nadopiekuńczej rodziny, ale coś stoi na przeszkodzie, żeby całkowicie się spełniła i w końcu docieramy do współczesnej Anny, gwiazdy filmu i kina, która nie stroni od kochanków, alkoholu i narkotyków, ale czy uda się jej znaleźć szczęście?
Co łączy te 3 całkowicie różne kobiety?
Otóż, te kobiety to kobiety poszukujące, nietuzinkowe. Wszystkie one szukają tego co najważniejsze w życiu. Każda z nich po swojemu szuka swojej własnej życiowej drogi.
Annie z Brugii sprzeciwia się wizji ciotki, która dla jej dobra chce ją szybko i bogato wydać za mąż. Anne nie rozumie zazdrości kuzynki, że podoba się akurat temu chłopcu, bowiem nic do niego nie czuje. Próbuje wsłuchać się w siebie, zastanawia się czy tak czuje się kobieta tuż przed zamążpójściem?? Ma masę rozterek, w końcu ucieka do leśnej głuszy by wsłuchać się w siebie. Tam pomaga jej zakonnik i tu moim zdaniem, zostaje zapoczątkowana nowa droga Anne. Anne kocha przyrodę, zwierzęta, najlepiej czuje się właśnie w ich otoczeniu. Jest w pełnym tego słowa znaczeniu dobra, niewinna, nieskażona negatywnymi ludzkimi uczuciami. Jest pełna współczucia dla swojej zawistnej i zazdrosnej kuzynki, przez którą doznała wielu krzywd. Anne jakby w ogóle tego nie zauważa, jest czysta w swoich intencjach.
Anne ma też zupełnie odmienne podejście do Boga, religii, nie skłania się w stronę patosu i stwarzania pozorów. Jest naturalna w tym co robi i nie boi się głosić swoich przekonań. Za to podziwiałam tę postać.

Anne - gwiazda hollywood. Sława, uroda, powodzenie, pieniądze. Czego można pragnąć więcej? Przecież każdy o tym marzy. Tymczasem Anne to kobieta pogubiona, uzależniona od alkoholu, narkotyków, wikłająca się w niezbyt chlubne przygody sexualne. Ona całą sobą pragnie uwagi, uznania, zwykłego ludzkiego odruchu jakim jest przytulanie. Stąd w jej życiu tylu nieodpowiednich mężczyzn, tyle wstydliwych przygód sexualnych, uzależnienie. Ona ciągle szuka.. Akceptacji, miłości.. W końcu styl życia jaki prowadzi musi skończyć się źle.. Jakie wnioski z tego wysunie Anna? Jaką drogę wybierze?


Hanna to kobieta, która również nie powinna narzekać. Ma wszystko: Męża, pieniądze, pozycje w społeczeństwie. A tymczasem czegoś ogromnie jej brak. Czuje się niepełna. Wydaje jej się, że to brak dziecka, którego tak desperacko pragnie decyduje o jej wartości jako kobiety. Początkowo chce spełnić oczekiwania rodziny, znajomych, arystokratycznego swiatka, w którym przyszło jej żyć i dać potomka swojemu mężowi. Jednak kończy się to totalnym niepowodzeniem, a Hanne zdarzenie to popycha do zmiany całego swojego życia. Nie będę pisała co postanowiła Hanna, by za dużo nie zdradzać.
„Są dwa uczucia, których natura ludzka nie znosi: wdzięczność i wspólne poczucie winy.”


„Jeśli się cofa po własnych śladach, nie wraca się do przeszłości. Nie zawracamy, nigdy nie stajemy się ponownie tym, czym byliśmy. Lata nas zmieniają, a tego właśnie pani nie akceptuje. Chciałaby pani wszystko zatrzymać, zachować na zawsze..”

Losy bohaterek, nagłe zwroty akcji, ich odwaga by coś zmienić w swoim życiu, pójść za głosem własnego serca bardzo mnie zaskoczyły, a jednocześnie podziwiałam je z całych sił. Też bym tak chciała potrafić. Czytając o losach tych trzech bardzo różnych kobiet, w każdej z nich odnajdywałam cząstkę siebie. I chyba taki był zamysł autora. Napisał książkę o kobietach i dla kobiet. Ta książka jest jak lustro w którym każda z nas może się przejrzeć i gwarantuję, że każda z nas znajdzie w niej swoje odbicie.
Polecam, bo to piękna, skłaniająca do przemyśleń książka.

„Dorosnąć znaczy okrzepnąć, zyskać równowagę, zdolność kontemplacji”


„Życiem należy się delektować, póki trwa. Odgrywać swoją rolę, korzystać, czerpać radość, w końcu umrzeć.”

piątek, 10 maja 2013

Nigdy i na zawsze - Ann Brashares


"Żyję od ponad tysiąca lat. Umierałem niezliczoną ilość razy. Zapomniałem, ile dokładnie. Zakochałem się i moja miłość trwa nadal. Ciągle szukam swojej ukochanej. Ciągle ją pamiętam. Noszę w sobie nadzieję, że pewnego dnia ona też mnie sobie przypomni.
Zaskoczyła mnie ta książka. Myślałam, że mam ręku zwykłe czytadło, a tymczasem książka mnie niesamowicie oczarowała i poruszyła.
"Nigdy i na zawsze" to magiczna opowieść o szansach jakie daje nam los, o tym, że nie można odkładać życia na później.
Czy wierzycie w przeznaczenie? A w miłość? W to, że dla każdego z nas ktoś jest przeznaczony? W to że, gdzieś tam jest ktoś kto tak samo tęskni za nami,jak my za nim? A gdy już spotka się dwoje przeznaczonych sobie ludzi to od razu to czują?
Ja bardzo długo żyłam taką baśniową wizją. Z biegiem lat i doświadczeń jednak ta wizja coraz bardziej blakła. To byłoby zbyt piękne, życie takie nie jest. O czym sama nieraz się przekonałam...
Tymczasem ta książka przywraca wiarę w przeznaczenie, w to, że na każdego z nas gdzieś ktoś czeka. Po przeczytaniu tej powieści mam wrażenie, że moje marzenia i baśniowa wizja dwóch połówek pomarańczy jakoś znów wyszła na powierzchnię;) Czy tak jest, czy nie, jednak zawsze przyjemniej jest wierzyć w to co pozytywne.
„Jeśli nie ma wyjścia, trzeba je stworzyć. Nie można pozwalać, by świat po prostu nam się przydarzał(...)."
Główny bohater powieści Daniel posiada dar. Dar pamiętania poprzednich wcieleń. Po raz pierwszy narodził się ponad tysiąc lat temu w Afryce, tam dokonał czynu, który odbija się na jego kolejnych wcieleniach. Czyn ten miał negatywny wydźwięk, a przy tym skrzywdził kobietę, która od tego momentu już zawsze będzie żyła w jego sercu. Podczas kolejnych wcieleń poszukuje jej, chce jej wynagrodzić krzywdy, których kiedyś od niego zaznała. Kobieta ta staje się Miłością jego życia, jednak ich losy, jak dotąd nigdy nie połączyły się tak jak to bywa w romantycznej miłości. Raz spotyka ją jako małą dziewczynkę. Innym razem jako staruszkę w kościele albo jako żonę swojego brata... Za każdym razem Daniel bezbłędnie rozpoznaje kobietę, którą pokochał i stara się być blisko niej, a nawet jeśli to możliwe pomocny.
Akcja powieści rozpoczyna się gdy Daniel i kobieta, którą pokochał żyją oboje w czasach współczesnych, są równolatkami, nawet razem uczęszczają do tej samej szkoły. Ją coś ciągnie do niego. Nie ma pojęcia dlaczego ten nieśmiały, nowy chłopak w klasie wzbudza w niej taką falę pozytywnych uczuć..
Książkę czyta się świetnie. Od pierwszych stron wciąga, nie można się od niej oderwać. Przeczytałam ją w kilka godzin w pracy;> Zaczęłam, by sprawdzić jaka jest ta książka i przepadłam.
Autorka posiada niebywały talent przenoszenia nas w inną rzeczywistość. Podróż przez kilka epok, zmieniające się tło wydarzeń, wcielenia głównych bohaterów, a jednak Coś co jest jakby ich rdzeniem, duszą? pozostawało niezmienne. Z łatwością mogliśmy ich rozpoznać przy każdej zmianie wcielenia. To było fascynujące!
Szczerze przyznam, że ta książka mnie uwiodła, oszołomiła, wywołała we mnie szereg refleksji i przemyśleń. Sprawiła, że inaczej patrzę na świat. Właśnie to cenię sobie w książkach. Tę moc, która sprawia, że po przeczytaniu zmieniamy swoje nastawienie do świata. A także skłanianie do refleksji nad życiem i nad właściwymi priorytetami.

Bardzo gorąco polecam! I ostrzegam, do lektury zaopatrzcie się w chusteczki;)

środa, 8 maja 2013

i znowu przyszedł maj:)


Czuję, że wreszcie budzę się do życia i coraz więcej rzeczy mi się chce.
Dawno tu nie pisałam, bo.. Nie nadążam! Serio nie wiem co się z tym czasem dzieje. W moim przypadku ktoś ewidentnie włączył czasoprzyspieszacz. Tyle rzeczy bym chciała zrobić, a nie stać mnie nawet na to by prowadzić swojego bloga w miarę na bieżąco;) Coś ewidentnie na bakier jestem z organizacją czasu chyba. Poza tym w kwietniu miałam kryzys. Nie dość, że dopadło mnie przesilenie wiosenne i wiecznie bym spała, to jeszcze miałam dość przewlekłe przeziębienie, co troszkę zrujnowało moje plany fitnessowe. Myślałam, że w kwietniu to dopiero wezmę się za ćwiczenia pełną parą:>
Na szczęście aura za oknem coraz bardziej sprzyjająca i wyciągnęłam w końcu rower. Sezon rowerowy uważam za otwarty :)



W tym roku dość późno wskoczyłam na rower, bo dopiero po 20 kwietnia. Tak długo zimnoo było, a z tym przeziębieniem co się przyczepiło nie za bardzo chciałam mogłam. Ale mimo wszystko uważam, że nie było aż tak źle. Miałam przerwę przez chorobę w ćwiczeniach dobry tydzień, później z 2 razy poćwiczyłam i znów przerwa z tydzień, bo wredne choróbsko powróciło.
I tak w kwietniu
- przećwiczyłam z Ewą 480 minut - 10x :>
- rower 280 min - 5x (w sumie 57km:)
I jakoś jak tak wsiadłam na rower to mi teraz czasu brakuje na ćwiczenia;>
Dziś pierwszy raz w tym miesiącu przećwiczyłam Shape z Ewą. Ciężko było! Ale dałam radę;D

MOJE CELE NA MAJ:
- ogłaszam sobie maj miesiącem dla urody :-)
Szczególnie chcę zadbać o dłonie, stopy. Do paznokci testuję nową odżywkę Eveline. Ponoć jest dobra i widać efekty.
Wybrać się choć raz na masaż, kontynuować depilacje laserową, ładnie się opalić, acz delikatnie, może wspomogę się tabletkami Solarin. Do codziennych nawyków włączyłam wmasowywanie w brzuch balsamu wyszczuplającego;) Same ćwiczenia nie pomagają, trzeba
- min 300km na rowerze (mam już 66km - jest dobrze:)
- ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć! Dalej z Ewą Chodakowską, min. 15 razy w ciągu miesiąca. W pracy Tiffany ćwiczenia na siedząco:>
Dlaczego z Ewką? Bo ją lubię, bo mnie motywuje i wbrew temu co wszem i wobec na blogach i nie tylko na jej temat piszą to ja lubię jej ćwiczenia i sprawiają mi one przyjemność. A przecież o to chodzi :D
- ogarnąć wreszcie moją szafę!!! Bo to masakra co tam jest teraz:> i nie przyznam się od kiedy wszystko się z niej wywala:>
Szukam na nią sposobu. Przez ostatnie m-ce nie pomogło, że sprzątam sukcesywnie jedną półkę. bo co jedną ogarnęłam to na innych robił się bajzel i tak wkoło macieju. Trzeba raz a dobrze (tylko skąd na to wziąć czas?;)
- skomponować garderobę na wiosnę i lato - to jak już uporam się z szafą i będę wiedziała co mam, a czego potrzebuję:>
- wieczorem medytować - mam fajną płytkę Louise L. Hay.
- stworzyć sobie ładne, przejrzyste i konkretne CV.

- dodać zaległe recenzje fajnych książek, które za mną. Zwłaszcza E.E.Schmitta - Kobieta w lustrze i Nigdy i na zawsze Ann Brashares. W sumie bardzo pozytywnie mnie obie zaskoczyły.
- zdrowo się odżywiać, a przede wszystkim pożegnać się z czekoladą...Przyznaję: Jestem czekoladoholiczką :|


To by było na tyle:) Na koniec moje tulipany na ten tydzień :)