wtorek, 13 października 2015

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety - Świetłana Aleksijowicz

Wydawnictwo:
Wydawnictwo Czarne

Data premiery:
2015-11-12

Seria:
Reportaż

Ilość stron:
336
„Kobiety żołnierki. W regularnej armii było ich milion. Młodziutkie, ledwie skończyły studia, zaczynały pierwszą pracę. Rwały się na wojnę, by ratować ojczyznę, albo pomścić kogoś bliskiego. Nie miały o niej pojęcia. Szły na front w lekkich pantoflach i spódnicach…”

Ciekawostka wydawnicza:
"Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" ukazała się w łącznym nakładzie prawie dwóch milionów egzemplarzy. Swietłana Aleksijewicz ukończyła swoją książkę w 1983 roku, jednak na jej publikację czekała jeszcze dwa lata. Pod adresem autorki kierowano oskarżenia o "pacyfizm, naturalizm oraz podważanie heroicznego obrazu kobiety radzieckiej".

Aleksjiewicz wyznaje, że jednym z jej celów było „napisać taką książkę o wojnie, żeby niedobrze się robiło na myśl o niej, żeby sama ta myśl była wstrętna. Szalona. Żeby nawet generałom zrobiło się niedobrze” (s. 16).


Wspaniała, mocna książka wybitnej białoruskiej dziennikarki Swietłany Aleksijewicz to bardzo dobrze napisany reportaż składający się z kilkudziesięciu wywiadów z kobietami, które przeżyły II wojnę światową.
Osoby wypowiadające się na łamach książki to postacie autentyczne, które kiedyś walczyły jako snajperki, pilotki, sanitariuszki, łączniczki, strzelały jak mężczyźni, a nawet prowadziły czołgi. Wszystkie bohaterki opowiadają o swoich przeżyciach z okresu II wojny światowej, a zwłaszcza ataku Niemiec na Rosję w 1941 roku.
Opowiadają w jaki sposób trafiły do armii, jakich bohaterskich czynów dokonały, jak to odbyło się na ich psychice i przede wszystkim zdrowiu, jak były traktowane przez żołnierzy, jak radziły sobie w trudnych warunkach bojowych. Niesamowite było dla mnie ich poświęcenie, to że tak bardzo chciały walczyć w obronie ojczyzny. Zostawiały rodzinę, niejednokrotnie małe dzieci, rodziców i pchały się do wojska. Często były to młode dziewczyny, które powinny się uczyć, których rodzice nie wyrażali zgody na to by ich córki walczyły. Świetłana Aleksijowicz by napisać tę książkę, również dużo poświęciła. Jeździła po całym kraju, zbierała wszystkie informacje na temat kobiet walczących w drugiej wojnie światowej. Spotykała się w domach tych kobiet, przeprowadzała z nimi długie rozmowy, poznawała je, pytała jakie piętno odbiło na nich udział w wojnie, jaki wpływ miało to na ich dalsze losy. Wiele z tych kobiet żyło samotnie, w zapomnieniu, niektóre zostały kalekami do końca życia, tylko nielicznym udało się założyć rodzinę, mieć dzieci. Każde wspomnienie - bardzo poruszające, skłaniające do refleksji. Czy teraz, czy w naszym kraju kobiety byłby zdolne do takiego poświęcenia, do takiego oddania się za ojczyznę? Było to dla mnie wprost niepojęte skąd te młode często dziewczyny biorą w sobie odwagę by brać udział w takiej strasznej wojnie. Nikt ich nie werbował, nie było obowiązku, one często wbrew wszystkim "pchały się" do wojska. Często podstępem, często prośbą, upartością i błaganiem. Skąd było w nich tyle siły, skąd ten heroizm i pragnienie walki?
Jeszcze co mnie urzekło to jak na koniec wojny wszyscy potrafili się jednoczyć, cieszyć, radować, że się udało, że to koniec wojny, że wygraliśmy!

Nie było nic, ani pod nami, ani nad nami… nikt nie miał jeszcze tych dywanów, kryształów… Nic… Ale byliśmy szczęśliwi. Szczęśliwi, bo przeżyliśmy. Mówimy, śmiejemy się. Chodzimy po ulicach… Cały czas się zachwycałam, chociaż zachwycać się wcale nie było czym – dookoła rozwalone mury, nawet drzewa były okaleczone. Ale miłość nas zagrzewała. Jakoś człowiek człowiekowi był potrzebny, wszyscy bardzo potrzebowali się nawzajem.

Niesamowita, przejmująca książka. Świetłana Aleksijowicz zasłużenie dostała nobla w tym roku. Jestem pod wrażeniem. Polecam, polecam jeszcze raz bardzo polecam. Każdy powinien to przeczytać.

sobota, 6 czerwca 2015

Sońka - Ignacy Karpowicz


Wydawca: Wydawnictwo Literackie

Data wydania: 22 maja 2014

Liczba stron: 208

Oprawa: twarda

Opis książki: "W życiu Sońki wszystko skończyło się dawno, dawno temu, wraz z wojną. Przeżyła i poczuła wtedy tyle, że później już ani żyła, ani czuła, mając jedynie wspomnienia i psią obrożę z gotyckim napisem. Przypadkowe spotkanie przy wiejskiej drodze daje początek opowieści, która wreszcie może zostać wysłuchana(...)".

To on był źrenicą mego oka. Pępkiem mego ciała. Językiem moich ust. Linią papilarną każdej opuszki. Krawędzią kobiecości. Mój Joachim, mój światłonośny.


Tak pięknie napisać o miłości. Jestem urzeczona!
Każda wspólnie spędzona minuta była malutką wiecznością, idealnym światem.

Jedna z piękniejszych książek jakie dane mi było ostatnio przeczytać. Piękna! Po prostu poetycko piękna! Upajałam się każdym słowem, kompozycją zdań, które niepostrzeżenie wciągają czytelnika w nietuzinkową historię. Historię pięknej miłości. Miłości niemożliwej, miłości zakazanej, miłości potępionej.
Książka ukazuje całe okrucieństwo wojny, podziały, podłość ludzką, miłość, która w tamtych czasach nie miała racji bytu.
"Sońka" to opowieść starszej kobiety. To jej swoista spowiedź, historia całego życia, która musiała ujrzeć światło dzienne. Nic więcej nie zdradzę. Powiem tylko, że naprawdę warto. To piękna i poruszająca powieść.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Biała Królowa - serial


XV-wieczna Anglia, trwają walki o tron między rodami Yorków i Lancasterów. Królem zostaje Edward IV, który poślubia plebejkę Elizabeth Woodville. - (opis z filmweb)

Rok produkcji - 2013

Główne role:
Rebecca Ferguson - Elżbieta Woodville
Max Irons - Król Edward IV
Faye Marsay - Anne Neville
Aneurin Barnard - Ryszard, książę Gloucester
Amanda Hale - Margaret Beaufort
James Frain - Lord Warwick
Janet McTeer - Jacquetta Woodville
Rupert Graves - Lord Thomas Stanley
Veerle Baetens - Małgorzata Andegaweńska

Od pierwszego odcinka wciągnął mnie i zauroczył ten serial. Uwielbiam filmy kostiumowe, takie podczas oglądania których mogę się dużo dowiedzieć na temat historii.

Serial "Biała Królowa" to widowiskowa i fascynująca historia będąca ekranizacją książek Philippy Gregory. W sumie to serial oparty został aż na trzech książkach tej autorki. "Biała Królowa" - opowiadająca historię Elżbiety Woodwille; "Czerwona Królowa" - historia Małgorzaty Beaufort oraz "Córka twórcy królów" - historia Anny Neville. Akcja tych powieści dzieje się w tym samym czasie, dlatego pewnie też twórcy serialu zdecydowali się połączyć je w jedno i ukazać historię XV wiecznej Anglii z różnych perspektyw.

Historia zaczyna się w momencie gdy niedawno owdowiała Elżbieta Woodville chce odzyskać ziemie dla swoich synów. W tym celu udaje się na spotkanie z aktualnie panującym królem Edwardem. Król jest w doskonałym humorze niedawno odniósł druzgoczące zwycięstwo nad wojskami króla Henryka i Małgorzaty Andegaweńskiej i został koronowany na króla. Podczas objazdu królestwa spotyka urodziwą Elżbietę.



Zakochuje się w niej, chcąc uczynić z niej swoją kochankę spotyka się z ostrym sprzeciwem z jej strony. Wkrótce król Edward postanawia poślubić plebejkę. Jest to wielki skandal i szok dla całego dworu królewskiego. Jednak król jest uparty. I tak oto plebejka Elżbieta staje się królową Anglii.


To była wielka miłość. Przyjemnie było patrzeć na tę parę i śledzić jej losy.
Ale ta wielka miłość jest tylko wstępem do histiorii o walce o tron. Zawziętej, często okrutnej, pozbawionej skrupułów. Gdzie własny brat gotów jest zdradzić brata, gdzie pojawiają się ludzie, mianujący się przyjaciółmi, którym zależy tylko na prestiżu. Naturalnym jest, że kobieta ma mało do powiedzenia, jest odsuwana na dalszy plan, że mężczyzna może mieć kilka kochanek i nie ukrywać tego faktu. Kobieta w tamtych czasach potrzebna była głównie by urodzić królowi syna, który przedłużyłby ród i zatrzymał koronę. O to były największe walki i knowana, kto zostanie spadkobiercą. Każda para prześcigała się w tym, by jak najszybciej wydać na świat męskiego potomka.

W tym serialu kobiety przedstawione są jako silne, ambitne i zdeterminowane. Gra toczy się o wysoką stawkę.
Bardzo podobała mi się gra wszystkich kobiet w tym serialu.
Rebeca Ferguson jako królowa Elżbieta wypadła tutaj rewelacyjnie! Również jej matka, którą grała Janet McTeer wypadła tutaj przekonująco. Królowa Elżbieta i jej matka parały się magią. Pięknie i baśniowo ten wątek z powieści tutaj przedstawiono. Jednym słowem ten serial to jak dla mnie strzał w dziesiątkę. Jako jedyną wadę tego serialu postrzegam to, iż jest zrobiony tylko jeden sezon z tylko 10cioma odcinkami. Mam ogromny niedosyt. Na szczęście są książki Phillipy Greogory :-)

Polecam!

Moja ocena: 10/10

wtorek, 26 maja 2015

Szum - Magdalena Tulli

Ja nigdy nie wiedziałam, co robić, życie było dla mnie za trudne.
Ta książka boli. Wstrząsnęła mną i przemieliła. A jednocześnie czytając ją czuć ten specyficzny klimat.. magiczny, surrealistyczny, bajkowy. Po jej przeczytaniu czegoś brakuje, tęskni się za aurą tej powieści.
O czym jest ta książka? O trudnym dzieciństwie pozbawionym miłości. O samotnej, niechcianej, przez nikogo nie rozumianej dziewczynce. To książka o wykluczeniu ze wspólnoty, o traumie II wojny światowej, którą niechcący zaraża się własne dziecko. Jest w tej powieści ogrom samotności i wyobcowania, rozpacz, smutek. Mówi ona również o braku empatii, braku uczuć do własnego dziecka, zimnym, roszczeniowym podejściu do własnej córki. Ma być grzeczna, jak inne dzieci, jak syn siostry matki, ma się dobrze uczuć, ma pomagać, ma nie sprawiać problemów. Ta książka o matce rozczarowanej swoim dzieckiem. Smutne.. Bo co ona mu dała od siebie?

"- Dzieci to loteria - powiedziała mi kiedyś parę dziesięcioleci później, na spacerze w parku, przy huśtawkach. W swoim czasie wzięła udział w tej loterii i nic nie wygrała, więc była zawiedziona.
Nie sposób przewidzieć, kogo się urodzi. Jest się zdanym na przypadek".

"Z dzieckiem jest jak z pudełkiem - zauważyłam. - Trudno wyjąć coś, czego się nie włożyło".


Bohaterką powieści jest dziewczynka, tak nieprzystosowana do życia, tak wyszydzana i wyśmiewana przez najbliższych, tak niekochana (?), że to aż boli. Jestem osobą empatyczną i doskonale potrafiłam sobie wyobrazić co czuła ta mała istotka. Tak bardzo było mi jej żal, tak bardzo byłam zła na dorosłych wkoło niej. No to, że żaden z nich nie dostrzegł jej, nie wyciągnął pomocnej dłoni, nie dał jej 'zaopiekowania' i docenienia tak jej potrzebnego, by mogła wzrosnąć i być przystosowanym dzieckiem. Matka naszej bohaterki nie umiała kochać. Sama miała za sobą traumatyczne przeżycia, tajemnice, których tak bardzo strzegła, by nie wydostały się na zewnątrz. Była osobą "trzymającą fason". Nigdy nie płakała, była sucha, zimna, zamknięta w sobie. Dawała do zrozumienia swojemu dziecku, że jest dla niej tylko 'kłopotem'. Była kobietą pozbawioną emocji, empatii, całkowicie opierającą się na zdaniu siostry, ciotki dziewczynki. Ciotka zaś, to kobieta, która ma zawsze 200% racji. Jest silna i zdecydowana, przekonana o swoich racjach, nie przemawia do niej żadna argumentacja, a wręcz neguje oczywistą prawdę. Znam niestety parę takich osób. Są trudne dla zwykłego, empatycznego dorosłego, a co dopiero dla dziecka. Najgorsze jest to, że takie osoby nie mają cienia refleksji nad swoim postępowaniem, nie są w stanie zrozumieć jak krzywdzą innych. Często zamieniają życie bliskich w koszmar. Owszem, jest zaznaczone w książce, że obie kobiety mają za sobą traumatyczne przeżycia II wojny światowej. Ale czy to je usprawiedliwia?


"Przywykłam do tego, że każdy, kto może sobie na to pozwolić, oddaje swój zły humor komu innemu, jak gorący kartofel, a następny robi to samo i chowa do kieszeni poparzone ręce. Dopiero ostatni z ostatnich, ten kto nie miał na podorędziu już nikogo gorszego od siebie, nikogo, komu by mógł wepchnąć ten gorący kartofel do rąk, krótko mówiąc, ktoś taki jak ja - musiał go, parząc sobie usta i gardło, przełknąć".

Obserwujemy dziewczynkę od czasów wczesnego dzieciństwa po dorosłość. Była trudnym dzieckiem, miała problemy z nauką, problemy z koncentracją. Zdumiewające, że w jej otoczeniu nie znalazł się żaden wyrozumiały i dobry dorosły. Nawet nauczyciele traktowali dziewczynkę jak osobę 'gorszej kategorii'. Źle się uczyła, sprawiała kłopoty wychowacze, nikt nie chciał się w to zagłębić i dostrzec, że takie zachowanie dziewczynki jest jej sposobem dostrzeżenie jej, swoistym wołaniem o pomoc, akceptację, miłość.
Mała, samotna dziewczynka miała tylko lista. Wytwór wyobraźni, jej przyjaciel, ktoś kto ją wspierał, doceniał, doradzał.. Jakże samotna musiała czuć się ta mała...

"Żadne zwierze nie jest stworzone do znoszenia upokorzeń - ostrzegał lis. Nie nastawiaj się na to, że będziesz je zawsze znosić. Zatrułabyś się na śmierć".


„Po lekcjach wracałam do domu. Kładłam się na kanapie i jechałam na niej przez puste przestronne popołudnia, trochę drzemiąc, przykryta paltem jak zmarznięta pasażerka w nieogrzewanym przedziale kolejowym. Byle dotrzeć do ostatniej stacji wieczoru, na której czekała mnie przesiadka do wanny z gorącą woda. Tę głupią, martwą rozpacz skądś znałam, rozpoznawałam ją jako rzecz najbardziej pierwotną w moim życiu, coś, od czego się ono zaczęło, jego przewodni wątek.Nie szamotałam się. Na coś jeszcze czekałam, lecz nie wiedziałam, że czekam. Byłam zmartwiała, ale tego nie czułam.“

(...)jeśli zdarzało mi się kimś zachwycić, to tylko potajemnie. Nie obciążałam swoim zachwytem innych ludzi, którzy nie wiedzieli by może, co z nim zrobić, to znaczy - jak się od niego uwolnić. Powściągliwość, do której wdrożyła mnie matka, wydawała mi się gwarancją bezpieczeństwa".


Być może jest to książka bardzo osobista, z elementami autobiografii. Być może napisana jest po to, by poukładać sobie te wszystkie doświadczenia, by zrozumieć, a w końcu przebaczyć.
Niezwykle poruszająca, skłaniająca do refleksji w trakcie i po przeczytaniu. Cała jest jednym wielkim cytatem. Opisy emocji tak precyzyjnie opisane, że momentami aż brutalne. Dla jednostek empatycznych i wrażliwych – wstrząsająca. Przeczytają ją pewnie takie dorosłe już 'samotne małe dziewczynki' i będą mieć poczucie, że ktoś napisał o nich. Dla nich będzie to trudna lektura, ale myślę, że w pewnym sensie oczyszczająca. Świadomość, że nie było się jedną, jedyną taką 'samotną dziewczynką' dodaje sił, otuchy, wsparcia.

Żebyśmy mogli przebaczyć, kiedy nikt nie przeprasza (...) ktoś w nas musi umrzeć. Kto? (...) Ofiara.


To pierwsza książka Magdaleny Tulli, którą przeczytałam. Natknęłam się na nią przypadkiem. Koleżanka na fb wrzucała cytaty z niej na swojego walla. Zaintrygowała mnie. Na pewno nie będzie to ostatnia książka tej autorki, którą przeczytam. W planach mam "Włoskie Szpilki".

czwartek, 14 maja 2015

Co u mnie:)


Jest całkiem nieźle! :)
Zaliczyłam endokrynologa, wróciłam do ćwiczeń, powoli, bo powoli ale wróciłam i idzie mi coraz lepiej :-)
Poza tym jest piękna wiosna!!! Zielono wkoło, pachnie bzem, wyprowadzam rower na spacer i powiem, że rower to jest to. Nie męczę się tak jak przy bieganiu, a przy okazji mogę podziwiać rozkwitającą przyrodę i pstrykać fotki. Czuję się wtedy szczęśliwa:-)
Tak jest pięknie:


W związku z hashimoto walaczę dalej. Rano biorę euthyrox, staram się dbać o dietę, a pomagają mi w tym nowe blogi do obserwowania:
W związku z tym, że w Hashimoto wskazana jest dieta bezglutenowa powoli zaczęła się do niej przymierzać. Znalazłam świetnego bloga z przepisami dla bezglutenowców:

>> http://stworkowoo.blogspot.com/

Prawdziwa kopalnia przepisów. Do tego potrawy wyglądają tak smakowicie i na takie proste w wykonaniu, że ma się ochotę od razu je przetestować.

Kolejny to aktywnie z niedoczynnością. Treningi, dieta przy niedoczynności, a przede wszystkim masa informacji na temat hashimoto. Po prostu cała kopalnia informacji na temat tego jak żyć i jak sobie radzić z tarczycą. Podziwiam dziewczynę, która prowadzi tego bloga. Też chciałabym taka być, a tak daleko mi do tego;)

I następny blog: Japoński motyl . Kolejna kopalnia porad, informacji na temat niedoczynności.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Strefa szaleństwa - Joy Fielding

Bywa, że im lepiej kogoś poznajesz, tym trudniej ci go lubić. Im mniej wiesz, tym lepiej.

Dotychczas przeczytałam dwie książki tej autorki i mogę powiedzieć, że jest coś co łączy wszystkie trzy. Dokładnie dwie rzeczy. Pierwsze to: Wciągająca, poruszająca fabuła, sprawiająca, że trudno się oderwać od jej książek. Drugie, zaś: Równie szybko jak się czyta jej książki, tak samo szybko się o nich zapomina. Musiałam zerknąć na LC, by przypomnieć sobie zarówno tytuł jak i fabułę dwóch poprzednich książek ;)
Jednak nie uważam czasu spędzonego z tą książką za stracony. Jak już wspomniałam, nie mogłam się od niej oderwać i ciągnęło mnie by do niej wracać. W dodatku jest to jedna z nielicznych książek jaką ostatnio przeczytałam do samego końca;>

Akcja "Strefy Szaleństwa" rozpoczyna się dokładnie w "Strefie Szaleństwa' - jest to knajpa, gdzie często spotyka się dwójka przyjaciół, a dziewczyna jednego z nich pracuje tam jako barmanka. Piękna, 'zrobiona' Kristen, przystojny Jeff - jej chłopak i zawadiacki Tom. Dołącza do nich od niedawna przyrodni brat Jeffa - nielubiany przez obu panów Will. W tle pojawia się piękna kobieta, która samotnie pije granatowe drinki z martini w kącie baru. Kobieta przyciąga wzrok mężczyzn, wydaje się też być smutna, co intryguje towarzystwo naszych bohaterów. Panowie zakładają się o to, kto pierwszy ją poderwie...
I tu miałam ochotę odłożyć lekturę i do niej nie wracać;)
Święta jednak sprawiają, że człowiek ma dużo czasu i nie jest aż tak wymagający. Czytałam więc dalej. I nie żałuję:>
Książka dobrze napisana, wciągająca fabuła. Pisarka wykreowała wyrazistych, aczkolwiek niezbyt skomplikowanych bohaterów. Znajdziemy tu i przemoc w rodzinie,i problem stresu po wojnie w Afganistanie. Koniec dość nierealistyczny, ale zaskakujący. Czytając recenzję tej książki, zauważyłam, że większość czytelników właśnie to zakończenie zauroczyło. Mnie jednak nie. Sprawiło, że cała książka stała się mniej realistyczna i jest tylko zwykłą powiastką na luźne popołudnie.

piątek, 3 kwietnia 2015

serendypia :-) a przy okazji wyzwania na kwiecień.


serendypia (od ang. serendipity) – sztuka dokonywania szczęśliwych odkryć całkiem przypadkiem. Znajdywanie cennych i miłych rzeczy, których się nie szukało. Szczęśliwy dar dokonywania przypadkowych odkryć.

Mam ten dar:) Tym razem postanowiłam spisać moje odkrycia, bo stały się one inspiracją do kwietniowych wyzwań:)

Dzisiejsze moje odkrycia:

- przede wszystkim blog Agnieszki Maciąg :) Cudowna, promienna, piękna kobieta. Przeglądając jej bloga czułam jej energię, harmonię, spokój. Muszę częściej tam zaglądać. Takie lektury mnie 'koją', wyciszają. Ciekawa jestem też jej książki: Smak Miłości

- na blogu Agnieszki przeczytałam o Pięciu Rytuałach Tybetańskich. Zaciekawiły mnie one i zainspirowały. To świetne ćwiczenia na początek dnia. Może dzięki nim w końcu uda mi się wstawać z radością i podekscytowaniem. Jestem zniesmaczona moimi kłopotami z porannym wstawaniem. Budzę się zmęczona, obolała i totalnie bez energii. To prawda daję sobie mało czasu na rozruch z rana, bo wolę się wyspać i śpię najdłużej jak się da. Mam świadomość, że to rzutuje nie tylko na zepsuty poranek, ale też na cały dzień. Mam w sobie wzór idealnego poranka, wiem, że potrzebuję na niego minimum 80minut. Do tej pory jednak bardzo często daję sobie rano góra 40minut... :| Trzeba to zmienić~! Tutaj też o rytuałach tybetańskich.

- i tak sobie siedzę a nagle mój wzrok trafił na boczny pasek tego drugiego bloga! Niedoczynność tarczycy, czyli coś o czym wiem od niedawna, że się do mnie przypałętało.

- Tydzień bez narzekania u Agnes. Bardzo spodobała mi się idea, a że noszę się z zamiarem takiego wyzwania od dawna to jak miałabym nie wziąć w nim udziału. Tym bardziej, że tydzień to przecież mało.. Haha, zobaczymy:>

Podsumowując, moje wyzwania na kwiecień to:
1. Tydzień bez narzekania
2. Poranki z Rytuałami Tybetańskimi:) Jak to cudownie brzmi:)
3. Endokrynolog, poczytać o niedoczynności, poszperać, może znów trafię na coś dobrego dla mnie:)

I to by było na tyle, bo co za dużo to niezdrowo i nie wychodzi w moim przypadku:) Będę kontynuować moje spacery, powoli wrócę do ćwiczeń, z pielęgnacji dalej olejowanie włosów. Koleżanka pracowa zainspirowała mnie, tym, że u niej super sprawdza się zwykły olejek bambino! Tyle już tych olejów próbowałam, kokosowy, łupianowy i nic. A po zwykłym bambino mam wreszcie miekkie i dające się rozczesać włosy!

Dziś jestem wdzięczna za:
- duży ekran telefonu dzięki niemu mogę czytać w pracy:)
- cudowną muzykę w trójce:)
- spokojny czas w pracy dzięki czemu pomalowałam paznokcie:)
- inspiracje! Dziwnym trafem tym razem to dzięki blogom dwóch Agnieszek:)
- ananasa i banana na śniadanie,
- znalazłam fajny blog Agnieszki Maciąg a w nim m.in. to:


„To co naprawdę jest ważne dla ciebie, to nie ludzie, rzeczy czy uwarunkowania same w sobie, lecz myśli i przekonania, które na ich temat masz. To nie postępowanie innych, ale twoje własne myśli tworzą lub niszczą ciebie. Historię swojego własnego dnia jutrzejszego i przyszłego roku piszesz myślami, które zajmują cię dzisiaj. Swoje życiowe przeznaczenie kształtujesz dzień po dniu, całkowicie poprzez sposób w jaki reagujesz myślami na wydarzenia, kiedy ich doświadczasz.

Właściwa reakcja na te wydarzenia, to sztuka życia najwyższych lotów”.