środa, 27 listopada 2013

Opowieść niewiernej.. czyli opowieść o samotności we dwoje..

Kolejna książka Magdaleny Witkiewicz już mnie trochę mniej zachwyciła. Pewnie dlatego, że spodziewałam się czegoś innego. Takiej spowiedzi prawdziwej niewiernej;) Kobiety dla której zdrada to pestka, wręcz chleb powszedni. Tutaj tak nie jest. Tytułowa bohaterka to wręcz grzeczna dziewczynka, która brzydzi się zdradą, uważała, że nigdy jej się to w życiu nie przydarzy. 
"Zdrada zawsze była dla mnie czymś złym, haniebnym i obrzydliwym. Czymś co rujnuje związek, zabija miłość, niszczy marzenia, daje ogromne poczucie niesmaku."
Jakże życie ją zadziwi... 
Ewa i Maciek małżeństwo z krótkim stażem. Ona bardzo zakochana, on na pierwszy rzut oka chyba nie bardzo. Szybko wprowadził się do mieszkania Ewy, swoje dał pod wynajem, rachunki spłaca głównie Ewa, mimo iż Maciek nieźle zarabia. On jeździ autem do pracy, ona marznie na przystankach, on wraca i od progu pyta o obiad, ona te obiadki skrzętnie przygotowuje, stara się, on ledwo odpowie czy mu smakuje. Sex bywa coraz rzadziej,mąż biedny zapracowany..  Maciek głównie pracuje, tak naprawdę to go nie ma w tym małżeństwie. Chyba jego maksymą życiową jest zdanie, które w żartach powiedział na temat małżeństwa  koledze "Małżeństwo to przekupstwo, by pomoc domowa myślała, że jest panią domu". Straszny, okrutny żart wypowiedziany w dodatku przy żonie.
Książka ta utwierdziła mnie w moim przekonaniu, że aby doszło do zdrady w związku już musi coś kuleć, tkwić jakaś zadra, coś co go psuje, niszczy od środka. Zdrada jest tylko kolejnym etapem rozpadania się związku. O tym wszystkim nie wie jeszcze nasza bohaterka. Zakochana świeżą miłością, pełna wiary, nadziei, kawałek po kawałku sukcesywnie traci siebie na rzecz tej 'wspaniałej' miłości jaka jej się przydarzyła. Jej niedojrzałość, nieobycie aż drażni, irytuje. Czytając myślałam sobie, ona ma 30 lat, czy w tym wieku można być aż tak naiwną? Tak zaślepioną miłością, tak bardzo idącą na kompromisy, a wszystko to z miłości??? Nie mieściło mi się to w głowie. Aczkolwiek później przetłumaczyłam sobie, że dojrzałość, wiedza o związkach, świadomość siebie w związku, potrzeba szanowania i liczenia się z naszym zdaniem to chyba nie zależy od wieku. To suma doświadczeń i 'kopów' od losu. To wszystko przed naszą bohaterką. 
Książka ta idealnie obrazuje rozkład pożycia małżeńskiego. W pewnym momencie wręcz byłam pewna, że mąż Ewy nigdy jej nie kochał, że małżeństwo to było dla niego na rękę, bo taniej wychodzi wspólne rozliczenie roczne z małżonkiem zdrada przydarza się z powodu braku czułości ze strony kochanego mężczyzny. 
Gdy tak wczytywałam się w tę powieść, obserwowałam zachowanie męża naszej głównej bohaterki to sobie pomyślałam, że to powinna być lektura obowiązkowa dla każdego faceta. Zachowanie głównego bohatera powinno być jako przestroga dla panów 'co robić by stracić żonę'. Chodzić w 'gaciach' po domu, broń Boże nie rozmawiać z żoną, a już na pewno na żadne poważne tematy, żyć tylko pracą, nie chwalenie żony, nie prawić żonie komplementów, ba w ogóle jej nie zauważać, dyskredytować ją przy bliskich, nie liczyć się z jej potrzebami.. Można wymieniać i wymieniać. Mąż Ewy to idealny przykład na męża, który nie kocha, ma żone byle tylko ją mieć.. 
„Mąż idealny, taki jak mój, zabija miłość powoli. Codziennie dolewa kroplę trucizny, której odrobina nie szkodzi, ale gdy jest jej więcej, ma działanie śmiertelne...”

      Smutna ta książka, a zarazem prawdziwa. Studium samotności we dwoje, geneza zdrady. Czytałam opinie oburzonych facetów, którzy po przeczytaniu tej książki twierdzili, że autorka namawia kobiety do zdrady. Ha ha ha.. Prawda boli. Jakie to smutne, że są na świecie tak egocentryczne osobniki, zaślepieni tylko sobą, dla których kobieta (żona) to wciąż  ich własność, która ma tańczyć tak jak on jej zagra.   
Nie mogę odmówić autorce daru pisania wciągającej lektury. Książka ta sama się czyta. Wręcz pochłania się ją. Podobnie miałam z poprzednią.  Mimo, iż irytuje nas zachowanie głównej bohaterki, jej ślepe oddanie mężowi, później ekscytacja nowym partnerem, o którym w sumie prawie nic nie wie, to jednak czyta się tę opowieść zachłannie. Z ciekawością, wypiekami na twarzy. Co dalej.. jak sobie poradzi nasza bohaterka, co z Maćkiem, czy zdrada się wyda? Czy to małżeństwo da się uratować? Czy kobieta może nie mieć wyrzutów sumienia po zdradzie? Czy prędzej czy później będzie je miała? 
Przeczytajcie, bo warto. Ja bym sobie życzyła, by faceci choć przekartkowali tę "Opowieść niewiernej". Bo takich co uważają, że kobieta, która zdradza to .... tu epitet jest wciąż masa. Takie prostackie typowo samcze myślenie. A takich dla których zdrada równa się, temu, że coś w związku nie zadziałało, że ktoś spoczął na laurach i to najczęściej mężczyzna, jest wciąż garstka. Kobiet zdradzających tak jak faceci dla samego sportu jest  mało. Częściej chodzi o brak uwagi ze strony tego najbliższego mężczyzny..

wtorek, 19 listopada 2013

Zamek z piasku - Magdalena Witkiewicz

„Dzisiaj wiem jedno. Tworzenie wzajemnych relacji, to jak budowanie zamku z piasku. Nieustannie trzeba o niego dbać, by nie runął… I by nikt nie wszedł w niego butami… Nie można na chwilę go spuścić z oczu. Związek pomiędzy dwojgiem ludzi bywa również kruchy. Dokładnie tak jak zamek z piasku. Gdy odwrócisz głowę, zaleje go morska fala. Pozostanie tylko słona morska woda, albo słone łzy.”

Zauroczyła mnie ta książka. Może to 'wina' problemu w niej poruszanego, może miejsca gdzie się toczy akcja - mój ukochany Gdańsk i okolice. A może sposób snucia historii przez autorkę, tak jak opowieść najlepszej przyjaciółki. Słuchasz, wkręcasz się w jej historie, po drodze znajdując analogie do swojego życia. Ta książka obudziła we mnie tyle dawno zapomnianych, skrywanych emocji. Sprawiła, że człowiek musi przyjrzeć się sobie, swojemu życiu raz jeszcze.  Odkopać swoje dawno, głęboko schowane marzenia. 
Weronika i Marek - miłość jak z bajki, idealna para, od zawsze. Która z nas nie marzy o takiej miłości? Bez większych zmartwień, czy to oby na pewno on, bez wahań, szarpania się, czekania czy zadzwoni. Ot, tak po prostu od dzieciństwa byli nierozłączni i już od dawna było wiadomo, że będą razem. Nie mogło być inaczej. Tak piękna przyjaźń musi skończyć się małżeństwem. I tak było..
Idealne życie, idealne małżeństwo... Mieszkanie, praca, wszystko podane jak na tacy.  Marek jest wziętym radcą prawnym, ona tłumaczką.  Ich życie to prawdziwa sielanka. Aż do czasu, gdy Weronika zapragnęła być mamą.. Nie tylko ona, Marek również chce dziecka, ale nie tak obsesyjnie jak jego żona, pragnienie to nie przysłania mu całego świata. A  Weronice tak. Autorka w mistrzowski sposób opisała emocje, zachowania kobiety owładniętej pragnieniem posiadania dziecka. Na nieszczęście dla Weroniki pragnienie to mimo wszelkich prób nie może zostać spełnione. Nagle cały idealny świat w którym żyła ona i jej mąż zaczyna się rozsypywać jak zamek z piasku. Rozczarowanie, frustracja, ból, samotność - to uczucia, które od tego momentu stają się udziałem dwójki naszych bohaterów. Obsesja Weroniki na punkcie zajścia w ciąże, paradoksalnie przyczynia się do rozpadu małżeństwa. Marek czuje się jak przedmiot, potrzebny Weronice tylko do zapłodnienia, Weronika zaś czuje się nierozumiana  i pozostawiona sama sobie z problemem. Małżonkowie coraz bardziej się od siebie oddalają. Na drodze samotnej, sfrustrowanej, niespełnionej Weroniki pojawia się inny mężczyzna. Mężczyzna, który daje jej wszystko czego nie chciał dawać jej mąż: słucha jej, rozmawia z nią, pozwala się wygadać, wypłakać, wyrzucić z siebie wszystkie negatywne emocje. Sytuacja małżeństwa zaczyna się komplikować...
Czytałam tę książkę z zapartym tchem. Zaczęłam w pracy, nie mogłam się od niej oderwać, skończyłam wieczorem w domu. Wstrząsnęła mną ta powieść. Temat tak mi bliski, Weronika, z którą się utożsamiałam, Gdańsk, plaża w Brzeźnie, park oliwski, wszystko to sprawiało że wręcz pochłonęłam tę książkę. Dawno tak mocno emocjonalnie nie odbierałam żadnej książki. Nie pamiętam czy kiedykolwiek popłakałam się podczas czytania. Pewnie tak, ale to musiało być dawno. A tutaj pod koniec łzy same cisnęły się do oczu. Tak książka jest życiowa, mądra, a zarazem tak lekkim i przystępnym językiem napisana. 
Polecam z całego serca. Uważam, że to lektura obowiązkowa każdej kobiety. Opisuje emocje każdej z nas dobrze znane, emocje z którymi nie umiemy sobie często poradzić, które nas przerastają. Czytając o  tym, że nie tylko ja tak przeżywam, nie tylko ja tak mam, było mi jakoś lżej na duszy, jakoś tak jak po rozmowie z najlepszą przyjaciółką :) Wszystko jest po coś, wszystko ma sens, każde zdarzenie czegoś nas uczy w życiu. Nie może być cały czas sielankowo, życie ma całą gamę barw i tylko wówczas naprawdę żyjemy gdy dotkniemy każdej z nich.
 Kuba wziął moją dłoń i położył ją po lewej stronie pod moją piersią. Nakrył ją swoją dłonią.
- Co czujesz? – zapytał.
- A co mam czuć? – odparłam zdziwiona. – Serce mi bije.
- Widzisz? Serce. Nie jesteś pusta. Masz serce. Pulsuje tak mocno, że nawet ja je wyczuwam, mimo twojej dłoni dzielącej moją od niego. Nie jesteś pusta w środku. Może śpisz. Ale się obudzisz. W końcu się obudzisz. I na wszystko spojrzysz zupełnie inaczej.”

 A ja po przeczytaniu tej książki stałam się fanką twórczości Magdaleny Witkiewicz i jestem już w trakcie czytania jej kolejnej książki "Opowieść niewiernej". Znów jestem pod wrażeniem i znów odnajduję siebie w głównej bohaterce :)

poniedziałek, 18 listopada 2013

Kapitan Phillips - film


Ten film mnie bardzo pozytywnie zaskoczył! Moja ignorancja samą mnie przeraża. Wstyd mi, ale nie wiedząc co to za film nie chciałam iść na to do kina. Dopiero gdy R. mi powiedział o czym jest ten film, dałam się przekonać.
Pewnie każdy z Was pamięta o słynnym porwaniu kapitana amerykańskiego kontenerowca Maersk Alabana. Właśnie o tym jest ten film. Miało to miejsce w 2009 roku w pobliżu brzegów Somalii. Film jest oparty na faktach i to mnie w nim tak bardzo poruszyło. Dzieło reżysera Paula Greengrassa to ekranizacja napisanej w 2010 roku przez kapitana Richarda Phillipsa wraz z pomocą Stephana Talty książki pod tytułem "A Captain's Duty: Somali Pirates, Navy SEALs, and Dangerous Days at Sea".Historia ta przedstawiona jest z punktu widzenia głównego bohatera, dzięki czemu widzowie otrzymują relację wręcz "z pierwszej ręki". Akcja jest wciągająca już od samego początku. Nie ukrywam, że za przyczyną tego stanu rzeczy jest sam Tom Hanks. Moim zdaniem, Hanks grając kapitana Philipsa wspiął się na wyżyny kunsztu aktorskiego. Uwielbiam tego aktora, ale tutaj to był totalny majsterszczyk, przyjemnie się go oglądało. Mam nadzieję, że Tom Hanks znajdzie się w gronie nominowanych do oscara. Z wywiadu z kapitanem statku wiem, że Tom Hanks kontaktował się z nim wiele razy. Być może dzięki temu jest tak przekonujący w swojej roli.
Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, by nie odbierać Wam przyjemności z oglądania. ( Ja do końca nawet nie pamiętałam, czy ten kapitan przeżył - ignorancja!!!) W pewnym momencie filmu, gdy emocje sięgnęły już zenitu chciałam się zapytać o to swojego faceta, ale uznałam, że nie będę się kompromitować;) W wielkim skrócie film pokazuje uprowadzenie okrętu, następnie porwanie kapitana Richarda Phillipsa oraz próby jego odbicia przez U.S. Navy SEAL's. Przedstawia wszystkie wydarzenia, o których wyrywkowo mogliśmy przeczytać w gazetach lub dowiedzieć się z telewizji.
Film jednym słowem świetny. Trzyma w napięciu przez całe dwie godziny. Na koniec się popłakałam;) Tak emocjonalnego obrazu na pewno się nie spodziewałam. To jeden z lepszych filmów jakie miałam przyjemność zobaczyć w tym roku.
Polecam!


Moja ocena 9/10

poniedziałek, 11 listopada 2013

To możliwość spełniania marzeń sprawia że życie jest takie fascynujące :-)


Kolejna wyprawa, tym razem Kapadocja. Marzyłam by przelecieć się balonem nad tą niezwykłą krainą i marzenie spełniłam :) Chociaż nie powiem, troszkę mnie ono kosztowało (i to nie tylko finansowo), to warto było!
Niezapomniane wrażenia! A zdjęcia, uwierzcie mi nie oddają całego uroku tego miejsca.

Kapadocja przypomina fantastyczny krajobraz księżycowy pełen intrygujących stożków skał tufowych, w których zostały wykute kościoły skalne oraz pomieszczenia mieszkalne. Twórcą tego krajobrazu jest wulkan, który w wyniku wielokrotnie powtarzających się wybuchów rozrzucał ogromne ilości popiołu tufowego po całej okolicy. Pod wpływem pogody warstwy zostały rozłupane i powstały głębokie wąwozy. Pierwsi osadnicy przybyli w te okolice w VII wieku. Następnie przybyli mnisi, którzy wydrążyli w miękkich skałach kościoły, kaplice, zamki i pustelnie.

By podziwiać takie widoki,musieliśmy wstać przed 5tą! To było dla mnie nie lada wyzwanie, tym bardziej, że przylecieliśmy dzień wcześniej późno w nocy i dopiero o 3ciej nad ranem ulokowali nas w hotelu. Następnego dnia wyjazd z Antalyi do Kapadocji o 9:30 i cały dzień w podróży. PRzebyliśmy około 600km jednego dnia. Ale jak już wspomniałam warto było, z całego tego podekscytowania w ogóle nie czułam się zmęczona. Lot balonem to koszt około 150 EURO.


























niedziela, 22 września 2013

Joy Fielding - Pierwszy raz

Moje pierwsze spotkanie z tą autorką i przepadłam. Świetny styl pisania, wciągająca urzekająca historia. Jestem pod wrażeniem kunsztu literackiego autorki. Jednym słowem świetna książka. Nie rozumiem tylko tytułu tej książki. Uważam, że nie ma on nic wspólnego z treścią książki, a wręcz może działać odstręczająco. Może tylko ja nie zauważyłam związku? Jeśli ktoś z Was czytał i rozumie dlaczego taki akurat tytuł to dajcie znać;)
36letnia Mattie kolejny raz przyłapuje męża na zdradzie. Zrozpaczona i zdesperowana kobieta zastanawia się dlaczego nie można jej po prostu pokochać. Jej mąż jest wziętym adwokatem, do tego przystojnym i czarującym mężczyzną. Mają 16letnią córkę, piękny dom, prowadzą dość dostatnie życie. Jednak w tym na pozór pięknym obrazku, żadne z bohaterów nie jest szczęśliwe. Pewnego dnia po kolejnej awanturze Jake postanawia odejść od żony do kochanki. Zdarza się to tuż po tym, gdy jego żona wylądowała w szpitalu, po spowodowaniu wypadku. Wkrótce okazuje się, że to straszna choroba była przyczyną wypadku Mattie. Stwardnienie boczne zanikowe brzmi jak wyrok. Mattie zostaje rok, góra 3lata życia. Kobieta jest przerażona, nie może pogodzić się z faktem, iż jej życie może się wkrótce skończyć. Przecież nic takiego jeszcze nie przeżyła, nie zaznała życia w całej jego pełni. Przede wszystkim nigdy nie czuła się kochana. Ani przez matkę, która ją samotnie wychowywała, ani w małżeństwie, które od samego początku było fikcją z powodu niechcianej ciąży. Zdesperowana kobieta, pod impulsem wykupuje wycieczkę do Paryża, kupuje sobie ładne i drogie stroje, a także wikła się w romans z dobrym znajomym. Jej mąż targany wyrzutami sumienia, postanawia do niej wrócić i opiekować się nią podczas jej ostatnich dni. Co z tego wyniknie? Jak ułożą się ich relacje? Czy w obliczy postępującej choroby Mattie zwiedzi upragniony Paryż? I z kim się tam wybierze? Przeczytajcie sami, nie chcę zdradzać zbyt dużo szczegółów
Książka jest ciepła, napisana przystępnym językiem, wciąga już od pierwszych stron. Idealna na długie jesienne wieczory. Polecam bardzo!

środa, 18 września 2013

"Millerowie" - w końcu recenzja filmu ;)


Po bardzo długim czasie wybraliśmy się w końcu do kina. Ja chciałam na "Blue Jasmine" ale ze względu na to, iz grali go dość późno (a ja kocham spać ostatnio:) zdecydowaliśmy się w końcu na komedie z Jennifer Aniston.
Pomyślałam sobie trudno, na Allena tak czy siak się wybiorę sama, a tutaj może dla odmiany się pośmieję.
Jakże byłam mile zaskoczona! Śmialiśmy się do rozpuku, a wraz z nami cała sala;D
Tak w wielkim skrócie, bez spamowania. Na początku filmu poznajemy Dave'a. To wolny strzelec, nie ma rodziny, dzieci, ani nawet dziewczyny. Jest za to dealerem narkotyków. Podczas ulicznej bójki, gdy jego oprawcy dowiadują się czym się zajmuje zostaje okradziony z całego towaru i pieniędzy za towar. Jego prześmieszny i do bólu przerysowany boss wymyśla, iż w ramach zadośćuczynienia przemyci on towar z Meksyku. Dave jest załamany i w strachu. Wie, że nie ma wyjścia. W końcu wpada na genialny pomysł. Przecież nikt nie będzie podejrzewał uroczej rodzinki podróżującej po Meksyku o przemyt narkotyków. Tak oto wprowadza do swojego planu swoją sąsiadkę striptizerkę i wiecznie samego nastolatka, a także bezdomną nastolatkę. I tu się zaczyna cała akcja. Wszyscy po przejściach, cyniczni, zepsuci przez życie rozbitkowie stają w obliczu zupełnie nowego wyzwania. Mają udawać normalną, kochającą się rodzinkę.
Jak im to wyjdzie? Czy uda im się przemycić narkotyki? Jakie relacje się między nimi rozwiną? Obejrzyjcie sami, akcja jest wartka i zaskakująca. Film ogląda się świetnie. Można odreagować,pośmiać się, oderwać na chwile od rzeczywistości. Świetna rozrywka. Dodam jeszcze, że taniec Jennifer Aniston połączony ze striptizem był rewelacyjny ;)
Bardzo polecam :)

Moja ocena: 7/10





sobota, 14 września 2013

Ani z widzenia, ani ze słyszenia - Amelie Nothomb


""Pojęcie wolności jest tematem tak oklepanym, że już przy pierwszych słowach zaczynam ziewać. Ale fizyczny aspekt wolności to co innego. Zawsze powinno się mieć przed czym uciekać, po to, by kultywować tę cudowną możliwość. Zresztą zawsze jest coś, przed czym się ucieka. Choćby przed samym sobą. Dobrą wiadomością jest to, że można przed sobą uciec. W takim wypadku daje się nogę z tego małego więzienia, jakie stwarza osiadły tryb życia w dowolnym miejscu. Zabiera się swoje manatki i wybywa: własne "ja" jest tak tym zaskoczone, że zapomina o swojej roli strażnika. Można je zmylić, tak jak zbieg myli trop tych, którzy go ścigają.""


Kolejna perełka. Mam ostatnio szczęście do dobrych książek :-) Z pozoru niepozorna, bo licząca zaledwie 150 srron książeczka ujęła mnie już po przeczytaniu pierwszej strony. Czyta się ją szybko, wręcz połyka. Jest napisana z dystansem do siebie i humorem. Amelie Nothomb miała to szczęście, że jej ojciec był ambasadorem. Jakiś czas mieszkali w Japonii, do której po latach autorka niesiona sentymentem postanawia wrócić i pomieszkać jakiś czas. Tu właśnie toczy się akcja tej książki. 22letnia Amelie postanawia na początek dawać korepetycje z języka francuskiego. Tak oto poznaje młodego Japończyka imieniem Rinni. Książka jest o ich wzajemnych relacjach, o dojrzewaniu, o szukaniu własnej drogi. A przy okazji autorka zapoznaje nas ze zwyczajami panującymi w Japonii, opowiada o ludziach, ich mentalności, młodzieży i ich sposobach spędzania wolnego czasu. Wszystko to było bardzo ciekawe i opisane dość humorystycznie.

Bardzo podobał mi się motyw, gdy Rinri zabiera naszą bohaterkę na górę Fudżi. Kocham wszelkiego rodzaju wędrówki po górach, dlatego ten fragment i zachowanie Amelii były mi tak bliskie. Tradycja nakazuje, by każdy Japończyk choć raz w życiu wszedł na świętą górę Fudżi. Wędrówka może trwać nawet cały dzień, przy czym trzeba dojść na sam szczyt, bo po drodze nie ma żadnych schronisk, gdzie można odpocząć czy się przespać. Z wypiekami na twarzy czytałam o tym, że oto spełnia się jedno z wielkich marzeń Amelie.
"(...) - Góra Fudżi! (...) Nie sposób na nią patrzeć i nie odczuwać mitycznego, świętego ukłucia w sercu; jest zbyt piękna, zbyt idealna, zbyt doskonała".

Amelie dostała skrzydeł, wyprzedzała wszystkich i po prostu mknęła przed siebie. Jej zdobywanie tej świętej góry, gdzie autorka porównuje się do Zaratustry, czuje się wolna, uszczęśliwiona, jest opisana tak plastycznie, tak pięknie, że czułam się jakbym to co najmniej sama przeżywała;)
Oczywiście na górę weszła jedna z pierwszych, a powrót z góry no cóż.. poszedł jej jak na skrzydłach ;)

„O cudzie biegu! Przestrzeń wyzwala ze wszystkiego. Nie ma takiej udręki, która by przeszkodziła człowiekowi rozprzestrzeniać się we wszechświecie. Czyż świat byłby tak wielki bez powodu? Język mówi prawdę: umknąć znaczy uratować się. Jeśli umierasz, wyjedź. Jeśli cierpisz, rusz się. Inne prawo niż prawo ruchu nie istnieje.”

"Ani z widzenia, ani ze słyszenia" to fantastyczna książka, a zarazem swoisty przewodnik po Japonii – jej mieszkańcach, obyczajach, potrawach. Miłość Amélie do Japonii jest głównym tematem tej książki, ale nie jedynym. To także opowieść o dorastaniu, budowaniu własnej tożsamości, na którą składa się świadomość kulturowa oraz umiłowanie wolności. Ta książka czyta się sama. Bardzo gorąco polecam, a sama zabieram się za jej kolejną książkę "Z pokorą i uniżeniem."