sobota, 18 stycznia 2014

Twice Born - pierwszy film który mnie totalnie zachwycił w nowym roku.

Tytuł oryginalny - Venuto al mondo
Gatunek - dramat
Produkcja - Hiszpania, Włochy
Reżyseria - Sergio Castellitto
Odtwórcy głównych ról:
Gemma - Penelope Cruz
Diego - Emily Hirsh

Opis z filmweb: "Samotna matka wraz z dorastającym synem przyjeżdża do Sarajewa, gdzie podczas konfliktu bośniackiego zginął jego ojciec".

"Jak to robisz, że zawsze jesteś szczęśliwy? - To proste, nie znoszę być smutny"


Opis tego filmu na filmwebie jest suchy, bez emocji i całkowicie błędny! Moim zdaniem film "Powtórnie urodzony" to bardzo dobre kino – nie tylko wojenne, nie typowy miłosny melodramat, lecz uniwersalna historia o poszukiwaniu prawdy o samym sobie, o życiu. Tłem tego filmu jest prawdziwa, wielka, głęboka miłość. Poświęcenie w imię tej właśnie miłości. O pragnieniu posiadania dziecka właśnie z tą ukochaną osobą. Dziecka, które będzie miało gesty, spojrzenie, dłonie, sposób poruszania się ukochanego. Taka wielka miłość, że chce się mieć jej kopię. Zachować ją na zawsze. Co jeśli kobieta okaże się bezpłodna ? Dramat...



Mistrzowska rola Penelope Cruz. Byłam zachwycona jej kreacją głównej bohaterki. Niesamowicie przeobraża się ze szczęśliwie zakochanej, promiennej dziewczyny w tragiczną postać,kobietę doświadczoną dotkliwie przez los.
Diego zagrany świetnie przez Emila Hirsch (dodałam do moich ulubionych aktorów:) to wesoły, spontaniczny, beztroski chłopak. Żyje z fotografii, jest przepełniony pasją do życia, wiecznie szczęśliwy, pełen energii, wyluzowany, zaskakujący, zakochany szaleńczo w Gemmie. Miło się oglądało kreacje Hirscha tego właśnie bohatera. Taki Diego to mój ideał mężczyzny ;)

Zabieg reżysera by historie tej pary umieścić na tle wojny w Sarejewie był strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu nie przecukrzył filmu szczęśliwą big love, ani też nie zdołował widza obrazami wojny. Film Castellitto zręcznie łączy te dwa wątki. Trzyma widza w niepewności co do tego, co tak naprawdę stało się między bohaterami 20 lat temu. Buduje napięcie, wzbudza tym masę emocji, a w rezultacie zaskakuje. Wszystko wydawało się jasne od samego początku filmu, tymczasem okazuje się, że prawda jest zupełnie inna.


Takie filmy uwielbiam! Pełne emocji, z przesłaniem, z cudownymi cytatami, a do tego przepiękna ścieżka dźwiękowa!
Archive - Funeral! (uwielbiam!)

Nirvana - Something in the Way

Sia -Lullaby


Moja ocena 9/10
Polecam!



czwartek, 2 stycznia 2014

Szczęśliwego Nowego Roku :) Postanowienia i podsumowania;_


Nigdy nie robiłam postanowień, podsumowań, ot tylko takie w głowie. Tym razem naszło mnie i chce to uwiecznić. Lubię wracać do siebie sprzed roku, kilku lat i sprawdzać jaka byłam te kilka lat temu :-)
Cieszę sobie, że rok 2013 już sobie odszedł. Wiem, wiem, zmiana daty niewiele zmienia, więcej zależy od naszej silnej woli, ale jakoś tak mi lżej i więcej optymizmu we mnie na ten Nowy 2014 Rok:) Bo jakoś tak czuję, że ten nowy 2014 rok będzie Dobry :) Przynajmniej ze swojej strony zrobię wszystko by taki był.
Generalnie jak tak spojrzeć w kalendarz to 2013 był niezłym rokiem. Było w nim trochę tego co lubię. Spełniłam parę swoich marzeń i tych dużych i mniejszych:)
Podróże
- Spa w Twardym Dole - (spełnione marzenie spa z koleżankami:)
- Amsterdam - marzec (spełnione marzenie zobaczyć ogrody tulipanów:)
- Wrocław, Poznań, Warszawa - maj
- Karpacz - lipiec
- zdobyłam Śnieżkę :)
- Kapadocja - październik 0 tu spełniłam jedno ze swoich marzeń - Lot balonem. Niezapomniane przeżycie!
Koncerty
- Niezapomniane Męskie Granie z Gosią :) W tym roku koniecznie też chcę!
- Koncert Depeche Mode i to gdzie!! W Oslo! Kolejne spełnione marzenie:)
Fitness:)
- przejechałam na rowerze w 2013 - 1035km :) W 2014 moim celem będzie 1600km
- za mną 105 treningów :) Cel na ten rok 120 (tak średnio co 3dzień, uśredniam, bo chcę ćwiczyć co drugi dzień, ale wiadomo że różnie bywa;)
- zaczęłam w końcu dość systematycznie ćwiczyć i tego chcę się trzymać, taka aktywność fizyczna daje powera i pozytywne nastawienie :)

Generalnie moja praca trochę napsuła mi krwi w tym roku. Wiem, że wszystko zależy od mojego nastawienia i w tym roku chcę nad tym popracować. Nad swoim nastawieniem :) A jeśli to nie pomoże, może czas rozejrzeć się za nowym miejscem gdzie będę się dobrze czuć i spełniać?
Nie przejmować się, nie spinać, zająć się sobą, nie rozpraszać się innymi. Każdy żyje w swoim tempie, po swojemu:)
Żyj i pozwól żyć innym - takie moje motto :>

i tu cytat dokładnie z mojej notki rok temu:

Moje główne postanowienie na ten rok to nie napinać się, nie spinać, nie mam zamiaru liczyć przeczytanych książek, filmów, pilnować siebie by odpowiedni czas ćwiczyć dziennie. Nie. Chcę dystansu, na luzie. Wszystko ma samo przychodzić, ma to dawać radość, a nie być obowiązkiem. Mam zamiar pilnować przede wszystkim by życie miało smak. By cieszyło! :)

Do zapamiętania. Życie ma cieszyć:) A za to by cieszyło jesteśmy sami odpowiedzialni :)
I to poniżej, co było to było, trzeba iść dalej :-)


~~~~ SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU !!! ~~~~

niedziela, 29 grudnia 2013

Zanim się pojawiłeś - Jojo Moyes


„Nie krytykuj czegoś, zanim nie spróbujesz.”

Jedna z piękniejszych książek jakie miałam okazję przeczytać w tym roku. Kojąca, podnosząca na duchu, skłaniająca do przemyśleń. Każdy ma prawo do własnej niezależnej decyzji dotyczących swojego życia. Nawet jeśli cały świat uważa inaczej, to jest Twoje życie i tylko Ty możesz o nim decydować. Bo tak naprawdę tylko my sami wiemy co się w naszym życiu dzieje i czego nam trzeba. Nie wolno osobom trzecim ingerować w czyjeś decyzje. Można doradzić, coś zasugerować, ale nie wolno wymuszać zmiany decyzji. Takie jest moje zdanie po przeczytaniu tej książki.

O czym jest ta powieść?
Poznajemy młodą Lou Clark w momencie, gdy traci swoją ukochaną pracę w kawiarni "Bułka z masłem". Dziewczyna jest zrozpaczona i podłamana tą sytuacją. Jej dochody były ważnym czynnikiem w domowym budżecie. Lou mieszka z rodzicami, siostrą i małym siostrzeńcem. Pracują tylko ona i jej ojciec, a praca ojca jest poważnie zagrożona. Nie spodziewa się, że fakt straty pracy przyczyni się do całkowitej odmiany jej życia. Podczas szukania nowych ofert pracy za pomocą pośredniaka otrzymuje dość nietypową ofertę. Pół roczny etat dla osoby, której zadaniem jest dotrzymywanie towarzystwa mężczyźnie sparaliżowanemu w wyniku wypadku. Lou niespodziewanie dostaje tę pracę, choć nie ma ani doświadczenia, ani sama sobie nie wydaje się odpowiednią osobą do tak odpowiedzialnej pracy.
Tak oto zaczyna się niezwykła znajomość Lou i Will'a...
Will to młody mężczyzna, który uległ poważnemu wypadkowi i na jego skutek jest sparaliżowany i już do końca życia zdany na łaskę osób opiekujących się nim.
Lou ma mu dotrzymywać towarzystwa. Na początku przerażona, z czasem staje się bratnią duszą Willa, jego promyczkiem w jego smutnej egzystencji. Kim staną się dla siebie Will i Lou? Jak potoczą się ich losy? Jakie będzie zakończenie?
Uprzedzam, że ta powieść nie jest banalnym romansem.

Czytałam tę historię z ogromnym zaciekawieniem, miejscami wzruszała mnie ta książka, czasem skłaniała do refleksji. Dlaczego tak rzadko doceniamy swoje możliwości? To, że mamy zdrowie, możemy się samodzielnie poruszać i zrobić wszystko co tylko zapragniemy. Istnieją ludzie, którym te takie oczywiste dla nas czynności zostały brutalnie odebrane i muszą z tym żyć.
Dlaczego tak rzadko doceniamy to co mamy? Dlaczego nie korzystamy z tego w pełni?
Piękna, refleksyjna powieść, którą podarowałam przyjaciółce:) I Wam bardzo polecam!

piątek, 27 grudnia 2013

Za kogo ty się uważasz - Alice Munro


„To na myśl o miłości robiło jej się niedobrze. Miłość była zniewoleniem, samoponiżeniem, oszukiwaniem samej siebie.”
„Pocimy się z powodu naszych aspiracji.”


Alice Munro to tegoroczna laureatka literackiej nagrody Nobla. Z ciekawości musiałam zapoznać się z jej twórczością. Na pierwszy ogień wybrałam jej opowiadania pt. "Taniec szczęśliwych cieni", po których przeczytaniu miałam mieszane uczucia. Zabrałam się więc za jej książkę "Za kogo Ty się uważasz?".  To zbiór dziesięciu opowiadań, które składają  się na urywki z życia głównej bohaterki Rose. Spodobała mi się taka forma prozy.

Jako ciekawostkę dodam, że akcja "Za kogo ty się uważasz?" dzieje się w Kanadzie i że książka została wydana po raz pierwszy w roku 1978. Na polskim rynku wydawniczym ukazała się dopiero w roku 2012.
Atmosfera tej książki, jej powolna akcja przypominała mi amerykańskie filmy z lat 60tych. Bohaterką tych opowiadań jest Rose. Rose straciła matkę jako dziecko i jest wychowywana przez ojca i macochę. Z zaciekawieniem czyta się jej historię. Śledzimy jej losy od dziecięcych lat do starości. Rose nie wzbudziła we mnie żadnych większych uczuć, zwykła przeciętna dziewczyna, później kobieta jakich wiele. Przez całe życie marzyła by się wybić, by być kimś szczególnym, by być piękniejszą, bogatszą, bardziej podziwianą. A tymczasem jej życie przebiegło bez żadnych większych aspiracji. Ukończyła szkołę, poznawała nowe koleżanki, mężczyzn, wyszła za mąż, urodziła córkę, rozwiodła się. Ot zwykłe życie jakich wiele. Miejscami te opowiadania mi się dłużyły. Oczekiwałam jakiegoś ciekawego zwrotu akcji, albo przynajmniej zaskakującego finału. Tymczasem życie Rose zatoczyło koło. Jej los związał ją w jakiś szczególny sposób z niezbyt przez nią lubianą macochą Floe. To od niej chciała się uwolnić, a tymczasem na koniec wraca do niej by się nią opiekować. Czy coś wynika z te książki? Jak dla mnie nie. I niezbyt mnie ta lektura zachęciła do kolejnych książek tej autorki. Była bardzo przygnębiająca, smutna wręcz. Nasze życie wydaje nam się że powinno wiele znaczyć. W młodości wydaje nam się, że jesteśmy tyle osiągnąć, że świat stoi przed nami otworem i tylko czerpać z niego garściami. Tymczasem los co jakiś czas daje nam pstryczka w nos jakby mówiąc 'Za kogo ty się uważasz". Przeczytam jeszcze jakąś książkę tej autorki, z ciekawości i wyrobienia sobie opinii o tegorocznej noblistce, aczkolwiek ubolewam, że nie została nią J.C.Oates. Jej książki są przerażające, smutne, bardzo naturalistyczne, ale przynajmniej są głębokie i za każdym razem pozostawiają po sobie ślad w czytelniku.

środa, 18 grudnia 2013

DM - koncert w Oslo 13.12.13 - kolejne spełnione marzenie :-)

Trzeba marzyć:)
Aby mogło się zdarzyć - trzeba marzyć:)

Byłam w Oslo na koncercie mojego ulubionego zespołu!! DEPECHE MODE!!! :D Aaaaaaaaaaa nie wiem jak to opisać:D

Bardzo bardzo BARDZO chciałam iść na ten koncert! Ale na koncert w Wawie w mgnieniu oka rozeszły się bilety. Odpuściłam. Było mi smutno, ale 'no trudno,przecież byłam 2 lata temu na ich koncercie'. Jeszcze przebłysk miałam, że może w Oslo, bo tam pracuje mój R. Ale odpuściłam. Zbyt szybko, jak to ja..
A tu nagle 2dni przed koncertem dostaję newsa!
Mam bilety na koncert! Dostałem w prezencie!


Chyba nie muszę pisać jak się czułam:) W dodatku miejsca mieliśmy dość blisko sceny:)












Mój ukochany Gahan!!! Love <3




Martin:) Pięknie zaśpiewał But not tonight <3


Jeszcze parę moich ukochanych kawałków ku pamięci:)
Policy of Truth - jeszcze mam głowie refren 'never again it's what you swore the time beforeeee!:D
Dave w świetnej formie! :D




i końcówka, ostatnia piosenka.. Ten las rąk, to jak się żegnali achh Cudownie było!!! i taki żal że się tak szybko skończyło!!!






Takie zdarzenia dodają mi niesamowitego kopa! Muszę częściej praktykować wychodzenie na koncerty. Takie jest moje pierwsze postanowienie na Nowy Rok :)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Wyścig - film


gatunek: Biograficzny, Dramat Sportowy
produkcja: Niemcy, USA,Wielka Brytania
premiera: 8 listopada 2013 (Polska) 2 września 2013 (świat)
reżyseria: Ron Howard
scenariusz: Peter Morgan
obsada:
James Hunt: Chris Hemsworth
Niki Lauda: Daniel Brühl



Kolejny film na który nie zwróciłabym uwagi gdyby nie mój facet;) Wybrałam się do kina jako zupełna ignorantka. Nie interesowałam się nigdy wyścigami formuły 1, nie znam się na sławnych kierowcach formuły 1. Nazwisko Niki Lauda coś mi mówiło, James Hunt zupełnie nic. Nie miałam pojęcia o ich trwającej latami zażartej rywalizacji. Ci panowie reprezentowali zupełnie różne osobowości, dwa światy, a każdy z nich osiągnął tak wiele. Brytyjczyk James Hunt był lekkoduchem żyjącym chwilą, dla niego życie było zabawą. Natomiast Austriak Niki Lauda, uparcie dążył do wyznaczonego sobie celu. Był zdyscyplinowany, inteligentny, znał się lepiej od mechaników na właściwościach bolidów. Tych dwóch mężczyzn łączyło zdeterminowanie, szybkość i ogromna chęć zwycięstwa, a także ogromna wola pokazaniu temu drugiemu, że jest się lepszym.
Akcja filmu dzieje się w 1976 roku. Bardzo ciekawie jest ukazana rywalizacja między tymi dwoma zawodnikami. Na naszych oczach zawodnicy poznają się, z czasem zaczynają rywalizować, nie lubią się. Pokazane jest ich prywatne życie. Lauda, którego ojciec widział raczej za biurkiem w oddziale swojej firmy, buntuje się i odrzucając całą pomoc finansową stawia całe swoje życie na jedną kartę. Ma cel. Zostać sławnym kierowcą formuły 1. James Hunt, kobieciarz i imprezowicz, pogrąża się w lekkim życiu, zakrapianym alkoholem.
Film wciąga już od samego początku. Nie spodziewałam się, że taki 'typowo męski' film tak mnie porwie. Przepięknie pokazane obrazy. Do teraz mam przed oczami czarne, nisko wiszące chmury, zalany deszczem tor wyścigowy, grozę jaka biła z tej sceny wręcz można było poczuć namacalnie.
Ku mojemu zaskoczeniu bardzo zainteresował mnie losy obu bohaterów.
To film nie tylko dla fanów formuły jeden. Jak widać na moim przykładzie nie trzeba się nawet znać na tych zawodach.
Zdecydowanie polecam!
Ocena 5,5/6

piątek, 29 listopada 2013

Małżeństwo we troje


 „Wszelka mądrość zaczyna się od akceptacji cierpienia"
Cieszę się, że znów trafiłam na opowiadania tego autora. Lubię jego pisanie, ale często po prostu o nim zapominam. Jego książki mają na mnie magiczny wpływ. Koją, relaksują, sprawiają, że z dystansem patrzę na swoje sprawy, problemy. Takie książki powinno się od czasu czytać, właśnie po to by nabrać dystansu do życia. Eric-Emmanuel Schmitt już na dobre zagościł w moim życiu, od czasu gdy przeczytałam jego słynną książkę "Oskar i pani Róża". Każda jego książka chwyta za serca. Każda w inny sposób.
Tak było i tym razem. Pięć wspaniałych opowiadań. Każde inne, o innej tematyce a jednak coś je łączy. Miłość. Miłość we wszystkich aspektach. Nie spotkałam się jeszcze by ktoś tak pięknie, subtelnie z wyczuciem  pisał o miłości homoseksualnej. Czytałam pierwsze opowiadanie  z zapartym tchem, pełna przyjaznych uczuć wobec 'Dwóch panów z Brukseli'. Piękna miłość, taka prawdziwa, która przecież tak rzadko się zdarza. Ach, nawet im chyba zazdrościłam! :)
Najbardziej podobało mi się chyba opowiadanie pt. "Pies" . Wzruszyło mnie przywiązanie właściciela do swoich psów, które zawsze miał podobne do siebie i nadawał im po kolei takie samo imię. A jego historia przywiązania do tego akurat zwierzaka miała początek.. w obozie koncentracyjnym. Przepiękna historia o miłości i przywiązaniu miedzy człowiekiem i zwierzęciem.
Ale tytułowe opowiadanie "Małżeństwo we troje" najbardziej mnie zaskoczyło i poruszyło. Autor zdradza nam szczegóły z życia żony pewnego słynnego kompozytora. Na samym końcu opowiadania zdradza nam jakiego, a ja podczas czytania zaczęłam się zastanawiać czy to opowiadanie jest tylko fikcją literacką, czy też jest inspirowane faktycznymi wydarzeniami. Po przeczytaniu wygooglałam sobie i zgadza się. Dzięki E.E. Schmitt dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy z życia Konstancji Mozart! Zainspirowało mnie to do poszukania lektur na ten temat i znalazłam nawet w swojej bibliotece tę oto książkę:)         
                                  Bardzo jestem jej ciekawa i czuję lekkie podekscytowanie.  Dziwne to odczucia dla mnie, bo nigdy nie interesowałam się muzyką poważną. A tutaj wystarczyło jedno opowiadanie mojego ulubionego pisarza i nagle słucham Mozarta;) Nie spodziewałam się że jego utwory mogą przypaść mi do gustu! Słuchaliście kiedyś ? One są fenomenalne! Zawsze obchodziłam z daleka wszystko co miało jakikolwiek związek z muzyką poważną, a tu się okazuje że to się może podobać, że wycisza, świetnie relaxuje, daje też kopa energetycznego. Widać tak to w życiu już jest, do wszystkiego trzeba dojrzeć :)
Jednym słowem polecam bardzo wszystkim tę książkę. Lekkie pióro, subtelne, napisane z ciepłym dystansem do świata i zwykłych ludzkich przywar opowiadania od których nie sposób się oderwać i które pozostaną na długo w pamięci. A po przeczytaniu których rodzi się w człowieku coś dobrego i pozytywnego :)
Polecam!