Głównym bohaterem filmy jest Jerzy. Intelektualista, pisarz, mężczyzna inteligentny, zapewne wrażliwy, z tak zwaną 'duszą'. Polubiłam go. Dowcipny, na wszystko ma odpowiedź, szarmancki, inteligentny, ciekawy mężczyzna po prostu. Ma tylko jedną wadę. Za dużo pije..
Wciśnięta w fotel oglądałam kolejne ciągi bohatera. To jak doprowadzał siebie na skraj totalnego upodlenia. W tragicznym stanie trafiał na odwyk, gdzie ciągle czuł się 'lepszy' od swoich współtowarzyszy niedoli. Chyba to jest kwintesencja choroby alkoholowej. Człowiek nią zainfekowany nie widzi problemu, patrzy na ludzi notabene takich jak on, z pogardą, ze współczuciem, z wyższością, że go to nie dotyczy.
Historie, jakie opowiadają uczestnicy terapii były dla mnie wstrząsające. W głowie nie mieściło mi się jak można upaść tak nisko, tak się upodlić. Jak można siebie tak bardzo nienawidzić, dlaczego tak bardzo pragną uciec przed życiem i gdzie? Na samo dno piekła..
Smarzowski jak to on epatuje mocnymi, często wręcz odrażającymi scenami. Mieszkania zawalone walającymi się wszędzie butelkami, całe rodziny siedzące przy stole i radośnie spożywające alkohol, awantury, wyzwiska, burdy. Ludzie, którzy doprowadzają siebie do odrażającego stanu, nieprzytomni we własnych rzygowinach i kale znajdowani przez sąsiadów czy bliskich. Te obrazki bardzo mną wstrząsnęły. Mną, która nie przepada za alkoholem, nie rozumie jego fenomenu i tego jak można w niego uciekać. Nie, nie umiem tego pojąć. Jest mi źle to uciekam w filmy, książki, do przyjaciół. Gdy jest mi źle wybieram rzeczy które poprawią mi humor, na dłużej, a nie takie po których będzie mi jeszcze gorzej. Mogę powiedzieć po obejrzeniu tego filmu, że miałam w życiu wielkie szczęście, że problem ten mnie nie dotknął.
Szkoda mi było Jerzego.. To taki ciekawy człowiek był, a do czego się sam doprowadził? Po kilkunastu ciągach, gdy już dawno odeszła od niego ukochana, nie wiem w sumie czym tknięty nasz bohater sam zgłasza się na odwyk. "Wpadłem na pomysł, że może przestałbym pić".
Wstrząsnęła mną ta scena, gdy Jurek po raz setny już chyba wychodzi z odwyku, taksówkarz pyta go dokąd jedzie, a on odpowiada "Dobre pytanie" i znów staje pod pubem o znamiennej nazwie "Pod mocnym aniołem". Na rozstaju dróg, samotny, zagubiony, przerażony człowiek. Czy skończył z nałogiem? Szczerze wątpię.
Na plakatach promujących ten film widnieje hasło: "Film, który zachwieje Polską". Obawiam się, że jednak nie. Ludzie, którzy mają problem alkoholowy, po obejrzeniu tego filmu pomyślą sobie "Nie jest ze mną tak źle.. bywa gorzej".




















